"Za drogi kosmetyk", to znaczy jaki?

1/18/2015 Ania T.


  Dziś  zamiast recenzji, chciałabym się podzielić z Wami moimi przemyślaniami na temat cen kosmetyków. Wiele razy zdarzało się, że umieszczałam na blogu recenzję jakiegoś produktu, który działał fantastycznie, miał dobry skład, ale przy tym "kosztował swoje" (jak to się potocznie mówi). I w komentarzach zawsze pojawiały się uwagi, że "nigdy go nie kupię, bo jest za drogi", "co z tego, że fajnie działa, jeśli tyle kosztuje"...z jednej strony rozumiem, takie osoby, ale z drugiej takie uwagi czasami bywają bezpodstawne.

Źródło   

   W naszym kraju pensje nie są jakieś szczególnie wysokie, dlatego też zdaję sobie sprawę z tego iż dla kogoś wydatek 30 zł na szampon, czy 100 zł na krem to dużo. Jednak ceny kosmetyków, w wielu przypadkach, nie biorą się z kosmosu i są uzasadnione.

   Zacznijmy od składu. Dlaczego większość kremów drogeryjnych jest taka tania? Bo zawiera w sobie składniki, które są zazwyczaj niskiej jakości (nikt Wam nie wsadzi do kremu za 13 zł prawdziwego, czystego oleju arganowego czy naturalnego olejku eterycznego z płatków róży damasceńskiej). Zazwyczaj w takich kremach znajdują się bardzo tanie substancje, które można kupować hurtowo w niskich cenach. Na szczycie INCI króluje parafina, która niezbyt dobrze służy cerze tłustej i mieszanej, ponieważ jest komedogenna, a często jest dodawana do produktów, przeznaczonych właśnie do takiej cery.
    Innym przykładem mogą być różnego rodzaju oleje. Producenci chwalą się tym, że w składzie danego kosmetyku są "drogocenne oleje", a tymczasem okazuje się, że tak naprawdę zawierają one najtańszy olej rycynowy czy olej sojowy...i gdzie ten luksus? Ponieważ oleje stały się ostatnio bardzo popularne (a już szczególnie olej arganowy), koncerny wykorzystują to jak tylko mogą. Wymyślono już odżywki, szampony, kremy, balsamy, róże do policzków a nawet lakiery do paznokci z olejkiem arganowym! A jaka jest prawda? W produktach, które zazwyczaj możemy kupić za tzw. "grosze", ten olej znajduje się gdzieś na samym końcu składu (więc nie ma opcji, żeby miał właściwości pielęgnacyjne, skoro jego ilości w produkcie są niemal śladowe).
   Inną kwestią jest to, czy mamy do czynienia z OLEJEM, czy OLEJKIEM, bo to są dwie różne rzeczy. OLEJ to czysta substancja, bez żadnych dodatków (czyli 100% oleju w oleju), z kolei olejki to zazwyczaj mieszanki olejów (czystych) z olejkami eterycznymi. Przykładowo, słynna SESA do włosów to olejek, a nie olej, ponieważ zawiera zarówno oleje roślinne, jak również olejki eteryczne. Więc jeśli producent pisze, że w składzie znajduje się OLEJEK ARGANOWY (zamiast olej), to możemy mieć pewność, że nie jest to stuprocentowy olej z owoców Argania spinosa (jeśli chcecie się dowiedzieć czegoś więcej na temat różnic pomiędzy olejami a olejkami, zapraszam Was do przeczytania ciekawego wpisu TUTAJ).
   Kolejną kwestią jest "naturalność" składów. Ponieważ świadomość konsumentów ciągle wzrasta, producenci bezczelnie to wykorzystują, umieszczając na opakowaniach napisy "produkt naturalny", "100% natury". Klient, który nie zna się na INCI sięgnie po taki produkt, myśląc, że kupił kosmetyk naturalny z najwyższej półki. A tymczasem w składzie może i znajdują się jakieś wyciągi roślinne (zazwyczaj gdzieś w połowie, albo nawet na końcu, co znaczy, że nie ma ich zbyt wiele), ale oprócz nich jest także cały szereg parabenów czy konserwantów. Zapachy większości "tanich" kosmetyków (choć nie tylko, bo i w "droższych" czasem się to zdarza) nie są uzyskiwane z naturalnych olejków eterycznych, tylko z syntetycznych aromatów. Jeśli widzimy słowo Parfum/Fragrances (które mogą być alergenami) w INCI danego kosmetyku, to możemy być pewni, że zapach tego kosmetyku nie pochodzi z natury. Jeśli chcemy mieć pewność, że kosmetyk, który kupujemy, jest ekologiczny/organiczny (różnicę pomiedzy nimi opisałam TUTAJ), warto sięgnąć po takie, które posiadają certyfikat EcoCert. Jednak pamiętajmy, że są one droższe od tych, które tego certyfikatu nie posiadają. Niestety, nie wszystkie firmy decydują się na certyfikację swoich produktów, ale fakt, że dany kosmetyk nie ma znaczu EcoCert na opakowaniu, wcale nie musi oznaczać, że nie jest naturalny. W takich przypadkach musimy po prostu patrzeć na skład :)
   Kwestia składu jest już wyjaśniona, myślę, że jeśli dokładnie przeczytaliście cały ten wywód, to wiecie, że drogie kosmetyki, zazwyczaj mają w składzie substancje, których cena, czy sposób otrzymywania nie pozwalają na obniżenie ceny danego produktu (pamiętajmy o tym, że jeśli jest to prawdziwy kosmetyk organiczny, to minimum 10% jego składników MUSI pochodzić z upraw ekologicznych, a produkty z takich upraw są droższe od tych, pochodzących z upraw nieekologicznych. Poza tym nawet jeśli dany kosmetyk nie jest "naturalny", to zazwyczaj droższe odpowiedniki produktów drogeryjnych mają w sobie składniki wyższej jakości i większym stopniu oczyszczenia). Oczywiście nie wszystkie drogie kosmetyki mają fantastyczne składy, dlatego tak ważna jest chociaż podstawowa wiedza na temat substancji, które możemy znaleźć w produktach codziennego użytku, abyśmy nie dali się nabić w przysłowiową butelkę :)


