Shiny Box luty i marzec 2015 - recenzje produktów

3/28/2015 Ania T.


   Udało mi się znaleźć chwilę na napisanie nowego posta, dzisiaj chciałabym Wam krótko zrecenzować produkty z dwóch Shiny Box-ów- lutowego i marcowego. Zawartość tego pierwszego możecie bliżej obejrzeć TUTAJ, natomiast marcowego jeszcze Wam nie pokazywałam, dlatego to będzie jego debiut na blogu :) Uwaga, będzie sporo zdjęć!
 
SHINY BOX LUTY 2015
   Zacznijmy od edycji Walentynkowej, czyli "Gift of Love". Który produkt to prawdziwa miłość, a którego wolałabym w tym boxie nie znaleźć?

1. Żel pod prysznic SPA Senses FM GROUP

   Do opakowania nie mam żadnych zastrzeżeń, no może poza sposobem aplikacji. Lubię, kiedy żele pod prysznic mają małe, wygodne otwory, ponieważ wtedy ze środka wylatuje tyle produktu, ile jest nam potrzebne. Tutaj mamy do czynienia z dziurą (tak, dziurą!), dosyć sporą, przez co często na dłoń wylewa się zbyt dużo kosmetyku.
   Jego skład jest...FATALNY. Chemia, chemia i jeszcze raz chemia, perfumy i parabeny (które zazwyczaj są gdzieś tam na szarym końcu) tutaj są wysoko, do tego nie znajdziemy tutaj żadnych naturalnych ekstraktów.

   Co prawda jego zapach jest bardzo przyjemny i orzeźwiający, natomiast konsystencja odpowiednio gęsta. Ale tutaj jego zalety się kończą. Nie ma absolutnie żadnych właściwości pielęgnacyjnych, czasem miałam wrażenie jakby wysuszał mi skórę...spłukuje się bez problemu i dobrze się pieni, ale jak dla mnie to za mało. Od produktu, który kosztuje, UWAGA, 20 zł (!!!) oczekuje się zdecydowanie więcej! FM Group, to nie jest Wasz najlepszy kosmetyk...

   Czy polecam ten produkt?
   NIE

2. Krem pod oczy Visage Parfait CREME BAR

   Jest to miniaturka, w malutkim, poręcznym słoiczku, ale mimo to, produkt okazał się bardzo wydajny! Co prawda aplikacja jest mało higieniczna, ale w pełnowymiarowej wersji ten kosmetyk jest zamknięty w opakowaniu typu air-less, za co ma dużego plusa.
   W składzie znajdziemy między innymi ekstrakt z ogórka, kwas hialuronowy i prowitaminę B5, czyli całkiem nieźle, szczególnie, że te składniki w INCI są dość wysoko.
   Krem jest praktycznie pozbawiony zapachu, ma leciutką, aksamitną konsystencję i błyskawicznie się wchłania. Zostawia pod oczami delikatną, ochronną warstewkę, nie przeszkadza ona jednak w aplikacji np. korektora pod oczy. Wspaniale pięlęgnuje te okolice! Skóra jest mocno nawilżona, odżywiona i sprężysta w dotyku. Nie mam jeszcze zmarszczek, aby ocenić jak sobie z nimi radzi, więc w tym temacie niestety się nie wypowiem. UWAGA! Doszły do mnie słuchy, że u niektórych osób wywołał podrażnienia. U mnie nic takiego nie wystąpiło.
   Cena może nieco przerażać, bowiem pełnowymiarowe opakowanie to koszt 70 zł, ale ja uważam, że jest ona adekwatna w stosunku do świetnego działania kosmetyku.

