Shiny Box wrzesień 2015- krótkie recenzje produktów

10/21/2015 Ania T.

   Tradycyjnie, jak co miesiąc, chciałabym się z Wami podzielić moimi krótkimi opiniami na temat produktów, które we wrześniu znalazłam w pudełku Shiny Box. Które z nich skradły moje serce, a których wolałabym w ogóle nie mieć w pudełku? 

   Tak prezentuje się cała zawartość wrześniowego boxa:


1. Złoty peeling do ciała VEDARA (produkt pełnowymiarowy)
   Opakowanie prezentuje się bardzo elegancko i kryje w sobie równie ekskluzywną zawartość. Ten peeling zachwycił mnie od pierwszej chwili, nie tylko pięknie pachnie, ale również świetnie się prezentuje. 

   Zawarte w nim złote drobinki pozostają na skórze, nawet po spłukaniu produktu i nadają jej subtelnego blasku. Jest to idelany produkt do aplikacji przed wielkim wyjściem. Sam peeling jest całkiem niezłym zdzierakiem, ale nalepiej nakładać go na suchą skórę, aby uniknąć rozpuszczania się kryształków cukru. Skład również ma niezły. Szkoda tylko, że jest taki niewydajny- jedno opakowanie starcza na 2-3 użycia, a do tanich to on nie należy :( 48 zł za kosmetyk na 2 uzycia to jak dla mnie zdecydowanie za wiele. 

   Czy polecam ten produkt?
  Jest świetny, szkoda tylko, że taki niewydajny. Gdyby nie to, z chęcią kupiłabym go ponownie.

2. Krem pod oczy SYIS (podukt pełnowymiarowy)
   Krem jest bardzo lekki, szybko się wchłania, nie pozozostawiając tłustej, denerwującej warstwy. Nie podrażnia wrażliwej okolicy oczu, lekko ją nawilża, pozostawiając skórę miękką i gładką. Całkiem przyzwoity produkt, chociaż efektu WOW po jego użyciu nie zaobserwowałam. Ot, taki zwyklaczek.

   Czy polecam ten produkt?
   Cena nie przeraża (niecałe 21 zł w promocji), a krem jest dobry, więc myślę, że warto go kupić.

3. Olejek do twarzy ORIENTANA (produkt pełnowymiarowy)
   Do tej firmy mam szczęście, prawie każdy produkt okazuje się u mnie hitem, nie inaczej było tym razem. Olejek do twarzy zdecydowanie zasługuje na miano najlepszego kosmetyku w tym boxie. Na co dzień raczej nie przepadam za nakładaniem produktów o tłustej konsystencji na skórę twarzy. Nie lubię tego lepkiego, nieprzyjemnego uczucia, które po sobie zostawiają. Ten olejek pozostawia lekką warstwę, która dość szybko się wchłania i nie jest kłopotliwa. A jak pachnie! To jest po prostu obłędna symfonia przepięknych, idealnie skomponowanych aromatów, które przyjemnie drażnią nos. Mogłabym go wąchać godzinami. Po wchłonięciu produktu, twarz jest wygładzona, nawilżona i promienna. Absolutnie nie zatyka porów i nadaje się dla cery problematycznej. Pokochałam go od pierwszego użycia i na pewno nie będzie to moja ostatnia buteleczka. A dodam, że jest diabelnie wydajny, kilka kropelek wystarczy, aby pokryć całą twarz więc na pewno starczy na długo. Skład jest bardzo interesujący, znajdziemy w nim całe mnóstwo naturalnych dobroci. Jeśli dodamy do tego "normalną" cenę (21 zł za 55 ml), otrzymamy kosmetyk, który po prostu trzeba mieć w swojej kolekcji :)

   Czy polecam ten produkt?
   Zdecydowanie TAK!

4. Balsam do ciała w sprayu VASELINE (produkt pełnowymiarowy)
   O tym balsamie pisałam Wam więcej w TYM poście, dlatego chętnych odsłam do pełnej recenzji, gdyż nie będę się powtarzać. Dodam tylko tyle, że na dłuższą metę ten produkt mnie do siebie nie przekonał. Skład ma mocno średni, a do tego pachnie niezbyt ciekawie, dlatego niezbyt się zaprzyjaźniliśmy. Jest fajny, kiedy akurat mamy mało czasu, a nasza skóra potrzebuje natychmiastowego nawilżenia (aplikuje się go błyskawicznie), ale efekt pielęgnacyjny nie utrzymuje się zbyt długo.

