Perfumy nr.22 Mistral Poland

5/30/2015 Ania T.

   W TYM poście pokazywałam Wam wodę po goleniu dla mężczyzn, teraz przyszedł czas na kolejny produkt od firmy Mistral Poland.
   Wiem, że wiele osób nie popiera kupowania perfum na mililitry, twierdząc, że to podróbki. Moje zdanie na ten temat jest jednak odmienne. Ja nie traktuje pefrum na mililitry, jako JEDYNYCH perfum, które kupuję. Dla mnie to produkty, dzięki którym choć trochę mogę poznać interesujący mnie zapach (bo wiadomo, że z próbkami w drogeriach bywa ciężko) i sprawdzić, czy na pewno jest dla mnie odpowiedni. Te perfumy nie są w 100% identyczne jak oryginały, wspominałam także, że różnią się nazwami (zamiast nazw mają numerki) oraz opakowaniami. Poza tym na moim blogu w recenzjach oceniam nie zachowanie czy normy moralne firmy, ale sam produkt. A jeśli jest interesujący, to czemu miałabym o nim nie pisać?

PERFUMY NR.22
   Zapach numer 22 inspirowany jest Alieniem Thierrego Muglera. To perfumy, do których wzdycham już od dłuższego czasu, ale każdy, kto kiedyś miał okazję je wąchać, ten wie, że są bardzo "ciężkie". Nie tylko ze względu na dość nietypową kompozycję...po prostu jest to aromat bardzo nietypowy i nie każdemu przypadnie do gustu. Gdzieś kiedyś przeczytałam bardzo mądre zdanie: "Aliena albo się kocha, albo nienawidzi". Z ciekawości poszłam wtedy do drogerii, powąchałam...i przepadłam. Od tej pory marzyłam o Alienie dniem i nocą, ale bałam się wydawać 400 zł (tak, tyle kosztują oryginalne perfumy), ponieważ nie byłam pewna czy na dłuższą metę ten zapach mnie nie zmęczy. Dlatego właśnie gdy odezwała się do mnie firma Mistral, długo się nie zastanawiałam nad wyborem :) 

Typ zapachu: orientalno- drzewny 

Nuty zapachowe: kwiat pomarańczy, amber, jaśmin, nuty drzewne, nuty zielone, wanilia.

   Alien to tajemniczy, bardzo mocny i intensywny zapach. Otula, rozgrzewa i moim zdaniem jest bardzo elegancki (chociaż ja stosowałam go na co dzień, a nie tylko "od święta"). Mimo, że jest orientalny i ciepły, nie miałam oporów przed stosowaniem go wiosną. Pokochałam go i wiem, że chcę więcej! Lubię, jak otacza mnie ta tajemnicza aura. A co ważne, nie jest to zapach na tyle popularny, że pachnie nim co 2 kobieta na ulicy, dlatego "nosząc go", czuję się wyjątkowa. Produkt firmy Mistral pozytywnie zaskoczył mnie trwałością, czuję go nawet pod koniec dnia, co dla mnie jest ogromnym plusem.



   Nie mam w domu oryginalnego flakonu, ale po tym, jak wypróbowałam odpowiednik tych perfum (na tyle, na ile znam Aliena, mogę stwierdzić, że zapach Mistral jest do niego bardzo podobny, ale jednak to nie to samo), wiem, że na pewno zdecyduję się na wyprawę do drogerii i zakup tych perfum. Mistral jedynie ułatwił mi tą decyzję, ponieważ przekonałam się, że ten zapach wcale nie jest aż taki ciężki i męczący, jak mi się początkowo wydawało, a mój facet go pokochał :) Jak widać producent oryginalnych perfum nic na tym nie stracił, a nawet w najbliższej przyszłości zyska, bo moje ciężko zarobione monety zasilą jego konto :D Wiele osób zarzuca, że perfumy na mililitry to strata dla producentów oryginałów, ponieważ ludzie wolą kupić taniej niż zainwestować. Wszystko zależy od tego, jak klient do tego podchodzi. Jeśli perfumy na mililitry traktujemy tak jak ja, czyli kupujemy po to, aby sprawdzić zapach, a potem zdecydować się na zakup oryginalnego flakonu, to nie widzę w tym absolutnie nic złego. Gdyby drogerie częściej i chętniej rozdawały próbki zapachów (a nie tylko łaskawie pozwalały psikać sobie testerami na papierki), to perfumy na mililitry nie miałyby takiego wzięcia ;) 
   Ponad 100 ml wody perfumowanej Mistral kosztuje 60 zł. Dobra cena, prawda? Możecie również kupić próbkę 2 ml za 3 zł. A jeśli zapach Wam się spodoba, to biec do drogerii po oryginał :) 



Lubicie orientalne, mocne zapachy?
A może w perfumach szukacie innych nut zapachowych?
 
       

0 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Shiny Box kwiecień 2015- krótkie recenzje produktów

5/29/2015 Ania T.

   Zawartość kwietniowego Boxa możecie poznać TUTAJ. Dzisiaj chciałabym Wam napisać trochę więcej na temat kosmetyków, które znalazłam w środku. Które z nich okazały się hitami, a które to kity? Przekonajcie się :)

   1. Kamuflaż Perfect Skin GLAZEL VISAGE
   Kiedy zobaczyłam, że w pudełku znalazł się kamuflaż, bardzo się cieszyłam...do czasu. Produkt jest nie tylko za ciemny, ale dodatkowo w niezbyt atrakcyjnym, beżowo-różowo-brzoskwiniwym odcieniu. Szczerze mówiąc, niewiele Wam mogę na temat tego produktu napisać, ponieważ nie odważyłam się go użyć. Nie wyszłabym na ulicę z takimi ciemnymi plamami na twarzy ;)

Czy warto kupić ten produkt?
Nie wiem, dla mnie jest zdecydowanie za ciemny, więc nawet go nie wypróbowałam.

