Shiny Box Lipiec 2016- zawartość i recenzja pudełka

8/06/2016 Ania T.

   Pudełko czerwcowe było moim zdaniem najlepszym, jakie Shiny w tym roku wypuściło. W końcu była to edycja urodzinowa, więc chcieli zaskoczyć subskrybentki bardzo dobrą zawartością. Dlatego też bardzo napaliłam się na edycję lipcową. Niestety, tutaj zachwytów nie będzie, bo box jest więcej niż przeciętny...absolutnie brakuje w nim czynnika "wow", który sprawiłby, że mogłabym polecić jego kupno. 
   Co znalazło się w środku?




   Najmocniejszym punktem lipcowej edycji okazały się produkty firmy Stenders. W pudełku każda klientka znalazła pełnowymiarową różaną kulę do kąpieli oraz...kawałek naturalnej gąbki, tej właśnie marki. Shiny dorzuciło także próbkę różanego peelingu do twarzy, który klientki VIP otrzymały w pełnowymiarowej wersji w czerwcowym boxie. Ubolewam nad tym, że nie mam w domu wanny, bo przez to kula okazała się u mnie zupełnie nieprzydatna (no może nie do końca, trzymam ją w szafie, bo dzięki niej pięknie pachną mi ubrania). Kawałek (!) gąbki bardzo mnie rozśmieszył, nie jest to pełnowymiarowy produkt (przynajmniej tak głosi ulotka) i jest tak mała, że nada się tylko i wyłącznie do mycia twarzy. Za to peeling zużyłam z ogromną przyjemnością. Mam wersję pełnowymiarową i bardzo się lubimy :)

   Dalej już niestety jest mniej kolorowo...kolejnym produktem okazała się....miniaturka (tak, dobrze czytacie, miniaturka!) drogeryjnego szamponu Gliss Kur. Nie jest to moja ukochana marka, ale nie narzekam, bo przyda się na podróż (których ostatnio zdecydowanie mi nie brakuje). Dlaczego jednak Shiny zdecydowało się na miniaturę, skoro nie jest to żaden wysokopółkowy kosmetyk? Tego chyba nie wiedzą nawet najstarsi górale...

   Tak, dobrze widzicie. To jest kostka mydła Dove, warta ok. 4 zł :D Nie muszę tego chyba komentować. Nie lubię mydeł w kostce, więc pewnie u mnie poleży, zanim ktoś się nad nim zlituje i przygarnie do siebie.

   Akurat walczę z wypadającymi włosami, więc każdy produkt pomagający w tej walce jast u mnie mile widziany. Tylko znów się pytam...dlaczego MINIATURKA (bo ulotka nie głosi, że jest inaczej)? Serio, to serum w drogerii kosztuje ok. 11 zł i jego opakowanie na pewno nie zajęłoby całego boxa (podobnie jak krem do rąk albo do stóp, bo te miniaturki trafiały się w innych wersjach pudełka). Szkoda, bo tak mała ilość raczej nie pozwoli mi na wyrobienie sobie opinii o tym kosmetyku. A serię Radical miałam kiedyś okazję stosować (szampon i mgiełkę) i nawet przypadły mi do gustu.

   Z tuszu do rzęs Pierre Rene początkowo bardzo się ucieszyłam. Akurat kończył mi się mój stary tusz Revlon i potrzebowałam jakiegoś dobrego zamiennika. Shiny chyba czytało mi w myślach! Zachwyt minął po pierwszym użyciu. Mascara okazała się tak zła, że dawno nie miałam takiego bubla. Markę PR wspominam miło, a wszystko dzięki pewnemu podkładowi, który jest nie tylko tani, ale i godny polecenia. Natomiast ten produkt to jedno wielkie nieporozumienie! Potwornie skleja rzęsy i gwarantuje efekt pandy po kilku godzinach noszenia. A szkoda, bo mógł być jedną z niewielu "perełek" lipcowej edycji...

   Z henną do farbowania włosów mam niezbyt przyjemne wspomnienia. Może nie tyle nieprzyjemne, co takie z cyklu "jak to dobrze, że mi się to nigdy nie przydarzyło"...otóż jakiś czas temu postanowiłam sobie rozjaśnić końcówki. Niestety, zapomniałam, że pół roku wcześniej nakładałam na włosy hennę! No i zamiast blond końcówek, mam zielone. Koniec historii :D Więc raczej nie skuszę się na powtórne farbowanie tym produktem :D I ostrzegam Was, żebyście nigdy nie tlenili włosów po użyciu henny :D

   Szminek i pomadek nigdy za wiele, więc akurat na jej obecność w boxie nie mam co narzekać, Delii jeszcze nie miałam okazji testować, a kolor wydaje się całkiem ładny. Chyba ktoś wyczuł, że jestem wielką fanką różu :) 

   Niewiele więcej jestem teraz w stanie na jej temat napisać, bo jeszcze jej nie testowałam. Ale być może dostanie niedługo szansę na swój debiut :)

   Na zdjęcia (zupełnie nie wiem dlaczego) nie załapał się pełnowymiarowy antyperspirant Rexona, który o dziwo okazał się produktem, po który sięgam najczęściej i najchętniej z tego pudełka. 

   Jak mogę je podsumować? Myślę, że słowa mogłoby być zdecydowanie lepiej idealnie oddają zawartość lipcowego boxa. Z plażą na pewno ma niewiele wspólnego (a przecież jego nazwa to "Beach please!"). Oprócz tego nie znalazłam tam żadnego produktu, który spowodowałby  u mnie szybsze bicie serca. Większość to zwykłe kosmetyki, które możemy kupić bez żadnego problemu w każdej pobliskiej drogerii. Bez szału, niestety. Shiny! Liczę na to, że w sierpniu się postaracie!

Podobne Posty

0 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!