   Czy polecam ten produkt?
   TAK

3. Drożdżowa maska do włosów BANIA AGAFII

   Słoiczek jest mało praktyczny, ale już się przyzwyczaiłam, że większość masek do włosów znajduje się właśnie w takich opakowaniach.
   Skład jest bardzo ciekawy: drożdże piwne, sok brzozowy, ostropest plamisty, oraz liczne oleje, m.in.: z kiełków pszenicy, nasion białej porzeczki czy z owoców dzikiej róży. Nieźle jak na produkt za ok. 20 zł, prawda? :)
   Pachnie jak budyń waniliowy, słodko i przyjemnie. Natomist jej konsystencja mnie nie zachwyca. Jest bardzo rzadka (jak na maskę do włosów). Dosłownie przelewa się w opakowaniu. Całe szczęście z włosów nie spływa, bo to byłaby katastrofa.
   Wcześniej miałam okazję stosować inną wersję tego kosmetyku, a mianowicie tą z łopianiem. Nie byłam nią jakoś specjalnie zachwycona. Czy jej drożdżowa siostra sprawdziła się lepiej? Moim zdaniem nie do końca...jest to produkt tak lekki, że prawie nie zauważam jego działania na włosach. Owszem, po jej użyciu kosmyki są ładnie błyszczące, jednak nie dostrzegłam aby je dodatkowo wygładziła czy odżywiła. Zachowywała się jak leciutka odżywka, a od maski jednak oczekuję czegoś więcej. Idealnie sprawdzi się jako 3 "O" w metodzie OMO, natomiast jeśli oczekujecie dogłębnego nawilżenia czy wzmocnienia, raczej sięgnijcie po inny produkt.

   Czy polecam ten produkt?
   Maska nie jest zła, jednak oczekiwałam po niej zdecydowanie więcej.

4. Serum kolagenowe do paznokci SYIS

   Elagancka, szklana buteleczka z wygodnym zakraplaczem ma u mnie dużego plusa! Dzięki temu aplikacja jest bardzo higieniczna i wygodna.
   W składzie kolagen (już na 3 miejscu), olejek z drzewa herbacianego oraz hydrolizowana keratyna. Zero szkodliwych substancji takich jak formaldehyd. Wspaniale, co? :)
   Pachnie delikatnie, ma gęstą kosnystencję zastygającej galaretki. Jednak można je bez problemu nabrać do pipetki i nałożyć na paznokieć.
   Po nakropleniu i rozsmarowaniu, wchłania się blyskawicznie (dosłownie po kilku sekundach!), a oprócz tego powoduje delikatne i przyjemne mrowienie na paznokciach. Już po pierwszym użyciu płytka jest błyszcząca i wygląda dużo lepiej. Przy regularnym używaniu poprawia jej koloryt, wyrównuje i wypełnia ubytki (dzięki czemu paznockie są gładkie), a także wzmacnia. Dla mnie to największa, oczywiście pozytywna, niespodzianka tego boxa.
   35 zł może wydawać się sporą kwotą, ale warto tyle wydać, jeśli zależy nam na ładnych i zdrowych paznokciach.

   Czy polecam ten produkt?
    TAK

5. Maseczka shakerowa a komórkami macierzystymi YASUMI

 
   Z taką formą maseczki się jeszcze nie spotkałam i muszę przyznać, że od samego początku mnie zaciekawiła. Dzięki temu shakerowi mogę sobie robić drinki bezalkoholowe...pełne substancji odżywczych dla mojej skóry :) Pierwsza maseczka już za mną, jednak z góry mówię, że odmierzenie odpowiedniej ilości składników na 1 porcję wcale nie jest takie proste (pomimo miarki na shakerz'e). Według zaleceń producenta, do przygotowania maski na samą twarz należy odmierzyć połowę zawartości saszetki i 30 ml wody...mi z takiej porcji wyszła maska na twarz, szyję i dekolt dla 2 osób. Będę jeszcze musiała trochę poćwiczyć dozowanie :D
   Maseczka nie tylko wygląda, ale także pachnie jak pyszny, jabłkowy kisiel. Po wytrząśnięciu staje się gęsta, chociaż moim zdaniem nieco za mało gęsta (być może dodałam do niej zbyt dużo wody), bo nałożona w nadmiarze, kapała z mojej twarzy.
   Zasycha na twarzy, pozostawiając dziwną, lepką warstwę, która niestety nie jest zbyt przyjemna w dotyku. Po spłukaniu skóra jest mięciutka i wygładzona niczym przysłowiowa pupka niemowlaka. Niestety, zauważyłam także, że pozostawia uczucie ściągnięcia, szczególnie w tych rejonach twarzy, które się nadmiernie nie przetłuszczają (u mnie są to policzki).


