Krem do twarzy na noc i Rewitalizująca maseczka z serii ECOLinea od Ava Laboratorium

4/26/2015 Ania T.

   O mojej wizycie w Laboratorium Kosmetycznym Ava mogliście poczytać więcej w TYM poście. Dzisiaj chciałabym Wam przybliżyć 2 produkty z serii ECOLinea, które nie tylko mają fantastyczne składy, ale dodatkowo są certyfikowane przez EcoCert, co gwarantuje ich naturalność. Jak wiadomo każda cera potrzebuje odpowiedniego nawilżenia i odżywienia. Mitem jest, że cery tłustej i mieszanej nie trzeba nawilżać, a na trądzik najlepsze są wysuszające skórę kosmetyki z alkoholem. Musimy pamiętać, że jeśli nadmiernie wysuszymy cerę, to aby się "bronić" będzie ona wytwarzała znacznie więcej ochronnego sebum, co spowoduje nadmierne świecenie się przetłuszczających się stref. Każdy ekspert od pielęgnacji skóry powie, że aby zapewnić optymalny poziom nawilżenia niezbędne jest stosowanie zarówno kremu na dzień (który jest lżejszy, szybko się wchłania i odświeża cerę, a do tego nadaje się jako baza pod makijaż), jak i na noc (z bogatszym składem i konsystencją, który dobrze nawilży i odżywi skórę, ale jednocześnie będzie się dłużej wchłaniał). Oprócz tego zaleca się stosowanie różnego rodzaju maseczek oraz peelingów. Szczególnie kiedy jesteśmy posiadaczami cery tłustej, mieszanej i problematycznej. Odpowiednia pielęgnacja potrafi zdziałać cuda, ale ważne jest również także to, jakie produkty stosujemy. W przypadku tendencji do zapychania powinniśmy unikać niektórych składników (m.in. parafiny), które możemy znaleźć w wielu kosmetykach (więcej o komedogennych składnikach poczytacie na TYM blogu). Rzadko kiedy się zdarza, że produkty o naturalnym składzie kogoś "zapychają" bądź uczulają (w przeciwieństwie do niektórych kremów napchanych samą chemią), oczywiście, istnieją oleje i masła (jak chociażby masło kakaowe czy shea), które u niektórych potrafią wywołać niedoskonałości, jednak oprócz "ataku nieprzyjaciół" w postaci wyprysków nie powodują innych skutków ubocznych, jak niektóre składniki chemiczne (w końcu co natura, to natura!). Zarówno krem, jak i maseczka firmy AVA są pełne ekologicznych, bezpiecznych substancji. Przyjrzyjmy się im bliżej :)

Krem do twarzy na noc ECOLinea

OPAKOWANIE
   Szklany słoiczek niczym nie różni się od większości kremów, jakie możemy dostać na rynku. Trzeba uważać przy aplikacji żeby przypadkiem go nie upuścić ;)

SKŁAD
   Tak jak już wspomniałam wyżej, surowce użyte do produkcji tego kremu są naturalne (w większości) i pochodzą z bioupraw ekologicznych. Co ciekawe, zapach również jest uzyskiwany dzięki naturalnym kompozycjom (w przypadku tego kremu jest to olejek z trawy cytrynowej), więc nie znajdziemy tutaj chemicznych tworów takich jak Parfum. Konserwanty znajdują się na samym końcu, co oznacza, że są dodane do produktu w minimalnej ilości. Mi żaden z tych składników krzywdy nie zrobił (a wręcz przeciwnie), więc chyba mogę uznać INCI za przyjazne.

ZAPACH/KONSYSTENCJA
   Mocno orzeźwiający i kwaskowaty aromat trawy cytrynowej, połączonej z imbirem jest niezwykle przyjemny. Przez jakiś czas utrzymuje się na skórze i umila stosowanie produktu.
   Konsystencja jest gęsta, bardzo bogata- niczym w masełku do ciała. Jednak nie ma problemu z nabieraniem produktu i jego rozprowadzaniem po twarzy.

DZIAŁANIE
   Ze względu na bogaty skład i zbitą konsystencję, produkt wchłania się długo, jednak stosuję go jedynie na noc, więc nie jest to dla mnie problemem. Rano na twarzy nie ma po nim śladu, a cera jest wyraźnie wygładzona.
   Świetnie odżywia skórę, mocno ją nawilża. Ten efekt jest zauważalny, czasem jak przez jakieś 2-3 dni zapomnę go nałożyć, to cera wręcz się o niego upomina :) Regularne stosowanie pomaga zachować odpowiedni poziom nawilżenia, dlatego też staram się być systematyczne jeśli chodzi o jego aplikację.
   Buzia zaraz po jego użyciu jest trochę lepka, jednak efekt ten zanika kiedy produkt się lepiej wchłonie. Jak tylko to nastąpi, staje się miękka i miła w dotyku.
   Nie mam jeszcze zbyt głębokich zmarszczek, aby ocenić jego działanie na te niedoskonałości. Z powodzeniem mogę jednak stwierdzić, że nie zauważyłam, aby mnie zapychał, podrażniał czy wywoływał inne, niepożądane efekty. 
   Jedyne co mogę mu zarzucić, to fakt, że po przebudzeniu cera jest świecąca się, ale to akurat zrozumiałe, skoro to mocno odżywczy kosmetyk. Chwila z wacikiem nasączonym micelem, bądź tonikiem załatwia sprawę :) 


Rewitalizująca maseczka do twarzy ECOLinea

OPAKOWANIE
   Tutaj również mamy do czynienia ze szklanym, ładnie i elegancko wyglądającym opakowaniem. Pompka jest wygodna, nie zacina się i aplikuje odpowiednią ilość produktu (ani za dużo, ani za mało, ale na pokrycie całej buzi potrzeba około 3-4 ruchów pompką).

SKŁAD
   Skład jest bardzo podobny do tego, który znajdziemy w kremie, dlatego chyba nie ma sensu się nad nim rozwodzić. Wszystkie ważne informacje znajdziecie w recenzji składu kremu :)

ZAPACH/KONSYSTENCJA
   Zapach jest identyczny jak w przypadku wyżej prezentowanego kremu- orzeźwiajaca trawa cytrynowa z nutą imbiru. 
   Z kolei jej konsystencja jest nieco rzadsza, ale rozprowadza się ją równie dobrze jak krem.