   Kolejna kwestia to działanie. Ono oczywiście w dużej mierze uzależnione jest od składu danego kosmetyku, ale np. w przypadku kosmetyków kolorowych liczy się także odcień produktu, który powinien być idealnie dopasowany do cery. Ja przez bardzo długi czas miałam problem z dobraniem idealnego koloru, ale także konsystencji podkładu. Przetestowałam bardzo wiele różnych produktów tego typu, większość to były drogeryjne marki, takie jak Rimmel, Astor czy L'oreal. Skusiłam się także na podkład mineralny. Uwierzcie mi, że dobór odcienia to istna katorga. Zawsze sięgałam po te, które są najjaśniesze, a i tak zawsze coś mi w nich nie pasowało, A to za żółte, a to za różowe, a to za jasne, a to za ciemne...a drogerie nie oferują nam zbyt dużego wyboru kolorów (każdy podkład ma 3-4 odcienie i na tym koniec). Minerały wydawały mi się idealnym wyborem (chociaż szukanie koloru na podstawie internetowych swatchy również nie było zbyt łatwe), pokochałam je od pierwszego użycia...jednak im dłużej ich używam, tym moja skóra gorzej je toleruje (no bo jak mogę być zadowolona z podkładu, który po kilku godzinach wygląda na twarzy jak zsiadłe mleko, bo tak bardzo się warzy?). Rozwiązaniem dla mnie okazała się wizyta w M.A.C i kupno płynnego podkładu Pro Longwear, który stosuję już od 2 tygodni. Odcień został idealnie dopasowany przez konsultantkę, a podkład jest trwały i nie pozostawia efektu maski na twarzy. To tylko udowadnia moją tezę, że czasem lepiej wydać więcej pieniędzy na droższy kosmetyk, niż co tydzień chodzić do drogerii i kupować nowy podkład, bo poprzedni jest totalnym bublem. Owszem, kosmetyki marek "selektywnych" są drogie, ale przy tym wydajne (pudru z M.A.C używam codziennie już ponad pół roku i nadal jeszcze trochę mi go zostało, a pudry "drogeryjne" starczały mi zazwyczaj na 3-4 miesiące). Jednorazowy wydatek rzędu 100-200 zł (albo i więcej) za dany produkt to wielki ból dla portfela, ale musimy wziąc pod uwagę, że będziemy tego kosmetyku używać przez dłuższy czas, a nie kupować go co tydzień.
   Podobne spostrzeżenia mam jeśli chodzi o szminki. Tutaj akurat nie jestem jakoś specjalnie wybredna, bo sięgam zarówno po tanie marki (takie jak np Wibo czy Lovely), ale i po te droższe (jak M.A.C czy Chanel). I pomimo tego, że do pigmentacji, pokrycia ust czy intensywności koloru zazwyczaj nie mam żadnych zarzutów, to trwałość drogich szminek jest nieporównywalnie lepsza.       Pielęgnacja to wogóle temat rzeka, miałam okazję testować produkty do ciała z naprawdę różnych półek cenowych i uważam, że w niektórych przypadkach ceny pewnych produktów są mocno przesadzone, ponieważ można znaleźć ich tańsze i równie dobrze działające odpowiedniki (idealnym przykładem jest peeling do ust P&R, którego tańsze odpowiedniki, o równie dobrym składzie możemy znaleźć chociażby u dziewczyn z Craft'n'Beauty), jednak uważam, że duża ilość kosmetyków "drogich" jest w 100% warta swojej ceny. Jeśli dany produkt kosztuje fortunę, ale przy tym działa o niebo lepiej niż cała armia kosmetyków tanich i ma milion razy lepszy skład, to uważam, że warto w niego zainwestować, a cena nie jest przeszkodą. W końcu chcemy aby nasza skóra wyglądała pięknie i była jak najdłużej młoda, dlaczego więc mamy ją katować kosmetykami pełnymi chemii, które robią więcej szkody niż pożytku?