   2. Cień do powiek GLAZEL VISAGE
   Cień początkowo zupełnie mnie nie ucieszył, bo do tej pory w ogóle nie używałam tego typu kosmetyków. Postanowiłam się jednak przełamać i w końcu nauczyć ciężkiej sztuki, jaką jest makijaż oczu. Ten sypki cień jest zamknięty w uroczym, małym pudełeczku z wygodnym siteczkiem, które pozwala na odpowiednie dozowanie produktu. Trochę się osypuje w trakcie aplikacji, jednak po nałożeniu na powiekę, bardzo dobrze się jej trzyma. Ma miedziano-złoty kolor i całe mnóstwo drobinek. Dla mnie jest ich aż ZA dużo, ale do rozświetlenia kącików, bądź jako produkt wykańczajacy makijaż sprawdza się idealnie. Może skuszę się na inne odcienie. Ale mam nadzieję, że nie wszystkie są aż tak błyszczące.


 Czy warto kupić ten produkt?
 Jeśli lubicie malować oczy, to kolejny cień na pewno Wam nie zaszkodzi :)

   3. Tonik do twarzy THEO MARVEE
   Zupełnie nie rozumiem czemu w tym pudełku znalazła się tak duża ilość błyszczących, brokatowych produktów. Ten tonik również jest napakowany drobinkami, podobnie jak pokazywany wyżej cień. Nie lubię nakładać na twarz jakichkolwiek rozświetlających produktów- przy mojej mieszanej cerze jest to nawet niewskazane, dlatego też do tego kosmetyku podeszłam z dużą rezerwą. Całe szczęście, efekt rozświetlenia po aplikacji toniku jest tylko chwilowy, a drobinki na skórze są praktycznie niewidoczne. Ma dosyć gęstą konsystencję, ciężko się go aplikuje, a dodatkowo zostawia po sobie dziwną, lekko lepką warstwę. Już kiedyś miałam okazję testować żelowy tonik i niezbyt przypadł mi do gustu, podobnie jest w tym przypadku. Pomimo, że kosmetyk dobrze oczyszcza i ma bardzo przyjemny zapach, to jednak nie zaliczyłabym go do swoich ulubieńców.

 Czy warto kupić ten produkt?
 Jak dla mnie nie. Nie lubię żelowej konsystencji w tonikach. 

   4. Żel myjący do twarzy BIOLAVEN
   Biolaven to marka, która została wyprodukowana przez firmę Sylveco. Tak się składa, że uwielbiam ich kosmetyki, dlatego też z wielką ciekawością sięgnęłam po produkt z nowej linii, zawierający w sobie olejek lawendowy i olej z pestek winogron. Żel jest zamknięty w wygodnym opakowaniu z pompką. Ma typową dla żeli, nie za gęstą, ale też nie za rzadką, konsystencję i bezproblemowo rozprowadza się po twarzy. Podczas pocierania, pieni się, pomimo, że nie zawiera mocnych substancji spieniajacych (SLS-ów). Ma krótki skład (a w nim m.in. pantenol czy kwas mlekowy), a dodatkowo przepięknie pachnie: świeżo wyciśniętym sokiem winogronowym. Oczyszcza delikatnie, ale bardzo dokładnie. Nadaje się nawet do zmywania "tapety" :) Nie zauważyłam podrażnień, nawet jeśli produkt dostał się w okolice oczu. Po jego użyciu skóra jest dobrze oczyszczona, odświeżona i gotowa do aplikacji kremu. To świetny, godny polecenia kosmetyk!

Czy warto kupić ten produkt?
Zdecydowanie TAK!

   5. Żel pod prysznic DOVE
   Nie ukrywam, że nie jest to produkt, którego oczekiwałam w tym boxie. Jest ogólnodostępny, niezbyt drogi i znam go bardzo dobrze (a przecież ideą pudełek jest testowanie NOWYCH, nieznanych produktów). Jednak nie mam co narzekać na jego działanie. Wiadomo, jak każdy drogeryjny produkt, składem nie powala, ale za to ładnie pachnie i świetnie się pieni, zmywając przy tym wszystkie zanieczyszczenia. Pozostawia skórę oczyszczoną i miękką, a co najważniejsze- nie wysusza. Jednym słowem- żelowy zwyklak :)

Czy warto kupić ten produkt?
Jeśli nie oczekujecie fajerwerków po żelu pod prysznic i nie lubicie przepłacać (lub biegać po niszowych drogeriach w poszukiwaniu konkretnej marki), to ten produkt jest wart zakupu :) 


   Jak widzicie, jedynie 2 z 5 produktów uznałam za hity. Jeden z nich jest "pomiędzy", natomiast 2 pozostałe...szkoda gadać. Mimo to, cieszę się, że miałam okazję je przetestować, bo przynajmniej wiem co następnym razem z czystym sercem mogę wkładać do koszyka, a czego lepiej unikać :)

A jak Wam się podobają kosmetyki z kietniowego Boxa?

           

0 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Męskie testy: woda po goleniu nr. 226 Mistral Poland

5/25/2015 Ania T.

   Po dłuuugim czasie wreszcie zabrałam się za pisanie "męskiej" notki. Ostatnio moja druga połówka niewiele miała takich typowo męskich kosmetyków (bo kremy i żele pod prysznic, które mi podkradał ciężko takowymi nazwać). Ale dzięki mojej współpracy z Mistral Poland wzbogacił się o nową wodę po goleniu.
   Do tej pory raczej nie używał tego typu produktów, po goleniu maszynką elektryczną zazwyczaj tylko przemywał twarz wodą z kranu. Czy udało mi się go przekonać do stosowania tego typu produktów?