DZIAŁANIE
   Jej działanie niczym się nie różni od kremu. Równie nawilża, odżywia i dobrze ujędrnia cerę. Stosowana razem z nim właściwie nie daje "samodzielnych" efektów, które mogłabym zobaczyć gołym okiem. Myślę, że gdyby była używana z produktem innej firmy, bądź inną serią kosmetyków (które nie miałyby tak bogatego składu), efekty jej działania byłby lepiej zauważalne.
  Jedyne co mogę o niej powiedzieć, to fakt, że dobrze się ją zmywa i nie pozostawia po sobie tłustej warstwy na twarzy. Co prawda wg. producenta jest to maseczka samowchłaniająca się, ale mi się nigdy nie chce czekać, aż to nastąpi więc pod koniec kąpieli spłukuję ją letnią wodą. 

Czy produkty były testowane na zwierzętach?
NIE

ZA ILE I GDZIE MOŻNA JE KUPIĆ?
   Cena kremu to ok. 50 zł, podobnie jak maseczki. Uważam, że nie są to wygórowane ceny, patrząc na skład i działanie tych produktów. Żałuję, ze maseczka nie jest odrobinę bardziej wydajna (buteleczka jest dość mała), jednak ona stanowi dla mnie jedynie uzupełnienie pielęgnacji i ze względu na podobne działanie do kremu, stosuję ją rzadko.
   Kosmetyki AVA możecie kupić w sklepie internetowym producenta, a także w każdym Rossmanie. Polecam także odwiedzać ich stoiska na targach kosmetycznych (na Beauty Forum w Warszawie firma wystawia się w każdej edycji), bo wtedy można te kosmetyki dodatkowo pomacać, powąchać...i kupić w atrakcyjnych cenach :)

 Znacie kosmetyki z serii ECOLinea?

           

0 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Shiny Box kwiecień 2015

4/25/2015 Ania T.

   Kwietniowy Shiny Box "Viosenna Metamorfoza" powstał we współpracy z serwisem Vitalia, promującym zdrowy styl życia, treningi oraz odchudzanie. Co prawda kosmetyki, które znalazły się w pudełku z dietami i ćwiczeniami miały niewiele wspólnego, ale za to małe bonusy, które były prezentami od Vitalii jak najbardziej nawiązywały do tematyki boxa.
   Co kryje w sobie kwietniowy Shiny Box?

   1. Kamuflaż Perfect Skin GLAZEL VISAGE (produkt pełnowymiarowy)
   Ten produkt z pewnością by mnie bardzien ucieszył, gdyby nie to, że jest niestety za ciemny. Jego odcień to średnio ciemny beż z różowo-brzoskwiniowymi tonami. Zupełnie nie pasuje do mojej karnacji i nie odważyłabym się wyjść z domu umalowana tym produktem (ciemne plamy na twarzy nie wyglądają zbyt estetycznie). A szkoda, bo jestem fanką tego typu kosmetyków :(

   2. Cień do powiek GLAZEL VISAGE (produkt pełnowymiarowy)
   Kolejne pudełko i kolejne cienie...już przy okazji poprzednich edycji Shiny Boxa klientki zwracały uwagę na to, że cienie nie są raczej mile widzianymi produktami, a jednak ich sugestie nie zostały wysłuchane. Ja na początku również byłam sceptycznie nastawiona, ale wypróbowałam ten kosmetyk i uważam, że nie jest taki zły. Ma ładny, lekko złoty kolor i nadaje się do rozświetlenia spojrzenia. Szkoda tylko, ze zawiera w sobie tak kosmiczną ilość drobinek, bo nadaje mu to niezbyt pożądanego, zbyt teatralnego błysku.

   3. Tonik do twarzy THEO MARVEE (produkt pełnowymiarowy)
   Patrząc na ilość drobinek w tym toniku (podobnie z resztą jak na ich ilość w powyższym cieniu do powiek) mam wrażenie, że to pudełko zdecydowanie lepiej sprawdziłoby się jako karnawałowe :D Firma Theo Marvee jest mi kompletnie nieznana, ten tonik to dla mnie zupełna nowość i chętnie go wypróbuję. Ma dosyć gęstą konsystencję, całkiem przyjemny skład no i pięknie się prezentuje (shiny, shiny, sparkle, sparkle!), zobaczymy jak się sprawdzi :)

   4. Żel myjący do twarzy BIOLAVEN (produkt pełnowymiarowy)
   Tym żelem do twarzy Shiny Box sprawiło mi ogromną radość! Sama byłam ostatnio bliska jego zakupu, jednak w ostatniej chwili się rozmyśliłam...i parę dni później znalazłam go w kwietniowym pudełku! Marka Biolaven jest nowością na rynku, kosmetyki z tej serii są produkowane przez dobrze wszyskim znaną firmę Sylveco i również zachwycają łagodnymi, naturalnymi składami. Coś czuję, że ten żel będzie hitem tego boxa!

   5. Żel pod prysznic DOVE (produkt pełnowymiarowy)
   Nie skakałam z radości kiedy odkryłam, że ten żel znajduje się w "Viosennej metamorfozie". Ani on naturalny, ani ciężko dostępny, a już na pewno nie ekskluzywny. Jest to po prostu kolejny wariant zapachowy dobrze wszystkim znanego żelu, który wchodzi na rynek. Nic specjalnego, ale przecież musieli dać jakiś piąty kosmetyk, który zapełniłby pudełko :D Wiem, że na pewno się nie zmarnuje, bo u mnie żele pod prysznic są zużywane w tempie ekspresowym, jednak mam nadzieję, że w kolejnym pudełku znajdą się jednak mniej "drogeryjne" marki :)

   6. Antyperspirant PHARMACY LABORATORIES (produkt pełnowymiarowy)
   Ten produkt nie znalazł się w każdym pudełku, jedynie w pierwszych 1000, które zostały zamówione w ramach subskrypcji. Cieszę się, że jako Ambasadorka Shiny będę miała okazję go wypróbować. Co prawda w składzie króluje przede wszystkim aluminium, czyli związek, który wcale nie jest przyjazny dla naszego organizmu (podobno jest nawet łączony z powstawaniem choroby Alzheimera!), jednak po zużyciu jednego opakowania na pewno nie stanie mi się nic złego. Kosmetyk wcale nie jest pozbawiony zapachu jak zapewnia producent, pachnie dziwnie i niezbyt przyjemnie, jednak ten aromat szybko ulatnia się ze skóry. Sprawdzę, czy rzeczywiście jest takim blokerem potliwości, jak obiecuje etykieta ;)

   7. Próbki i prezenty od Vitalii
   Tradycyjnie w pudełku znalazły się także różne próbki, między innymi od Bioxisine i Biolaven. Natomiast Vitalia przygotowała dla klientek Shiny Box darmowy voucher na 7-dniowy plan treningowy wraz z dietą, który można zrealizować na ich stronie oraz saszetkę kisielu Prolavia, który (podobno) ma wspomagać odchudzanie.

