Droższe vs. Tańsze: kolorowe kosmetyki wysokopółkowe i ich tańsze odpowiedniki

3/06/2016 Ania T.

   Należę do osób, które zwracają bardzo dużą uwagę na jakość kosmetyków, których na co dzień używam. Miałam już okazję testować wiele różnych marek i przez te kilka lat znalazłam parę perełek, które chętnie polecam moim czytelnikom, a także znajomym. Chyba jak każda kobieta lubię dobrze wyglądać, a wiadomo, że makijaż jest jednym ze sposobów, aby osiągnąć ten cel. Nie uważam się za mistrzynię make-upu, ale z chęcią próbuję na sobie różne nowości "kolorówkowe". W moich zbiorach znajdują się zarówno kosmetyki marek selektywnych, jaki i takie, które kupicie za grosze w każdej drogerii. Często zdarza się tak, że drogeryjne kosmetyki wcale nie odbiegają jakością od tych, które kupicie za niebotyczne kwoty w ekskluzywnych salonach. Dzisiaj przygotowałam dla Was małą ściągawkę: kosmetyki droższe, zestawiłam z ich tanimi, drogeryjnymi odpowiednikami. Łączy je wygląd, działanie no i przede wszystkim porównywalna jakość, jeżeli chodzi o trwałość i działanie danego produku. Chłopcy! Pamiętajcie, że zbliża się Dzień Kobiet, może ta ściągawka pomoże Wam znaleźć prezent dla Waszych piękniejszych połówek/mamy/siostry/babci :) 

KOSMETYKI/AKCESORIA DROŻSZE
  1. Meteoryty Guerlain: mój przedmiot pożądania! Te kulki marzą mi się już od dawna, niewykluczone, że niedługo stanę się ich szczęśliwą posiadaczką. Każda kobieta ucieszyłaby się z takiego prezentu od ukochanego. Nie tylko pięknie wyglądają, ale również są chwalone przez całe rzesze blogerek. Podobno pachną tak samo ładnie jak się prezentują :) Niestety, taniej niż za 170-180 zł ich nie kupicie.
  2. Palety magnetyczne Inglot i M.A.C: palety magnetyczne mają bardzo wiele zalet. Pomagają  nie tylko uporządkować kosmetyki ale także sprawiają, że możemy mieć wszystkie niezbędne produkty w jednym miejscu, co oszczędza nam nie tylko czas, ale także bezcenne miejsce w kosmetyczce. Najbardziej znane są te z Inglota. Niestety, mają pewne wady: po pierwsze wersje z przegródkami są dopasowane głównie do wkładów firmy Inglot. Trzeba mieć niezłe szczęście, żeby zmieścić tam wkłady innych firm. Po drugie, najmniejsza wersja tej paletki, miesząca zaledwie 1, kwadratowy wkład, kosztuje 13 zł. Paletki M.A.C to w ogóle kosmos, bo trzeba oddzielnie płacić za opakowanie, a oddzielnie za wkłady (które też są dopasowane pod konkretne produkty tej firmy), więc jej koszt wyniesie nie mniej niż 100 zł.  Najtańsza paletka, mieszcząca 4 cienie (oczywiście M.A.C-owe), to koszt 28 zł. Dodam, że każdy, pojedynczy cień do tej palety kosztuje 57 zł...
  3. Eyeliner w żelu Inglot: kiedy miałam szkolenie z groomingu w pracy, nasza makijażystka pokazywała nam jak mamy się na co dzień malować. Okazało się, że jest wielką fanką kosmetyków Inglot. Miałam więc przyjemność zapoznać się z żelowym linerem tej firmy w odcieniu ciemnej szarości. Produkt okazał się trwały i prosty w użyciu. Jednak za mały słoiczek trzeba zapłacić 40 zł, a żeby nadawał się do użytku, to należy dokupić do niego pędzelek (kolejny wydatek). Dodatkowo dowiedziałam się, że dość szybko traci właściwą konsystencję i wysycha, co nieco mnie zasmuciło...
  4. Korektor pod oczy Bourjois: pełna nazwa tego produktu to Bourjois Healthy Mix Illuminating Brush Concealer. Nie wiem czy nadal jest dostępny w regularnej sprzedaży, ja kupiłam go na wyprzedaży w Douglasie (kiedy likwidowali szafy tej marki) za ok. 30 zł. To był bardzo lekki, łatwy w aplikacji produkt. Jego krycie oceniłabym na średnie, za to nie wysuszał skóry, co bardzo mi się w nim podobało. Czy rozświetlał? Może minimalnie.
  5. Matowe szminki M.A.C: te szminki to moja miłość. Kiedy mam zły humor, to nic tak bardzo mi go nie poprawia jak małe "guilty pleasure" w postaci nowego M.A.C-zka. Najbardziej lubuję się w tych z matowym wykończeniem. Cenię je za piękny, nasycony kolor, doskonałą trwałość i niezawodność. Wadą na pewno jest cena: 86 zł za sztukę.
  6. Konturówki do ust M.A.C: i znowu schodzimy na temat M.A.C-a :) Z tej firmy mam tylko 1 konturówkę. Kupiłam ją tylko dlatego, że był to jedyny odcień pasujący do szminki tej samej firmy (mowa tutaj o Heroine). Mają dobrą trwałość, są proste w obsłudze. No ale jednak 72 zł za kredkę do ust boli mój portfel. I to bardzo boli. 
  7. Chubby Stick Clinique: te kredki to fenomen, którego kompletnie nie rozumiem. Mam w domu jedną sztukę, ale zupełnie nie jestem jej fanką. Kolor jest jak dla mnie za mało intensywny, do tego jego trwałość pozostawia wiele do życzenia. To produkt, który spodoba się osobom lubiącym bardzo delikatne, wręcz błyszczykowe wykończenia. Co prawda nie wysusza ust, tak jak obiecuje producent. Ale z drugiej strony zwykła wazelina kosmetyczna też ich nie wysusza, a nie kosztuje 80 zł...
KOSMETYKI/AKCESORIA TAŃSZE

