Shiny Box marzec 2016: zawartość i krótkie recenzje produktów

4/09/2016 Ania T.

   Jak co miesiąc, zapraszam Was na przegląd i recenzję pudełeczka Shiny Box. Hasłem marcowego boxa był "Słodki Marzec". Muszę przyznać, że wygląd opakowania zachwycił mnie już od pierwszego momentu, jak tylko pojawił się teaser na fanpage'u Shiny. Piękne, różowe, czekoladowe...raj każdej kobiety! Stwierdziłam wtedy, że nawet jeśli zawartość mi się nie spodoba, to przynajmniej będę miała śliczne opakowanie na moje kosmetyki :D Pewnie większość z Was już zna zawartość boxa, więc to nie będzie żadna niespodzianka. A jak się u mnie sprawdziły te kosmetyki?

   Oto całość (bez jednego produktu, który zagubił mi się do fotki grupowej):

1. Olej arganowy w opakowaniu roll-on BIOOLEO (produkt pełnowymiarowy)
   Bardzo lubię oleje, jednak najczęściej służą mi do olejowania włosów. Ten olej jest zamknięty w opakowanie typu roll-on, co powoduje, że w ogóle nie nadaje się do kudełków (wyobrażacie sobie nakłądac olej na włosy roll-onem? Bo ja nie!). A szkoda! Niestety, moja cera nie lubi się z olejami (wyjątkiem są te do demakijażu), a roll-on jest tak malutki, że nie nadaje się do aplikacji kosmetyku na większych powierzchniach, co dyskwalifikuje go jako użyteczny do ciała.



 Pod oczy nie chcę go nakładać, z obawy, że może okazać się za ciężki. Plusa daję za skład (jest to praktycznie 100% olej arganowy, bez żadnych dodatków), a oprócz tego zakup każdego opakowania wspiera akcję ratowania słoni w Afryce, więc wspiera szczytny cel.  Ale zastanawia mnie jego wysoka cena: 56 zł za 15 ml, to naprawdę sporo. Biorąc pod uwagę fakt, że na Polskim rynku jest duża konkurencja i oleje różnego typu można kupić taniej, a także w wygodniejszych i praktyczniejszych opakowaniach, nie mam niestety dobrych przeczuć co do sukcesu tego kosmetyku. I to pomimo całej sympatii do olejów i niewątpliwego dobroczynnego działania oleju arganowego. 

2. Rękawica do demakijażu GLOV
   No i to jest właśnie ten gagatek, który zaginął mi na zdjęciu grupowym! Bardzo się cieszę, że Glov postanowił się rozreklamować w Shiny Boxie, bo najzwyczajniej w świecie uważam, że powinien zostać poznany przez jak największą ilość osób! Ja już mam swoją rękawice- w nieco mniej kompaktowej wersji (ta z boxa mieści się...na 1 palcu!) i jestem bardzo zadwolona. Jest mięciutka w dotyku i nie podrażnia skóry. Glov naprawdę szybko, prosto i dokładnie usuwa makijaż. Wystarczy lekko namoczyć rękawice, a cały brud, podkłady, linery, tusze, szminki i inne kolorowe wynalazki znikają po kilku potarciach. Byłam bardzo poztywnie zaskoczona jakością tego produktu i efektu jaki daje. Dzięki niemu nie muszę marnować ton wacików i miceli. Jedyna wada? Po jakimś czasie rękawice trzeba wymienić, bo nie się brudzi i ciężko ją doprać (szczególnie z wodoodpornych, żelowych linerów i matowych, trwałych szminek), a jej używanie staje się mało higieniczne. Quick Treat będzie dla mnie świetnym towarzyszem podróży, których w nowej pracy na pewno mi nie zabraknie! 

3. Perfumetka PERFUMERIA NENESS (produkt pełnowymiarowy)
   Obecność tej perfumetki wzbudziła naprawdę spore kontrowersje. I wcale mnie to nie dziwi! Z jednej strony niby fajnie, że w boxie znalazły się perfumy (a dokładniej mówiąc ich 22 ml miniatura) w formie wygodnej i prostej w użyciu perfumetki...ale jest i druga strona medalu. Ten zapach jest "inspirowany" La Vie Est Belle.