   Czy warto kupić tego Shiny Boxa?
   W tym miesiącu Shiny się postarało i postawiło na pełnowymiarowe produkty. Co prawda nie za bardzo pasują mi one do tematyki pudełka (no może oprócz planu treningowego od Vitalii), ale i tak nie jest tak źle. Najbardziej ucieszył mnie żel do twarzy Biolaven, z kolei największą ciekawość wzbudza tonik Theo Marvee. Rozczarowaniem na pewno jest zbyt ciemny kolor kamuflażu, zauważyłam, że nie jest to tylko mój problem. W końcu każda klientka Shiny Boxa wypełnia przed zakupem pudełka ankietę, w której zaznacza rodzaj i kolor cery, dlatego też uważam, że kolorówka powinna wpasowywać się w te preferencje, skoro Shiny decyduje się ją dołączać do pudełek. Jakbym miała wystawić boxowi ocenę, to byłaby to mocna 4. Na 4+ Shiny musi jeszcze trochę popracować ;)

Jak Wam się podoba to pudełko?
Który produkt najbardziej Was zaciekawił?

           

0 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Rewitalizujące masło do ciała Pat&Rub

4/24/2015 Ania T.

  Wiosna zagościła u Nas już na dobre. Za oknem piękna, słoneczna pogoda, w ogrodach kwitną wiosenne kwiaty, a na drzewach pojawiają się zielone pąki. Jednak nawet w tak ciepłe dni człowiekowi ciężko jest się rano podnieść z łóżka. Na porannego lenia najlepszy jest zimny prysznic, jednak nie zawsze mamy na to czas. Z pomocą przybywa rewitalizujące masło do ciała od Pat&Rub, które swoim zapachem obudzi nawet największego śpiocha! Dostałam je na jednym z blogerskich spotkań i wreszcie nadszedł czas na recenzje. Pora wkroczyć w świat wielkiego orzeźwienia, zapraszam! :)

OPAKOWANIE
   Solidny, plastikowy słoik kryje w sobie 250 ml produktu. Dobrze leży w dłoni, nakrętkę łatwo odkręcić nawet mokrą ręką. Sposób aplikacji niestety nie należy do zbyt higienicznych, ale z drugiej strony kosmetyk można bez problemu wydobyć do samego końca.

SKŁAD
   Skład wygląda przyjaźnie, wysoko znajduje się masło shea oraz masło kakaowe, oprócz tego mamy także ekstrakt ze skórki cytryny, owocu żurawiny a także oleje. Jednak producent wprowadza klienta w błąd pisząc, że ten kosmetyk to 100% natura, ponieważ sztucznych kompozycji zapachowych (Parfum) do naturalnych na pewno nie możemy zaliczyć.

ZAPACH/KONSYSTENCJA
   Tak jak już pisałam wyżej, jego aromat pobudzi do działania nawet największego lenia! Bardzo orzeźwiający i intensywny zapach cytryny, połączony z lekko cierpką nutą żurawiny jest idealny na ciepłe, wiosenne poranki. Zdecydowanie umila stosowanie produktu :)
   Konsystencja kosmetyku bardziej przypomina mi balsam niż masło (producent porównuje ją do kremu tortowego), bezproblemowo nabiera się go na dłoń i rozprowadza na skórze.

DZIAŁANIE
   Po tym, jak produkt zostanie już dokładnie wsmarowany w skórę, wchłania się dosyć szybko. Nie pozostawia lepkiej warstwy, jednak po dotknięciu skóry bez problemu można wyczuć w którym miejscu był aplikowany. 
   Sprawia, że skóra jest bardzo gładka i miękka w dotyku, a do tego pięknie pachnąca i nawilżona. Przy regularnym stosowaniu poprawia jej wygląd i doskonale ją odżywia. Wystarczy aplikacja 2-3 razy w tygodniu, aby uzyskać pożądane efekty.
   Nie zauważyłam aby masełko podrażniało bądź uczulało. Oprócz tego (dzięki szybkiemu wchłanianiu) nie brudzi ani nie pozostawia tłustych plam na odzieży.
   Może być stosowane nawet zaraz po depilacji czy goleniu, nie wywołuje pieczenia ani swędzenia nawet na lekko podrażnionej skórze. 
   Orzeźwiający zapach utrzymuje się przez kilka godzin po aplikacji i świetnie wpływa na samopoczucie.

CENA/DOSTĘPNOŚĆ
   Bardzo żałuję, że ten kosmetyk nie jest chociaż odrobinę tańszy, jego regularna cena na stronie producenta to 69 zł, jednak w drogeriach, w których jest dostępny (Sephora) jest jeszcze droższy. Warto czatować na promocje (które P&R robi dość często), bo wtedy można kupić go z atrakcyjnym rabatem.
  Internetowo kupicie go TUTAJ, a stacjonarnie w Sephorach.

   Masełko Pat&Rub zrobiło na mnie bardzo pozytywne wrażenie, w jego działaniu nie dopatrzyłam się żadnych wad. Szkoda tylko, że tak naprawdę to wcale nie jest produkt w 100% naturalny, jak obiecuje nam firma. Jego skład jest bardzo atrakcyjny (w porównaniu do niektórych chemicznych, drogeryjnych tworów), jednak nie jest to sama natura ;) Niemniej bardzo chętnie sięgnęłabym po ten produkt ponownie.

PLUSY:
-przepiękny, orzeźwiający i długo utrzymujący się na skórze zapach
-przyjemna konsystencja, która ułatwia rozprowadzanie produktu
-szybko się wchłania, nie pozostawiając nieprzyjemnej warstwy
-odżywia, nawilża, zmiękcza i wygładza skórę
-nie podrażnia, można stosować je nawet po goleniu
-cena adekwatna do działania (i często można kupić je w promocji)
-dostępność (internet oraz wszystkie drogerie Sephora)

MINUSY:
-skład (owszem, jest ŚWIETNY, ale nie w 100% naturalny jak obiecuje producent!)
-mało higieniczna aplikacja

Znacie produkty Pat&Rub?
Mieliście okazję wypróbować to masełko?

