Minerały od Lily Lolo: podkład, puder i korektor.

12/02/2015 Ania T.

   Zestaw pędzli Lily Lolo, który przydaje mi się przy wykonywaniu makijażu tymi kosmetkami, mogliście poznać bliżej w TYM wpisie. Nowością na tym blogu nie będą także same minerały, już kiedyś miałam okazję o nich pisać TUTAJ. Wtedy prezentowałam Wam podobny zestaw (tylko bez pudru, za to z różem mineralnym), ale innej firmy. Czy kosmetyki mineralne Lile Lolo różnią się od tych, które w ofercie mają inne firmy? Jak sprawdziły się przy mojej mieszanej cerze i bardzo kłopotliwej strefie T?

   Najważniejszą dla mnie kwestią był dobór odpowiednich odcieni produktów. Przez internet jest raczej ciężko wybrać kolor podkładu czy korektora, ale ściąga przygotowana przez zespół Costasy nieco ułatwia to zadanie. Do każdego podkładu dopasowany jest kolor korektora, który najbardziej do niego pasuje, dlatego za jednym zamachem możemy skompletować sobie cały zestaw. Na całe szczęście pudry dostępne w sklepie są transparentne, lub mają tak delikatny kolor, że przy ich wyborze nie ma żadnego problemu :) 

   Pierwszą rzeczą, na którą zwróciłam uwagę są opakowania. Nie różnią się zbytnio od tych, które w ofercie mają inne firmy, oferujące kosmetyki mineralne. Są eleganckie i minimalistyczne. Podoba mi się to, że są naprawdę porządnie i precyzyjnie wykonane.  Plastik jest twardy, odporny na uszkodzenia. Nawet trzymany w dość ekstramalnych warunkach (u mnie puder leży cały czas w łazience, pod kupką różnych ubrań i gadżetów, spod których codziennie go wygrzebuję), nie rysuje się i po dłuższym czasie użytkowania, nadal wygląda ładnie. Nieozdownym elementem są oczywiście wygodne siteczka, dzięki którym możemy nie tylko dozować odpowiednią ilość produktu (w końcu minerały są sypkie), ale także zamknąć opakowanie, aby uchronić kosmetyk przed wysypaniem się. W przypadku opakowań LL, siteczka te mają odpowiednio szerokie dziurki (mogę spokojnie aplikować produkt bezpośrednio na pędzel, lekko przechylając słoiczek), a ich "mechanizm" nie zacina się, umożliwiając bezproblemowe zamykanie i otwieranie sitka. 




   Jak pewnie zauważyliście, są to kosmetyki sypkie. Jest to pewien minus, ponieważ do ich aplikacji konieczne są pędzle. Wyżej podałam Wam link do mojej recenzji pędzli LL, które do nakładania tych produktów nadają się idealnie, ale jeśli chcielibyście sięgnąć po tańsze rozwiązanie, to spokojnie możecie kupić dowolny pędzel kabuki (nada się zarówno do aplikacji pudru, jak i podkładu) oraz płaski pędzel do korektora (jeśli będzie miał lekko wydłużony, języczkowaty kształt, to będzie mógł służyć nie tylko do aplikacji korektora mineralnego LL, ale także każdego korektora płynnego czy kamuflażu). Dodam tylko, że kosmetyki te bezproblemowo współpracują z pędzlami każdej firmy, dlatego nie musicie od razu kupować całego asortymentu tej konkretnej marki. Pracując z poprzednimi minerałami (recenzja również znajduje się w linku powyżej), zauważyłam, że lubią nabierać się na pędzle w nadmiarze. Z Lily Lolo nie mam tego problemu. Oczywiście dla spokoju sumienia zawsze otrzepuję pędzel zanim rozpocznę aplikację produktu na twarz, jednak tutaj nie "ucieka" mi aż tyle produktu na raz i nie jestem nim potem cała upaćkana. 

   Chciałabym Wam przedstawić każdy z tych produktów po kolei. Najczęściej  z tej trójki sięgam po PUDER Flawless Matte, stanowi on dla mnie podstawę makijażu. Bardzo często się zdarza, że nie mam czasu pomalować się przed wyjściem do pracy, dlatego wtedy tylko szybko oprószam twarz tym matującym cudeńkiem.