   Zdaję sobie sprawę, że dla niektórych osób 100 zł za jeden kosmetyk to cena nieosiągalna, dlatego dla nich produkt z taką metką będzie skrytykowany nawet jeśli ten ktoś nigdy nie miał okazji go przetestować. Ja również nie jestem milionerką, tylko studentką, która nie zarabia kokosów. Ale uwierzcie mi, że czasami wolę zainwestować więcej kasy i mieć pewność, że produkt, który kupuję jest dobrej jakości, niż co tydzień latać po drogeriach i szukać kolejnego kremu/balsamu/peelingu/podkładu, bo poprzedni się nie sprawdził. Jeśli znajdziemy swój "ideał" w każdej dziedzinie pielęgnacji ciała (choć wiem, że to trudne), to nawet jeśli będzie on kosztował więcej pieniędzy, to na dłuższą metę jest to oszczędne. Czemu? Pomyślcie sobie o tym w taki sposób: macie ukochany szampon, który kosztuje 40 zł. Jest fantastyczny pod każdym względem, a Wasze włosy wyglądają po nim jak milion dolarów. Nie musicie kupować żadnego innego, bo ten Wam w zupełności wystarczy. I tym samym unikacie ciągłego latania po drogeriach- bo szampon za 5, 10 czy 15 zł to nie jest duży wydatek, jeśli kupujecie tylko 1 sztukę. Ale jeśli w ciągu miesiąca kupicie 5 czy 6 różnych szamponów w tej cenie, bo poprzedni się nie sprawdzi i szukacie dla niego zamiennika, to w efekcie wyjdzie Wam wyższa cena niż te 40 zł, za ulubieńca :)
    Pomyślcie zanim nastęnym razem zostawicie pod jakimś postem komentarz w stylu "fajny kosmetyk, ale za drogi". Dla mnie ceny niektórych kosmetyków też zazwyczaj są wysokie, ale jeśli są warte, aby za nie tyle zapłacić, to będę ich bronić jak lwica :) A narzekanie na cenę i zapieranie się, że dany produkt nigdy nie trafi w Wasze ręce "bo drogi" to tylko zamykanie się na kosmetyk, który mógłby okazać się Waszym hitem wszechczasów :)


           

PS: Absolutnie NIE mam nic przeciwko osobom, które lubią kupować kosmetyki w drogeriach i nie chcą przepłacać. Doskonale je rozumiem, szczególnie, że sytuacja finansowa wielu osób jest jaka jest. Ale pamiętajcie, że kosmetyki to nie tylko tanie kremy, które możecie kupić w każdym Rossmanie. Jest całe mnóstwo marek, które choć droższe, zasługują na uwagę, dlatego uważam, że nie można z góry skreślać danego produktu, tylko dlatego, że akurat w danej chwili Cię na niego nie stać. Kto wie? Może za rok zostaniesz milionerem i będziesz mógł kupić całą tonę takich kosmetyków? :) 

Podobne Posty

89 komentarzy:

  1. Dlatego ja czytam składy i robię sobie wersje DIY kremów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To też jest świetne rozwiązane, jednak nie każdy ma takie zdolności i wie w jakich proporcjach mieszać ze sobą składniki. Niby jak kupujesz gotowy zestaw do zrobienia jakiegoś produktu, to jest do niego dołączona instrukcja jak taki kosmetyk wykonać, ale jeśli już chciałabyś dodać tam coś od siebie, to musisz wiedzieć w jakiej ilości, z czym to mieszać itp itd, a nie każdy ma taką wiedzę :)