           

0 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Wosk zapachowy "Paradise Flowers" Organique

4/19/2015 Ania T.


   Woski zapachowe i świece to moje dwie, małe obsesje. Do tej pory firma Organique kojarzyła się głównie z kosmetkami wysokiej jakości, o przyjaznych i naturalnych składach. Jednak od pewnego czasu w ich ofercie goszczą także woski zapachowe, które od dawna mnie intrygowały. Dzięki Lilce z bloga Kobieca Strefa miałam okazję wypróbować jeden z nich. Mała, fioletowa półkula zagościła niedawno w moim kominku. Jak się sprawdziła? Czy ma szansę wygrać z takimi gigantami jak Yankee Candle czy Kringle Candle?

   Opakowanko jest malutkie i urocze, wosk jest jeszcze dodatkowo owinięty zabezpieczającą folią, co moim zdaniem jest dużym plusem, bo dzięki temu zapach tak szybko nie wietrzeje, a wosk się nie kruszy.
   Jest tak mały, że idealnie nadaje się do kominka. Nie trzeba go przekrajać, łamać i odmierzać ilości. Ja od razu wrzuciłam całą półkulę "na raz".

   Dużym plusem jest dla mnie to, że produkt jest zbity. Nie kruszy się, ani nie łamie (co bardzo denerwuje mnie w woskach Yankee).
   Przez folię pachnie dość intensywnie, po wyjęciu aromat jest jeszcze mocniejszy. Zapach Paradise Flowers mogłabym opisać jako mocno mydlany. Kojarzył mi się trochę z mydłem do rąk od Białego Jelenia :D Kwiatów tam zupełnie nie wyczułam. Po zapaleniu musiał się najpierw "rozbujać", co zajęło mu trochę czasu (więcej niż woskom YC, Kringle czy Village Candle). Na początku pachniał bardzo delikatnie, dopiero po jakiś 40 minutach jego aromat zaczął rozchodzić się po całym pokoju. Nie był nieprzyjemny, ale też nie powiem, żeby jakoś specjalnie mnie zachwycił. Nie zauważyłam również aby jakoś szczególnie długo się utrzymywał, po kilku godzinach przestał być zupełnie wyczuwalny.

   Nie wiem czy podczas kolejnego palenia zapach jest równie intensywny, ponieważ nie skusiłam się na drugi raz :)
   Do wyboru jest kilka różnych wariantów aromatycznych, kupcie je na stoiskach i w sklepach stacjonarnych Organique. Cena regularna to 5,90 zł, więc nie jest to jakiś wielki majątek.

Próbowaliście już tych wosków?
 

           

0 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Lakiery Golden Rose Rich Color nr.81 i 83

4/16/2015 Ania T.


   To już ostatni post prezentujący wiosenne lakiery od Golden Rose. Tym razem pod lupę wzięłam numerki 81 i 83. Te, które już wcześniej opisywałam na blogu, możecie obejrzeć tutaj: Color Expert nr.104 i 98Rich Color nr.82 i Color Expert nr.102.
   81 i 83 to kolejne neutralne, jasne kolorki. Przy czym nr.81 jest szaro-bury, natomiast nr.83 to beżowy nudziak, bliźniaczo podobny do numerku 82, który możecie obejrzeć klikając na jeden z powyższych linków.


Lakier numer 81

Lakier numer 83
   Podobnie jak wcześniej opisywany nr.82, oba lakiery mają szerokie i wygodne pędzelki i dość gęstą konsystencję. Są trwałe, kryją płytkę po nałożeniu 2 warstw, bez smużenia. Do tego bardzo szybko wysychają i przez długi czas zachowują blask. Na moich paznokciach wytrzymały ponad 4 dni bez odprysków i ścierania końcówek. W przeciwieństwie do nr.82 nie zauważyłam irytująego bąbelkowania, co bardzo mnie ucieszyło. 
   Zobaczcie tylko, jak prezentują się na pazurkach:

Lakier nr. 83, na kciuku, palcu środkowym i małym


Lakier nr.81 (na pozostałych palcach)

Który z prezentowanych przeze mnie lakierów najbardziej Wam się spodobał?
Co myślicie o tej nowej kolekcji?

           

0 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Jak powstaje krem? Z wizytą w laboratorium kosmetycznym Ava + reportaż dla TVN Style

4/12/2015 Ania T.

   Osoby, które uważnie śledzą mój fanpage z pewnością zauważyły, że jakiś czas temu miałam ogromną przyjemność wystąpić w krótkim reportażu na temat blogerek urodowych, który został wyemitowany na antenie TVN Style. Niestety, materiał był bardzo krótki i jeśli widz chciał się z niego dowiedzieć więcej na temat naturalnych kosmetyków, to nie miał do tego okazji. Dlatego dziś chciałabym Wam nieco szerzej opisać ten temat, ponieważ sama wizyta w Laboratorium AVA była bardzo ciekawa, inspirująca i warta wspomnienia :)

O FIRMIE:
   Na początku kilka słów o samej firmie- jest to Polska marka, której siedziba mieści się w podwarszawskim Celestynowie. Oferuje szeroką gamę kosmetyków do pielęgnacji twarzy i ciała. Na szczególną uwagę zasługują 3 linie: Eco Garden, Eco Linea i Eco Body. Dlaczego akurat one? Dlatego, że są to naturalne i organiczne kosmetyki, które dodatkowo posiadają certyfikat EcoCert (więcej o tym certyfikacie przeczytacie TUTAJ). Co ciekawe Ava jest JEDYNĄ polską firmą, która posiada w swojej ofercie linie certyfikowane EcoCertem! Przyznam szczerze, że dopóki nie poznałam tej marki bliżej, nie miałam o tym pojęcia i bardzo się cieszę, że miałam okazję się tego dowiedzieć. Oprócz tego Ava oferuje swoim klientom także inne kosmetyki: parafarmaceutyczne, profesjonalne i takie "zwykłe", które z powodzeniem kupimy w każdej drogerii (co ciekawe, kosmetyki z serii Eko również dostępne są między innymi w Rossmanach).


