Moje zakupy i łupy z 34 Targów Kosmetologicznych LNE

11/22/2016 Ania T.

   Relację z Targów LNE, które odbyły się niedawno w Krakowie, możecie przeczytać TUTAJ. Wiem jednak, że tym, co zawsze każdego ciekawi najbardziej są...zakupy! A muszę przyznać się bez bicia, że wyszłam z pełnymi torbami i przywiozłam do domu ogromną ilość nowości, ale także produktów, które znam i bardzo lubię. Jeśli chcecie wiedzieć co trafiło do mojego zakupowego koszyka, to zapraszam do czytania! 
   Zacznijmy od łupów "lakierowych". Praktycznie za każdym razem gdy jadę na jakiekolwiek targi, wracam z co najmniej jednym lakierem do paznokci. Dlaczego tak się dzieje? Może dlatego, że nie mogę się powstrzymać przed zakupem, gdy widzę lakiery, kosztujące normalnie ok. 60 zł za komplet, w cenie 9 zł? 
   Tak właśnie jest między innymi z miniaturkami O.P.I. Zazwyczaj bardzo ciężko jest je kupić w formie mini poza zestawem. A na targach zawsze są misy, w których mamy do wyboru kilka kolorów mini-opików. Co prawda wybór jest mocno ograniczony (zazwyczaj są to max 3-4 kolory), ale można je kupić w atrakcyjnej cenie (jak na O.P.I, które nie należy do najtańszych firm), więc zawsze coś sobie w tej misie wynajdę. W Krakowie wzbogaciłam kolekcję o 2 kolorki: piękny, różowy nudziak oraz głęboki, ciemny fiolet.
  Na tym się skończyły zakupy lakierów "tradycyjnych", dalsze kroki skierowałam do innych stanowisk, gdzie wyposażyłam się w całkiem sporą (jak na mnie) ilość lakierów hybrydowych.
   Na pierwszy ogień poszło stoisko Alessandro, producenta profesjonalnych, uwielbianych przez kosmetyczki lakierów. Tam kupiłam dwa jesienne kolory z nowej kolekcji, oraz bazę i top w jednym. Oba lakiery są z serii Striplac, co oznacza, że powinny same odchodzić od paznokcia po jakimś czasie, podobnie jak bazy typu peel-off.

