AHOJ, URODO! Czyli wiosenne Secrets of Beauty nad morzem.

6/06/2015 Ania T.

   Nie mogę uwierzyć w to, że jeszcze 2 tygodnie temu byłam nad morzem. Kocham polskie morze, jego szum mnie uspokaja, a patrzenie na falującą wodę to najlepszy relaks na świecie! Dlatego, kiedy dowiedziałam się, że wiosenne, nierutynowe spotkanie blogerów czyli SoB odbywa się w tym roku nad morzem, zgłosiłam się bez wachania. Secrets of Beauty tradycyjnie zorganizował Michał, dbając o każdy szczegół i zapewniając nam godziny niezapomnianej rozrywki.


   Tym razem zaprosił nas do Jastrzębiej Góry, do ośrodka Natura Park, gdzie mieliśmy zapewniony nocleg z wyżywieniem. Ja postanowiłam zabrać ze sobą moją drugą połówkę, a w podróż z Dąbrowy Górniczej wybraliśmy się wraz z Arsenic i jej chłopakiem. Kilkugodzinna droga minęła nam zadziwiająco szybko przy dźwiękach rocka i metalu. I chociaż GPS zamontowany w aucie trochę sprowadził nas na manowce, to jednak dotarliśmy do celu!
   Niestety, nie udało nam się zdążyć na prezentację marki Ilua, co trochę mnie zasmuciło. Ale mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będę miała okazję poznać firmę bliżej. Na miejscu byliśmy dopiero późną nocą, ale nie zniechęciło nas to do spaceru nad morze. Uwierzcie mi, że o 2:30 nad ranem wygląda równie pięknie jak za dnia! :)
   Zaraz po wyprawie, padliśmy wykończeni do łóżka, bo kolejny dzień miał być pełny atrakcji i warsztatów.
   Michał dla każdego z nas przygotował identyfikatory, które ułatwiały nam wzajemną komunikację, a firma Mieszko zapewniła nam zapas słodkości, zeby dodatkowo umilić spędzony tam czas. Co więcej, Michał również zabawił się w perfekcyjnego cukiernika i upiekł nam przepyszne babeczki w kilku wariantach smakowych (przepisy znajdziecie na jego blogu).

   Pierwsza prezentacja była czymś więcej niż tylko samym gadaniem :) Po krótkim przywitaniu pani prezes marki Biolonica, Magdalena Zwolińska, zaprezentowała nam krem z linii "Secrets of Beauty", w którego twarzeniu mieli swój udział blogerzy obecni na pierwszym SoB (relacja TUTAJ), w tym również ja. Zaraz potem mieliśmy okazję uczestniczyć w bardzo ciekawych warsztatach, przygotowanych przez firmę Biolonica, w trakcie których dowiedzieliśmy się nie tylko więcej na temat olejów w pielęgnacji, ale także mogliśmy przygotować swój własny krem! Pani technolog firmy Biolonica, Agnieszka Stateczna-Mędrek, krok po kroku tłumaczyła nam jak wymieszać poszczególne składniki i pomagała na każdym etapie tworzenia naszego mazidła. Mi wraz z Katheriną udało się przygotować puszysty krem z olejkiem lawendowym :) Nie spodziewałam się, że tworzenie kosmetyków to taka świetna zabawa. Okazało się również, że jest to całkiem proste i z pewnością kiedyś spróbuję tego w domu!

   To oczywiście jeszcze nie był koniec atrakcji :) Kolejnym punktem programu była prezentacja nowości firmy Verona (w której skład wchodzi kolorówka Ingrid). Mogliśmy wymacać każdy z kosmetyków, podzielić się między sobą wrażeniami, a także zapytać pzedstawicielki firmy o wszystkie interesujace nas kwestie. Czy wiedzieliście, że Verona jest polską marką? Co ciekawe aż 70% kosmetyków idzie na eksport, ponieważ w naszym kraju są niestety niedoceniane. A szkoda, bo są naprawdę godne uwagi. Mnie najbardziej zaciekawiły bazy pod makijaż (szczególnie ta, która maskuje zaczerwienienia) oraz podkłady Ideal Face. Przyjrzyjcie się również bardzo uroczym różom do policzków- wyglądają zupełnie jak kwiaty!

   Na następne warsztaty czekałam najbardziej ze wszystkich! Margareta, połówka duetu Craft'n'Beauty pokazywała nam jak wykonać swoje własne woski zapachowe. Dla mnie, czyli naczelnego świecomaniaka, była to nie lada atrakcja. Kiedy dostałam w swoje łapki zestaw olejków zapachowych, naprawdę miałam ogromny problem z wyborem,ale ostatecznie zdecydowałam się na Napar Gejszy oraz Daenerys (w końcu jestem wielką fanką Gry o Tron, nie mogło więc być inaczej!). Dodatkowo, do każdego wosku mogliśmy dodać wybrane barwniki, aby prezentowały się jeszcze ciekawiej. Oprócz pomocy przy nalewaniu gorącego wosku, Margareta zdradziła nam także parę zapachowych sekretów, między innymi o tym, jaki wosk jest najlepszym nośnikiem zapachów, jak wybierać barwniki a także olejki zapachowe, aby nasz produkt pachniał jak najdłużej, a przy tym pięknie wyglądał. Jestem dumna z moich dwóch tart i na pewno będę paliła je z przyjemnością!