Kosmetyki z serii ECO Garden

Kosmetyki z serii ECO Body
CZYM CHARAKTERYZUJE SIĘ NATURALNY KREM?
   Aby krem nazwać naturalnym, nie musi on posiadać certyfikatu EcoCert (chociaż ten gwarantuje nam, że jest to produkt organiczny i naturalny). Taki krem nie posiada w sobie żadnych sztucznych aromatów, barwników, surowców pochodzących z rafinacji ropy naftowej (parafiny, wazeliny), PEG-ów, silikonów czy parabenów. Surowce, które są używane do produkcji takich kosmetyków pochodzą z natury. Są to między innymi oleje, ekstrakty z owoców i kwiatów, fitoskwalany (roślinne składniki aktywne) a także wody kwiatowe (np. woda lawendowa, jak w przypadku kosmetyków Ava). Zapach kosmetyków uzyskiwany jest dzięki naturalnym kompozycjom (np. olejkom eterycznym takim jak olejek lemongrassowy). 


JAK POWSTAJE NATURALNY KREM?
   W kremach naturalnych (podobnie jak w każdym innym kremie) wyróżniamy dwie fazy: tłuszczową (w skład której wchodzą emulgatory, tłuszcze oraz woski) i wodną (woda, ewentualnie inne dodatki np. gliceryna czy D-panthenol). Obie te fazy należy zmieszać, aby uzyskać "bazę" dla kremu. Do tej bazy następnie będą dodawane kolejne ingrediencje, które są składnikami aktywnymi, nadającymi kosmetykowi odpowiednie działania (np. łagodzące, wybielające, odświeżające). W profesjonalnym laboratorium do mieszania poszczególnych składników służą specjalne mieszadła, natomiast do "ujednolicania" konsystencji wykorzystuje się homogenizatory. 
   Pierwszym etapem jest dokładne wymieszanie fazy tłuszczowej oraz wodnej. Obie fazy przelewa się do jednego naczynia, a następnie przez kilka minut miesza za pomocą mieszadła, dopóki całkowicie się ze sobą nie połączą. Baza jest gotowa, następnym etapem jest dodawanie składników aktywnych oraz olejków eterycznych.
   Każdy składnik trzeba odważyć na specjalnej, laboratoryjnej wadze. Dodajemy je w określonej ilości, a następnie mieszamy, ponownie z pomocą mieszadła. Jednak to jeszcze nie koniec. Aby krem miał jednolitą, "gładką" strukturę bez żadnych grudek, poddaje się go dodatkowo procesowi homogenizacji, który z dwóch lub więcej skladników jest w stanie wytworzyć jednolitą i trwałą mieszaninę. 


Krem po zmieszaniu składników za pomocą mieszadła


Proces homogenizacji

   Po etapie homogenizacji kosmetyk jest już praktycznie gotowy. Pozostaje go jedynie przełożyć go do nowego słoiczka, który następnie okleja się etykietami i pakuje w firmowe kartoniki.

Gotowy krem

   Bardzo ważnym elementem jest zachowanie czystości podczas całego procesu produkcji. Pracownicy laboratorium noszą nie tylko ochronne rękawiczki, ale także fartuchy i ochronne czepki na głowie (ewentualnie zawsze mają związane włosy). Sprzęt używany do produkcji musi być bardzo często dezynfekowany bądź wyjaławiany, surowce muszą mieć wysoką jakość oraz czystość mikrobiologiczną, szkło i inne drobne sprzęty laboratoryjne (np bagietki, szpatłułki) również muszą być zdezynfekowane. Brudnego szkła czy bagietki nie możemy użyć ponownie. Tylko zachowanie odpowiedniej higieny gwarantuje, że produkt końcowy będzie pozbawiony szkodliwych drobnoustrojów. Jest to istotne szczególnie w przypadku kosmetyków naturalnych, ponieważ do nich nie dodaje się takiej ilości chemicznych konserwantów jak do tych "drogeryjnych". 

GDZIE MOŻEMY KUPIĆ KOSMETYKI NATURALNE?
   Niektóre naturalne perełki z powodzeniem znajdziemy w większych drogeriach, takich jak Rossman czy Hebe. Kopalnią skarbów są także małe mydlarnie czy sklepiki z ziołami i zdrową żywnością (w których często można znaleźć wiele niszowych, naturalnych marek). Jeśli chcemy mieć pewność, że sięgamy po NATURALNY kosmetyk, to patrzmy przede wszytkim na skład (taki produkt nie będzie miał w INCI składników takich jak parafina, wazelina, PEG-i, parabeny itp.) oraz na to, czy posiada certyfikaty świadczące o jego naturalności (np. EcoCert). 

REPORTAŻ DLA TVN STYLE:
   Na koniec chciałabym Wam pokaząc fragment materiału z programu "O tym się mówi" emitowanego na TVN Style, którego byłam gościem (występuję jako druga). Tak jak pisałam na początku, jest on bardzo krótki i niewiele się z niego dowiecie, jednak wszystkie ważne informacje na temat naturalnych kosmetyków są zawarte w tej notce, a reportaż jest dla niej tylko małym uzupełnieniem :)



Chciałabym jeszcze raz serdecznie podziękować Pani Monice, technolog Laboratorium AVA, za ogrom wiedzy, który przekazała mi podczas tej krótkiej wizyty. A także pozostałym pracownikom za ciepłe przyjęcie. Dziękuję również ekipie TVN Style za miło spędzony dzień :)


0 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

WIOSENNY KONKURS! [WYNIKI]

4/11/2015 Ania T.

KOCHANI!
   W związku z tym, że ostatnio krucho u mnie z czasem i notki pojawiają się dosyć rzadko, chciałabym Wam to jakoś wynagrodzić i postanowiłam zrobić dla Was mały konkurs. Mam nadzieję, że nagrody Wam się spodobają i będziecie chcieli wziąć udział, bo zasady są naprawdę banalnie proste!