   Czy polecam ten produkt?
   Zależy co kto lubi ;)

5. Serum do paznokci EVREE (produkt pełnowymiarowy)
   Niewiele Wam mogę o tym produkcie napisać, poza tym, że ma bardzo wygodny aplikator w formie pędzelka. Nie miałam okazji go jeszcze użyć, bo na paznokciach praktycznie cały czas mam hybrydy, a w kolejce czeka jeszcze kilka innych produktów tego typu do zużycia. Może doczeka się oddzielnej recenzji ;)

6. Emulsja do higieny intymnej BIAŁY JELEŃ (produkt pełnowymiarowy)
   Emulsja do higieny intymnej raczej nie jest produktem, który spodziewałabym się znaleźć w tego typu boxie. Zawsze z ogromną dozą ostrożności podchodzę do drogeryjnych kosmetyków do higieny tych wrażliwych okolic, ponieważ większość z nich bardzo mnie podrażnia. Zawsze wybieram te bez SLS, z raczej krótkim i neutralnym składem (jak chociażby świetny płyn Sylveco bądź Biolaven). Ta emulsja pachnie całkiem przyjemnie, o dziwo, nie wywołała też u mnie podrażnień. Ale ja chyba jednak pozostanę wierna moim naturalnym ulubieńcom, mam wrażenie, że są mniej "agresywni" jeśli chodzi o pielęgnację tamtych okolic.

   Czy polecam ten produkt?
   Nie jest to zły kosmetyk, aczkolwiek ja stawiam na te, o bardziej przyjaznym naturze składzie.

7. Maska+krem+peeling 3 w 1 EFEKTIMA (produkt pełnowymiarowy)
   Maska była w zestawie razem z próbką balasamu brązującego do ciała. Nie wiem jeszcze czy zdecyduję się ją nałożyć na twarz (alcohol denat.,którego unikam w składzie), więc nie wiem czy doczekacie się jej recenzji. 


   Czy warto kupić to pudełko?
   Patrząc na ilość pełnowymiarowych produktów- zdecydowanie tak! Szczególnie, że 3 z nich (peeling, olejek i krem pod oczy) są naprawdę warte uwagi, a kupowane oddzielnie będą dużo droższe niż w pudełkowym zestawie. Nie wszystkie kosmetyki przypadły mi do gustu, ale tak to już jest z tymi pudełkami- nigdy nie wiesz na co trafisz, a ich zawartość do samego końca pozostaje tajemnicą ;)

A jak Wam się podoba wrześniowy Shiny Box?

           

0 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Ulubiony zestaw do włosów: szampon Goji Berry i olejek Golden Rose Oil O'Right

10/18/2015 Ania T.

  O swoje włosy dbam szczególnie. Od kiedy zaczęłam je zapuszczać, stały się bardziej kłopotliwe i wymagają większej ilości zabiegów. Odżywki, maski, odpowiednie szampony, olejki, szczotki...przetestowałam ich już w swoim życiu setki. Niestety, moje kosmyki są bardzo kapryśne. Po większości produktów dostępnych na rynku są oklapnięte i sprawiają wrażenie bardzo ciężkich, jakbym ich nie myła przez dłuższy czas. Kiedy w moje ręce trafił organiczny szampon O'Right z wyciągiem z jagody goji, którego zadaniem było nadanie włosom objętości, raczej nie wierzyłam w jego cudowne działanie. Mniej sceptycznie podchodziłam do olejku, bo akurat u mnie większość kosmetyków na końcówki sprawdza się bez zarzutu. Jak sobie poradził u mnie ten duet?

SZAMPON
   Butelka zachwyciła mnie od pierwszej chwili. Design jest po prostu niespotykany, prosty, "czysty", minimalistyczny...a do tego ten uroczy, bambusowy korek! Jest piękna! Warto również dodać, że jest wyprodukowana z 100% biodegradowalnego materiału i ulega całkowitemu rozkładowi po zużyciu. A wiecie co jeszcze jest w niej takiego świetnego? Do dna przytwierdzone jest ziarenko jagody goji. Po wykończeniu produktu, butelkę należy przeciąć na pół, zakopać w ziemi...a po jakimś czasie można cieszyć się własnym drzewkiem goji!  Rozkładające się tworzywo dostarcza kiełkującej roślince niezbędnych substancji odżywczych, dzięki czemu nasze drzewko wyrośnie duże i zdrowe! Uważam, że to naprawdę wspaniałe i bardzo ekologiczne rozwiązanie, za które firmie należą się wielkie brawa.

SKŁAD
   Więcej niż 96% składników to składniki organiczne, natomiast część substancji posiada dodatkowo certyfikat świadczący o tym, że są w 100% organiczne. Nie zawiera drażniących substancji myjących. Generalnie myślę, że jest godny uwagi :)

ZAPACH/KONSYSTENCJA
   Pachnie obłędnie! Pamiętam, że w czasach swojej młodości miałam pewne eleganckie perfumy, tylko na "specjalne okazje", a on pachnie dokładnie tak samo! Wyczuwam w nim mocną, imbirową nutę, a dodam, że imbir to jedna z moich ukochanych przypraw i uwielbiam jego aromat!
   Jeśli chodzi o konsystencje, jest ona dosyć rzadka jak na szampon, więc trzeba uważać żeby nie spływał z dłoni w trakcie aplikacji.