   Zanim jednak przejdę do właściwej recenzji, chciałabym Wam powiedzieć kilka słów o firmie. Mistral Poland jest producentem perfum, których zapachy odpowiadają najpopularniejszym aromatom, jakie znajdziemy w drogeriach typu Dougals czy Sephora. Oprócz tego firma dystrybuuje także akcesoria do konfekcjonowania oraz sprzedaży perfum. Pachnidła sprzedawane przez Mistral, to tzw. perfumy lane, na mililitry. Nie kupujemy całego, dużego opakowania. Możemy wybrać mniejszą (np. 10 ml buteleczkę), co pozwala na wypróbowanie danego zapachu, bez konieczności przepłacania. W ofercie znajduje się ok.300 odpowiedników znanych perfum, a oferta ciągle się poszerza. Co ciekawe, oprócz wód perfumowanych, możemy kupić także wody po goleniu, dezodoranty, a nawet żele pod prysznic inspirowane konkretnymi liniami zapachowymi. 

   Z pewnością wiele z Was uzna, że te perfumy to podróbki i nie warto na nie zwracać uwagi. Chciałabym Was wyprowadzić z błędu. Producent nie kopiuje oryginalnych opakować: ma swoje kartoniki i buteleczki, które nie przypominają tych, w których zamknięte są oryginały. Zapachy są ponumerowane, każdy numer odpowiada innym perfumom, które były INSPIRACJĄ do stworzenia danej kompozycji aromatycznej (nie jest wprost napisane, że te zapachy to wierna kopia danych perfum). Dzięki systemowi numerków i nawiązań, jesteśmy w stanie łatwo wyszukać zapach podobny (a czasem nawet niemal identyczny) z o wieeeeeele droższym oryginałem.

  Ok, skoro już znacie moje zdanie na temat perfum lanych, a także poznaliście bliżej firmę, czas zagłębić się w męski świat :)

WODA PO GOLENIU NR.226

   Swojemu mężczyźnie dobrałam wodę po goleniu opatrzoną numerkiem 226, inspirowaną zapachem Acqua di Gio for Men Armaniego. 


   Szklana butelka wygląda bardzo elegancko, jest zaopatrzona w dość szeroki otwór, przez który wodę aplikuje się na dłoń, a następnie na twarz.

   Typ zapachu jest określany jako wodny, tudzież morski. Mi kojarzy się ze świeżością i morską bryzą, dlatego też uznałam, że morze będzie dla niego idealnym tłem. Jest bardzo orzeźwiajacy, ale jednocześnie męski i magnetyczny. Zaliczyłabym go do kategorii lekkich, idealnych na cieplejsze dni. Nie dusi, nie powoduje zawrotów głowy, ale jednocześnie jest przy tym wszystkim intensywnie wyczuwalny. Ciężko mi jest stwierdzić na ile jest podobny do oryginalnego Acqua di Gio Men, bo ani ja, ani mój mężczyzna nie posiadamy go w swojej kolekcji, ale z pewnością któregoś dnia wybiorę się do drogerii, aby je ze sobą porównać.

   Nuty zapachowe stanowią:  mandarynka, bergamotka, neroli, rozmaryn, nasturcja, jaśmin, marokański cedr, paczula, zapach oceanu.
   Doskonale odświeża cerę po goleniu. Po aplikacji jest pięknie i "męsko" pachnąca, a ten przyjemny aromat jeszcze się utrzymuje przez jakiś czas. Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam jak mój facet świeżo i przyjemnie pachnie, dla mnie nie ma nic bardziej seksownego :) 
   Mój facet nie zauważył, aby wywoływała u niego jakiekolwiek podrażnienia, ale jak sam to określił "ma wysoki próg bólu". Inna sprawa, że przy elektrycznej golarce podrażnienia po goleniu są minimalne. Ciężko więc stwierdzić, czy u panów korzystających z maszynek woda również nie powodowałaby uciążliwego szczypania.
   Nie zauważyłam, aby ten produkt nadmiernie wysuszył mu skórę, za co oczywiście dostaje u mnie plusa.

   Wielu mężczyzn uważa wody po goleniu za zbędną fanaberię, tak jak już wcześniej pisałam, mój jak do tej pory również ich nie używał. Ale chyba mu się to spodobało, bo widzę, że z chęcią sięga po nią po każdym goleniu :) 

   Butelka o pojemności 100 ml kosztuje 40 zł, co jest całkiem przyzwoitą ceną (porównując ją z cenami drogeryjnych wód po goleniu, nie licząc oczywiście śmierdziuchów typu "Brut", które za 10 zł kupimy w osiedlowym kiosku). Dodam, że jest to produkt bardzo wydajny, bo do całkowitego pokrycia golonych miejsc na twarzy wystarczy niewielka jego ilość.
   Wodę możecie kupić na stoiska firmy Mistral (szukajcie ich w dużych galeriach handlowych), albo na stronie internetowej producenta
  Jeśli jednak nie jesteście przekonani do tego, czy taki produkt Wam odpowiada, to zawsze możecie się skusić na perfumy, żel pod prysznic albo antyperspirant inspirowany Armanim.    


A Wy (lub Wasi mężczyźni) lubicie używać wód po goleniu?
Jakie są Wasze ulubione "męskie" zapachy?


           

0 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Seria Brazil od Bath&Body Works: balsam, peeling i mgiełka do ciała Cool Amazon Rain

5/17/2015 Ania T.

   Każdy, kto ma dostęp do kosmetyków Bath&Body Works ten wie, że ich największą zaletą jest ogromny wybór bardzo różnorodnych i pięknych zapachów. Sklep ma w swojej ofercie tyle różnych wariantów aromatycznych, że nie sposób ich zliczyć, a do ich oferty co chwila wchodzą nowe serie. Jedną z tegorocznych nowości jest linia Brazil, inspirowana świeżymi, egzotycznymi owocami prosto znad brzegów brazylijskiej Amazonki :) W moje ręce trafiły: balsam, peeling i mgiełka do ciała o zapachu Cool Amazon Rain, których główną nutą aromatyczną jest karambola. Czy te produkty rzeczywiście pozwoliły mi przenieść się w środek amazońskiej dżungli?

