Domi: Makijaż podkreślający kolor tęczówki

6/26/2015 Domi

Witajcie!

Dziś po raz pierwszy piszę dla Was na blogu Nuneczki. Ania poprosiła mnie o współpracę w ramach poszerzenia tematyki bloga. Widzicie, Ania tak bardzo o Was dba, że aż Wam zazdroszczę. Zgodziłam się co jakiś czas zagościć tu z tutorialem makijażu. Na dziś przygotowałam makijaż dość prosty i zarazem uniwersalny. Zdradzę Wam jak go zmodyfikować pod kątem poszczególnych kolorów oczu. Zapraszam do malowania! ;) 


Może część z Was mnie już kojarzy, ale dla tych z Was, które jeszcze mnie nie znają wypada mi się przedstawić. Mam na imię Dominika i prowadzę bloga pod adresem blog.domimakeupartist.pl i jest to blog poświęcony tematyce makijażowej. Wizażem zajmuję się już od trzech lat, a aktualnie pracuję przy sesjach zdjęciowych oraz wykonuję makijaże dla panien młodych. Tyle o mnie. Jeśli macie jakieś pytania to piszcie. Liczę, że poznamy się w trakcie naszej współpracy. A teraz zabierajmy się za malowanie!

Makijaż, który dziś Wam pokazuję, ma za zadanie podkreślić kolor tęczówek. Jest dość lekki, więc spisze się zarówno na dzień jak i na wieczór. Górna powieka jest neutralna i harmonizująca i jeśli nie czujecie się pewnie z kolorem, to możecie skończyć makijaż po namalowaniu kreski. Właściwa magia dzieje się dopiero na dolnej powiece. Pokazuję wersję najbardziej uniwersalną, bo róż tak naprawdę pasuje większości.

Przygotowanie: 
Wykonujemy makijaż twarzy i podkreślamy brwi. Na powieki wklepujemy bazę pod cienie. 
*Jeśli nie czujesz się pewna w pracy z cieniami i boisz się, że się osypią, zastosuj technikę odwróconą, czyli najpierw wykonaj makijaż oczu, a na końcu nałóż kosmetyki do twarzy.

Nakładamy matowy beżowy cień pod łukiem brwiowym. Ułatwi nam to później rozcieranie cieni i uzyskamy płynne zanikanie koloru.


Załamanie podkreślamy cieniem w kolorze kawy z mlekiem. Cień rozcieramy do góry. 
*Jeśli masz chłodny typ urody wybierz cień w chłodniejszej tonacji, a jeśli ciepły typ urody to wtedy cieplejszy.


Na powiekę ruchomą wklepujemy jasny cień. Może być to cień błyszczący lub matowy.


Delikatnie pogłębiamy załamanie brązowym matowym cieniem.


Przyklejamy kawałek taśmy klejącej, żeby wyznaczyć kąt nachylenia kreski. Prawidłowo wyciągnięta kreska kieruje się od dolnej linii rzęs pod tym samym kątem co linia rzęs w kierunku końca brwi.
*Pamiętaj, żeby najpierw zdjąć nadmiar kleju z taśmy kilkukrotnie przyklejając ją do dłoni.


Rysujemy kreskę eyelinerem.


Zagęszczamy linię rzęs eyelinerem dociskając go między rzęsy. Opcjonalnie malujemy górną linię wodną.

 Ciemnym brudnym fioletem zaznaczamy zewnętrzną część dolnej powieki. Granice rozcieramy do dołu i łączymy cień z kreską.


 Brudnym odcieniem różu zaznaczamy pozostałą część dolnej powieki. Łączymy róż z fioletem i zacieramy wszelkie granice.


 Wilgotnym pędzelkiem nakładamy różowo-złoty pigment przy wewnętrznym kąciku i do ok. 1/3 dolnej powieki.


 Sam wewnętrzny kącik rozświetlamy jasnym błyszczącym cieniem lub pigmentem.


 Linię wodną czyścimy cielistą lub białą kredką. 

Tuszujemy rzęsy i gotowe!




