Moja kolekcja szminek M.A.C

2/15/2016 Ania T.

    Dzisiaj znów będzie szminkowo...wczoraj pokazywałam Wam brzoskwinowego przyjemniaczka od Moov, teraz przychodzi kolej na prezentację mojej kolekcji szminek M.A.C. Gdyby parę lat temu ktoś zachęcałby mnie do kupna szminki za 86 zł, pewnie puknęłabym się w głowę i stwierdziła, że komuś się coś nieźle pomieszało. Jednak gdy założyłam bloga i zaczęłam regularnie przeglądać wpisy innych koleżanek blogerek, czytałam coraz więcej zachwytów nad słynnymi M.A.Czkami. Oprócz tego moja najlepsza przyjaciółka chwaliła je na każdym kroku, co tylko wzmagało moją chęć posiadania własnej szminki z "magicznym" logo. Moja przygoda zaczęła się od dość kontrowersyjnego koloru "Heroine"...i trwa nadal. Kolekcja (jak na razie) jest skromna, ale z pewnością będzie się poszerzać! Bo te szminki bardzo mnie wciągnęły! To jak, gotowi na pomadkowo-M.A.C-ową podróż? :)


   Moja mała kolekcja liczy sobie 6 odcieni. Jako, że jestem fanką czerwieni/fioletów/rożów w każdym wydaniu, to właśnie po takie kolory sięgam. Nie boję się zaszaleć, dlatego też zdarza mi się nakładać na usta naprawdę odważne kolory. 
   Jeśli chodzi o szminki M.A.C, to zdecydowanie jestem fanką wykończeń matowych (matte), ale w kolekcji znajdują się także wykończenia typu amplified (kremowe), lustre (błyszczące, przypomina nieco błyszczyk), a także satin (półmatowe). Innych jeszcze nie miałam okazji próbować...ale wszystko przede mną! 

Szminki o wykończeniu Matte
   Jak widać maty zdecydowanie królują, aż 3 moje szminki mają właśnie to wykończenie. I wiecie co? Jestem zachwycona! Słyszałam o nich różne opinie: że się ciężko rozprowadzają, że zą suche...myślę, że to wszystko zależy od koloru, owszem, ich konsystencja nie jest najłatwiejsza w obsłudze, ale to jest kwestia wprawy. Matowe szminki z reguły są dosyć twarde i zbite. Ja ze swoimi nie mam problemu, aczkolwiek czasem muszę sobie pomagać konturówką, bo nie zawsze jestem w stanie równo pomalować usta. Jeśli chodzi o trwałość, to nie mam im nic do zarzucenia. Są prawie nie do zdarcia, wytrzymują kilka godzin. Nie zbierają się w załamaniach ust i mają naprawdę mocno matowe (nie mylić z kredowym!) wykończenie. Do tego są bardzo dobrze napigmentowane, zazwyczaj już 1 warstwa (zależy od koloru) wystarczy aby równomiernie pokryć wargi. Wady? Niestety, podobnie jak większość szminek matowych, te również wysuszają usta. Ale musze przyznać, że nie aż tak bardzo jak produkty niektórych firm (nie chcę tutaj robić antyreklamy) ;) Posiadam 3 matowe M.A.Ci: Heroine, Fashion Revival i Good Kisser.

Szminki o wykończeniu Amplified
   Trwałością dorównują matom, są tak samo świetnie napigmentowane, ale dodatkowo mają lekki połysk, który nadaje ustom "świeżości". Nie wysuszają warg tak bardzo jak matowi koledzy, a trwałość mają porównywalną (no, może minimalnie gorszą). Rozprowadzają się łatwiej, ze względu na mniej zbitą konsystencję. W mojej kolekcji znajduje się tylko 1 szminka o tym wykończeniu: Miley Cyrus I, z limitki Viva Glam.

Szminki o wykończeniu Lustre
   W porównaniu do pozostałych wykończeń, które miałam okazję wypróbować, lustre to zdecydowanie najmniej trwała i napigmentowana opcja. To wykończenie jest delikatne, ma "błyszczykowy" połysk (ale bez drobinek), ale jednocześnie pozwala na stopniowanie koloru. Chociaż ten nigdy nie będzie tak intensywny jak w szminkach o innym wykończeniu. Miłą odmianą jest to, że nie wysusza ust. Jeśli więc szukacie trwałego, mocnego koloru, to raczej nie wybierajcie wykończenia lustre. To jest świetne opcja na co dzień, kiedy zależy nam na ładnym podkreśleniu i nabłyszczeniu ust, ale nie lubimy klejących się błyszczyków z drobinkami. Moja szminka Lustering, to ulubieniec, właśnie dlatego, że nie wymaga wprawy ani zachodu z aplikacją, a naprawdę dobrze prezentuje się na ustach. 