Mgiełka do ciała

OPAKOWANIE
   Jakiż czas temu już Wam pokazywałam mgiełkę do ciała tej firmy (jej recenzję znajdziecie TUTAJ), ale była to wersja "mini". Tutaj mamy do czynienia z pełnwymiarowym produktem. Podobnie jak w wersji "torebkowej", opakowanie i atomizer są wykonane z plastiku, jednak mam wrażenie, ze w tym wydaniu są one bardziej trwałe i porządniej wykonane. 

   Na temat składu nie ma się co rozwodzić, podobnie jak o konsystencji, bo wszystko zostało napisane w poście, do którego link podałam powyżej. Jednak chciałabym napisać kilka słów o ZAPACHU, bo on jak najbardziej zasługuje na uwagę.

ZAPACH
   Mocne, słodkie i orzeźwiające owocowe nuty są wyczuwalne od razu po aplikacji produktu. Ale oprócz nich Cool Amazon Rain kryje w sibie także inne, ciężkie do określenia nuty, które kojarzą mi się z ciepłym, letnim deszczem. Nazwa linii jest jak najbardziej trafiona, bo tak właśnie wyobrażam sobie zapach amazońskiej dżungli po intensywnych opadach. 
   Nie utrzymuje się na skórze tak długo jak perfumy, ale jak na mgiełkę i tak jest całkiem trwały. Ja bardzo lubię się nią spryskiwać przed snem, ten zapach naprawdę relaksuje i wprowadza w dobry nastrój. 

Balsam do ciała

OPAKOWANIE
   Opakowanie jest kolorowe, z ładnym designem i praktycznym otwarciem. Wydobycie produktu nie stanowi żadnego problemu.

SKŁAD
   Z przykrością muszę stwierdzić, że skład nie zachwyca. Co prawda mamy tutaj parę naturalnych składników, między innymi masło shea, czy sok z aloesu. Ale poza tym to sama chemia...patrząc na to, jak wysoko znajduje się sztuczna kompozycja zapachowa (Parfum), nie dziwi mnie to, dlaczego produkt tak intensywnie pachnie. 

ZAPACH/KONSYSTENCJA
    Wszsytkie kosmetyki z tej linii zapachowej pachną tak samo, więc jeśli chcecie się dowiedzieć czegoś więcej o aromacie balsamu, przeczytajcie dokładnie opis mgiełki. W przypadku balsamu jest on jednak nieco mniej intensywny, utrzymuje się na skórze kilka godzin po aplikacji, ale nie jest bardzo wyczuwalny.
   Konsystencja jest rzadka, ale nie wodnista. Bezproblemowo aplikuje się go na skórę.

DZIAŁANIE
   Produkt szybko się wchłania, nie brudząc przy tym ubrań i nie pozostawiając po sobie tłustej warstwy. 
   Po jego użyciu skóra jest wygładzona i miękka w dotyku, jednak nie zauważyłam spektakularnych właściwości nawilżających. Dla mało wymagającej skóry będzie idealny, jednak jeśli jesteście posiadaczami takiej, która potrzebuje mocnego i treściwego nawilżenia, to lepiej wybierzcie inny kosmetyk.
   Nie zauważyłam podrażnień w trakcie jego stosowania, nawet jeśli aplikowałam go bezpośrednio po goleniu.
   Zapach niewątpliwie umila stosowanie produktu, ale poza nim raczej nie wyróżnia się niczym szczególnym. Jak dla mnie to najsłabszy produkt z tej brazylijskiej trójki.

Peeling do ciała

OPAKOWANIE
   Miękka tubka charakteryzuje się podobnym designem co pozostałe produkty z tej serii. Fakt, że jest tak "elastyczna", a do tego stawiana na zakrętce, nie tylko ułatwia aplikację kosmetyku, ale także pozwala go bez problemu zużyć do końca, bez konieczności rozcinania opakowania.


SKŁAD



   Podobnie jak w przypadku balsamu, skład niestety nie zachwyca. Niewiele ma wspólnego z naturalnością i nawet obecność olejów (między innymi szafranowego, ze słodkich migdałów czy z pestek brzoskwini) go nie ratuje.

ZAPACH/KONSYSTENCJA
   Zapach-patrz wyżej :) Jego konsystencja jest dość gęsta, a drobiny cukru trzcinowego są spore i jest ich dużo. 

DZIAŁANIE
   Do działania nie mam większych zastrzeżeń, jest to porządny, całkiem mocny zdzierak. Po każdym użyciu skóra jest wygładzona i przyjemna w dotyku. Jednak polecam, aby peeling wykonywać na sucho, ponieważ w kontakcie z wodą kryształki cukru natychmiastowo się rozpuszczają, a efekt peelingu jest praktycznie nieodczuwalny.
   Nie pozostawia po sobie tłustej, niemiłej warstwy (czego w peelingach po prostu nie toleruję!).
   Pomimo niezbyt przyjaznego składu, nie zauważyłam żadnych podrażnień  czy uczuleń w trakcie jego stosowania.
   Mam jednak spore zastrzeżenia co do jego wydajności, ponieważ jedna tubka starczy na 3-4 użycia, co przy jego wysokiej cenie nie jest rewelacyjnym wynikiem. 