Jak dopasować ten makijaż do poszczególnych kolorów oczu? 
Żeby podkreślić kolor tęczówek stosujemy zasadę kontrastu. Zamieniamy brudny ciemny fiolet oraz róż na kontrastujące z tęczówką kolory:
  • dla zielonych oczu sprawdzi się propozycja z tego tutorialu, ale dla odważnych polecam też odcienie czerwieni lub fuksji
  • dla niebieskich oczu polecam cienie pomarańczowe lub miedziane, a jeśli subtelniej to może to być brzoskwinia, morela lub złoto
  • dla brązowych oczu polecam odcienie zieleni i turkus, ale też granat i błękit
Ciemniejszy kolor nakładamy w zewnętrznej części dolnej powieki, a jaśniejszy, najlepiej połyskujący pigment, nakładamy przy wewnętrznym kąciku. Pięknie podkreślamy w ten sposób tęczówki, ale też rozświetlamy spojrzenie.

Szminkę dobieramy do swojego typu urody lub pod kątem makijażu. Polecam bardziej neutralne kolory. Ciepły odcień nude będzie pasował do większości moich propozycji kolorystycznych - do niebieskości, zieleni, turkusu oraz do pomarańczy. Przy mocno połyskującym makijażu oka polecam matowe szminki. Natomiast jeśli makijaż nie jest tak mocno błyszczący, to spokojnie możecie sięgnąć po delikatny błyszczyk.




Kosmetyki użyte do makijażu:
  • podkład L'Oreal Infallible 125, puder BenNye Translucent Face Powder Fair, bronzer TheBalm Bahama Mama, róż Zoeva Luxe Color Blush Gentle Touch, rozświetlacz Melkior Professional Winter Glow
  • farbka do brwi Make Up For Ever Aqua Brow 25, korektor Collection 2000 Lasting Perfection nr 2 jako baza, czarny żelowy eyeliner Maybelline Lasting Drama Gel Eyeliner, cienie z palety NYX Butt Naked Eyes Makeup Palette, cień różowy Inglot 487, pigmenty MAC Rose i Vanilla, cielista kredka Oriflame Kohl Pencil Nude, tusz do rzęs Karaja Lash Master, rzęsy Neicha 513, klej DUO
  • szminka w płynie NYX Soft Matte Lip Cream Sao Paulo
  • pędzle Zoeva 227, 234, 224, 226, 312, 231, 237


Mam nadzieję, że się Wam moja pierwsza propozycja dla Nuneczki podoba. Piszcie jeśli macie dla mnie jakieś inspiracje, a może wykorzystam je przy okazji następnego makijażu. Postaram się tu dodawać taki makijażowy tutorial co miesiąc. Jeśli macie ochotę na więcej, to zapraszam na mojego bloga.

Jeśli pokusicie się o odtworzenie tego makijażu, to oczywiście chętnie zobaczę. Możecie tagować mnie na Instagramie #domimakeupartist, a na pewno wtedy zobaczę Wasz makijaż.

Do następnego! ;)


0 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Bonacure Hair Therapy- szampon i olejek do włosów z olejkiem różanym Shwarzkopf

6/20/2015 Ania T.

   Róża to chyba jeden z najbardziej znanych i lubianych kwiatów. Jej piękny zapach towarzyszy nam nie tylko podczas wiosennych spacerów po parku czy ogrodzie, ale jest również często wykorzystywany w kosmetykach, aby rozpieszczać nasze zmysły. Olejek różany ma szerokie działanie pielęgnacyjne: łagodzi podrażnienia, nawilża a także wzmacnia naczynia krwionośne. Natomiast jeśli chodzi o aspekt zapachowy- tutaj najlepiej sprawdza się ten, który jest otrzymywany z róży damasceńskiej. Dzięki swojemu aromatowi nie tylko łagodzi napięcie, ale również poprawia nastrój. Z dobrodziejstw tego niezwykle urodziwego kwiatu skorzystała firma Shwarzkopf, wypuszczając linię do włosów Bonacure Hair Therapy z olejkiem z róży dzikiej oraz róży damasceńskiej. Czy moje włosy pokochały pachnącą terapię?

Olejek do włosów
OPAKOWANIE
   Buteleczka jest urocza, wygląda bardzo profesjonalnie i idealnie leży w dłoni. Wygodny dozownik ułatawia aplikację produktu. 

