Sierpniowy Shiny Box 2015- krótkie recenzje produktów

9/19/2015 Ania T.

   Od ostatniej notki minęło trochę czasu, za co znów musze Was przeprosić. Cieszy mnie jednak fakt, że tak wiele z Was zadeklarowało chęć zmiany swojej pielęgnacji włósow i postanowiło wypróbować mój sposób olejowania. Życzę Wam dużo wytrwałości i wspaniałych efektów!
   Dzisiaj jednak nie będzie o włosach, ale o ogólnej pielęgnacji. Jakie produkty znalazłam w sierpniowym Shiny Boxie i czy są one godne uwagi?

1. Olej lniany MOKOSH (produkt pełnowymiarowy)
   Biała glinka tej samej firmy znalazła się w marcowym boxie, bardzo ją lubię i używam do sporządzania maseczek domowej roboty. Jeśli natomiast chodzi o oleje...co by tutaj dużo mówić, je również uwielbiam! Co prawda nie stosuję ich do kąpieli (brak wanny mi to utrudnia), ale są nieodłącznymi towarzyszami w pielęgnacji włosów i twarzy. Ten olej łączę z mieszanką Babuszki Agafii w trakcie olejowania, a także dodaję kilka kropli do glinkowych maseczek. Dla włosów jest bombą składników odżywczych! Na pewno wiele z Was czytało posty na temat picia "glutka" z siemienia lnianego, który zbawiennie wpływa na kosmyki...dlatego więc olej z tych ziaren jest jak najbardziej wskazany w pielęgnacji czupryny. Co prawda nie stosuję go "solo", więc ciężko ocenić czy to akurat on sprawia, że moje włosy po olejowaniu są błyszczące i gładkie, ale wierzę, że ma w tym swój udział. Opakowanie jest o tyle praktyczne, że zawiera szklaną pipetę i dzięki temu mogę precyzyjnie odmierzyć ilość kropli, którę dodaje do swoich mikstur. Oczywiście olej ten ma bardzo szerokie zastosowanie- możecie dodać go do kąpieli, stosować do masażu, "wzbogacać" nim odżywki czy maski do włosów, a także używać jako kosmetyku nawilżającego. Jest to produkt na tyle uniwersalny, że bardzo ucieszyłam się z jego obecności w sierpniowym pudełku. Myślę, że warto go mieć w swojej kosmetyczce.

   Czy polecam ten produk?
   Zdecydowanie tak!

2. Maseczka regenerująca na noc YASUMI (produkt pełnowymiarowy)
   Jej skład nie wydaje mi się zbyt zachęcający, aby nałożyć ją na twarz, szczególnie, że mam ostatnio problemy z trądzikiem, które skończyły się wizytą u dermatologa i stosowaniem antybiotyków. Żeby jednak sprawdzić, czy po jej zastosowaniu rzeczywiście ma się "piękny poranek" (jak głosi hasło na tubce), postanwoiłam przetestować ją...na moim chłopaku :D O dziwo się zgodził! Maseczka ma żelową konsystencję, która o dziwo jest naprawdę leciutka- prawie jej nie czuć po nałożeniu na twarz (przynajmniej tak stwierdził mój luby), szybko się wchłania i momentalnie wygładza buzię! Już po paru minutach wchłania się "do sucha", nie pozostawiając przy tym nieprzyjemnej warstwy. Rano, zaraz po przebudzeniu skóra nadal jest gładka i miękka w dotyku, ale większych zmian nie zaobserwowaliśmy. Plusem na pewno jest to, że nie spowodowała wysypu nieproszonych gości i nie pozatykała porów. Może sama również się skuszę na jej użycie i wtedy ocenię ją na własnej skórze.

   Czy polecam ten produkt?
   Sama będę musiała to ocenić, ale mój męski tester jest raczej na tak.