NAGRODA
   Do wygrania jest wiosenny zestaw do manikiuru, w którego skład wchodzi:
  • Bezbarwny top Indigo
  • Baza pod lakier Indigo
  • Lakier do paznokci "Kiwi" Indigo
  • Lakier do paznokci "Mango" Indigo
  • Lakier do paznokci nr.82 Golden Rose (1 raz użyty, tylko do zdjęć, jeśli wygrana osoba nie będzie sobie życzyła aby wchodził w skład nagody, nie zostanie wysłany)
  • Brokat do ozdabiania paznokci 3D Glitter Nails My Secret
Banner konkursowy do pobrania :)

ZASADY:
   Obowiązkowo:
  • Zostań publicznym obserwatorem mojego bloga
  • Odpowiedz krótko na pytanie konkursowe: "Jaki jest Twój idealny wiosenny manikiur?" (tylko bez wierszyków i rymowanek proszę!)
   Opcjonalnie (tych punktów spełniać nie musisz, jednak będzie mi miło jeśli to zrobisz):
  • W dowolny sposób poinformuj o konkursie (udostępnij informację na blogu, Facebooku itp.) i koniecznie podaj link do udostępnienia 
  • Zostań fanem mojego bloga na Facebooku
  • Zaobserwuj mój profil na Instagramie
   Jeśli spełnisz któryś z powyższych punktów, masz większe szanse na wygraną.

(UWAGA! Jak sama nazwa mówi, punkty powyżej są NIEOBOWIĄZKOWE, nikt Was nie zmusza do lubienia mojego fanpage'a ani obserwacji na Instagramie, więc jeśli nie chcecie tego robić, to nie musicie. Dlatego jeśli macie zamiar po konkursie odlubić profil, bądź odobserwować mnie na Insta, to odpuśccie sobie te czynności. Mam specjalne aplikacje, które śledzą takich uciekinierów, dlatego też te osoby nie będą brane pod uwagę w kolejnych konkursach!)

Konkurs trwa od dziś (11.04) do końca 26.04.2015. Zwycięzca zostanie wybrany na podstawie najciekawszej odpowiedzi.

REGULAMIN:
  1. Konkurs trwa od dnia 11.04.2015 do północy 26.04.2015. Wyniki postaram się ogłosić w ciągu 7 dni, za nachalne dopytywanie się o wyniki konkursu grozi dyskwalifikacja;
  2. Zwycięzcy zostaną ogłoszeni na blogu, w tej notce konkursowej, jeśli w ciągu 2 dni nie zgłoszą się do mnie, pisząc maila na adres: ankatycinska@o2.pl, nagroda przepada i wybieram kolejnych szczęśliwców;
  3. W konkursie mogą wziąć udział tylko osoby, które publicznie obserwują bloga nuneczka.pl i odpowiedzą na pytanie konkursowe;
  4. Wszyscy biorący udział muszą mieszkać na terenie Polski i być osobami pełnoletnimi;
  5. Aby wziąć udział w konkursie należy prawidłowo wypełnić i przesłać poniższy formularz oraz odpowiedzieć na pytanie konkursowe;
  6. Zwycięzcy zostaną wybrani przeze mnie, na podstawie najciekawszych odpowiedzi;
  7. Nagrodą jest wiosenny zestaw do manikiuru: 4 produkty marki Indigo (top, baza i 2 lakiery), 1 lakier marki Golden Rose oraz brokatowe ozdoby marki My Secret;
  8. Biorąc udział w konkursie zgadzasz się na przetwarzanie danych osobowych (dotyczy wysyłki);
  9. Nagroda zostanie wysłana przeze mnie, po otrzymaniu danych zwycięzcy;
  10. Wszelkie reklamacje i pytania proszę kierować na adres ankatycinska@o2.pl
  11. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.).




POWODZENIA!

WYNIKI:

Serdeczne gratulacje dla
Irminy Maliszewskiej

Proszę o kontakt poprzez e-mail: ankatycinska@o2.pl. Czekam 2 dni, potem wybieram kolejnego szczęśliwca.

Gratuluję :)

0 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Odżywczy olejek do włosów Babuszki Agafii

4/08/2015 Ania T.

   Jestem ogromną fanką olejowania, to najlepsza, a przede wszystkim naturalna metoda aby utrzymać włosy "w formie". Co najmniej raz w tygodniu mieszam olejek z maską i nakładam na mokre kosmyki, które następnie zawijam w bawełniany turban. Po kilku godzinach takiej intensywnej kuracji, włosy prezentują się świetnie :) Czy mieszanka prosto z dalekiej Rosji wyrobu Babuszki Agafii okazała się dobrze dobrana do moich włosów?

OPAKOWANIE

   Buteleczka jest wykonana ze średnio twardego plastiku, dzięki odpowiednio dużej dziurce, olej możemy bezproblemowo zaaplikować na dłoń lub bezpośrednio na włosy. Do aplikatora przymocowana jest "rurka", w której znajdują się różnego rodzaju ziarna (między innymi słonecznika  czy ostropestu plamistego).

SKŁAD

   Czy ten skład trzeba komentować? Organiczny olej cedrowy, olej z nasion papryczki chilli, olej z szałwi leśnej, organiczny olej z rokitnika...i tak dalej. W INCI nie ma ani grama chemii, wszystkie oleje to 100% natury, co sprawia, że ten produkt to prawdziwa perełka dla włosów.

ZAPACH/KONSYSTENCJA
   Olej pachnie...olejowo :D Trudno się dziwić, patrząc na taki skład. Nie ma w nim sztucznych aromatów, więc nie czuć w nim ani nuty chemii.
   Konsystencja jest dość rzadka, dlatego trzeba go dość szybko wcierać we włosy. Na szczęście nie spływa z nich, kiedy już znajdzie się na miejscu.

DZIAŁANIE
   W przypadku olejowania włosów liczy się cierpliwość. Trzeba pamiętać, aby produkt regularnie wcierać w skórę głowy i w kosmyki, a także mieć na uwadze to, że efekty nie przyjdą od razu. Nie można się zrażać po pierwszym użyciu, czasem zdarza się, że olej nie jest dobrze dobrany do rodzaju włosów i nie wyglądają one po nim zbyt ładnie. Olejowanie to metoda prób i błędów. Moje włosy nie są specjalnie wybredne jeśli chodzi o typ oleju, tolerują niemal każdy z nich, ta mieszanka nie była wyjątkiem. Oczywiście, tak jak powiedziałam- byłam regularna jeśli chodzi o aplikację tego produktu i dzięki temu mogłam zaobserwować naprawdę spektakularne efekty.
    Przede wszystkim moje końcówki wreszcie przestały być takie łamliwe. Od kilku miesięcy nie zaobserwowałam ani jednego rozdwojonego końca, oprócz tego wyglądają zdrowo i nie są przesuszone.
   Mieszanka od Babci Agafii ma zbawienny wpływ także na włosy na calej ich długości. Są błyszczące, mocno odżywione i przestały tak intensywnie wypadać (pół roku temu wychodziły mi garściami). Dodatkowo nie elektryzują się tak bardzo i są miękkie w dotyku. Wyglądają na zdrowe i mocne, zauważyłam to nie tylko ja, ale również członkowie mojej rodziny oraz znajomi. 
   Wcieram go także w skalp, wykonując przy tym delikatny masaż. Dzięki temu pobudzam cebulki do intensywniejszego wzrostu, co zaowocowało tym, że na głowie pojawiła się duża ilość "baby hair", a włosy są mocniejsze. Nie zauważyłam żadnych podrażnień, a wręcz na odwórt- mój wrażliwy skalp po użyciu tego kosmetyku się "uspokaja".
   Jedyną wadą jest fakt ciężkiego zmywania. Za każdym razem po olejowaniu muszę umyć włosy co najmniej dwukrotnie, a i tak bywa, że na kosmykach nadal pozostają resztki produktu (wtedy są oklapnięte i wyglądają nieświeżo). Jednak uważam, że efekt finalny jest tego wart i dlatego cierpliwie nakładam kolejne porcje szamponu :)