SKŁAD
   Na pierwszym składzie wygładzający silikon, nie wszyscy go lubią, natomiast moim włosom nie szkodzi (a wręcz przeciwnie). Oprócz tego wysoko w INCI znajduje się także olejek z róży dzikiej, a także z róży damasceńskiej. Niestety, jest również sztuczna kompozycja zapachowa (Parfum)...

ZAPACH/KONSYSTENCJA
   O zapachu mogłabym pisać poematy. Jest bardzo realistyczny i przypomina różę w 100%. Używanie tego olejku to sama przyjemność, a co najważniejsze- jego aromat jest wyczuwalny na włosach jeszcze długo po użyciu.
   Konsystencja jest bardzo nietypowa: nie przypomina tłustych i gęstych olejowych mieszanek, które na co dzień stosuje. Jest bardzo leciutka, śliska i prawie niewyczuwalna na skórze. Produkt  błyskawicznie wchłania się we włosy, wygładzając je i dyscyplinując.

DZIAŁANIE
   Olejek bardzo dobrze wygładza włosy i ułatwia ich rozczesywanie, najbardziej lubię używać go jako serum do końcówek. Zabezpiecza je przed uszkodzeniem i otarciami, dzięki czemu są mniej łamliwe, nie rozdwajają się i nie plączą. Są również błyszczące i nawilżone. 
   Dzięki lekkiej konsystencji nie obciąża kosmyków, jednak zawsze uważam, żeby nie nakładać go za dużo. 
   Przyjemny zapach kosmetyku niezwykle mnie relaksuje i umila jego stosowanie. 
   Producent poleca aby stosować go także do masażu skóry głowy, ale ja się na to jeszcze nie zdecydowałam. Nie za bardzo lubię nakładać olejki na skalp ;)
   Nie zauważyłam aby ten kosmetyk mnie podrażniał, co dla mnie jest plusem. 

Szampon do włosów
OPAKOWANIE
   Miękka tuba stawiana na nakętce jest bardzo wygodna i bezproblemowa w użyciu.

SKŁAD
   Skład niestety nie zachwyca, SLS-y, PEG-i, sztuczne zapachy, barwniki...co prawda krzywdy mi nie zrobił, ale za taką cenę spodziewałabym się nieco lepszych składników.

ZAPACH/KONSYSTENCJA
   Zapachem nie różni się niczym od wyżej prezentowanego olejku, no może poza tym, że jest on mniej różany a bardziej chemiczny (ale nadal przyjemny).
   Z kolei konsystencja jest zupełnie inna- gęsta, żelowa i typowa dla szamponu. Dobrze rozprowadza się po włosach i nie lepi się.

DZIAŁANIE
   Szczerze mówiąc ten produkt działaniem mnie nie zachwycił- niczym nie różni się od produktów, które kupimy w każdej drogerii. Dobrze się pieni, spłukuje i oczyszcza skórę głowy oraz włosy. Ale przy tym lekko podrażnia skalp i nie zachwyca składem. Ratuje go przepiękny zapach, który niezmiennie zachwyca mnie podczas każdego mycia głowy. Nie zauważyłam jakiegoś szczególnego nawilżenia, ale też nigdy nie oczekuję tego po szamponach. 

GDZIE KUPIĆ TE PRODUKTY I ILE KOSZTUJĄ?
   Cały zestaw (szampon+olejek) to koszt ok.70 zł, można je również kupić poza zestawem. Ponieważ są to produkty profesjonalne, kupicie je w renomowanych salonach fryzjerskich. A jeśli w Waszej okolicy nie ma żadnego dobrego fryzjera, to zapraszam Was TUTAJ, czyli na Hairstore.pl, gdzie kupicie zarówno ten zestaw, jak i całe mnóstwo innych kosmetyków i akcesoriów do pielęgnacji włosów :) 

OCENA OGÓLNA
   Z olejkiem bardzo się polubiłam i często dodaję go do mojej mieszanki służącej do olejowania włosów. Solo również się sprawdza, szczególnie na moich kapryśnych końcówkach. Z ręką na sercu mogę Wam go polecić, bo to naprawdę porządny i pięknie pachnący produkt. Z kolei jeśli chodzi o szampon, to tutaj miłości i fajerwerków nie ma, ot, taki tam zwyklaczek. Zły nie jest, ale też jakoś specjalnie mnie nie zachwycił. 

