Kosmetyczne lektury: Charlotte Cho "Sekrety urody Koreanek. Elementarz pielęgnacji"

3/17/2016 Ania T.

   Uwielbiam Azjatki! Tak, wiem, zabrzmiało to bardzo dwuznacznie. Ale nie doszukujcie się tutaj żadnych podtekstów. Mi chodzi tylko i wyłącznie o ich typ urody! Trzeba przyznać, że mają piękne, wręcz alabastrowe cery, bez żadnych niedoskonałości i zawsze wyglądają młodo. Bywa tak, że 50-letnia matka, wygląda tak samo świeżo i promiennie jak jej dużo młodsza córka. Zawsze im tego zazdrościłam. Dlatego też kiedy tylko zobaczyłam, że na rynku dostępna jest książka zdradzająca sekrety urody Koreanek, od razu wiedziałam, że muszę ją kupić. Pochłonęłam ją bardzo szybko, dokładnie układając sobie w głowie całą zdobytą wiedzę i wprowadzając ją w życie. Czy dzięki tej lekturze mamy szansę na to, żeby chociaż w połowie wyglądać tak dobrze jak Azjatki? A może to kolejna pozycja na półce, która będzie tylko stała i się kurzyła?

Autor: Charlotte Cho

Tytuł: "Sekrety urody Koreanek. Elementarz pielęgnacji"

Wydawnictwo: Znak literanova

   Moją uwagę od razu zwróciła urocza okładka, jest bardzo dziewczęca i bardzo skojarzyła mi się z Azjatkami. One uwielbiają słodkie, różowe rzeczy i fikuśne czcionki (dlatego właśnie większość kosmetyków ze Wschodu ma takie urocze opakowania z nietypowym designem). Oprawa jest miękka, trzeba na nią uważać, bo może się brudzić i odkształcać. Za to strony są wydrukowane na grubym i solidnym papierze. Niewiele w niej obrazków, dominuje tekst (pisany dużą czcionką, także spokojnie, nie martwcie się o swoje oczy!).Oczywiście książka jest podzielona na odpowiednie rodziały, ale tytuły niektórych z nich niewiele nam powiedzą, jeśli się w nie dobrze nie wczytamy. To akurat mi się podoba, bo tylko zachęca do lektury. Muszę przyznać, że dzięki tej lekturze udało mi się poszerzyć swoją wiedzę na temat kosmetyków Azjatyckich. Do tej pory ograniczała się ona do kremów BB i uważałam, że to i tak dużo. A tutaj proszę! Olejki do demakijażu, toniki, maski całonocne, maski w płachcie...ilość produktów do codziennej pielęgnacji, jakie znajdują się w Koreańskich domach jest ogromna. Ale żaden z nich nie jest tam przypadkowo. Każdy z nich jest częścią zestawu niezbędnego do codziennego rytuału piękności. Autorka nie tylko zdradza sekrety, które pomagają Azjatkom zachować młody wygląd na długo, ale także poleca swoje ulubione produkty (zarówno te pielęgnacyjne, jak i kolorowe), zachęca czytelnika do odwiedzin w sprawdzonych "miejscówkach" w Seulu, oraz przybliża nieświadomym ideę "K-Spa" (jeśli chcecie się dowiedzieć więcej na ten temat, polecam zajrzeć do rozdziału 4!). 

Co mi się w tej książce nie podoba?
   Pomimo, że wiele rozdziałów zawiera w sobie bardzo przydatną wiedzę, to jednak uważam, że nie w każdym z nich temat został wyczerpany do końca. Np. w rozdziale o makijażu Koreanek zabrakło mi jakiś konkretniejszych wskazówek. Chociażby facecharta z instrukcją krok po kroku jak się malować, aby uzyskać efekt make-up "no make-up". Oprócz tego większość produktów, które poleca Charlotte, to perełki niedostępne w naszym pięknym kraju (nad czym ubolewam). Ale to akurat nie jest winą autorki i na pewno można znaleźć dla nich jakieś odpowiedniki. 

Komu ją polecam?
   Myślę, że spodoba się każdemu, kto tak jak ja lubi Azjatycki typ urody. A nawet jeśli nie uważa Koreanek za ideał piękna, to na pewno skorzysta z cennych porad, które można znaleźć w tej książce. Na pewno jest to pozycja obowiązkowa dla osób, które chciałyby wzbogacić swoją kosmetyczkę o nowe produkty (uwierzcie mi, z pewnością tak się stanie po jej przeczytaniu! Ja już zamówiłam sobie olejek do demakijażu i maskę całonocną). Dzięki nim Wasza codzienna pielęgnacja na pewno zyska nowe oblicze.

Czego nauczyła mnie ta książka?
   Przede wszystkim tego, że używanie kremu z filtrem to podstawa! Rozdział poświęcony ochronie przeciwko szkodliwemu promieniowaniu UV jest bardzo rozbudowany i po jego przeczytaniu nie tylko odechciało mi się opalać, ale też wyciągnęłam z dna szafy mój filtr 50+. Od teraz zamierzam używać go regularnie! Oprócz tego bardzo zaciekawił mnie również długi (bo aż 10-etapowy!), Koreański rytuał pielęgnacji cery. Wczoraj po raz pierwszy zrobiłam sobie takie SPA dla skóry i muszę przyznać, że jeszcze nigdy nie była taka gładka i miękka w dotyku. Moja kosmetyczka wzbogaciła się także o dwa nowe produkty, które zamierzam wprowadzić do codziennego użytku (olejek do demakijażu oraz maskę całonocną z algami dla cery mieszanej). Myślę, że za jakiś czas na blogu pojawi się post, w którym pokażę Wam mój plan pielęgnacji i ocenię efekty stosowania porad z tej książki.

Ile kosztuje i czy warto ją kupić?
   Myślę, że wdatek ok. 28 zł to naprawdę niewielka suma. Zamiast iść do drogerii i kupować kolejny niepotrzebny kosmetyk, może lepiej zainwestować w lekturę, która pomoże Ci ułożyć własny plan pielęgnacji w stylu Koreańskim? Ja swój egzamplarz kupiłam na stronie wydawnictwa Znak, ale z tego co widziałam, jest dostępna w wielu księgarniach internetowych, więc na pewno nie będziecie mieli problemu z jej zakupem.

A jak tam zawartość Waszej biblioteczki?
Czy książka Charlotte Cho zagrzała już w niej swoje miejsce?


           

Podobne Posty

0 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!