CENA/DOSTĘPNOŚĆ
   Cena to około 23-24 zł. Za taki sklad to naprawdę atrakcyjna kwota, patrząc na to ile w drogeriach kosztują "profesjonalne" i "ekskluzywne" olejki o INCI napchanym chemią. Dodam, że ten kosmetyk jest bardzo wydajny, ja nigdy nie ograniczam się z jego nakładaniem (na każde olejowanie idą około 3-4 pełne garście) a starczył mi na ok.4 miesiące regularnego używania.
   Kupicie go w internecie. A jeśli mieszkacie w okolicy Katowic, to zapraszam Was do mojego ulubionego sklepiku Zielonej Mydlarni na Wawelskiej (w Centrum). Niedługo produkty dostępne w Mydlarni stacjonarnie będzie można kupić również on-line, także bądźcie czujni, bo asortyment mają godny polecenia ;)

PLUSY:
-wygodne opakowanie
-wspaniały, naturalny skład
-likwiduje łamliwość końcówek, dzięki niemu nie rozdwajają się tak bardzo
-zmniejsza wypadanie włosów i wzmacnia je
-po użyciu kosmyki są miękkie, błyszczące i wyraźnie odżywione
-dobrze wpływa na stan skóry głowy, nie podrażnia jej
-powoduje wzrost dużej ilości baby hair
-cena 
-wydajność

MINUSY:
-konieczność regularnego stosowania (na efekty trzeba poczekać dłuższy czas)
-ciężkie zmywanie

A Wy olejujecie włosy?
Jakie są Wasze ulubione olejki przeznaczone do tego celu?

0 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Peelingujący olejek do dłoni Yves Rocher vs Peeling "Młode Dłonie" Eveline

4/05/2015 Ania T.

   Zanim przejdę do notki, chciałabym Wam (trochę z opóźnieniem) życzyć Wesołych Świąt! Z głębi serducha życzę Wam, aby spełniły się Wasze najskrytsze marzenia, żeby zawsze dopisywało Wam szczęście, a życie było przepełnione miłością. WESOŁYCH KOCHANI! :)

   Ok, blogowy obowiązek życzeniowy spełniony, to teraz czas na bitwę! Przygotowałam dla Was porównanie dwóch produktów z różnych półek cenowych. Oba z nich to peelingi do dłoni, mają sporo cech wspólnych, ale także kilka zauważalnych różnic. Który z nich okazał się lepszy? Peeligujący olejek z linii Beaute des Mains od Yves Rocher czy nawilżający peeling "Młode Dłonie" z ekstraktem z wanilii od Eveline?

OPAKOWANIA

   Kosmetyki obu firm są zamknięte w wygodnych, miękkich tubkach, stawianych na zakrętce. Pod względem designu zdecydowanie wygrywa jednak peeling od Yves Rocher.

SKŁADY
Skład peelingu Eveline

   Skład dosyć długi, ale zły nie jest. Mamy tutaj mocznik, masło shea, oleje (sojowy i ze słodkich migdałów), różnorodne ekstrakty (m.in. z aloesu) oraz obiecany ekstrakt z wanilii. Sproszkowana skorupka orzecha włoskiego pełni rolę drobinek peelingujących.

Skład peelingu Yves Rocher

   Krótszy niż w przypadku kosmetyku Eveline. Szkoda, że zamiast oleju rzepakowego w składzie nie ma bardziej "szlachetnego" oleju, no ale grunt, że jest na drugim miejscu ;) Jest również woda kwiatowa z płatków chabra bławatka (nawet nie wiedziałam, że z chabrów można robić składniki kosmetyczne!), oraz obiecany ekstrakt z kwiatów arniki...chociaż akurat tutaj nie ma się czym chwalić bo jest na szarym końcu. Tutaj zadanie drobinek peelingujących spełniają ziarna  truskawki oraz puder z pestek moreli.

ZAPACH/KONSYSTENCJA

EVELINE
YVES ROCHER

ZAPACH
Lekko wyczuwalna wanilia z mleczną nutą, zapach odrobinę chemiczny.
Zapach „olejowy”, z nutką truskawki i czegoś korzennego.
KONSYSTENCJA
Konsystencja lekkiego kremu.
Konsystencja dość rzadka, oleista.


Po lewej: peeling Eveline, po prawej: peeling Yves Rocher

DZIAŁANIE

EVELINE
YVES ROCHER



MOC PEELINGU
Moim zdaniem produkt Eveline zdziera nieco lepiej od peelingu olejowego Yves Rocher, drobinek jest więcej a efekt peelingu jest mocniej odczuwalny.

Mniej drobinek niż w produkcie Eveline, za to więcej konsystencji „płynnej”. Zdziera dobrze, ale bez efektu WOW.

WIELKOŚĆ DROBINEK

Drobinki malutkie, ale bardzo liczne.
Większe drobinki, jednak jest ich mniej i łagodniej zdzierają naskórek.


NAWILŻENIE DŁONI


Po peelingu dłonie są mięciutkie i lepiej nawilżone.
Efekt taki sam jak w produkcie „Eveline”, chociaż ze względu na obecność olejku rzepakowego wysoko w składzie, dłonie są bardziej „śliskie” i „błyszczące”.