Lubicie produkty o różanym zapachu?

           

PS: Bardzo Was przepraszam za dłuższą nieobecność. Całe szczęście jestem już po sesji, teraz została mi tylko obrona pracy magisterskiej i wracam do Was na dobre! Szykujcie się na jakiś konkurs, bo na pewno niedługo się pojawi :)

0 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

AHOJ, URODO! Czyli wiosenne Secrets of Beauty nad morzem.

6/06/2015 Ania T.

   Nie mogę uwierzyć w to, że jeszcze 2 tygodnie temu byłam nad morzem. Kocham polskie morze, jego szum mnie uspokaja, a patrzenie na falującą wodę to najlepszy relaks na świecie! Dlatego, kiedy dowiedziałam się, że wiosenne, nierutynowe spotkanie blogerów czyli SoB odbywa się w tym roku nad morzem, zgłosiłam się bez wachania. Secrets of Beauty tradycyjnie zorganizował Michał, dbając o każdy szczegół i zapewniając nam godziny niezapomnianej rozrywki.


   Tym razem zaprosił nas do Jastrzębiej Góry, do ośrodka Natura Park, gdzie mieliśmy zapewniony nocleg z wyżywieniem. Ja postanowiłam zabrać ze sobą moją drugą połówkę, a w podróż z Dąbrowy Górniczej wybraliśmy się wraz z Arsenic i jej chłopakiem. Kilkugodzinna droga minęła nam zadziwiająco szybko przy dźwiękach rocka i metalu. I chociaż GPS zamontowany w aucie trochę sprowadził nas na manowce, to jednak dotarliśmy do celu!
   Niestety, nie udało nam się zdążyć na prezentację marki Ilua, co trochę mnie zasmuciło. Ale mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będę miała okazję poznać firmę bliżej. Na miejscu byliśmy dopiero późną nocą, ale nie zniechęciło nas to do spaceru nad morze. Uwierzcie mi, że o 2:30 nad ranem wygląda równie pięknie jak za dnia! :)
   Zaraz po wyprawie, padliśmy wykończeni do łóżka, bo kolejny dzień miał być pełny atrakcji i warsztatów.
   Michał dla każdego z nas przygotował identyfikatory, które ułatwiały nam wzajemną komunikację, a firma Mieszko zapewniła nam zapas słodkości, zeby dodatkowo umilić spędzony tam czas. Co więcej, Michał również zabawił się w perfekcyjnego cukiernika i upiekł nam przepyszne babeczki w kilku wariantach smakowych (przepisy znajdziecie na jego blogu).

   Pierwsza prezentacja była czymś więcej niż tylko samym gadaniem :) Po krótkim przywitaniu pani prezes marki Biolonica, Magdalena Zwolińska, zaprezentowała nam krem z linii "Secrets of Beauty", w którego twarzeniu mieli swój udział blogerzy obecni na pierwszym SoB (relacja TUTAJ), w tym również ja. Zaraz potem mieliśmy okazję uczestniczyć w bardzo ciekawych warsztatach, przygotowanych przez firmę Biolonica, w trakcie których dowiedzieliśmy się nie tylko więcej na temat olejów w pielęgnacji, ale także mogliśmy przygotować swój własny krem! Pani technolog firmy Biolonica, Agnieszka Stateczna-Mędrek, krok po kroku tłumaczyła nam jak wymieszać poszczególne składniki i pomagała na każdym etapie tworzenia naszego mazidła. Mi wraz z Katheriną udało się przygotować puszysty krem z olejkiem lawendowym :) Nie spodziewałam się, że tworzenie kosmetyków to taka świetna zabawa. Okazało się również, że jest to całkiem proste i z pewnością kiedyś spróbuję tego w domu!