 Inspirowany, co dla wielu oznacza, że jest to po prostu bezczelna podróbka Lancome. Ten temat jest dość śliski, ja sama nie popieram kupowania podróbek perfum (mówię tutaj głównie o tanich "testerach", które można kupić na Allegro, czy Hoogo Boosah z chińskich marketów). Jednak do tematu perfumetek i perfum na mililitry podchodzę nieco łaskawiej. Oczywiście nie popieram kupowania ich ZAMIAST oryginałów! Przecież wiadomo, że te zapachy są tylko "inspirowane" znanymi odpowiednikami i nie mogą ich zastąpić. Ale jeśli ktoś się waha czy dany zapach będzie dla niego odpowiedni, a nie chce przepłacać, to wtedy takie perfumetki są dobrym rozwiązaniem. Ja tak miałam z zapachem Thierre'go Muglera Alien- jest on bardzo ciężki, specyficzny i nie każdemu się spodoba. Trzeba się do niego przyzwyczaić. Dlatego zanim wydałam ponad 400 zł na oryginał, zadowoliłam się odpowiednikiem. Dzięki temu przekonałam się, że świetnie ten zapach znoszę i w efekcie oryginał dumnie stoi na mojej półce z perfumami :) Niemniej jednak uważam, że produkty wzbudzające takie oburzenie, raczej nie powinny znajdować się w boxach. To czy ktoś kupuje perfumetki czy nie, to jego indywidualna sprawa, jednak nie uważam, że powinny one być promowane w pudełkach tego typu. Co do samego zapachu mam parę zastrzeżeń: moim zdaniem nie jest tak trwały jak oryginał (koleżanka jest wielką fanką La Vie Est Belle i po wypsikaniu się tym aromatem, pachnie cały dzień), zapach ulatnia się po paru godzinach (4-5). Poza tym to kompletnie nie moje klimaty...nawet moja mama stwierdziła, że jego nuty przypominają jej zapach "starej babci"...zdecydowanie wolałabym coś lżejszego i bardziej wiosennego! A następnym razem zamiast perfumetki z "inspirowanej" znanym zapachem, Shiny mogłoby wrzucić do pudła jakąś ładną miniaturkę oryginalnych perfum (w pudełku Inspired By Kasia Tusk z I edycji była miniaturka Daisy Marca Jacobsa...można? Można!). 

4. Szampon Zachwycające Wzmocnienie TIMOTEI (produkt pełnowymiarowy)
   Tego produktu z pewnością nie można nazwać luksusowym...ot, taki tam szampon, który można kupić w każdej drogerii. Skład typowy dla "tanich" kosmetyków, za to ma przepiękny (melonowy!) zapach i działa całkiem nieźle. Nie będę się tutaj za bardzo rozpisywać, ponieważ mam dla Was recenzję całego zestawu (szampon + odżywka), która niedługo powinna ukazać się na blogu.

5. Hipoalergiczny żel pod prysznic BIAŁY JELEŃ (produkt pełnowymiarowy)
   I kolejny zwyklaczek, jak dla mnie pozbawiony efektu WOW. Nigdy nie lubiłam recenzować żeli pod prysznic, bo w sumie niewiele mogę o nich napisać...pieni się ok, dobrze spłukuje, ma delikatny, subtelny zapach i nie podrażnia skóry. Jak dla mnie żel jak każdy inny. Przynajmniej się nie zmarnuje, bo tego typu produkty schodzą u mnie litrami!

6. Balsam do włosów z portugalskiej zielonej glinki LABRAYON
   Bardzo się cieszę, że trafiłam na wersję pudełka z balsamem do włosów! Dlaczego? A no dlatego, że w dwóch pozostałych wariantach była albo kredka do ust, albo kredka do oczu, a tych produktów mam w domu dostatek! Za to odżywki do włosów przyjmuję w każdej ilości! Włosy myję codziennie, oprócz szamponu, nakładam także odżywkę, więc zużywam je w naprawdę szybkim tempie. Jak się u mnie sprawdził kosmetyk Labrayon? Pierwsze co zauważyłam, to bardzo rzadka, dość nietypowa jak na odżywkę, konsystencja. To sprawia, że produkt staje się mało wydajny. Zapach ma niezbyt przyjemny, taki...gliniasty. Ale w sumie niczego innego się nie spodziewałam po produkcie z glinką ;) Dobrze wygładza włosy, sprawia, że nie są tak naelektryzowane i nie utrudnia rozczesywania. Aczkolwiek miałam już lepsze balsamy do włosów, więc szału nie robi. 

   Z tych wszsytkich produktów, najbardziej jestem zadowolona z rękawicy Glov. Mimo, że to pudełko jest moim zdaniem lepsze niż styczniowe, to jednak nadal brakuje mu tego "czegoś", co by mnie zachwyciło.

A Wy co myślicie o zawartości marcowego Shiny Boxa?


           

Podobne Posty

0 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!