Czy kosmetyki były testowane na zwierzętach?
Według tej listy niestety TAK :(

CENA/DOSTĘPNOŚĆ
   Ceny tych kosmetyków w Polsce są niestety strasznie wygórowane (porównując je do cen w USA), pełnowymiarowe produkty kosztują odpowiednio: 69 zł/mgiełka, 49zł/balsam i 59zł/peeling. Ja zazwyczaj planując zakupy w B&BW czekam na promocje (typu 3 za 2), bo wtedy kupno ich kosmetyków jest najbardziej opłacalne (całe szczęście te okazje zdarzają się dość często).
   Z dostępnością też nie jest kolorowo- produkty B&BW można kupić wyłącznie w salonach w Warszawie, ewentualnie przez internet (Allegro, bądź zagraniczna strona B&BW). Liczę na to, że firma postanowi otworzyć swoje sklepy w innych miejscach niż tylko stolica, a także w końcu uruchomi oficjalny sklep internetowy. Bo jak na razie kosmetyki B&BW pozostają rarytasem tylko dla "wybranych".

Mieliście już okazję wąchać nowości z linii Brazil?
Który z tych produktów zaciekawił Was najbardziej?


           

0 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Krem do twarzy na dzień i peelingo-maseczka z wyciągiem z ogórka z linii EcoGarden od Ava Laboratorium

5/13/2015 Ania T.

   Ciekawą linię (EcoLinea) do twarzy od Ava Laboratorium pokazywałam Wam w TYM poście. Działanie bogatego, nawilżającego kremu na noc oraz rewitalizującej maseczki dodatkowo wspomagam kremem na dzień i peelingo-maseczką z serii EcoGarden. Jest to kolejna linia firmy Ava, która stawia na naturalne, ekologiczne składniki, a dodatkowo posiada certyfikat EcoCert. Oba te produkty zostały dobrane do mojej mieszanej cery- zawierają bowiem odświeżający ekstrakt z ogórka, który z tym typem skóry wyjątkowo dobrze współpracuje (ale według producenta są to kosmetyki przeznaczone do każdego typu cery). Czy warto sięgnąć po kosmetyki z tej serii?

Krem do twarzy na dzień EcoGarden z ekstraktem z ogórka

OPAKOWANIE
   Plastikowy słoiczek jest lekki i poręczny. Krem dodatkowo jest zabezpieczony sreberkiem, co daje nam pewność, że nikt się do niego wcześniej nie dobierał. Design jest prosty i przejrzysty.

SKŁAD
   Jak widać skład nie przez przypadek zasłużył na certyfikat EcoCert. Jest przyjazny i naturalny, znajdziemy tutaj liczne oleje, wyciąg z ogórka czy skrobię kukurydzianą (mającą właściwości matujące). Za to brak tutaj parabenów, sztucznych substancji zapachowych czy PEG-ów.

ZAPACH/KONSYSTENCJA
   Krem pachnie zupełnie jak świeży, zielony ogórek. Ja za tym zapachem nie przepadam, ale na skórze staje się praktycznie niewyczuwalny.
   Konsystencja jest bardzo lekka, ale jednocześnie niesamowicie leista. Jest to dla mnie minus, ponieważ krem jest tak rzadki, że wręcz przelewa się przez palce. Trzeba bardzo dobrze zakręcać słoiczek, aby kosmetyk z niego nie wyciekł. Jednak są i zalety tego typu konsystencji- krem bardzo szybko się wchłania.

DZIAŁANIE
   Tak jak  już wspomniałam wyżej, krem wchłania się bardzo szybko. Nie pozostawia po sobie żadnej tłustej warstwy, a oprócz tego świetnie nadaje się pod makijaż. Można się spokojnie malować kilka minut po aplikacji kosmetyku. Kolorówka nałożona bezpośrednio na produkt nie roluje się, a suche skórki są zupełnie niewidoczne.
   Nie nawilża i nie odżywia tak intensywnie jak krem na noc, prezentowany TUTAJ, ale wynika to z jego składu. Nie jest tak bogaty i gęsty jak wersja "nocna". Za to jako dzienniaczek sprawdza się świetnie. Odświeża cerę i nadaje jej blasku, nawet po ciężkiej nocy. Łagodzi podrażnienia i delikatnie wyrównuje koloryt skóry. 
   Pomimo zawartości skrobii kukurydzianej, nie zauważyłam aby spektakularnie matowił cerę, jednak dzięki jego nałożeniu pod makijaż, ten trzyma się dłużej, a efekt matu gwarantowany przez podkład i puder jest zauważalny przez większą ilość czasu. 
   Sam w sobie jest moim zdaniem zbyt lekki, żeby dobrze nawilżyć i odżywić cerę, konieczne jest stosowanie dodatkowego nawilżenia (np. maseczek bądź kremu na noc), ale jako baza pod makijaż, która delikatnie nawilża i wygładza cerę, radzi sobie doskonale. 
   Podczas jego stosowania nie zauważyłam podrażnień, nawet jeśli nakładałam go w bliskie okolice wrażliwej skóry oczu. 

Peeling-maseczka 2 w 1 z ryżem i ogórkiem

OPAKOWANIE


   Tubka jest mała, wygląda jak miniaturka a nie pełnowymiarowy produkt. Jest wykonana z miękkiego materiału, co ułatwia aplikację kosmetyku,

SKŁAD
   W składzie znajdziemy podobne dobroci jak w przypadku kremu z tej samej serii: bogactwo olejów, skrobię kukurydzianą, a także ekstrakt z ryżu. Ziarenka ryżu są drobno zmielone i delikatnie peelingują skórę. Oczywiście kosmetyk również posiada certyfikat EcoCert.

ZAPACH/KONSYSTENCJA
   Zapach niczym nie rózni się od tego, który wyczuwalny jest w kremie. Za to konsystencja jest gęstsza, a produkt bezproblemowo aplikuje się na twarz. W środku znajdują się małe drobinki ryżu.

