Błyszczyk do ust English Rose Lily Lolo

1/26/2016 Ania T.

   Kiedy byłam gimnazjalistką, praktycznie nigdy nie rozstawałam się z błyszczykiem. Nie stosowałam żadnych innych kosmetyków, ale akurat ten to był mój must-have i nie ruszałam się bez niego z domu. Z czasem moje upodobania się zmieniły, błyszczyki zamieniłam na dużo trwalsze i lepiej napigmentowane szminki, które nie sklejają ust. Jakiś czas temu zdecydowałam się dać im kolejną szansę i tak w moje ręce trafił odcień English Rose od Lily Lolo. Czy warto było znów postawić na błysk na ustach?

OPAKOWANIE
   Proste i pozbawione wszelkich ozdób, wygląda elegancko i minimalistycznie. Błyszczyk ma wygodną gąbeczkę, którą bardzo łatwo można zaaplikować odpowiednią ilość produktu na usta.


SKŁAD

   Skład możecie znaleźć na stronie Costasy, ale żeby ułatwić Wam sprawę, wkleję go tutaj:
RICINUS COMMUNIS SEED OIL, OLEIC/LINOLEIC/LINOLENIC POLYGLYCERIDES, SORBITAN OLIVATE, CERA ALBA, SIMMONDSIA CHINENSIS SEED OIL, MICA, AROMA, COPERNICIA CERIFERA CERA, CANDELILLA CERA, TOCOPHEROL [+/- CI 77891 (TITANIUM DIOXIDE), CI 77491 (IRON OXIDE), CI 77492 (IRON OXIDE), CI 75470 (CARMINE), CI 77742 (MANGANESE VIOLET)]

   Jak widzicie, producent zadbał nie tylko o kolor, ale również składniki, które mają za zadanie odżywić i nawilżyć usta. Dla mnie największym problemem błyszczyków było właśnie to, że potwornie wysuszają wargi. Produkt Lily Lolo pomógł mi zmienić o nich zdanie :)

ZAPACH/KONSYSTENCJA
   Kosmetyk ma lekki, aczkolwiek bardzo przyjemy zapach gorzkiej czekolady (choć momentami przypomina trochę gorące kakao). Muszę przyznać, że równie dobrze smakuje!
   Ma aksamitną konsystencję i lekko rozprowadza się po ustach. Nie pozostawia nieprzyjemnego, lepkiego filmu.

DZIAŁANIE
    To, co mnie pozytywnie zaskoczyło, to fakt, że w ogóle nie skleja ust. Daje naturalny efekt, dzięki czemu w ogóle go na wargach nie czuję. Bardzo mi się to podoba, bo nie ma nic gorszego od błyszczyku, który dosłownie "oblepia" Twoje usta. FUJ!
   Wyżej wspomniałam o tym, że dzięki zawartym w INCI składnikom, nie wysusza warg. To prawda! Już od pierwszej aplkacji czułam różnicę: zazwyczaj stosuję mocno napigmentowane, matowe szminki, które jak wiadomo działają na delikatną skórę ust w sposób dość...hmm...destrukcyjny. Ten błyszczyk nie tylko delikatnie je "otulił", ale również zapewnił im odpowiednie odżywienie, dopóki po około 3 godzinach się z nich nie starł i nie ponowiłam aplikacji. 
    Co jeszcze mi się w nim spodobało? To, że mimo tego, że jest "tylko" błyszczykiem, ma mocno nasyconą barwę, równomiernie pokrywa usta i nadaje im lustrzanego blasku. Dokładając kolejne warstwy, możemy stopniować intensywność koloru. Szczerze mówiąc bardziej przypomina mi szminkę w płynie niż typowy błyszczyk z milionem drobinek.
   Utrzymuje się ok. 2-3h, co jest niezłym wynikiem jak na tego typu produkt. Czy mogę mu coś zarzucić? Na pewno to, że zbiera się w załamaniach ust, a żeby tego uniknąć, muszę nakładać więcej niż 1 warstwę, co wpływa na zużycie kosmetyku. 

KOLOR
    Błyszczyk ma kremowy, dość intensywny odcień ciemniejszego, pudrowego różu. Tak jak juz wspomniałam, intensywność barwy można bardzo łatwo stopniować. Warto dodać, że pokrywa wargi równomiernie i nie pozostawia prześwitów. Jeśli jednak wolicie inne odcienie, to do wyboru macie jeszcze 8 innych kolorków ;)


   
CENA/DOSTĘPNOŚĆ
   Za niecałe 50 zł (dokładnie 48,50 zł) kupicie go w sklepie internetowym Costasy.

   Czy warto? Myślę, że tak. Miałam już w życiu naprawdę wiele tego typu produktów, zarówno tych tańszych, jak i droższych. Ten spokojnie mogę umieścić w kategorii "drogi, ale godny polecenia". Poza tym darzę go ogromnym sentymentem, bo towarzyszł mi podczas rozmowy kwalifikacyjnej i chyba przyniósł mi szczęście, bo dostałam tą pracę (od lutego wypatrujcie mnie w przestworzach, zostanę stewardessą!). Teraz chyba będę miała go przy sobie przy każdej ważnej okazji :D 

Jak Wam się podoba ten kolorek?

   

Podobne Posty

0 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!