DZIAŁANIE
   Szamponu używałam codziennie, na początku z odżywką, później bez. Inne tego typu kosmetyki przyzwyczaiły mnie do tego, że bez odżywki ani rusz- włosy po myciu bez dodatkowego "wspomagacza" zawsze były splątane i nieposłuszne, bałam się, że i w tym przypadku będzie podobnie. Ale raz, drugi, trzeci umyłam włosy, nie nakładając odżywki...i zauważyłam, że mimo jej braku kosmyki rozczesują się bez problemu i nie są splątane. Co prawda po dłuższym czasie stosowania przyzwyczaiły się do niego na tyle, że niestety bez odżywki się nie obyło. Ale czasem robię sobie takie "cheat day" i nie aplikuję żadnych wspomagaczy, a mimo to włosy wyglądają świetnie.
   Warto zaznaczyć, że miałam tygodnie, w których nie miałam czasu ani na maski, ani na olejowanie, wtedy jedynie myłam włosy tym właśnie szamponem, a po aplikowałam olejek Golden Rose, a kosmyki były odżywione i błyszczące. Oba te produkty naprawdę świetnie się uzupełniają.
   Pomimo braku agresywnych "spieniaczy" szampon pieni się bezproblemowo i równie dobrze spłukuje. Absolutnie nie obciąża włosów. Z ogromną radością zauważyłam, że włosy po jego użyciu są lekkie i zachowują świeżość na dłużej. Nawet moja babcia zauważyła zmianę i uznała, że mają większą objętość, a nie są oklapnięte jak uszy spaniela. 
   Czy ma jakieś wady? Niestety tak. Czasem po jego użyciu swędziała mnie skóra głowy i zupełnie nie mam pojęcia czym mogło być to spowodowane. 

OLEJEK

   Ja posiadam miniaturkę olejku, w oryginalnej wersji jego buteleczka wyglądem przypomina tą, w której zamknięte są szampony O'Right. Stosowałam go jako "wspomagacz" dla wyżej opisanego szamponu i nie zawiódł mnie. Skład ma przyzwoity, zapach piękny, a do tego lekką, przyjemną i wcale nietłustą konsystencję. Dzięki niemu końcówki mniej się rozdwajają i nie plączą tak bardzo (nawet jeśli zapomnę związać włosy na noc). Wygładza kosmyki i je dyscyplinuje. Trzeba tylko uważać, aby nie aplikować zbyt dużej ilości, bo wtedy włosy wyglądają na tłuste. 

CENA/DOSTĘPNOŚĆ
  Nie są to tanie produkty. 500 ml butelka szamponu to koszt 100 zł, a 100 ml olejku kosztuje 126 zł. Skąd takie kwoty? Zacznijmy od tego, że oba produkty są ekologiczne i organiczne, a pozyskiwanie takich składników do tanich nie należy. Poza tym są bardzo wydajne. Ja mam 250 ml wersję szamponu, używam go prawie codziennie, już od ponad miesiąca, a wciąż została mi połowa butelki. Ważne jest również to, że się sprawdzają i rzeczywiście tym razem obietnice producenta z opakowań mogę uznać za 100% sprawdzone. Mimo paru małych minusów, muszę przyznać, że to naprawdę godne polecenia produkty! Możecie kupić je TUTAJ

   Ciekawostką jest to, że szampon Goji Berry na polski rynek wkroczył dopiero niedawno. 14 września w Poznaniu odbyła się impreza (w której niestety nie mogłam uczestniczyć), na której odbyła się premiera wyżej wspomnianego produktu. TUTAJ możecie przeczytać relację z tego wydarzenia.

   Cóż więcej mogę napisać? O'Right to narka, na którą warto zwrócić uwagę. Na pewno wyróżnia się na tle innych swoim ekologicznym podejściem do tematu kosmetyków, świetnymi składami,   i pięknym designem opakowań. 

Znacie tę markę?
Lubicie ekologiczne kosmetyki?

           

0 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Correctin Capillin fluid trwale kryjący i wzmacniający naczynka Iwostin

10/11/2015 Ania T.