DZIAŁANIE
   Produkt można stosować na 2, różne sposoby: jako peeling, albo jako maseczkę. Jako peeling sprawdza się bardzo dobrze- nie jest może mocnym zdzierakiem, ale radzi sobie z martwym naskórkiem i po każdym użyciu pozostawia skórę gładką, miękką i wygładzoną. Z kolei jako maseczka nawilża i odżywia skórę. Nie przepadam za produktami 2 w 1, jednak ten pozytywnie mnie zaskoczył.
   Stanowi dobre uzupełnienie dla kremu, podobnie jak on odświeża i pielęgnuje cerę. Dodatkowo nie zauważyłam podrażnień podczas jego stosowania. Nawet jeśli mocno pocieram, to po spłukaniu kosmetyku skóra nie jest szczypiąca i zaczerwieniona. 
   Żałuję tylko, że nie jest bardziej wydajny. Tubka jest naprawdę mała, produkt starcza na jakieś 4-5 użyć, co nie jest powalającym wynikiem. Uważam, że pojemność mogłaby być większa. 

Czy produkty były testowane na zwierzętach?
NIE

ZA ILE I GDZIE MOŻNA JE KUPIĆ?
   Krem kosztuje ok.39 zł, z kolei peelingo-maseczka ok.32 zł. Dostępne są w Rossmanach, a także w sklepie internetowym producenta

   Myślę, że ceny produktów nie są wygórowane, patrząc na ich skład i fakt, że posiadają certyfikat, świadczący o ich naturalności. Są świetne dla osób z młodą, przetłuszczającą się cerą, które szukają odświeżenia, a także dobrej, lekkiej bazy pod kosmetyki kolorowe. Ja z chęcią sięgnę po nie ponownie, nawet pomimo paru minusów, które zauważyłam w trakcie ich stosowania. 


           

0 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Zakupy grupowe-mały przewodnik

5/09/2015 Ania T.

   Kupując różnego rodzaju usługi, chcielibyśmy zapłacić za nie jak najmniej, otrzymując przy tym jak najkorzystniejszą ofertę. O serwisach zakupów grupowych, takich jak GrouponMyDeal czy Okazik słyszałam różne opinie. Wiele osób skarżyło się na wątpliwą jakość usług jaką otrzymuje zgłaszając, że zostały one zakupione za pomocą serwisu zakupów grupowych. Czytałam także historie, że ludzie kupowali niektóre produkty w okazyjnych cenach, a potem okazywało się, ze są to...podróbki. Czy warto więc w ogóle kupować za pośrednictwem takich portali? Na co warto zwrócić uwagę szukając ofert i jak znaleźć tą, która będzie najatrakcyjniejsza? Przeczytajcie mój krótki przewodnik :)


Czym są zakupy grupowe?
   Ideą zakupów grupowych jest sprzedawanie usług przez firmy po okazyjnych cenach. Udzielanie tak dużych zniżek jest możliwe pod warunkiem, że dana usługa zostanie wykupiona przez odpowiednią ilość osób. Zniżki są realne, za naprawdę atrakcyjną cenę jesteśmy w stanie kupić np. pobyt w hotelu, kolację w restauracji czy wizytę w salonie kosmetycznym. To nie jest tak, że cena produktu/usługi jest najpierw podnoszona, żeby potem od tej ceny został naliczony rabat- to nie promocje w sklepach na wyprzedażach, gdzie takie sytuacje są na prządku dziennym. Dla firmy, która zgłasza swoją ofertę do takiego serwisu to świetna forma promocji, bo dzięki temu, że gwarantują niskie ceny, mogą przyciągnąć do siebie większą ilosć klientów. Rejestracja na tego typu serwisach jest całkowicie darmowa. Oferty są pogrupowane według miast, co jest dużym ułatwieniem, bo dzięki temu możemy znaleźć usługi w dogodnej dla nas lokalizacji. 
(Część informacji pochodzi z TEJ strony)


Jak znaleźć najatrakcyjniejszą ofertę za pomocą serwisu zakupów grupowych?
  • Zanim skusisz się na zakup, przejrzyj wszystkie oferty z danej kategorii. Przykładowo: chcesz kupić sobie w okazyjnej cenie kupon na wizytę u fryzjera. Nie kupuj tej, którą znajdziesz minutę po wejściu na pierwszej stronie. Może na trzeciej czy czwartej trafisz na inną ofertę, która w lepszej cenie będzie w sobie zawierała większą ilość usług? Ja np. ostatnio chciałam kupić tylko wizytę u fryzjera, ale poszukałam dokładnie i za 80 zł kupiłam kupon, który zawierał masaż, peeling kawitacyjny, hennę brwi oraz fryzjera w jednym, a znalazłam go po 3 dniach intensywnych poszukiwań,
  • Nie ograniczaj się tylko do szukania ofert w swoim mieście. Pomyśl, może akurat w najbliższym czasie wybierasz się na urlop do innego miasta i w tym czasie mógłbyś od razu wykorzystać tam swój kupon? 
  • Sprawdzaj oferty z różnych kategorii. Może się okazać, że dana usługa jest połączona z usługami z innych kategorii. Przykładowo: chcesz kupić kupon na manikiur, więc szukasz go w kategorii "paznokcie", ale dany salon kosmetyczny może przygotować ofertę łączoną, gdzie w cenie kuponu oprócz manikiuru otrzymujesz także wizytę u fryzjera (kategoria "fryzjer"). Wtedy kupon moze znaleźć się w 2 różnych kategoriach, albo tylko w jednej z dwóch. Dlatego czasem warto posiedzieć na takiej stronie dłużej i przejrzeć wszystkie kategorie z interesującej nas dziedziny. 
  • Sprawdź co dokładnie zawiera w sobie oferta i czy nie ma żadnych ukrytych opłat. Wszsytkie z nich powinny być wyszczególnione na stronie, ale zawsze warto wcześniej zadzwonić do miejsca, które wystawiło dany kupon (np. do fryzjera, salonu kosmetycznego czy hotelu) i upewnić się, czy są jakieś dodatkowe koszty, a jeśli tak, to w jakiej kwocie się mieszczą. Może się np. okazać, że wizytę u fryzjera wykupujesz za 60 zł, ale jeśli masz długie włosy, to do ich strzyżenia musisz dopłacić 20 zł, albo jedziesz do hotelu i płacisz 150 zł za pobyt, ale oprócz tego musisz doliczyć koszty wyżywienia albo inne dodatkowe opłaty. 
  • Nie zniechęcaj się, jeśli nie znajdziesz "swojej" oferty od razu. Poczekaj 3-4 dni, sprawdź ponownie. Może do tego czasu jakaś firma wystawi nową, atrakcyjną ofertę? Ja najatrakcyjniejszą dla siebie znalazłam po 3 dniach szukania :) 