   To oczywiście jeszcze nie był koniec atrakcji :) Kolejnym punktem programu była prezentacja nowości firmy Verona (w której skład wchodzi kolorówka Ingrid). Mogliśmy wymacać każdy z kosmetyków, podzielić się między sobą wrażeniami, a także zapytać pzedstawicielki firmy o wszystkie interesujace nas kwestie. Czy wiedzieliście, że Verona jest polską marką? Co ciekawe aż 70% kosmetyków idzie na eksport, ponieważ w naszym kraju są niestety niedoceniane. A szkoda, bo są naprawdę godne uwagi. Mnie najbardziej zaciekawiły bazy pod makijaż (szczególnie ta, która maskuje zaczerwienienia) oraz podkłady Ideal Face. Przyjrzyjcie się również bardzo uroczym różom do policzków- wyglądają zupełnie jak kwiaty!

   Na następne warsztaty czekałam najbardziej ze wszystkich! Margareta, połówka duetu Craft'n'Beauty pokazywała nam jak wykonać swoje własne woski zapachowe. Dla mnie, czyli naczelnego świecomaniaka, była to nie lada atrakcja. Kiedy dostałam w swoje łapki zestaw olejków zapachowych, naprawdę miałam ogromny problem z wyborem,ale ostatecznie zdecydowałam się na Napar Gejszy oraz Daenerys (w końcu jestem wielką fanką Gry o Tron, nie mogło więc być inaczej!). Dodatkowo, do każdego wosku mogliśmy dodać wybrane barwniki, aby prezentowały się jeszcze ciekawiej. Oprócz pomocy przy nalewaniu gorącego wosku, Margareta zdradziła nam także parę zapachowych sekretów, między innymi o tym, jaki wosk jest najlepszym nośnikiem zapachów, jak wybierać barwniki a także olejki zapachowe, aby nasz produkt pachniał jak najdłużej, a przy tym pięknie wyglądał. Jestem dumna z moich dwóch tart i na pewno będę paliła je z przyjemnością!

   Ostatnią prezentację, również połączoną z warsztatami, przygotowały dla nas przedstawicielki marek GOSHEyelure i Elegant Touch. Najpierw mieliśmy krótkie warsztaty makijażowe, w trakcie których nauczyłyśmy się prawidłowego podkreślania brwi, konturowania twarzy, a także używania konturówek do ust. Mogłyśmy również na własnej skórze poznać nowości marki Gosh- matowe pomadki w pięknych kolorach, żelowe eyelinery oraz kolorowe mascary. Ja absolutnie zakochałam się w przepięknej, mocno fioletowej pomadce (która na ustach przybiera odcień głębokiego burgundu) i z pewnością ją kupię, jak tylko wejdzie na rynek. Kolejnym etapem była nauka naklejania sztucznych rzęs! Eyelure to marka znana na całym świecie, oferująca sztuczne rzęsy zrobione z naturalnych włosów (ludzkich włosów, przy ich tworzeniu nie ucierpiało żadne zwierzę!), dopiero wchodząca na polski rynek. Niestety, ja mam dwie lewe ręce do takich robótek, dlatego musiałam poprosić o pomoc panie przedstawicielki :D Po tym, jak nasze rzęsy wyglądały jak z katalogu, bawiłyśmy się w przyklejanie paznokci Elegant Touch. Na czym polega ich sekret? Do naturalnej płytki przykleja się taśmę, do której następnie dokleja się sztuczny paznokieć (już pomalowany i ozdobiony). Dzięki temu uzyskujemy efekt hybrydy, bez konieczności używania lampy UV. Nasza płytka również przy tym nie cierpi, ponieważ nie musimy jej potem godzinami moczyć w acetonie w celu ściągnięcia hybrydy. Oczywiście, jak jak zawsze mam pecha, bo na moją małą, wąską płytkę nie pasował żaden rozmiar paznokci :( Ale pozostałe dziewczyny (a nawet Michał) miały manikiur jak po wyjściu z salonu!