   Ostatnią prezentację, również połączoną z warsztatami, przygotowały dla nas przedstawicielki marek GOSHEyelure i Elegant Touch. Najpierw mieliśmy krótkie warsztaty makijażowe, w trakcie których nauczyłyśmy się prawidłowego podkreślania brwi, konturowania twarzy, a także używania konturówek do ust. Mogłyśmy również na własnej skórze poznać nowości marki Gosh- matowe pomadki w pięknych kolorach, żelowe eyelinery oraz kolorowe mascary. Ja absolutnie zakochałam się w przepięknej, mocno fioletowej pomadce (która na ustach przybiera odcień głębokiego burgundu) i z pewnością ją kupię, jak tylko wejdzie na rynek. Kolejnym etapem była nauka naklejania sztucznych rzęs! Eyelure to marka znana na całym świecie, oferująca sztuczne rzęsy zrobione z naturalnych włosów (ludzkich włosów, przy ich tworzeniu nie ucierpiało żadne zwierzę!), dopiero wchodząca na polski rynek. Niestety, ja mam dwie lewe ręce do takich robótek, dlatego musiałam poprosić o pomoc panie przedstawicielki :D Po tym, jak nasze rzęsy wyglądały jak z katalogu, bawiłyśmy się w przyklejanie paznokci Elegant Touch. Na czym polega ich sekret? Do naturalnej płytki przykleja się taśmę, do której następnie dokleja się sztuczny paznokieć (już pomalowany i ozdobiony). Dzięki temu uzyskujemy efekt hybrydy, bez konieczności używania lampy UV. Nasza płytka również przy tym nie cierpi, ponieważ nie musimy jej potem godzinami moczyć w acetonie w celu ściągnięcia hybrydy. Oczywiście, jak jak zawsze mam pecha, bo na moją małą, wąską płytkę nie pasował żaden rozmiar paznokci :( Ale pozostałe dziewczyny (a nawet Michał) miały manikiur jak po wyjściu z salonu!

   Przez cały wyjazd towarzyszyła nam przekochana jamniczka Michała- Marysia. Uwielbia mizianie, głaskanie i...babeczki :D Każdego, kto tylko chciał ją dokarmiać kochała miłością bezgraniczną :)

   Po warsztatach poszliśmy na obiadokolację, po której czekało nas ognisko! Zanim jednak doczłapałam się pod wiatę, gdzie odbywała się impreza, wybrałam się z moim ukochanym na romantyczny zachód słońca. Nie ma piękniejszego widoku, uwierzcie mi :) Potem wspólnie zebraliśmy się i poszliśmy na ognicho. A co się tam działo...ah! Tego nie da się opisać słowami :D Brzuch mnie bolał ze śmiechu, bo każdy sypał takimi kawałami, że głowa mała. Oprócz tego poznawaliśmy najdalsze zakątki blogosfery kulinarnej, zachwycając się takimi smakołykami jak kotlecki z kostek rosołowych oraz karpaczjo z mortadeli. Ja z moim W również zabawiliśmy się w Master Chefa i przygotowaliśmy wykwintną karkówkę prosto z patyka :D Dzięki śmiechowi spaliłam jakieś milion kilo (w końcu o linię trzeba dbać!), ale wszystko co dobre szybko się kończy. Z oficjalnym hasztagiem SoB, czyli #OLE na ustach, położyliśmy się spać, bo następnego dnia trzeba było znów wsiadać do auta i zostawić za sobą morze :(



    Zanim znów wyruszyliśmy w podróż powrotną, pożegnaliśmy się jeszcze z polskim morzem. Potem spakowaliśmy bagaże, wpakowaliśmy się do samochodu i wróciliśmy do domu,
   Nie mogę uwierzyć, ze ten czas tak szybko minął. Bardzo tęsknię za morzem i nie mogę się doczekać aż znów tam wrócę.
   Chciałabym serdecznie podziękować wszystkim uczestniczkom i uczestnikom za świetną zabawę, Michałowi za wspaniale zorganizowane warsztaty, firmom za ogromną dawkę wiedzy, Oli i jej chłopakowi za transport, a sponsorom za upominki :) Mam nadzieję, że jeszcze nie raz się spotkamy w takim zacnym gronie a kolejne Secrets of Beauty będzie jeszcze lepsze niż to (chociaż poprzeczka jest postawiona bardzo wysoko). DZIĘKUJĘ!


PS: Część zdjęć pożyczyłam sobie od Michała, oczywiście za jego zgodą :)


           

Podobne Posty

0 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!