Opróżniamy nasze kosmetyczki: moje ulubione kosmetyki do pielęgnacji twarzy

8/08/2016 Ania T.

   Czas na kolejny tydzień wyzwania z Trusted Cosmetics! Dziś pokażę Wam moje ulubione kosmetyki do pielęgnacji twarzy. Sięgam po nie najczęściej. Mimo, że nie ma ich jakoś wiele (bo staram się ostatnio mocno ograniczać ilość produktów, które nakładam na twarz), to jeśli sami kiedyś je kupicie, nie powinniście być rozczarowani. Zaczynamy!
pielegnacja_twarzy_wyzwanie_dla_blogerek


   Jak widać na powyższym zdjęciu, w swojej pielęgnacji zwracam uwagę zarówno na demakijaż i oczyszczenie, jak również na nawilżenie skóry i walkę z niedoskonałościami. 
   Aby zapewnić mojej cerze odpowiedni poziom nawilżenia, a także sprawić, żeby była gładka, bez żadnych "niespodzianek", stosuję 3 produkty:

   Maskę-krem z alg filipińskich Orientana mieliście już okazję bliżej poznać w TYM wpisie. Ze względu na to, że jest bardzo wydajna, nadal mam jej całkiem sporo i używam z przyjemnością. Nakładam ją raz w tygodniu, na noc, na skórę twarzy, szyi oraz dekoltu. Maska świetnie odżywia, nawilża i pielęgnuje moją cerę. Rano budzę się i widzę, że buzia wygląda na wypoczętą i gotową do porannych zabiegów.

   Równie wydajne jak maska, okazało się Bio serum do twarzy Neem&Tulsi Orientana. Je również szerzej opisywałam w oddzielnym wpisie (TU). Ten produkt stosuję 1-2 razy w tygodniu, również na noc, na skórę twarzy i szyi. Pomaga mi w walce z niedoskonałościami, gdyż wykazuje doskonałe działanie antybakteryjne. Zawsze kiedy zauważę jakieś niedoskonałości, serum od razu wkracza do działania!

   Moim ostatnim odkryciem jest ajurwedyjski krem z himalajskich ziół Kailas, na bazie oleju kokosowego. Nie tylko radzi sobie ze zmianami skórnymi, ale również zabezpiecza i nawilża cerę. Ma mocno ziołowy zapach, co nie powinno nikogo dziwić, ponieważ to właśnie one stanowią jego podstawowe składniki. A skład ma naprawdę ciekawy! Ostatnio moja skóra mocno kaprysi, mam dużo lotów, co oznacza, że non stop muszę nakładać mocny makijaż. Odbija się to na jej stanie. Na szczęście ten krem, w połączeniu z wyżej pokazanym serum, radzą sobie z tymi nagłymi atakami zatkanych porów. Krem stosowałam codziennie, chociaż ostatnio stan skóry się poprawił, więc staram się go nakładać tylko w razie potrzeby. Na co dzień natomiast sięgam po zwykły krem nawilżający.

   Jeśli mowa o twarzy, to nie mogę tutaj pominąć także ust! Tutaj nie stosuję żadnych skomplikowanych zabiegów i bardzo drogich produktów.

   Moim niezbędnikiem, który pomaga utrzymać usta w dobrej kondycji jest...wazelina Vaseline. Ta oprócz delikatnego, różanego zapachu, nadaje wargom także delikatny, różowy odcień i połysk. Chroni je przed przesuszeniem i koi, gdy są mocno podrażnione (np. po zmyciu matowej szminki). Produkt tani, bardzo łatwo dostępny i idealnie pasujący do torebki. Stosuję go zawsze wtedy, gdy czuję, że skóra ust jest spierzchnięta. 

   Pozostałe kosmetyki to must-have, jeśli chodzi o złuszczanie, oczyszczanie oraz demakijaż. Ich liczba nie powala, ale tak jak pisałam wyżej, stosuję ostatnio naprawdę minimalną ilość kosmetyków, żeby dodatkowo nie obciążać skóry. 

   Pierwszą rzeczą, którą zawsze robię po przebudzeniu, jest przemycie twarzy lipowym płynem micelarnym Sylveco. Dzięki temu pozbywam się zanieczyszczeń z całej nocy i przygotowuję skórę do aplikacji kremu i ewentualnego makijażu. Micel stosuję również wieczorem, zaraz po oczyszczeniu twarzy żelem, ewentualnym peelingu, ale przed nałożeniem kremu. Czasem zamiast płynu micelarnego stosuję tonik, jednak ostatnio częściej sięgam właśnie po płyn micelarny. Zdarza mi się stosować go również do demakijażu. Jednak w tej kwestii zdecydowanie lepiej sprawdza się u mnie olejek do demakijażu oraz pianka.

   Ze względu na to, że cera znów ostatnio zaczęła kaprysić, do łask wrócił u mnie biosiarczkowy żel do mycia twarzy Balneokosmetyki, który recenzowałam Wam TUTAJ. Jest to produkt, który idealnie sobie radzi z moją mieszaną, czasem bardzo problematyczną cerą. Bardzo dobrze ją oczyszcza i przygotowuje do peelingu. Mimo, że zawiera w sobie siarkę, to nie śmierdzi, a wręcz przeciwnie. Wyczuwam w nim lekką, cytrusową nutę. W zależności od stanu skóry, stosuję go albo codziennie, albo w razie potrzeby. Gdy stan skóry się poprawia, zazwyczaj myję ją nieco łągodniejszym żelem, ewentualnie pianką. 

   Niezbędnikiem w pielęgnacji mojej cery jest również peeling! Tutaj akurat widzicie jedynie próbkę różanego peelingu Stenders. Ale posiadam również wersję pełnowymiarową, którą uwielbiam! Mimo, że nie jest to bardzo mocny zdzierak, zaliczyłabym go wręcz do kategorii łagodnych, to porwał mnie swoim przefantastycznym zapachem! Mimo malutkich drobinek, świetnie radzi sobie z oczyszczeniem i złuszczaniem martwego naskórka. Po każdym użyciu cera jest miękka, promienna i przepięknie pachnie dziką różą. To jeden z moich ostatnich hitów! Stosuję go 1-2 razy w tygodniu.

   Nadal pozostaję wierną fanką 10-etapowego koreańskiego rytuału pielęgnacyjnego twarzy. Kiedy wracam po długim locie i wiem, że skóra potrzebuje bardzo dokładnego oczyszczenia i "dopieszczenia", zazwyczaj wtedy funduję jej koreańskie SPA. Więcej na ten temat opowiadałam Wam w jednym z moich filmików:
A jak wygląda Wasza pielęgnacja twarzy?
Jakie są Wasze ulubione kosmetyki, które stosujecie do pielęgnacji tych okolic?

   

Podobne Posty

0 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!