   Jak widzicie, jest to biały proszek. Jego skład jest w 100% naturalny, wegański i tak prosty, że już prościej się nie dało ;) Kaolin, czyli glinka porcelanowa oraz mika, są wręcz stworzone dla cery, której głównym problemem jest nadmierne świecenie się. Oba te składniki wzajemnie się dopełniają, pochłaniając nadmiar sebum. Ciekawostką jest fakt, że produkt ten może również być używany jako mineralna baza pod cienie. 
   Wyżej wspomniałam już o tym, że pudru używam prakycznie codziennie. Czasem solo, czasem z "bazą" w postaci podkładu lub kremu BB. Doskonale współpracuje zarówno z innymi produktami sypkimi, jak i płynnymi. Testowałam go już na podkładach mineralnych innych firm i niezliczonej ilości podkładów, korektorów czy kremów BB w formie płynnej. Z każdym z tych kosmetyków współpracował bez zarzutu.
  Puder sam w sobie się nie warzy (ale niestety np. podkład już tak, co bardzo mnie smuci). Na twarzy utrzymuje się do kilku godzin (w zależności od temperatury- w cieplejszych pomieszczeniach szybciej "znika"). Efekt matu jest widoczny, ale jego trwałość jest uzależniona od bazy, jaka znajduje się pod nim. Nałożony solo matuje, ale raczej krótkotrwale, BB przedłuża mat nieznacznie, najdłużej matuje nałożony na trwale kryjące podkłady, takie jak M.A.C Pro Longwear czy Estee Lauder Double Wear. Ostatnio, nałożony na ten ostatni, nie tylko pięknie wykończył makjaż, ale zapewnił mi efekt gładkiej, matowej skóry na kilka godzin imprezy. 
   Prosty i przyjazny skórze skład powoduje, że jest to produkt niezapychający i nie wysuszający. Cera reaguje na niego raczej obojętnie: nie wyskakują mi po nim nowe "niespodzianki", nie powoduje zwiększenia ilości wydzielania sebum, a także nie sprawia, że skóta jest nadmiernie przesuszona.
   Dzięki swojemu kolorowi, idealnie stapia się ze skórą. Wystarczy naprawdę niewielka ilość, aby wykończyć makijaż i nadać mu matowy efekt. Nie polecam nakładania kilku, grubych warstw. Jedna, maksymalnie dwie, w zupełności wystarczą. Nadmierna ilość pudru niestety może zbyt mocno wybielić skórę, co nie wygląda dobrze i jest bardzo widoczne, szczególnie w intensywnym świetle. 
   Nie muszę chyba dodawać, że ze względu na minimalną ilość aplikowanego kosmetyku, okazał się on diabelnie wydajny. Nawet przy codziennym stosowaniu, praktycznie nie widać ubytku. Puder możecie kupić w 2 wersjach: mini (0,75 g) za 10.90 zł oraz "maxi", czyli w standardowym słoiczku 7g za 81.90 zł. Czy warto? Myślę, że recenzja mówi sama za siebie. Ja tam się z nim nie rozstaje!

   Nieco rzadziej sięgam po PODKŁAD. Mój odcień to China Doll, czyli kolor idealny dla bardzo bladych i bladych karnacji. Jako, że jestem przysłowiową "córką młynarza", okazał się dla mnie strzałem w dziesiątkę. Jest to odcień bardzo jasnego beżu. Koloryt mojej cery jest bardzo nierówny: mam zaczerwienione naczynka przy nosie, lekko czerwone policzki, z kolei reszta skóry ma zróżnicowane tony. Zawsze miałam problem z określeniem czy jest bardziej pomarańczowa czy różowa. Wszystko zależy od światła i jej kaprysów, bo mam ważenie, że zmienia się jak w kalejdoskopie. Jedyne co mogę o niej powiedzieć to to, że z pewnością jest jasna. Całe szczęście, podkład ten bez problemu wyrównuje jej koloryt, zakrywając moje nieszczęsne, popękane naczynka. 