  1. Puder Wibo Star Glow: tańszy odpowiednik Meteorytów. Pisałam Wam już o nim TUTAJ. Nie wiem czy ma taką samą trwałość i wykończenie jak puder Guerlain. Porównuję go do słynnych meteorytków tylko pod kątem wyglądu. Uważam, że jego opakowanie jest naprawdę piękne i prezentuje się dość ekskluzywnie. Więc jeśli ktoś chciałby podarować komuś bliskiemu kosmetyczny drobiazg, który będzie ładnie wyglądał, a do tego świetnie się prezentował na twarzy i nie chciałby przepłacać, to polecam mu właśnie Star Glow od Wibo. Koszt? Ok. 16 zł.
  2. Paletki magnetyczne Vipera Puzzle Magnetic Zone: w przeciwieństwie do palet Inglota, nie mają separatorów i nie trzeba do nich kupować oddzielnych, magnetycznych separatorów tak jak w przypadku palet M.A.C. Pomieszczą wkład o każdym kształcie (te z Inglota również do nich świetnie pasują). Są trwałe, solidne i mocne. Najmniejsza paleta, mieszcząca 4, kwadratowe wkłady to koszt 13 zł (Inglotowa paleta mieszcząca tylko 1 wkład kosztuje tyle samo). Najlepiej oczywiście kupować do niej wkłady Vipery z serii Puzzle (do wyboru są cienie, róże, pudry, korektory, szminki w przystępnych cenach), jednak tak jak już pisałam wyżej- pomieści każdy rodzaj wkładu, oczywiście w zależości od jego wielkości. Ja swoją paletę mam już ponad 2 lata, jeździ ze mną praktycznie wszędzie i oprócz tego, że lekko ubrudziła mi się klapka, to nie mam do niej żadnych zastrzeżeń.
  3. Płynne eyelinery Wibo/Lovely: nie mam zdjęcia linera, którego używam obecnie (Lovely Matte Eyeliner w szarym kolorze), ale miałam kiedyś czarny liner Wibo ze zdjęcia i jakościowo są praktycznie takie same. Na wyżej wspomnianych zajęciach z groomingu obmacałam sobie liner z Inglota, chciałam go mieć, ale uznałam, że nie chcę przepłacać. I kupiłam matowy liner Lovely za...6 zł. I wiecie co? Kolor jest praktycznie identyczny! Dodatkowo nie musiałam kupować pędzelka, ponieważ jest już dołączony do linera. Jest cieniutki, precyzyjny i bardzo łatwo zrobić nim kreskę. Dopóki nie majstruję zbytnio przy oczach, albo intensywnie nie rozcieram cieni pędzelkiem do blendowania po zrobieniu kreski, liner trzyma się cały czas na miejscu. Nie kruszy się, nie rozmazuje i dość szybko wysycha na powiekach. Jeśli miałabym wybierać, czy wolę liner Inglota czy ten tańszy odpowiednik, to zdecydowanie wybrałabym Lovely. Wiem, że pewnie okaże się dużo mniej wydajny, ale kolejne opakowanie kosztuje grosze, a efekt, jaki uzyskuje jest praktycznie taki sam.
  4. Korektor pod oczy Hean: kiedy skończył mi się korektor od Bourjois, musiałam na szybko znaleźć jakiś korektor zastępczy. Praktycznie bez zastanowienia kupiłam ten od Hean. Ma bardzo jasny odcień, czyli idealnie pasuje do takiej karnacji jak moja. Czy okazał się lepszy od droższego kolegi? Właściwie to ciężko stwierdzić. Ma on cięższą fomułę, jest bardziej kremowy, przez co trochę gorzej się go rozprowadza. Ale za to ma dużo lepsze krycie, a efekt rozświetlenia pod oczami jest zauważalny, ponieważ zawiera w sobie małe, iskrzące drobinki. Gdybym miała wybierać pomiędzy tymi dwoma produktami, pewnie miałabym dylemat, bo z jednej strony z korektorem Bourjois lepiej mi się "współpracowało", ale z drugiej, ten od Hean okazał się bardziej użyteczny w korygowaniu niedoskonałości pod oczami. Różnica w cenie nie jest jakaś ogromna, bo Hean wycenia ten kosmetyk na 12 zł (Bourjois kosztuje 30 zł), więc w porównaniu do niektórych produktów w tym zestawieniu nie jest to dużo. Uważam, że każdy powinien ocenić czego dokładnie oczekuje od korektora pod oczy. Jeśli chciałby wybrać tańszą wersję tych, które dostępne są w Rossmanach czy innych drogeriach, to z powodzeniem może sięgnąć po Hean, bo on niczym nie ustępuje droższym "kolegom".