      Usuń
    2. dokładnie i wtedy trzeba płacic niestety

      Usuń
    3. Ewentualnie można przejrzeć całe mnóstwo różnych blogów i postów typu DIY, ale zanim znajdziemy to, co nas interesuje, to minie trochę czasu, a nie każdy ma go w nadmiarze :D

      Usuń
  2. Rzeczywiście, decyzja między tanim a drogim produktem nie jest łatwa. Ale prawda jest taka, że właśnie jak napisałaś - w tanich kremach (i innych kosmetykach) najczęsciej znajduje się sama chemia lub najtańsze składniki. Sama kiedyś korzystałam ze zwykłych kremów nawilżających za kilka złotych, dopóki moja kochana mama nie odkryła firmy Sylveco. Jak spojrzałam na skład, to był to chyba najkrótszy skład, jaki w życiu czytałam!
    Z doborem kosmetyków do makijażu nie mam problemu, bo zwyczajnie z nich nie korzystam ;) Wystarczają mi 2 kremy Sylveco - na dzień i na noc. Jedynym "droższym" takim kosmetykiem jest u mnie korektor pod oczy. Mam bardzo duży problem z cieniami pod oczami, dlatego gdy udałam się z mamą do drogerii, pani poleciła nam korektor Bourjois. Był drogi, ale przynajmniej skuteczny - oprócz krycia świetnie nawilżał mi skórę pod oczami. Tak więc, odkąd używam kosmetyków Sylveco, jestem bardziej przekonana do droższych, ale lepszych produktów :)

    indivv.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sylveco uwielbiam i ja. I uważam, że te 30 parę złotych za krem, to niewygórowana kwota, bo jest to produkt godny polecenia :) Akurat jeśli chodzi o korektory, z tym nie mam dużego problemu, bo niemal każdy się u mnie sprawdza. Mam jakiś tani z Hean za 12 zł i jestem zadowolona. Ale każdemu pasuje co innego :)

      Usuń
  3. dokładnie, choć nie powiem ceny mnie mocno trzymają

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie ejstem typem osoby, która wchodzi do Douglasa czy Sephory i wykupuje połowę sklepu :D Moje "droższe" zakupy są zazwyczaj poparte poszukiwaniami: czytam opinie na blogach, konsultuje się z koleżankami. Rzadko kiedy robie takie spontaniczne zakupy (chyba, ze szminek). Dzięki temu zazwyczaj udaje mi się kupić taki produkt, jaki chciałam :)

      Usuń
  4. Bardzo mądrze napisane! :) Ja, wychowana w rodzinie, gdzie absolutnie wszystko jest absolutnie najtańsze, też nie potrafiłam zrozumiec, jak można kupić drogi kosmetyk. Zawsze szukałam rzeczy dla siebie w najtańszych półkach cenowych i no własnie - raz było to odkrycie, a raz wielki zawód.

    Ostatnio bardzo, bardzo polubiłam firmę Sylveco - proste składy i bardzo dobra polityka (składy są podane na stronie internetowej, przetłumaczone na polski i dokładnie opisane - producent nic przed nami nie ukrywa), a do tego są niewiele droższe od Rossmannowskich kosmetyków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo nie można kupować impulsywnie. Jeśli pójdziesz do Rossmana i kupisz sobie najtańszy podkład za 10 zł, to jak się nie sprawdzi, to nie będziesz płakać, ale jak kupisz sobie Diora za 200 i się nie sprawzi, to już będzie gorzej. Dlatego ja zawsze przed zakupem droższego kosmetyku robię rozeznanie i sprawdzam recenzje. Szukam takiego, który byłby najlepszy dla mojej skóry czy cery i zazwyczaj to wystarczy, zeby kupić coś, co potem mi podpasuje :)

      Sylveco to świetna firma :) I naprawdę mają dobre składy. Tylko, ze osoba, przyzywczajona do kremów np. Ziaji, która jest śmiesznie tania i tak stwierdzi, że 30 kilka zł za krem to dużo :/

