Balsamy do ust EOS: Summer Fruit i Sweet Mint

1/17/2016 Ania T.

   EOS-y to w środowisku blogerskim balsamy niemal legendarne. Uwielbiane i chwalone przez wielu, w końcu wpadły również w moje ręce, dzięki uprzejmości drogerii Douglas. Już od samego początku urzekły mnie swoją nietypową formą, no bo powiedzcie szczerze, czy te jajeczka nie są urocze? Oczywiście nie tylko ich kształt zachęca do kupna. W gąszczu pomadek i pielęgnacyjnych sztyftów do ust, na pewno wyróżniają się ciekawym i naturalnym składem. Są w 95% organiczne i doskonale pielęgnują nawet najbardziej spierzchnięte wargi. Moją kosmetyczkę wzbogaciłam o wersję czerwoną (Summer Fruit) i miętową (Sweet Mint). Chcielibyście się o nich dowiedzieć więcej? To zapraszam na posta!

OPAKOWANIE
   Te urocze jajeczka, są bardzo szczelnie zamknięte i zabezpieczone przed nieumyślmym otwarciem, np. w torebce. Ich aplikacja jest bardzo szybka, prosta i higieniczna. Nic dziwnego, że te ciekawe formy stały się inspiracją dla licznych podróbek, które pojawiają się na rynku kosmetycznym.

SKŁAD
   Skład niestety jest wypisany na folii ochronnej, którą zdjęłam zaraz po otrzymaniu balsamów, dlatego nie zdążyłam zrobić mu zdjęcia. Dlatego kopiuję go Wam ze strony Douglas'a:

Olea Europaea (Olive) Fruit Oil*, Beeswax/CERA ALBA (Cire d’abeille)*, Cocos Nucifera (Coconut) Oil*, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil*, Natural Flavor, Butyrospermum Parkii (Shea Butter)*, Stevia Rebaudiana Leaf/Stem Extract*, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil*, Tocopherol, Vaccinium Angustifolium (Blueberry) Fruit Extract*, Euterpe Oleracea (Acai) Fruit Extract*, Limonene**, Linalool**. 

*- oznacza składnik organiczny
**- oznaczają naturalne składniki nadające balsamowi odpowiedni smak

   Jak widzicie, baslamy te są pozbawione parafiny, wazeliny, parabenów, ftalanów oraz innych szkodliwych lub sztucznych składników. Pięknie, prawda? 

ZAPACH/KONSYSTENCJA
   Wersja owocowa, czyli Summer Fruit, to bardzo przyjemny, owocowy zapaszek. Wyczuwam w nim trochę truskawki, maliny, egzotycznych owoców...ogólnie jest to orzeźwiająca mieszanka, podobna do sałatki ze świeżych, letnich owoców. Z kolei Sweet Mint, to wypisz-wymaluj zielona guma Orbit (swoją drogą, moja ulubiona, miętowa guma). Jest to piękny, miętowy aromat, w którym nie wyczuwam ani nuty sztuczności. 
   Oba balsamy są zbite, aplikuje się je za pomocą "pocierania" o wargi. Jest to bardzo wygodny i higieniczny sposób aplikacji i pozwala na szybkie i bezproblemowe pomalowanie ust. 


   
DZIAŁANIE
   Oba kosmetyki przynoszą ulgę spierzchniętym wargom już po 1 użyciu. Usta natychmiast stają się wygładzone i dosłownie "piją" odżywcze olejki zawarte w EOS-ach. Wersja miętowa dodatkowo pozostawia na skórze przyjemne uczucie mrowienia.
   Przy regularnym użytkowaniu, poprawiają stan ust. Wargi są odżywione, nawilżone i nie pękają, nawet przy największym mrozie. Pozostawiają na nich ochronną warstwę, która chroni delikatną skórę przed nadmierną utratą wilgoci.
   Są bezbarwne, ale nadają ustom delikatny, subtelny blask. Nie są lepkie, przez co nie powodują, że do ust przyklejają się zbłąkane kosmyki włosów (jak to mają w zwyczaju gdy stosuję błyszczki, brr!).
  Pachną bardzo naturalnie, natomiast ich smak jest prawie niewyczuwalny. Cieszy mnie to, bo niestety, rzadko które balsamy do ust smakują dobrze. Zazwyczaj jest to jakaś blizej nieokreślona, chemiczna mieszanka. 
   Utrzymują się na ustach do 2-3 godzin, po tym czasie konieczne jest ponowienie aplikacji. Ostrzegam, te balsamy potrafią uzależnić!

DOSTĘPNOŚĆ/CENA
   Jeśli i Wy chcielibyście mieć kultowego EOS-a w swojej kosmetyczce, to przyjdzie Wam za niego zapłacić 25 zł. Myślę, że za taki skład i świetne działanie, warto wydać taką kwotę! Dodam, że tego balsamu jest naprawdę sporo, co czyni go wydajnym, więc śmiało mogę polecić jego zakup!
   Szukajcie go w Douglasie: albo online, albo w najbliższej perfumerii!

   Nigdy nie sądziłam, że jakiś produkt do ust polubię na tyle, że ciężko będzie mi się z nim rozstać. A jednak! Po kilku tygodniach stosowania, mogę z ręką na sercu polecić go każdemu, kto zmaga się z problemem suchych i spierzchniętych ust. Jak tylko zużyję moje czerwone, owocowe jajeczko (miętę podarowałam teściowej), to z chęcią skuszę się na inne wersje zapachowo-smakowe! Nie dziwię się, że ten produkt zrobił taką furorę w blogerskim świecie. Jajeczko niby jest niepozorne, ale potrafi wywołać wokół siebie niemały szum! 

A Wy już znacie balsamy EOS?

   

Podobne Posty

0 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!