Na co należy uważać i jak nie dać się oszukać kupując usługi/produkty za pomocą zakupów grupowych?
  • Przede wszystkim czytaj opinie! Nie chodzi tutaj tylko o opinie na temat samego serwisu, w którym dokonujesz zakupu (chociaż z nimi też warto się zapoznać). Zanim zdecydujesz się na zakup poczytaj opinie o hotelu, firmie, restauracji, salonie kosmetycznym, w którym później wykorzytasz kupon. Media społecznościowe są bardzo rozbudowane, sprawdź czy w komentarzach na Facebooku czy stronie internetowej firmy inne osoby nie skarżą się na kiepską jakość usług, bądź jakieś nieprzyjemności związane z realizacją kuponu w danym miejscu. 
  • Poradź się znajomych. Mnie do zakupów poprzez takie serwisy zachęciła mama, bo sama wcześniej byłam im raczej niechętna. Ale w momencie kiedy usłyszałam, że takie usługi poleca mi bliska osoba, to postanowiłam się skusić. 
  • Uważaj na zbyt atrakcyjne ceny- w poprzenim punkcie (Jak znaleźć najatrakcyjniejszą ofertę) pisałam na temat ukrytych kosztów.  Sprawdź dokładnie CO zawiera w sobie dana oferta, z czego możesz skorzystać w cenie kuponu, a za co dodatkowo należy dopłacić. Pozwoli to na uniknięcie nieprzyjemności w momencie "odbierania" usługi.
  • Sprawdź do kiedy dany kupon jest ważny. Może się okazać, że np. jest ważny tylko przez miesiąc a Ty w tym czasie nie zdążysz go wykorzystać. Pamiętaj także, że niektóre kupony mogą być wykorzystane tylko w konkretne dni (jeśli są to np. kupony na majówkowy czy Sylwestrowy pobyt w danym hotelu). 
  • Słyszałam o sytuacji, kiedy w serwisie zakupów grupowych sprzedawana była bardzo znana paletka do makijażu. Kosztowała wtedy 90 zł (jej cena regularna to ok. 250 zł!). Skusiło sie na nią wiele osób, ale później okazało się, że to...podróbka. Przy takich "okazjach" warto sprawdzić jaka firma jest odpowiedzialna za wystawienie usługi, sprawdzenie czy jej siedziba mieści się w Polsce, czy nie jest podejrzana o żadne inne oszustwa, a także czy posiada jakiś sklep internetowy bądź konto na Allegro. Dzięki temu możemy zweryfikować czy produkty oferowane przez tego konkretnego usługodawcę nie są podróbkami. 
  • Jeśli miejsce, w którym planujesz wykupić daną usługę znajduje się blisko Ciebie, warto się tam wcześniej przejść i sprawdzić jak się prezentuje. Jeśli to np. gabinet kosmetyczny, będziesz miał szansę przekonać się czy jego obsługa, wnętrza, a także jakość sprzętu, którym będą wykonywane zabiegi, są na najwyższym poziomie. 
  • Pamiętaj o specjalnych warunkach, które należy spełnić po zakupie danego kuponu. Na najbardziej znanym polskim serwisie zakupów grupowych 1 osoba może kupić więcej niż 1 kupon, ale tylko jeden z nich może wykorzystać (drugi może dać np. komuś w prezencie). Czytaj dokładnie warunki zarówno serwisu, jak i samej oferty zanim kupisz i wykorzystasz dany kupon. 
  • Nie kupuj pod wypływem impulsu! Przemyśl sobie dobrze, przejrzyj każdą ofertę i sprawdź czy jej zakup w danej chwili na pewno jest dla Ciebie dobrym i atrakcyjnym wyborem. 

Czy warto kupować usługi poprzez serwisy zakupów grupowych?
   Moim zdaniem tak! Znalezienie odpowiedniej oferty nie tylko pozwoli na zaoszczędzenie pieniędzy, ale także pozwoli na odkrycie i poznanie nowych, ciekawych miejsc. Jeśli będziesz kupował rozważnie i rozsądnie, a także stosował się do powyższych porad, powinieneś uniknąć rozczarowań i nieprzyjemnych niespodzianek. Zakupy to przyjemność, ale należy je robić z głową! :)

Lubicie zakupy grupowe?
Często korzystacie z takich ofert?

PS: Ten post nie jest w żadnym stopniu postem sponsorowanym :)

           

0 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Antyalergiczna maska do włosów Organique

5/02/2015 Ania T.

   Powoli nadrabiam "włosowe" posty. Kiedyś wszelkiego rodzaju szampony, maski i odżywki ustępowały na moim blogu miejsca kosmetykom do pielęgnacji ciała i twarzy. Obecnie tych do włosów mam w swojej kolekcji całkiem sporo i ciągle odkrywam nowe :) Firmę Organique na pewno zna każdy fan naturalnej pielęgnacji. Ja ich kosmetyki odkryłam jakiś czas temu i staram się po nie sięgać, pomimo dość wysokich cen. W swojej ofercie te produkty posiada także Zielona Mydlarnia w Katowicach, podczas zakupów (które robię tam średnio 2 razy w miesiącu) wpadła mi w oko Antyalergiczna maska do włosów Organique, która oprócz tego, że urzekła mnie zapachem, to jeszcze była w super-atrakcyjnej, promocyjnej cenie. Żal było jej nie brać :) Stosowana raz w tygodniu, na mokre włosy, dodatkowo zmieszana z olejem, działa fantastycznie. Chciecie dowiedzieć się o niej więcej?