   Na wstępie chciałabym Was bardzo przeprosić za tak długi czas milczenia- powód był prosty: moja obrona. Całe szczęście wszystko poszło po mojej myśli i od tego tygodnia jestem Panią magister! Po samej obronie miałam lenia, odchorowywałam te wszystkie godziny nauki (43 zagadnienia z całej fizjologii to nic postego, uwierzcie mi), ale w końcu wracam do żywych! Oprócz tego zaczęłam również moją wymarzoną szkołę, uczę się aby zostać technikiem usług kosmetycznych. Po raz pierwszy w życiu zajęcia sprawiają mi tak ogromną przyjemność :D Mam nadzieję, że uda mi się przygotować dla Was parę ciekawych tutoriali na temat diagnozy skóry, a także samych zabiegów kosmetycznych, więc śledźcie bloga bardzo uważnie.
   Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić produkt, przeznaczony do makijażu wrażliwej i delikatnej skóry, ze skłonnością do pękających naczynek. Ja sama borykam się z tym problemem, dlatego zawsze staram się sięgać po produkty, które skutecznie zamaskują moje naczynka. Czy fluid Iwostin poradził sobie z tym zadaniem?

OPAKOWANIE
   Opakowanie jest zrobione z miękkiego i wygodnego plastiku. Nie ma ryzyka, że upadnie na ziemię i się rozbije, a przy okazji ułatwia aplikację produktu. Sam aplikator również jest bardzo poręczny, nie ma ogromnej dziury, tylko wygodny dzióbek, który ułatwia wyciskanie kosmetyku. Jedyna wada? Opakowanie straszliwie się brudzi, przez co po jakimś czasie zupełnie traci estetyczny wygląd.

ZAPACH/KONSYSTENCJA
   Fluid ma dosyć delikatny, niedrażniący nosa zapach. Konsystencja również jest lekka, po wyciśnięciu przypomina trochę mus, ale zdecydowanie lepiej się rozprowadza po skórze (u mnie podkłady w musie zupełnie się nie sprawdziły i rozprowadzały się bardzo topornie). 

DZIAŁANIE
   Głównym zadaniem kosmetyku było krycie zaczerwienień i z tym sobie radził, chociaż różnie to bywało. O ile moje naczynka maskował bez problemu, tak z zaczerwieniami w okolicach różnych niedoskonałości, które od czasu do czasu pojawiały się na twarzy, już nie bardzo. Korektor był w takiej sytuacji niezbędny. Przynajmniej on sam nie przyczynił się do powstawania nowych zmian skórnych, ponieważ (całe szczęście!) nie powodował u mnie zapychania porów. Nie zauważyłam także podrażnień. 
   Czy wzmocnił moje naczynka w trakcie używania? Ciężko stwierdzić, co prawda nie pojawiły się zadne nowe "pajączki", ale raczej nie jest to zasługa tego fluidu (używałam go na zmianę z innymi).
   Oczekiwałam od niego również trwałości (producent obiecuje aż 10 godzin). Rzeczywiście, nie ścierał się w trakcie noszenia, ale zauważyłam, że po dłuższym czasie (ok. 5-6 h) tak wtapiał się w skórę, że w ogóle nie było go widać. I nie chodzi tutaj o to, że nie tworzył maski, ale raczej o to, że wyglądałam tak, jakbym w ogóle nie użyła podkładu (co znaczy, że większość niedoskonałości wychodziła "na wierzch"). Plusem za to jest, że nie warzył się na buzi, a także nie "rolował" w nieestetyczny sposób nałożony na krem czy bazę. 
   Dobrze stapiał się ze skórą, nie tworzył efektu maski. Kolor również okazał się świetnie dopasowany. Tym razem dostałam naprawdę jasny produkt (bo wiadomo jak to jest z tymi "jasnymi" kosmetykami- zazwyczaj dostajemy jakąś niezidentyfikowaną pomarańczową papkę), który na twarzy wyglądał naturalnie. Nie był zbyt pomarańczowy, a kolorem okazał się nieco zbliżony do mojego ulubionego M.A.C Pro Longwear. Przepraszam za brak zdjęć podkładu na twarzy, w czasie kiedy robiłam sesję do notki borykałam się z uczuleniem na maść antybiotykową i facjata nie prezentowała się zbyt wyjściowo :D 


      Generalnie używałam go wtedy, kiedy nie musiałam mieć na twarzy "tapety". Jest to produkt lekki, moim zdaniem średnio kryjący (na niedoskonałości konieczny jest korektor!), za to dobrze sobie radzący (nie czuję, że rymuję!) z popękanymi naczynkami. Na buzi wygląda naturalnie. Rzadko kiedy sięgam po podkłady, ale jeśli już, to zwykle po te mocniej kryjące. Ten fluid bardziej mi przypomina lekki krem BB. 

CENA/DOSTĘPNOŚĆ
   Za niecałe 30 zł dostaniecie go TUTAJ. Gdzie można go kupić oprócz sklepu internetowego i-apteka.pl? Szukajcie go w dobrych aptekach stacjonarnych, posiadających asortyment firmy Iwostin. 

A czego Wy oczekujecie od dobrego fluidu?


           

0 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!