   Przez cały wyjazd towarzyszyła nam przekochana jamniczka Michała- Marysia. Uwielbia mizianie, głaskanie i...babeczki :D Każdego, kto tylko chciał ją dokarmiać kochała miłością bezgraniczną :)

   Po warsztatach poszliśmy na obiadokolację, po której czekało nas ognisko! Zanim jednak doczłapałam się pod wiatę, gdzie odbywała się impreza, wybrałam się z moim ukochanym na romantyczny zachód słońca. Nie ma piękniejszego widoku, uwierzcie mi :) Potem wspólnie zebraliśmy się i poszliśmy na ognicho. A co się tam działo...ah! Tego nie da się opisać słowami :D Brzuch mnie bolał ze śmiechu, bo każdy sypał takimi kawałami, że głowa mała. Oprócz tego poznawaliśmy najdalsze zakątki blogosfery kulinarnej, zachwycając się takimi smakołykami jak kotlecki z kostek rosołowych oraz karpaczjo z mortadeli. Ja z moim W również zabawiliśmy się w Master Chefa i przygotowaliśmy wykwintną karkówkę prosto z patyka :D Dzięki śmiechowi spaliłam jakieś milion kilo (w końcu o linię trzeba dbać!), ale wszystko co dobre szybko się kończy. Z oficjalnym hasztagiem SoB, czyli #OLE na ustach, położyliśmy się spać, bo następnego dnia trzeba było znów wsiadać do auta i zostawić za sobą morze :(



    Zanim znów wyruszyliśmy w podróż powrotną, pożegnaliśmy się jeszcze z polskim morzem. Potem spakowaliśmy bagaże, wpakowaliśmy się do samochodu i wróciliśmy do domu,
   Nie mogę uwierzyć, ze ten czas tak szybko minął. Bardzo tęsknię za morzem i nie mogę się doczekać aż znów tam wrócę.
   Chciałabym serdecznie podziękować wszystkim uczestniczkom i uczestnikom za świetną zabawę, Michałowi za wspaniale zorganizowane warsztaty, firmom za ogromną dawkę wiedzy, Oli i jej chłopakowi za transport, a sponsorom za upominki :) Mam nadzieję, że jeszcze nie raz się spotkamy w takim zacnym gronie a kolejne Secrets of Beauty będzie jeszcze lepsze niż to (chociaż poprzeczka jest postawiona bardzo wysoko). DZIĘKUJĘ!


PS: Część zdjęć pożyczyłam sobie od Michała, oczywiście za jego zgodą :)


           

0 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Nowe żele pod prysznic i kostki myjące Dove

6/04/2015 Ania T.

   Dove niedawno wypuściło na rynek parę ciekawych nowości- są to nie tylko żele pod prysznic w nowych wariantach zapachowych, ale także żel oraz kostka peelingująca, czego wcześniej w ofercie firmy nie było. Czy te produkty są warte uwagi?





ŻELE POD PRYSZNIC
Żel pod prysznic z peelingującymi drobinkami
   Ta nowość ciekawiła mnie najbardziej. Do tej pory w ofercie Dove nie było bowiem żadnych peelingów pod prysznic. Ma przyjemny, kremowy zapach (każdy, kto zna kostki myjące tej formy, ten wie o czym mówię). Zawiera w sobie mnóstwo malutkich, niebieskich, peelingujących kuleczek, które delikatnie masują skórę podczas aplikacji. Nie jest to mocny zdzierak, efekt tarcia jest praktycznie nieodczuwalny, dlatego jeśli lubimy intensywne peelingowanie, to raczej wybierzmy do tego celu inny kosmetyk. Niemniej jednak, po prysznicu skóra jest miękka i wygładzona. Nie zauważyłam spektakularnego nawilżenia, ale z drugiej strony produkt także nie wysusza skóry, co jest plusem.

Żel pod prysznic Dove Go Fresh mandarynka i kwiat tiare
   Zapach to kremowo-pomarańczowo-kwiatowa mieszanka, która idealnie pasuje do nazwy "Go fresh!", pobudza nasze zmysły pod prysznicem i orzeźwia zmęczony umysł :) Żel jest delikatny, ma dość gęstą konsystencję i dobrze się pieni. Nie wysusza skóry, delikatnie ją wygładza i bezproblemowo się spłukuje. Większych właściwiości pielęgnacyjnych nie zauważyłam, ale od produktów, które tak krótko pozostają na skórze, nigdy ich nie oczekiwałam.