   Podobnie jak puder, ma bardzo prosty, przyjazny i naturalny skład. Oprócz miki, zawiera również tlenek cynku, który działa kojąco w przypadku zmian skórnych (jest polecany przy leczeniu trądziku), a także naturalne barwniki, nadające mu odpowiedni kolor. 
   Dzięki zawartości naturalnego filtru SPF 15, chroni skórę przed szkodliwym działaniem promieni słonecznych. Jest także całkowicie pozbawiony zapachu czy drażniących składników, dlatego idealnie nadaje się nawet dla osób z wrażliwą cerą. Nie zapycha i nie wysusza, co na pewno spodoba się osobom walczącym z trądzikiem, które nie przepadają za ciężkimi produktami kolorowymi (które dodatkowo mogą obciążyć problematyczną cerę).
   Bezproblemowo rozprowadza się po twarzy. Ma miłą w dotyku, aksamitną konsystencję, dobrze stapia się ze skórą, nadając jej bardzo naturalny wygląd.
   Kosmetyki mineralne mają to do siebie, że nakładając kolejne ich warstwy, zapewniamy sobie nie tylko lepsze krycie, ale również unikamy efektu maski (co niestety nie jest możliwe przy produktach płynnych). Nie inaczej sprawa ma się w przypadku tego podkładu. Makijaż nim wykonany prezentuje się naturalnie. Umiejętna aplikacja (strzepanie pędzla przed nałożeniem produktu, a następnie aplikowanie go za pomocą "stempelków", które potem rozcieramy za pomocą pędzla) powoduje, że na twarzy nie tworzą się smugi, a produkt jest rozprowadzony równomiernie
   Z trwałością nie byłoby większych problemów, ponieważ na wielu partiach twarzy utrzymuje się bezproblemowo nawet kilka godzin, jednak ma dwie, moim zdaniem bardzo poważne wady. Pierwszą z nich na pewno jest warzenie się. Zauważyłam to szczególnie w okolicy skrzydełek nosa, brwi oraz brody. To właśnie w tych miejscach cera przetłuszcza mi się najintensywniej i z tą przypadłością produkt niestety średnio sobie radzi (nawet jeśli został utrwalony matującym pudrem tej samej firmy). Drugą rzeczą, która mnie irytuje, jest zbieranie się w drobnych zmarszczkach i załamaniach. Jako, że jestem jeszcze w miarę młoda, nie mam tych zmarszczek tak wiele, ale muszę przynać, że nie wygląda to zbyt estetycznie. A szkoda, bo podkład ma naprawdę dobre krycie i podoba mi się jego wykończenie, dlatego żałuję, że tak dziwnie reaguje z moją cerą. Aczkolwiek wspomniałam już o tym, że jest ona dość wymagająca i mało który produkt sprawdza się na niej w 100%. 
   Produkt ten również jest dostępny w 2 wersjach: mini (10,90 zł za 0,75g) i standardowej (10g za 81,90 zł). 

   Ostatnim kosmetykiem z mojej mineralnej kolekcji Lily Lolo jest KOREKTOR w odcieniu Blondie. Dopasowany kolorystycznie do podkładu, również przeznaczony dla bladolicych. 

   Mimo, że jest nieco jaśniejszy od dobranego do niego podkładu, to nie zostawia na twarzy nieestetycznych, jasnych plam. 
   Skład również jest prosty i naturalny, tym razem zamiast miki (jak w podkładzie) mamy kaolin, ale znalazł się także tlenek cynku i naturalne barwniki. 
   Nie uczula, nie podrażnia, nie zapycha. Jego głównym zadaniem jest zakrywanie niedoskonałości. Bardzo dobrze sobie radzi z małymi zmianami skórnymi, z tymi większymi jest niestety trochę gorzej. W takim przypadku konieczne jest nałożenie kilku warstw, a nawet wtedy zdarza się, że zaczerwienienie wokół "nieprzyjaciela" może być nadal widoczne. W takich sytuacjach zazwyczaj ratuję się mocno kryjącym kamuflażem, który utrwalam korektorem mineralnym. Wtedy dopiero krycie uznaję za zadowalające. Całe szczęście, ostatnio coraz rzadziej wyskakują mi na twarzy różne "niespodzianki", dlatego też po korektor sięgam sporadycznie. 
   Ze względu na to, że jest nakładany jedynie na małe partie twarzy, nie zauważyłam irytującego warzenia się. Za to podobnie jak podkład i puder Lily Lolo, bardzo dobrze stapia się z cerą i wygląda na niej bardzo naturalnie
   Aplikuje się go tak samo bezproblemowo jak pozostałe kosmetyki LL i podobnie jak one, ma przyjemną, jedwabistą konsystencję. 
   Korektor jest niestety dostępny tylko w wersji 5g za 51.20 zł. Nie można kupić opakowania "mini" na wypróbowanie :( 

   Wszsytkie te kosmetyki możecie nabyć w sklepie internetowym COSTASY

Costasy Natural Beauty - Kosmetyki mineralne Lily Lolo

Który z nich zaciekawił Was najbardziej?
Mieliście już jakieś doświadczenia z minerałami?
A może dopiero zaczynacie mineralną przygodę?
   
           

Podobne Posty

0 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!