      Usuń
  5. a ja uważam, że w przypadku selektywnych marek, czy zwyczajnie wysokopółkowców około 50% kwoty to cena za markę i za opakowanie:) nie mówię, że danej marki wszystkie produkty to buble, ale tak samo za buble nie uważam produktów wszystkich marek drogeryjnych:) W każdej marce każdy znajdzie coś co mu będzie odpowiadało i okaże się dla niego hitem hitów. Coraz więcej drogeryjnych/aptecznych marek nie ustępuje jakością tym wysokopółkowym, a skład, jak się dobrze poszuka, nie musi być aż tak tragiczny jak to opisałaś! Podsumowując - jestem i za drogeryjnymi i wysokopółkowymi markami, uważam, że i w jednych i w drugich tak samo często znajdziemy buble i perełki:) coraz częściej się zdarza, że za wysoką cenę dostaniemy bubla jakich mało, a za niską - cud miód:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niekoniecznie, popatrz np. na taką firmę jak Rimmel czy Maybelline, one są wszędzie reklamowane, a te kosmetyki nie są jakieś przesadnie drogie. Wiadomo, zarówno wśród produktów "luksusowych", jak i tych z niższej półki znajdą się buble i perełki. Ale uważam, że krytykowanie jakiegoś kosmetyku za samą cenę, nie zwracając przy tym uwagi na cały szereg zalet jest bezpodstawne :) I nie mówię, że wszystkie kosmetyki drogeryjne mają złe składy, broń Boże ;) Chociaż jak przeglądam drogeryjne kremy, to w mało którym nie znajduje chociażby wspomnianej parafiny...dlatego trzeba czytać składy! :)

      Usuń
  6. Zgadzam się z tobą kochana w 100%, raz na jakiś czas raczej każdy może się skusić na jakiś droższy kosmetyk, a jeśli by się okazało, że stał się np. moim ulubieńcem to super i pewnie kupiłabym go jeszcze raz. Jasne dużą rolę przykładam do ceny danego kosmetyku, ale bez przesady, wolę kupić coś droższego, z czego prawdopodobnie będę zadowolona, niż co chwilę kupować coś nowego i szukać ideału :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie :) Przecież to nie jest tak, że idziesz do takiego Douglasa i od razu kupujesz pół sklepu...ja zawsze najpierw szukam opinii o danym produkcie zanim go kupię. Bo o ile taki róż do policzków mogę kupić w ciemno za 5 zł w Rossmanie (bo szczerze mówiąc nie widzę pomiędzy różami drogeryjnymi a tymi droższymi dużej różnicy jeśli chodzi o trwałość), to już nad podkładem czy pudrem muszę się "głębiej" zastanowić ;) Dzięki czemu nie są to zakupy impulsywne i nieprzemyślane :)

      Usuń
    2. Właśnie tak, wydając większą sumę pieniędzy na coś zastanawiamy się dłużej, szukamy opinii oinnych, a nie chop siup, stówka tu czy tam xD a inaczej jest w drogerii, maczasz sobie coś i już w myślach wiesz "Ooooo ja ale kolor, BIORĘ ! bo przecież tylko 10zł " i nagle z jednego np. różu robi się 20 :D

      Usuń
    3. Dokładnie tak :D Znam to bardzo dobrze, bo ja mam tak ze szminkami...kupuje ich sporo i jak widzę fajną cenę, to nie mogę się powstrzymać :D

      Usuń
  7. w sumie to masz rację:) może zostaniemy milionerkami:)życzę nam tego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj taaaak! Chociaż pewnie wtedy zamiast kupować kosmetyki, to kupiłabym sobie wszystkie świece zapachowe świata :D

      Usuń
  8. Mnie niekiedy cena zniechęca do wypróbowania jakiegoś kosmetyku bo często można znaleźć równie dobre za niższe pieniądze. Chociaż nie powiem, czasami warto dołożyć i mieć porządny kosmetyk. Wszystko zależy od danego produktu i naszych potrzeb :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, jeśli znajdziesz tańszy odpowiednik drogiego kosmetyku, który będzie miał fajny skład i równie dobrze działał, to nie ma sensu przepłacać. Ale na moim przykładzie poszukiwania podkładów mogę śmiało stwierdzić, że czasem inwestycja w droższy kosmetyk się jak najbardziej opłaca :)

      Usuń
  9. Wolę wydać więcej i czytać składy niż kupić tani kosmetyk, a zaraz lecieć znowu do drogerii i kupować coś innego bo mi jednak nie pasowało. Na przykład mam korektor pod oczy z MAC Pro Longwear i starcza mi na rok używania, a korektory drogeryjne starczają na jakieś trzy miesiące używając codziennie. Zresztą trzeba też znać umiar, bo nie zawsze droższy kosmetyk będzie rewelacyjny. Jeśli chodzi o kremy do twarzy to zazwyczaj sięgam po dermokosmetyki. Niestety nie raz zawiodłam się na tych z drogerii, ale to nie znaczy, że nie próbuję ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Tylko problem jest taki, że nie wszyscy znają się na składach. I nawet jeśli opisuję taki drogi kosmetyk, na blogu mam zdjęcia jego składu i widać, że on jest fantastyczny, to niestety, ludzie tego nie zauważają, bo widzą tylko cenę :/
      Zarówno wśród drogich, jak i tanich produktów są kosmetyki lepsze i gorsze, ja nie wychwalam u siebie na blogu jakiegoś kosmetyku, który się u mnie nie sprawdził, tylko dlatego, że jest drogi. Ale za to zawsze bronię tych, które są fantastyczne, a ludzie je krytykują tylko ze względu na cenę, nie zauważając szeregu pozostałych zalet.