Szminki o wykończeniu Satin
   To wykończenie łączy w sobie zarówno cechy matte, jak i amplified. Ma mniej zbitą konsystencję niż maty, ale jednocześnie nieco "twardszą"od amplified. Podobnie jest z połyskiem: nie jest to typowy mat, ale również nie ma "błyszykowego" wykończenia. Można powiedzieć, że jest to taki produkt "pomiędzy". Nie ma w sobie żadnych drobinek, kolor jest świetnie napigmentowany i trzyma się na ustach kilka godzin (trwałość praktycznie taka sama jak w przypadku matów), ale również nieco je wysusza. Jeśli ktoś nie ma wprawy w używaniu kolorówki o mocno matowym wykończeniu, a zależy mu na takim efekcie na ustach, to polecam mu najpierw sięgnąć właśnie po satin, moim zdaniem są one nieco prostsze w aplikacji. Satynowy M.A.C Red to mój ostatni zakup, ale zakochałam się w nim od pierwszego użycia!

Od lewej: Viva Glam Miley Cyrus I, Heroine, Lustering, Fashion Revival, Good Kisser, M.A.C Red

SWATCHE
  Miley Cyrus Viva Glam I, jak sama nazwa mówi pochodzi z limitki Viva Glam, która jest tworzona przy współpracy z gwiazdami. Swoje szminki Viva Glam "miały" już m.in.; Rihanna, Ariana Grande czy Lady Gaga. Część dochodu z ich sprzedaży przekazywana jest na walkę z AIDS, a więc szczytny cel :) Wyżej wspomniałam, że jest to wykończenie typu amplified. Na ustach jest lekko połyskująca i ma odcień pięknego, intensywnego różu. Niestety, limitka została już wycofana, więc szminka jest raczej nie do kupienia.
   Heroine to piękny, bardzo intensywny, jagodowo-fioletowy mat. Na pewno nie jest to szminka na każdą okazję i pasuje raczej do luźniejszych stylizacji, niż do eleganckiego looku. Wymaga dużej precyzji w aplikacji, no i przede wszystkim dobrze dobranej kolorystycznie konturówki. Bez tego ciężko jest uzyskać równy obrys ust. Niemniej, jestem w niej niezmiennie zakochana, bo mało która firma ma w ofercie tak piękny odcień fioletu, który na ustach wygląda dokładnie tak samo jak w opakowaniu i jest równie intensywny! Odcień jest dostępny w regularnej sprzedaży.
  Lustering opisałam już wyżej i niewiele mam do dodania. To delikatna czerwień, przełamana odrobiną różu. Mało intensywna na ustach, chyba, że nakładam kilka warstw. Ładnie je nabłyszcza, ale jest średnio trwała. Za to jest to kolor tak uniwersalny, że pasuje niemal do wszystkiego, dlatego też często gości na moich wargach. Dostępny w regularnej sprzedaży.
   Fashion Revival to była miłość od pierwszego wejrzenia! To taki ciemny fiolet z domieszką burgundu, wsystko zależy od światła, bo w różnym oświetleniu prezentuje się inaczej. Ma trwałe, matowe wykończenie. Jest świetnym dopełnieniem każdej stylizacji, aczkolwiek też wymaga sporej odwagi, bo nie jest to odcień dla każdego. Pochodzi z wycofanej już limitki M.A.Cnificent Me!
   Good Kisser odcieniem przypomina Vivę Glam I Miley, jednak jest to nieco ciemniejszy i matowy róż. Pochodzi z limitowanej kolekcji Novel Romance.
   M.A.C Red to kolor, który chodził za mną od wielu miesięcy, jednak miałam problem z jego zakupem (magazyny w Polsce świeciły pustkami, a do sklepów te szminki nie przychodziły w dostawie), ale w końcu go dorwałam. Nie żałuję ani złotówki jaką na niego wydałam. Jest to czerwień w najpiękniejszym wydaniu! Może nie jest to taki "classic red", z nutą pomarańczu, bo tutaj mamy raczej domieszkę ciemnej maliny, ale dla mnie to kolor idealny! Najpiękniejsza, elegancka, ponadczasowa czerwień! Kolor dostępny w regularnej sprzedaży.

   Mimo, że jedna szminka to spory wydatek (86 zł), to nie żałuję ich zakupu. W dobre kosmetyki czasem warto zainwestować więcej pieniędzy, aby mieć pewność, że długo utrzymają się na ustach i będą odpowiednio napigmentowane. Na swojego pierwszego M.A.C-a zdecydowała się także moja mama, która do tej pory raczej podchodziła do tych kosmetyków z dystansem. Kto zgadnie jaki kolor wybrała? Podpowiem Wam, że zaden z powyższych, ale za to bardzo znany i powszechnie chwalony ;) 

A Wy, drodzy czytelnicy, posiadacie jakieś M.A.Cowe "smaczki" w kosmetycznych kuferkach?

   
   

Podobne Posty

0 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!