  5. Matowe szminki Golden Rose Velvet Matte oraz N.Y.X Soft Matte Lip Cream: jak dla mnie to są świetne produkty, którymi z powodzeniem możemy zastąpić matowe szminki M.A.C. Golden Rose Velvet Matte przebojem wdarły się do blogosfery i zdobyły bardzo wiele pozytywnych opinii. Wcale się temu nie dziwię! Szminki mają ładne, matowe wykończenie, są trwałe i choć trochę wysuszają usta (jak to maty), to można im to wybaczyć. Koleżanka, która jest ich wielką fanką, kiedyś użyła mojego M.A.C-a w podobnym odcieniu do jednej ze szminek GR, którego używa na co dzień i stwierdziła, że nie widzi dużej różnicy. Podobnie jest w przypadku N.Y.X Soft Matte Lip Cream. One co prawda mają zupełnie inną formułę, ponieważ są kremowe i matowieją na ustach dopiero po wyschnięciu, jednak są równie trwałe i mają piękniy nasycony kolor jak M.A.C-zki. Oczywiście zarówno GR jak i N.Y.X nie może się pochwalić tak szeroką gamą kolorystyczną i tak eleganckimi opakowaniami jak M.A.C (ja uwielbiam kształt ich szminek!), ale jeśli nie chcecie przepłacać, to polecam się zapoznać z ich ofertą. Szminka Golden Rose kosztuje 10 zł, N.Y.X 35 zł (na razie można je kupić tylko w Douglasie, niestety, wybór jest dość ograniczony, ale w kwietniu marka planuje otworzyć swój własny sklep internetowy, więc możliwe, że nie tylko asortyment będzie większy, ale także zmienią się ceny- oby na niższe!).
  6. Konturówka do ust N.Y.X: wyglądem bardzo przypominają te z M.A.C, ich trwałość jest praktycznie taka sama. Dlatego akurat w tym przypadku, zdecydowanie polecam nie przepłacać i zainwestować w tańszy odpowiednik. N.Y.X kosztuje niecałe 23 zł (prawie 50 zł mniej niż M.A.C!), a kredka jest równie prosta w użyciu. Podobnie jak konturówka M.A.C , przedłuża trwałość makijażu ust, nie ściera się i pozwala na precyzyjne podkreślenie konturu warg. Wadą na pewno jest to, że na razie w Douglasie wybór kolorów jest mocno ograniczony, dlatego polecam poczekać na uruchomienie oficjalnej, polskiej strony N.Y.X-a!
  7. Szminka do ust w kredce Golden Rose: ta pozycja na liście jest dość kontrowersyjna, bo nie do końca jest odpowiednikiem Chubby Sticka Clinique, ale za to moim zdaniem zdecydowanie lepiej warto w nią zainwestować! Dlaczego? Dlatego, że przede wszystkim WIDAĆ ją na ustach. Nie daje tylko lekkiego połysku i odrobiny koloru, tylko jest szminką z prawdziwego zdarzenia. Jeśli dodatkowo chcemy uzyskać błysk, możemy w każdej chwili nałożyć na usta odrobinę transparentnego błyszczyka. Do wyboru jest 20 kolorów, więc każdy znajdzie coś dla siebie. Więc jeśli macie płacić 80 zł za produkt, który na ustach jest prawie niewidoczny, to lepiej zainwestujcie 12 zł w kredkę, którą wykonacie perfekcyjny makijaż! 

   Mam nadzieję, że to porównanie chociaż w małym stopniu okaże się dla Was przydatne. Chciałam Wam pokazać, że czasami nie warto przepłacać, bo drogie kosmetyki często można zastąpić ich tańszymi odpowiednikami, które będą porównywalnie, a czasem nawet tak samo dobre. Wiadomo, pomiędzy tymi produktami zawsze będą występowały różnice: a to w wyglądzie opakowania, a to w ich formule czy trwałości. Jednak wszystko zależy od tego, czego dokładnie od danego kosmetyku oczekujemy. Jeśli mamy zamiar używać go raz na jakiś czas, to uważam, że nie ma potrzeby wydawania na niego połowy wypłaty, jeśli możemy zamiast tego zainwestować w produkt, który za 1/10 tej ceny kupimy w każdej drogerii.

A czy Wy znacie jeszcze jakieś inne, tańsze odpowiedniki kosmetyków wysokopółkowych, które mogłyby się znaleźć na tej liście?
Koniecznie podzielcie się swoimi pomysłami!


   

Podobne Posty

0 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!