      Usuń
  10. Dla każdego pojęcie "drogi" znaczy co innego. Dla jednego za drogi będzie tusz za 50zł dla innego krem za 500zł.
    Niektóre kosmetyki kosztują więcej i są warte ich wyższej ceny, czasami, nie oszukujmy się, płacimy za markę czy za piękne opakowanie a ani skład ani działanie nie powala na kolana. Ale są też kosmetyki, które kosztują więcej, bo ich INCI jest powalające na kolana a działanie takie, że kopara opada.
    Wśród tanich kosmetyków również zdarzają się perełki, chociażby firma Fitomed i ich kosmetyki albo uwielbiany przez wiele osób tusz Lovely - Curling Pump Up. Kosztują niewiele a jednak zachwycają swoim działaniem.

    Jeśli ktoś nie chce lub nie może wydać większej kwoty na kosmetyk powinien poszukać równie dobrego zamiennika i wydać na niego pieniądze po których zniknięciu portfel nie zrobi "ehh.." . Nie warto jest wydawać niewiadomo jakich kwot na kosmetyki, na które nas normalnie w świecie nie stać, a później przez resztę miesiąca jemy chleb z masłem. Ale..warto mieć skarbonkę do której będziemy co jakiś czas coś wrzucać by później móc kupić sobie wymarzony, drogi kosmetyk i cieszyć się tym, że go mamy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, ja nie mówię, że teraz każdy ma się malować podkładami Diora, szminkami Chanel czy krememi Shisheido :D Każdy będzie sięgał po takie kosmetyki, na jakie go stać. Mnie denerwuje to, że ktoś, kto przez całe życie używał kosmetyków z niższych półek (i super, jak się u niego sprawdzają, to niech stosuje je dalej), czyta opinie o droższym kosmetyku i już z góry go skreśla, bo za drogi. To tak jakbym ja nie chciała rozmawiać z jakąś koleżanką, tylko dlatego, że jest brzydka (mając gdzieś to, że przy tym jest mega koleżeńska i uczynna) :P

      Usuń
  11. Powiem ci tak swietnie napisana notka.
    I masz rację w 100 %. Ale faktycznie zdarzają się kosmetyki drogie i nie warte swojej ceny. Skład mają kiepski, a uważają się za naturalne itp. A klient który nie zna składów to poleci na to.
    Az udostępnię twój wpis na fb.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielkie dzięki :)
      Drogi nie zawsze musi oznaczać dobry, dlatego zawsze warto najpierw zasięgnąć opinii zanim się kupi dany produkt :)