3. Lipowy płyn micelarny SYLVECO (produkt pełnowymiarowy)
   Dla wielu osób ten płyn okazał się hitem pudełka! Ja również się z nim polubiłam (podobnie z resztą jak z większością kosmetyków tej marki, ich składy zdecydowanie dobrze służą mojej skórze). Ma przyjemny, bardzo delikatny zapach, dobrze radzi sobie ze zmywaniem zanieczyszczeń. Nadaje się idealnie do stosowania na przesuszoną czy podrażnioną skórę, ponieważ nie tylko lekko nawilża, ale również łagodzi podrażnienia (jest dobrym opatrunkiem dla skóry, np. po mocnym, mechanicznym peelingu). Z powodzeniem można aplikować go nawet w okolicy oczu, u mnie nie powodował ich szczypania ani zaczerwienienia. Na pewno nada się do zmywania lekkiego makijażu, jak radzi sobie z mocniejszą "tapetą", tego niestety jeszcze nie oceniłam. Kolejny dobry kosmetyk firmy Sylveco, brawo!

   Czy polecam ten produkt?
   TAK!

4. Sorbet/balsam do rąk Oriental Touch LIV DELANO (produkt pełnowymiarowy)
   O tym produkcie na razie niewiele mogę powiedzieć, bowiem nadal stoi nieotwarty i czeka na swoją kolej (mam w domu obecnie jakieś 4 otwarte kremy do rąk i kiedyś w końcu muszę je zużyć). Jedyne co jestem w stanie ocenić, to naprawdę ładne i przyciągające wzrok pudełko, a także niezwykle przyjemny, owocowy zapach (czuć go nawet przez zabezpieczajace sreberko!). Jeśli okaże się dobry, to pewnie doczeka się oddzielnego posta ;)

   Czy polecam ten produkt?
   Na chwilę obecną ani go nie polecam, ani nie odradzam.

5. Lakier do paznokci SILCARE (produkt pełnowymiarowy)
   Każdy, kto zamówił sierpniowego Shiny Boxa mógł w nim trafić albo na lakier Ingrid, albo na lakier Silcare. Mi trafił się produkt tej dugiej marki. Nie było to dla mnie pierwsze spotkanie z kosmetykami Silcare, wcześniej miałam 2 lakiery, które uważałam za całkiem przyzwoite produkty w dość niskiej cenie. Tym razem trafił mi się bardzo dziwny kolor (na samym początku mnie odrzucił), nie byłam co do niego przekonana. Teraz pieszczotliwie nazywam go "żuczkiem". Na pewno nie jest to odcień, który nada się do codziennych stylizacji. Jest dość odważny i (jak dla mnie) ekstrawagancki. Nie odważyłam się go nałożyć na paznokcie rąk, dlatego też wylądował na stopach. Bardzo ładnie mieni się w świetle, dając przy tym ciekawy, trójwymiarowy efekt. Trwałość nie jest powalająca, już po kilku dniach zauważyłam pierwsze odpryski (a na stopach większość lakierów wytrzymuje u mnie naprawdę długo!). Do całkowitego pokrycia płytki bez prześwitów potrzebowałam aż 3 warstw, które nie zdążyły dobrze wyschnąć zanim założyłam skarpetki (a miały na to 15 minut). Sam produkt nie jest zły, a już zwłaszcza za tak niską cenę (ok. 6 zł). Natomiast kolor...raczej nadaje się dla odważnych i pewnych siebie osób. Pocieszeszeniem jest fakt, że odcienie były dobierane losowo, dlatego w innych boxach mogły się znaleźć zupełe inne, mniej krzykliwe kolory.

   Czy polecam ten produkt?
   Stosunek ceny do jakości jest całkiem korzystny. Być może jeszcze kiedyś zdecyduję się na inny lakier tej marki...ale tym razem kolor wybiorę sama :)

   Oprócz wyżej pokazanych kosmetyków, w boxie znalazła się również próbka kremu BB od Skin 79 (Orange), a także metaliczny tatuaż (hit tego lata!). Niby drobiazgi, a jednak cieszą :)

   Czy warto kupić to pudełko?
   Wszystkie 5 produktów to wersje pełnowymiarowe, większość z nich u mnie się dobrze sprawdziłą, dlatego też myślę, że sierpniowy Shiny Box jest wart zakupu. Mam nadzieję, że wrześniowa wersja będzie równie udana!

A co Wy sądzicie o sierpniowym Shiny Boxie?
Który produkt najbardziej Was zaciekawił?

           

Podobne Posty

0 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!