OPAKOWANIE

   Opakowanie to jedna z niewielu rzeczy, która mi się nie podoba w tym produkcie. Jest bardzo niepraktyczne i podatne na uszkodzenia. Otwieranie metalowej pokrywki mokrymi rękami to udręka, a jeśli zaschnie pod nią choć odrobina produktu, to do jej odkręcenia potrzeba silnych, męskich rąk. Słoiczek spadł mi przez przypadek (z niewielkiej wysokości) i od razu się wgniótł, nie wspominając o papierowej etykiecie na wieczku, która jest całkowicie przemoczona i pomaszczona po każdym kontakcie z wodą. Organique dostaje ode mnie wielkiego minusa za to nieszczęsne opakowanie.

SKŁAD

   Porażkę, jaką jest opakowanie zostawiamy w tyle, czas na przyjemniejsze rzeczy, a mianowicie skład. Co znajdziemy w środku? Lecytynę, która świetnie łączy się z olejami (zawsze nakładam maskę razem z mieszanką od Babuszki Agafii, więc  ta właściwość lecytyny jest jak najbardziej pozytywna), ekstrakt z kiełków pszenicy, który jest bogatym źródłem witaminy E, ekstrakt z drożdży Saccharomyces cerevisiae, będącymi źródłem aminokwasów, składników mineralnych i witamin z grupy B, mocznik, ekstrakt z wąkrotki azjatyckiej, oraz hydrolizat jedwabiu, który jest zbawienny dla suchych i niesfornych włosów. Znalazło się także miejsce dla sztucznych aromatów (Parfum), co akurat nie bardzo mnie cieszy, jednak znajdują się one na szarym końcu, co znaczy, że są dodane w minimalnej ilości.

ZAPACH/KONSYSTENCJA
   Zapach przypomina mi kwiaty magnolii w pełnym rozkwicie. Jest niezwykle przyjemny dla nozdrzy, kojarzy mi się z wiosennymi spacerami w ciepłe dni. Myślę, że spodoba się nawet anty-fanom kwiatowych nut, ponieważ oprócz magnolii ma w sobie jeszcze inne, których niestety nie jestem w stanie określić.
   Konsystencja jest gęsta, dość zbita, czyli taka jakiej się oczekuje od maski do włosów. Nie spływa ani z kosmyków ani z dłoni w trakcie aplikacji. 
DZIAŁANIE
   Tę maskę najbardziej lubię łączyć z olejem. Zawsze nakładam ją na mokre włosy, dokładnie rozprowadzam (ale tylko na połowie ich długości!), następnie wcieram w nie olej, a całość owijam w turban, który trzymam na głowie przez kilka godzin. Olej świetnie "współpracuje" z produktem Organique. Włosy po każdym takim zabiegu są wygładzone, mocno odżywione i błyszczące. 
   Jednak solo również świetnie sobie radzi z moimi kosmykami. Już w trakcie spłukiwania są wyraźnie gładsze i "śliskie". Po wysuszeniu natomiast są bardziej zdyscyplinowane i nie elektryzują się. 
   Walory odżywczo-nawilżające również są zauważalne gołym okiem, nawet bez pomocy oleju maska dostarcza włosom niezbędnych substancji odżywczych i sprawia, że wyglądają na mocne i zdrowe.
   Nie mam żadnych problemów z jej spłukiwaniem, nawet jeśli nałożę dość obfitą porcję. Ważne jest także to, że nawet w najmniejszym stopniu nie obciąża włosów, a przy moich ciężkich, szybko przetłuszczających się kosmykach to bardzo ważna cecha.
   Jak sama nazwa mówi (antyalergiczna), nie zauważyłam u siebie nadwrażliwości na żaden ze składników kosmetyku, jak również nie wywołał on u mnie podrażnień. 

CENA/DOSTĘPNOŚĆ
   Z tego co pamiętam to cena regularna tego produktu wynosi ok. 45-50 zł. Ja natomiast kupiłam ją w promocji za 22 zł. Maska jest wydajna, takie opakowanie spokojnie starczy na 2 miesiące użytkowania (a warto zaznaczyć, że ja używałam jej regularnie i nigdy sobie nie żałowałam ilości).
   Kupicie ją na stoiskach Organique, albo w Zielonej Mydlarni w Katowicach (niedługo mydlarnia znów ma wprowadzić te kosmetyki do swojego asortymentu, także warto tam zaglądać). 

   Mimo, że kupiłam ten produkt pod wpływem emocji, to nie żałuję tego zakupu. Maska okazała się świetnie dobrana do moich włosów (mocnych, dość grubych, ale jednocześnie szybko przetłuszczających się i podatnych na obciążanie), a jako "wspomagacz" dla olejów jest wręcz fantastyczna. Chętnie upoluję kolejne opakowanie tego kosmetyku :)

PLUSY:
-skład (no może oprócz tych sztucznych substancji zapachowych)
-piękny zapach
-gęsta i treściwa konsystencja
-odżywia, nawilża i wygładza włosy
-świetnie współpracuje z olejami
-nie podrażnia i nie uczula
-nie obciąża włosów
-łatwo się spłukuje
-wydajna

PLUS/MINUS:
-dość wysoka cena regularna, jednak jest ona adekwatna do jakości produktu

MINUSY:
-FATALNE opakowanie
-dostępność (tylko stoiska Organique, ewentualnie Zielona Mydlarnia w Katowicach)

Znacie ten produkt?
Lubicie łączyć maski z olejami do włosów?
  

           

0 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!