      Usuń
  12. Jak dla mnie " za drogie'"odnosi się raczej do portfela niż do składu i nie widzę w tym nic złego. Choć masz rację z tą parafiną. Podobnie jak Ty wolę mieć mniej kosmetyków, ale sprawdzonych. Nawet jeśli droższe. I zawracam uwagę na składy, żeby nie pakować w siebie niepotrzebnie chemii. Dlatego wybiorę tańsze serum z Biochemii niż droższe Loreala czy Sephory na przykład. Mimo to i tak sporo kosmetyków jest dla mnie za drogich i to niezależnie od działania. Proza życia. Inna sprawa, że jest gdzieś granica rozsądku. Na cenę kremu za 500 zł składa się nie tylko wybiórczy skład, ale i koszt promocji. I szczerze mówiąc nie wierzę w zbawienne działanie takiego produktu. Nawet jeśli jest w nim innowacyjny składnik wydobywany ogromnymi kosztami z wnętrza Ziemi ( abstrakcja oczywiście :)). Jeśliby takie kremy faktyczne działały, celebrytki które stać na takie wydatki nie korzystałyby z operacji plastycznych... Czasu nie zatrzymasz. Możesz zadbać o kondycję skóry, a to już niekoniecznie wydając krocie. I tu jest moim zdaniem miejsce na " za drogie". Nie przekonują mnie zupełnie w kwestii pielęgnacji diory i chanele na przykład. Te ostatnie swego czasu używałam, bo mi je siostra z Paryża przywoziła. Dla mnie one są za drogie. Przyjemne, ale bez szału, nie ma co przepłacać. Podkłady tak, tu się nowoczesna technologia częstokroć sprawdza i warto zainwestować." Za drogie" znaczy czasami " mnie nie stać", ale też "przereklamowane". I jak dla mnie ma rację bytu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jednak nakładając na twarz jakieś tanie dziadostwo (chociażby podkłady kupione na bazarze za grosze, które nie wiadomo jak były przechowywane, koszmar!) możemy swojej skórze bardzo zaszkodzić. W takim wypadku lepiej nie kupować danego produktu wcale, niż go kupić i sobie zrobić kuku :D A co do celebrytek- wcale nie jest powiedziane, że one po tych wszystkich operacjach wyglądaja lepiej i młodziej XD Na pewno SZTUCZNIEJ! Jeśli chodzi o pielęgnacje typu Chanel czy Dior, nie miałam, więc ciężko ocenić. Tutaj miałam głównie styczność z mało znanymi markami produkujacymi kosmetyki naturalne, z fantastycznymi składami, które przy okazji miały też wysokie ceny...ale za to działały tak, że wiele innych kosmetyków może im tylko pozazdrościć! :D

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Oczywiście, że czasami warto zapłacić więcej. To bez dwóch zdań. Ale nie zawsze. Nie zawsze też "za drogie" znaczy "niewarte swojej ceny". To jednak temat dość złożony. Co do operacji efekty faktycznie są różne. Chodziło mi raczej o zarysowanie pewnej granicy :)

      Usuń
  13. Nie zawsze drogie znaczy dobre. Ja mam bardzo ograniczony budżet, więc rzadko sięgam po kosmetyki z górnej półki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również nie jestem milionerką, zazwyczaj na taki droższy kosmetyk muszę trochę pooszczędzać, bo nie stać mnie na to, żeby za jednym razem wejść i wykupić połowę Douglasa :D

      Usuń
  14. Olej to substancja ciekła lub łatwo topniejąca stała, natomiast olejek to substancja ciekła LOTNA. Olejek odnosi się tylko do nazewnictwa eteryczne, w przypadku SESY prawidłowa nazwa to oliwka, nie olejek. Niemniej jednak takie nazewnictwo weszło do uzusu i tak określa się mieszaninę olejów i olejków. Nie wiem skąd pomysł, że gdy jest informacja, że na etykiecie widnieje nazwa "Olejek Arganowy" oznacza to, że nie jest to czysty olej. Bardzo często popełniane są błędy językowe i nierzadko nawet duże koncerny nazywają oleje olejkami. Nie wiem, czy to dobry kierunek, by opierać się na jednym przykładzie.

    Kosmetyk organiczny nie musi posiadać 10% składników, a minimum 90% z naciskiem na 95% surowców certyfikowanych.

    Co do cen wysokich/niskich. Prawda jest taka, że ceny półproduktów wcale nie są takie wysokie. Pracuję w branży, więc mam wiedzę z pierwszej ręki :) Najdroższe jest... wprowadzenie produktu na rynek, certyfikacja, pozwolenia, badania. To kosztuje krocie i dla jednego kosmetyku należy przyjąć około kilkunastu złotych na początek. Jeśli chcemy wprowadzić więcej - prosta kalkulacja. A teraz policzmy, kiedy te kilkanaście tysięcy nam się zwróci z tego jednego produktu. Jeśli mamy marżę np. 20% (już po odjęciu kosztów), to z kremu za - przyjmijmy - za 50-60 zł, zostaje nam około 10 zł zarobku. By zwrócił nam się koszt początkowy, musimy sprzedać około 1500 tych kremów. Który młody przedsiębiorca może sobie na to pozwolić? Okej, istnieją dotacje etc, ale produkt musi się przyjąć, trzeba zainwestować w reklamę itd. A i tak nie mamy pewności, czy na koniec nie zostaniemy z długami. Dlatego bezpieczniej dla takiego produktu narzucić marżę 200% - teraz z kremu za 200 zł mamy 400 zł zarobku (koszt wytworzenia pozostaje przecież niezmieniony), a nam wystarczy sprzedać niecałe 40 kremów, żeby zwróciła się inwestycja. Później pozostają tylko badania produktu już wprowadzonego i zatwierdzonego, koszt takich badań jest na szczęście niewielki. A który producent obniży cenę do rozsądnego pułapu, jeśli ma zbyt na ten nierozsądny? :) Pozostaje jeszcze marka, jak Chanel czy Dior - tu już płacimy w wielu przypadkach za etykietę. Temat rzeka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kilkunastu tysięcy złotych rzecz jasna ;) Jakby było kilkanaście złotych, to każdy by kosmetyki produkował :D