   Chętnie wypróbowałabym również inne wersje tej maski (np. czekoladową, mmm!), jednak ich cena mnie trochę przeraża. Sama saszetka maski (na 2-3 użycia, w zależności od tego jak ją dozujemy) to koszt ok. 19 zł. Jeśli nie macie w domu shakera, to za niego dodatkowo zapłacicie 2 zł.

   Czy polecam ten produkt?
   Ta wersja okazała się średnio przystosowana do mojego typu cery, ale chciałabym spróbować inne wersje.


SHINY BOX MARZEC 2015
   Dzięki pudełku "Girl on Fire", każda kobieta miała się poczuć piękna i pożądana. Znajdziemy w nim produkty naturalne, za co Shiny Box ma u mnie dużego plusa, ale jest też coś dla fanów kolorówki i pielęgnacji stóp.

1. Biała glinka do twarzy MOKOSH 


   Dość spory, 200 g słoik spokojnie starczy na wieeeeele porcji maski. Do tego prezentuje się ładnie i bardzo minimalistycznie.
   W składzie znajduje się 100% białej glinki (kaolin), która posiada certyfikat Eco Cert. Dzięki temu mamy pewność, że nie nakładamy na twarz żadnej chemii.


   Maseczkę z glinki możemy przygotować na bardzo wiele sposobów: mieszając ją z wodą, olejkiem, hydrolatem...mój ulubiony przepis to glinka zmieszana z hydrolatem różanym i paroma kroplami wybranego oleju. Gwarantuję Wam, że skóra po nałożeniu takiej mieszanki będzie nie do poznania! Maseczka z glinki nie tylko oczyszcza, ale także wygładza cerę i nadaje jej miękkości. Pomaga się także pozbyć nieprzyjemnych gości (czytaj pryszczy i zatkanych porów). Glinkę można również dodać do kąpieli, ja niestety nie miałam jak tego sprawdzić, ponieważ nie posiadam wanny :(
   Za 23 zł otrzymujemy 200g naturalnego, ekologicznego, a przede wszystkim skutecznego produktu, który warto mieć w swoim domu.

   Czy polecam ten produkt?
   Jak najbardziej!

2. Czysty olej awokado DELAWELL

   Naturalnych olejów nie muszę nikomu przedstawiać, każdy fan ekologicznych produktów zna je doskonale :) Ten od Delawell, poza tym, że jest w 100% organiczny, ma dodatkowo wygodne opakowanie z zakraplaczem, dzięki czemu jego dozowanie (np. do masek) jest dziecinnie proste.
   Doskonale pielęgnuje skórę i włosy, możemy go stosować solo, albo jako dodatek (ja go mieszam z glinką Mokosh). Nawilża, regeneruje i mocno odżywia twarz i kosmyki. To kolejny przykład tego, że natura to najlepszy przyjaciel człowieka, a kilogramy chemii w INCI nie są niezbędne, aby zapewnić nam piękny wygląd.
   Olej kosztuje 22 zł (za 30 ml) i podobnie jak glinka, jest trafioną inwestycją.

   Czy polecam ten produkt?
   TAK!

3. Wodoodporna kredka do oczu Etre Belle

   Kredek do oczu nigdy za wiele. Każda kobieta powinna mieć w swojej kolekcji chociaż jeden taki produkt. Ta od Etre Belle wyglądem nie różni się zbytnio od tych, które oferują nam inne firmy.
   Na skórze nie ma aż tak intensywnego koloru jak w opakowaniu, bardziej przypomina ciemną szarość, niż głęboką czerń.