   Następnym lakierowym stoiskiem, przy którym przystanęłam na dłużej, był stand dość obleganej marki Chiodo Pro. Wcześniej o niej tylko słyszałam, ale nie miałam okazji wypróbować jej produków. Po tych targach się to zmieni, bo w moje ręce trafiły 3 nowe kolory hybryd (miałam 4, ale jeden z nich podarowałam siostrze na urodziny) oraz remover (którego brak na zdjęciu).
   Na tym się skończyły zakupy lakierowe. Mogłam skupić się na tym, co kocham najbardziej, czyli pielęgnacji! Muszę przyznać, że wybór produktów i różnorodność marek, jakie były obecne na targach, były tak ogromne, że nie wiedziałam gdzie podejść najpierw. Wszystkie stoiska kusiły, ale ostatecznie zdecydowałam się na odwiedzenie tylko kilku z nich.
   Skin79 to był obowiązkowy punkt programu i jeszcze zanim pojechałam na targi wiedziałam, że muszę się tam pojawić. Nie zawiodłam się! Udało mi się kupić wszystkie produkty, które wcześniej upatrzyłam sobie w sklepie internetowym. Wróciłam do domu z maską, która w tym roku została nagrodzona przez LNE, czyli Pore Bubble Cleansing Mask, czyścikiem do twarzy Yum Yum Cleanser, o którym czytałam wiele pozytywnych opinii (i po jego użytkowaniu w ogóle im się nie dziwię, jest fantastyczny!) oraz...kolejną maską, tym razem Pore Designing w słoiczku. 
   Moje serce skradł przepiękny zapach produktów do pielęgnacji dłoni z serii profesjonalnej Apis Cosmetics. Miodowo-bakaliowe musli to kopia przepięknego aromatu bananowej serii do włosów The Body Shop, którą po prostu uwielbiam! Nie mogłam przejść koło takiego cuda obojętnie, dlatego też postanowiłam zafundować sobie SPA dla rąk i paznokci i do koszyka wrzuciłam balsam oraz peeling do dłoni.
   Jeśli już jesteśmy przy pielęgnacji dłoni i peelingach, to muszę Wam wspomnieć o moim kolejnym nabytku. Jest to peeling do dłoni Olive Tree Spa Clinic, czyli firmy, o której już Wam wspomniałam w relacji z targów. Mimo, że jest to peeling do dłoni, ja stosuję go do całego ciała...i również świetnie się sprawdza w tej roli! Do tego pachnie różą i wygląda baaaaardzo smakowicie. Czego chcieć więcej?
   Nie mogłam ominąć stoiska marki Norel. Jest to firma, z którą odbyłam bardzo ciekawe szkolenia z dziedziny kosmetologii w trakcie gdy chodziłam do szkoły kosmetycznej. Mają profesjonalną kadrę i bardzo dobre kosmetyki. Choć nie są to najtańsze produkty, to zapewniam Was, że są warte każdej złotówki. W trakcie targów uzupełniłam zapas mojej ulubionej pianki do twarzy z serii Skin Care. Przy okazji wyszłam z torbą pełną próbek.
   Ze względu na to, że pędzel do pudru jest u mnie zdecydowanie najczęściej używanym przyrządem do makijażu, kupiłam sobie nową sztukę "na zapas" na stoisku Maestro. Wybrałam puchaty pędzel nr.190 z naturalnego włosia.
   Podobnie jak wyżej wspomniane już Olive Tree Spa Clinic, moim kolejnym targowym odkryciem była firma Dressdner Essenz. Tak samo jak Apis, DE urzekło mnie cudownymi zapachami swoich kosmetyków, ale również pięknie wyglądającym i zdecydowanie przyciągającym wzrok stoiskiem. Udało mi się kupić ostatni zestaw z serii Winter Berries!
   Ostatnie produkty, które zagościły wśród moich targowych nowości to kosmetyki firmy YOPE. Naturalne, z przecudnymi opakowaniami i zapachami to były moje "chciejstwa" już od dawna. Dzięki targom LNE w moje ręce trafiły dwa balsamy (teoretycznie są przeznaczone do rąk, ale można je stosować także do ciała) oraz mydło kuchenne.
 Ale to nie był koniec niespodzianek! Po targach dostałam od organizatora, czyli pisma LNE przepiękną paczkę, w której oprócz najnowszego numeru magazynu (świetna lektura, polecam każdemu maniakowi kosmetyków, można się dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy i wzbogacić swoją wiedzę!), było kilka kosmetycznych perełek do testowania.
   Jako pierwszy moją uwagę przciągnął krem BB marki Cell&Lab. Jest to firma produkująca głownie kosmetyki dla profesjonalistów, nie wiem czemu nie zwróciłam na nią uwagi na targach. Teraz żałuję, bo nie wiem czy będę miała okazję kupić te produkty poza gabinetami kosmetycznymi...Krem spodobał mi się już po pierwszym użyciu. Kryje bardzo delikatnie, ale tak cudownie stapia się ze skórą i ją wygładza, że chyba jeszcze nie miałam kosmetyku, który by mu pod tym względem dorównywał. Używanie go to sama przyjemność!
   Kolejny prezent najbardziej zadowolił moją mamę. Od lat jest ogromną fanką odżywki Revitalash, stosuje ją z bardzo dobrym efektem. Dlatego też trafiła właśnie do niej, jako przedwczesny, mikołajkowy podarunek.
   Mimo, że lakierowa kolekcja po mojej targowej wyprawie znacznie się powiększyła, to LNE postanowiło zadbać o nią jeszcze bardziej. I tak w moje rączki trafił duet dwóch dużych O.P.I-ków w absolutnie cudownych kolorach. Głęboki, ciemnomalinowy róż i bakłażan to zdecydowanie moje barwy!
   W paczce znalazł się także krem Bielenda Professional, który w tym roku otrzymał nagrodę Innowacja LNE. Jest to produkt z serii wybielającej z retinolem oraz kwasami. Czuję, że bardzo się z nim polubię, bo to właśnie z Bielendą zaczynałam swoją przygodę z kwasami. 
   Ostatnie kosmetyki to dla mnie bardzo miła niespodzianka, ponieważ są bardzo dobrze znane, ale na żadnych targach nie da się uświadczyć ich stoiska. Jest to marka sama w sobie, myślę, że nie musi się dodatkowo promować, bo każda fanka kosmetyków doskonale ją kojarzy. Proszę Państwa, oto M.A.C! Dzięki LNE będę miała okazję w końcu wypróbować lakiery do paznokci tej firmy, a do kolekcji matowych pomadek (które kocham!) dołącza kolejny odcień "Stone".
   I jak się Wam podobają moje zakupy i prezenty?
A może Wy też byliście na tych targach i chcecie się pochwalić łupami?
Czekam na Wasze relacje!

Podobne Posty

0 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!