PODRAŻNIENIE
Nie zauważyłam podrażnień, nawet jeśli produkt był stosowany na lekko podrażniony naskórek.
Nie zauważyłam podrażnień, nawet jeśli produkt był stosowany na lekko podrażniony naskórek.



WYGŁADZENIE
Świetnie wygładza dłonie, dodatkowo je odżywiając i całkowicie zdzierając martwy naskórek. Ręce po peelingu są jak nowe, gładkie i miękkie, zupełnie jak po zastosowaniu mocno odżywiającego skórę kremu.

Podobnie jak peeling Eveline, wygładza dłonie, jednak efekt ten jest mniej odczuwalny. Nawilża je i odżywia, ale jego moc peelingująca nie jest tak spektakularna.



POZOSTAWIANIE WARSTWY


Nie pozostawia nieprzyjemnej warstwy na skórze.
Chwilę po spłukaniu kosmetyku ciepłą wodą, na dłoniach pozostaje cieniutka warstwa olejku, jednak bardzo szybko się wchłania i nie jest irytująca.

TESTOWANE NA ZWIERZĘTACH
   Z moich informacji wynika, że żaden z tych produktów nie był testowany na zwierzętach, ale poprawcie mnie jeśli się mylę ;)

CENY/DOSTĘPNOŚĆ
   Ceny obu produktów nie są zabójcze, ten od Eveline kosztuje ok.6 zł, natomiast ten od Yves Rocher ok.18 zł (chociaż teraz jest w promocji za 12,90 zł), jednak różnica kwot pomiędzy kosmetykami jest ponad dwukrotna, dlatego też zakwalifikowałam je do dwóch, różnych kategorii cenowych.
   Peeling od Eveline kupicie w każdym Rossmanie i innych większych drogeriach, z kolei ten od Yves Rocher znajdziecie w firmowych sklepach stacjonarnych, oraz na stronie internetowej.

PODSUMOWANIE
   Jak dla mnie oba te produkty są godne uwagi, wygładzają i zmiękczają skórę dłoni, a także odżywiają ją i pozostawiają miękką w dotyku. Składy nie są przerażające, znajduje się w nich sporo ciekawych ekstraktów, a oprócz tego są w sensownych cenach (szczególnie kosmetyk od Eveline). Jakbym miała wybierać, to zdecydowałabym się na peeling Eveline, nie tylko ze względu na cenę, ale także na fakt, że moim zdaniem, jest lepszym "zdzierakiem". Jednak produkt od Yves Rocher również mogłabym z ręką na sercu polecić, szczególnie, że teraz można go kupić w niższej cenie. 

A Wy który peeling byście wybrali? 


0 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

UWAGA, OSZUŚCI!

4/01/2015 Ania T.


   Dzisiejszy post jest zupełnie niekosmetyczny, ale uznałam, że warto ostrzec moich czytelników przed pewnymi sytuacjami, które mają miejsce w internecie (NIE, TO NIE JEST PRIMA APRILIS). Wpis został już udostępniony na moim fanpage'u (KLIK), ale wiem, że nie wszyscy mają Facebooka, dlatego publikuję go również tutaj.

"Pewna osoba z mojej rodziny chce sprzedać auto. Wystawiła je w odpowiednim serwisie z ogłoszeniami i po jakimś czasie dostała maila od pewnego "pana" z U.K, że jest on zainteresowany kupnem pojazdu.
Po wymianie maili w języku angielskim (oczywiście wszystkie były bardzo kulturalne, odpisywał niemal natychmiast itp.) zostało ustalone, że pan dokona przelewu środków na konto PayPal (na ten cel użyczyłam swojego konta). Wszystko pięknie, ładnie. Następnego dnia środki "były" na koncie. Dostałam pięknego maila potwierdzającego od PayPal, ba, nawet informację esemesem, że transakcja jest wykonana, a środki są już na koncie, z tym, że są one zablokowane i nie można ich wypłacić. Okazało się, że kwota, jaką ta osoba przelała jest wyższa niż umówiona. Dlaczego? Już tłumaczę. Z Polski auto miał ktoś "odebrać" i facet niby wysłał więcej pieniędzy, aby część z nich wpłacić na konto osoby, która będzie odbierała pojazd. Zażyczył sobie, aby transakcja ta została wykonana poprzez serwis MoneyGram. Z tym, że przelewy poprzez Money Gram można wykonywać TYLKO gotówką, a tej nie miałam jak wypłacić z konta PayPal, bo przecież (według tego człowieka) były one na tym koncie zablokowane aż do czasu gdy dokonam przelewu poprzez Money Gram (co oznaczałoby, że muszę wpłacić swoją WŁASNĄ, PRYWATNĄ gotówkę, bez gwarancji, że jak ten przelew faktycznie dojdzie, to rzekome środki na koncie PayPal zostaną odblokowane). I w tym momencie byłam na 100% pewna, że to paskudne oszustwo i próba wyłudzenia. Zadzwoniłam na infolinię PayPal. Okazało się, że saldo mojego konta PayPal wynosi...0 zł (czyli nie dotarły na niego te rzekome środki od tego kolesia), natomiast mail, z którego przyszły mi "potwierdzenia" dokonania przez niego transakcji jest FAŁSZYWY (a do tego w języku angielskim, a PayPal nigdy nie wysyła polskim użytkownikom maili w innym języku niż polski). Sprawa oczywiście została zgłoszona do odpowiednich władz, jak również do PayPala. Ale OSTRZEGAM WAS! Uważajcie na tego typu transakcje, zawsze sprawdzajacie po kilka razy, zanim zdecydujecie się komukolwiek przelać większą sumę pieniędzy. Bo w tym wypadku pomogła jedynie nasza czujność, ale podejrzewam, że nie jedna osoba się na coś takiego nabrała."


   W tym miejscu należą się wielkie podziękowania dla ekipy PayPala, za szybką reakcję i cenne rady. Z tego co wiem, nie byłam pierwszą osobą, która zgłaszała tego typu oszustwo, ile więc ludzi dało się nabrać i przelało oszustom swoje pieniądze? Ile z nich zostało potem z niczym (bo po auto nikt się nigdy nie zgłosił, a rzekome środki, przelane na konto PayPal w rzeczywistości nie istnieją?).  Uważajcie i nie dajcie się zrobić na szaro. A jeśli jednak dacie się nabrać na takie machlojki, to zawsze zgłaszajcie to do odpowiednich służb. Bo oszustów i krętaczy nie brakuje...

0 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!