   Jest na tyle miękka, że gładko sunie po powiece, jednak wolałabym, aby jej barwa była bardziej intensywna. Ładnie podkreśla oko, nie rozmazuje się zbytnio, chociaż nie wytrzymuje na powiekach całego dnia. Nie miałam okazji sprawdzić jej wodoodporności, więc w tej kwestii się nie wypowiem.
   Dla mnie to kredka, która nie wyróżnia się zbytnio wśród innych tego typu produktów, ot, taki zwyklaczek. 38 zł, jakie przyjdzie nam zapłacić za ten kosmetyk, to moim zdaniem kwota nieco zawyżona.

   Czy polecam ten produkt?
   Nie jest zła, ale mogłaby być tańsza.

4. Krem do stylizacji włosów GOLDWELL

   Dla mnie to produkt kompletnie nietrafiony. Moje włosy są odporne na stylizację, a wszelkie produkty przeznaczone do ich układania, bardzo je obciążają i sklejają w niezbyt estetycznie wyglądajace "strąki". Ta miniaturka trafiła więc do mojego chłopaka, który na co dzień nie rozstaje się z żelem i lakierem do włosów.
   Produkt ma konsystencję lekkiego balsamu do ciała, ale po nałożeniu na włosach zastyga (podobnie jak żel). Pachnie ślicznie, mogłabym go wąchać godzinami :) Nie usztywnia włosów tak bardzo jak żel czy lakier, ale nadaje im blasku i utrzymuje w ryzach. Fryzura spokojnie wytrzymuje cały dzień i jest chroniona przed czynnikami atmosferycznymi (wiatr jej nie straszny!).
   Mój męzczyzna bardzo sobie ten produkt chwali, szkoda tylko, że tyle kosztuje (57 zł/75 ml), bo działa podobnie jak żel, który możemy kupić za grosze w drogerii. No ale, jest to produkt z gatunku "profesjonalnych", więc cena nie powinna nikogo specjalnie dziwić.

   Czy polecam ten produkt?
   Ja nie (bo dla mnie to zbędny gadżet), za to mój chłopak jak najbardziej.

5. Skarpetki nawilżające do stóp ŚWIT PHARMA

   Przepraszam za nieco zmaltretowane opakowanie, nie zdążyłam mu zrobić zdjęcia zanim użyłam skarpetek :D W środku znajduje się 1 para skarpet, mocno nasączonych odżywczym koktajlem dla naszych stóp. Wkładamy je na nogi (ja jeszcze dodatkowo włożyłam na nie grube, bawełniane skarpetki) i trzymamy przez 25-30 minut. Po tym czasie ściągamy...i cieszymy się idealnie gładką skórą!
   W składzie znajdziemy między innymi masło shea, antybakteryjny olejek z drzewa herbacianego i odświeżający wyciąg z mięty pieprzowej.
   Nuty zapachowe powyższych składników są jak najbardziej wyczuwalne, co więcej, ten przyjemny, orzeźwiajacy zapaszek jeszcze długo po zdjęciu skarpet utrzymuje się na stopach.
   Po tej kuracji skóra jest niezwykle miękka w dotyku (mój chłopak stwierdził, że moje stopy są bardziej miękkie niż dłonie, którym tego samego dnia zafundowałam peeling i wysmarowałam kremem z masłem shea!). Co prawda skarpety nie radzą sobie ze zrogowaciałym naskórkiem na piętach, ale w moim wypadku na tą przypadłośc pomaga jedynie tarka. Stopy zaraz po użyciu są odświeżone oraz pięknie pachnące. Te skarpetki idealnie nadają się do użytku po zabieganym dniu, ponieważ dzięki lekkiemu efektowi chłodzącemu, niwelują uczucie zmęczenia nóg.
   15 zł za opakowanie, zainwestowane raz na jakiś czas to żadna fortuna, a każdy musi sobie czasem pozwolić na odrobinę relaksu.

   Czy polecam ten produkt?
   TAK

  Który z tych boxów miał według Was lepszą zawartość?
Jaki z tych produktów najbardziej przypadł Wam do gustu?


           

Podobne Posty

0 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!