Żel pod prysznic Purely Pampering krem pistacjowy i magnolia
   Uwielbiam zapach magnolii, to jedne z moich ulubionych kwiatów, dlatego cieszę się, że wreszcie jakaś firma wpadła na pomysł, aby zamknać ich piękny aromat w żelu pod prysznic. Muszę przyznać, że jej piękny, kwiatowy zapach, w połączeniu z kremem pistacjowym wypada dość ciekawie. Mi ten aromat bardzo przypadł do gustu, przyjemnie rozpieszcza pod prysznicem. Podobnie jak wyżej prezentowane produkty, nie wysusza, ani nie podrażnia skóry, ale nie ma też większych właściwości pielęgnacyjnych. 

KOSTKI MYJĄCE
Peelingująca kostka myjąca
   To kolejna, obok żelu pod prysznic, peelingująca nowość od Dove. Zapach jest dokładnie taki sam: kremowy, otulający i przyjemny. I podobnie jak żel, ma w sobie delikatne, niebieskie drobinki. Nadaje się zarówno do mycia ciała, jak i twarzy (chociaż ja twarz myję specjalnym żelem do tego przeznaczonym), lekko przy tym masując skórę. Kostka również nie należy do najmocniejszych zdzieraków. Delikatnie wygładza i usuwa martwy naskórek, ale na pewno nie jest to intensywny peeling. Nie podrażnia ani nie wysusza skóry. Idealnie nada się nawet dla wrażliwców ;)

Klasyczna kostka myjąca
   Tego produktu chyba nikomu przedstawiać nie trzeba, ponieważ każdemu powinien być dobrze znany. Te kostki myjące to jeden z flagowych kosmetyków Dove, które już od lat goszczą w naszych łazienkach.  Zapach jest bardzo charakterystyczny i nietrudno go rozpoznać: mocno kremowy i odświeżający. Kostka nie pozostawia po sobie osadu na skórze i dobrze leży w mokrej dłoni. Nie wysusza i nie podrażnia. Nadaje się zarówno do mycia twarzy, jak i całego ciała a ulepszona formuła sprawia, że można ją stosować także w okolice oczu (chociaż je tego nie próbowałam). 

JAK OCENIAM NOWOŚCI DOVE?
   Peelingująca kostka i żel pod prysznic to ciekawe rozwiązanie i cieszę się, że Dove wreszcie postanowiło je wprowadzić do swojej oferty. Czekam jednak aż pojawią się mocniejsze zdzieraki, bo dla mnie delikatny masaż, jaki gwarantują nam te produkty, jest niewystarcający. Nowe warianty zapachowe przyjemnie pobudzają zmysły i jak na mój gust, są świetnie skomponowane. Wiadomo, że są to produkty typowo drogeryjne, więc ich składy nie powalają naturalnością, ale z drugiej strony nie podrażniają skóry, a także jej nie wysuszają, więc nie jest źle :) Smuci mnie jedynie fakt, że według moich informacji Dove testuje na zwierzętach, a przynajmniej testował, zanim zostało to zakazane. Co prawda od 2013 roku firma zobowiązała się nie wprowadzać do kosmetyków składników, które były testowane na zwierzętach, a od 2005 roku nie wprowadza na rynek nowości, które również były testowane w ten sposób (informacje z oficjalnego fanpage'a firmy). Jednak wiele z ich produktów powstało przed tą datą, co świadczy, że przy testach ucierpiały zwierzaki :( 

GDZIE MOŻNA JE KUPIĆ I ILE KOSZTUJĄ?
   Ogromną zaletą tych produktów jest fakt, że kupicie je praktycznie w każdym większym (a także mniejszym) sklepie czy drogerii. Są ogólnodostępne, dlatego nie musimy się nabiegać, żeby je kupić. Ceny też są zachęcające: żele pod prysznic kosztują ok. 10 zł, a kostki myjące ok.4 zł, co sprawia, że są produktami na każdą kieszeń. 

Jak Wam się podobają nowości od firmy Dove?
Która z nich zaciekawiła Was najbardziej?
 

       

0 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!