Korektor Touche Eclat Yves Saint Laurent

6/28/2016 Ania T.

   Wybaczcie dłuższy zastój na blogu, zaczyna się sezon wakacyjny, więc mam w pracy urwanie głowy i ostatnio zdecydowanie częściej przebywam poza domem, niż w nim. Zapraszam Was także na swój kanał na YT, jeśli nie ma mnie na blogu, to tam staram się umieszczać nowe materiały. 
   Dziś chciałabym Wam doradzić, jak znaleźć idealny korektor pod oczy. Mi zajęło to trochę czasu, przetestowałam bardzo wiele tego typu kosmetyków dostępnych na naszym rynku, jednak ostatecznie trafiłam na egzemplarz, z którym już się chyba nie rozstanę.
   
   Na co zwracam uwagę wybierając korektor pod oczy?
-Pierwsza rzecz, to oczywiście odpowiedni kolor. Staram się nie kupować korektorów pod oczy w ciemno, zawsze pytam sprzedawcę o testery, a jeśli nie posiada ich dla konkretnego produktu, to proszę, aby pokazał mi zbliżony kolorystycznie kosmetyk innej marki (jeśli się na tym zna, to będzie wiedział co mi polecić). Nie ma nic gorszego od zbyt ciemnego, pomarańczowego korektora pod oczami! Z takimi odcieniami, moje oczy wyglądają na bardziej zmęczone niż przed użyciem kosmetyku, a przecież nie o to chodzi, prawda?
-Ważną rolę odgrywa konsystencja. Po samym testerze ciężko jest nam ją ocenić (nie zawsze są one dostępne w takiej formie jak właściwy produkt), poza tym konsystencję poznaje się dopiero po aplikacji korektora pod same oczy (testery sprawdzam tylko na dłoni, nie wiadomo kto wcześniej je dotykał i co z nimi robił, więc nie zaryzykuje nakładania ich pod oczy). Jaka powinna być konsystencja idealna? Kosmetyk pod oczy powinnen być przede wszystkim lekki. Być może te cięższe lepiej kryją, jednak w moim przypadku się nie sprawdzają, gdyż ciężko mi się je rozsmarowuje, a pod koniec dnia zawsze zbierają się w załamaniach skóry. 
-Wybierając tego typu produkt, szukam takiej jego formy, która będzie wygodna w użytkowaniu. Osobiście jestem wielką fanką korektorów z pędzelkiem. Tych z "pacynką" używa mi się nieco gorzej, ponieważ zazwyczaj aplikuje ona zbyt dużą ilość kosmetyku. Przy aplikatorze "pędzelkowym", łatwiej mi kontrolować ile produktu nakładam na skórę. 
-Właściwości to oczywiście najważniejsza kwestia, jednak przy doborze korektora w sklepie, często nie mamy jak ich ocenić i polegamy jedynie na obietnicach producenta. Ja lubię produkty rozświetlajace (ale tylko w okolicy oczu!), ale zawsze zwracam uwagę na to, czy nie mają zbyt dużych drobinek. Krycie również jest ważne, od korektora pod oczy nie oczekuję tuszowania takiego jak od kamuflaży, jednak lubię, kiedy radzi sobie z niwelowaniem cieni oraz zaczerwienień. 

   Co sprawiło, że Touche Eclat został moim ulubieńcem? I czy rzeczywiście jest warty swojej ceny? Zapraszam do zapoznania się z moją recenzją!

OPAKOWANIE

   

Mogę określić je tylko jednym słowem...piękne! Złote, eleganckie, ale jednocześnie bardzo minimalistyczne. Oczywiście aplikator ma formę mojego ulubionego pędzelka. Czym się różni od tych, które dotychczas spotykałam wśród produktów drogeryjnych? Tym, że żeby wydobyć produkt, nie muszę przekręcać końcówki, a ją nacisnąć. Zupełnie jak długopis.

SKŁAD

ZAPACH/KONSYSTENCJA
   Korektor jest praktycznie pozbawiony zapachu, wyczuwalna jest w nim jedynie bardzo delikatna, niedrażniąca nosa i ciężka do określenia nuta. 
   Jego konsystencja jest po prostu idealna! Nie za rzadka, ale też nie za gęsta. Jest na tyle "rozwodniony", że fantastycznie się go rozprowadza po skórze, a jednocześnie na tyle gęsty, że nie spływa.

DZIAŁANIE
   Ten produkt spełnia praktycznie wszsytkie moje wymagania. Jest to kosmetyk rozświetlający, jednak na próżno szukać w nim wielkich, błyszczących drobinek. Efekt rozświetlenia jest bardzo, bardzo subtelny i wygląda naturalnie.
   Jego krycie może nie jest wybitne, jednak jak dla mnie, w zupełności wystarczające. Zakrywa zaczerwienienia, wyrównuje koloryt skóry pod oczami, mam wrażenie, że także delikatnie zmniejsza widoczność drobnych zmarszczek.
   Co jeszcze w nim pokochałam? Trwałość! Pozostaje na swoim miejscu bez ścierania się czy rolowania przez wiele godzin! Jest nie do zdarcia. 
   Początkowo byłam nieco przestraszona po jego aplikacji, bo okazał się naprawdę jasny (mimo, że wybrałam sobie odcień nr. 2 (Ivoire), czyli wcale nie najjaśniejszy z oferty. Jednak okazało się, że świetnie współpracuje z każdym z moich podkładów, dobrze się z nimi stapiając i dając naturalny efekt. Dzięki temu rozjaśnieniu, oczy wyglądają na mniej zmęczone, nawet jeśli jestem zmuszona wstawać do pracy w środku nocy (co ostatnio zdarza się często) i nie zdążę się porządnie wyspać.

KOLOR
   Tak jak już pisałam wyżej, mimo, że jest to odcień nr. 2, to i tak okazał się bardzo jasny, z lekko żółtawymi nutami. Z tego co się orientuje, nr.1 jest jeszcze jaśniejszy, tylko, że ma w sobie dużo nut różowych i niekoniecznie pasowałby do mojej karnacji. Być może zdjęcia dobrze tego nie oddadzą, jednak musicie uwierzyć mi na słowo. Na żywo efekt jest dużo, dużo lepszy. Krycie niedoskonałości jest o wiele lepiej widoczne, a na dobrze przygotowanej (zmatowionej i dobrze oczyszczonej) skórze wygląda prawie jak po fotoszopie :D 

Efekt przed (lewe zdjęcie) i po (prawe)

CENA/DOSTĘPNOŚĆ
   Cena to chyba jego największa wada, dla wielu osób 189 zł (bo tyle właśnie kosztuje w Douglasie), jest nie do pomyślenia. Ja jednak kupiłam go ze zniżką za..80 zł. Czyli prawie 110 zł taniej! Warto polować na promocje, bo uwierzcie mi, jest to produkt warty każdych pieniędzy!
   Kupicie go w Douglasie, ale także w sklepach duty free (polecam, sama ostatnio kupuję kosmetyki tylko tam).  

   Dla mnie okazał się niezastąpiony. I chociaż jego właściwości bardzo przypominają słynny Lumi Magique od L'oreal (który jest dużo tańszy), to jednak zdecydowanie wygrywa z nim trwałością i brakiem drobinek. 

Znacie Touche Eclat?

Podobne Posty

0 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!