      Usuń
    2. Ostatnio sobie rozmawiałam ze znajomą, która prowadzi mydlarnię i sprzedaje w niej również naturalne kosmetyki (a także różnego rodzaju oleje). I to właśnie ona mi wytłumaczyła, że OLEJKI to zazwyczaj mieszanka olejów i olejków (co z resztą napisała także autorka bloga, którego zacytowałam i podlinkowałam w tekście). A wiadomo, w MIESZANKACH poszczególne składniki znajdują się w różnych proporcjach :D To, że nazewnictwo "olejek" dla olejów weszło do języka potocznego wcale nie jest dobre, bo to tylko wprowadzanie klienta w błąd :( A już w ogóle chamstwem jest wpisywanie, że produkt zawiera jakiś olej w składzie, a faktycznie tego oleju tam nie ma :/
      O tych 10% pisałam więcej w notce o EcoCert: http://www.nuneczka.pl/2014/03/ecocert-co-to-jest-i-czym-sie-roznia.html tam to jest lepiej sprecyzowane, bo chodzi o całość składników, a nie tylko składniki roślinne (w ich przypadku w kosmetykach organicznych 95% musi być z upraw ekologicznych).
      A co do reklamy, no cóż, małe firmy nie mają tyle pieniędzy, żeby się reklamować w prasie tak jak to robi L'oreal, dlatego też zrozumiałe jest, że muszą narzucać większe ceny niekórych produktów, żeby w ogóle na nie zarobić :) Life is brutal :D

      Usuń
    3. Hmmm, to dziwne. Z tego co wiem, kosmetyk organiczny (z naciskiem na ECOCERT) powinien zawierać surowce roślinne naturalne i pochodzenia naturalnego, stanowiące nie mniej niż 95% wszystkich składników.

      Usuń
    4. Widzisz, tamtą notkę przygotowywałam na podstawie informacji znalezionych w katalogu jednej z firm, która sprzedaje naturalne, certyfikowane Eco Certem oleje) :D I tam jest jak byk napisane: 95% surowców roślinych musi pochodzić z upraw ekologicznych, a 10% WSZYSTKICH również musi pochodzić z rolnictwa ekologicznego :D Owszem, składniki MUSZĄ być naturalne, i pochodzenia naturalnego, jednak czym innym jest pochodzenie produktu, a czym innym sposób jego uprawy :D

      Usuń
    5. Czyli jeszcze dodatkowo 10% z tych 95%? :)

      Usuń
    6. Nieee XD ja to rozumiem tak: masz skład, w którym znajdują się składniki roślinne, ale także i inne (bo przecież nie wszystkie składniki w kosmetykach pochodzą z roślin). Wszystkie z nich są naturalne. I teraz czas na rodzaj uprawy. Z tych składników ROŚLINNYCH 95% MUSI być z rolnictwa ekologicznego, natomiast całość składników (łącznie z tymi roślinnymi) w minimum 10% także musi być z upraw ekologicznych. Czyli masz skład (100%), w którym masz składniki roślinne (95% z nich jest z rolnictwa ekologicznego), a 10% z tych 100% składu również musi pochodzić z tego rolnictwa :D Ufff, ta formułka jest straszliwie sformułowana :D

      Usuń
    7. :D
      Hahaha :D
      Okej :D
      Namieszałaś mi w głowie, muszę to przegryźć :D

      Usuń
    8. Chyba nie zostanę mistrzem tłumaczenia XD Ja w każdym razie CHYBA wiem co autor miał na myśli :D Ale kompletnie nie umiem tego przekazać w zrozumiały sposób :D

      Usuń
  15. Lubię te drogie :D ! Nawet jak mnie na nie nie stać! Koniec! Kropka! Taka cecha! #nicnatonieporadze - ahahahahahahahahahahahah

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak Cię nie stać...to zawsze można wziąć pożyczkę hahahaahahahaha XD
      W banku:
      "Dzień dobry, chciałabym wziąć kredyt"
      "A na co?"
      "Na perfumy Diora" XD

      Usuń
  16. Sama prawda ;p chociaż nie zawsze drogie kremy są warte swojej ceny ;p przykład... kupuje krem 30 ml nawilzajacy do twarzy za 72 zł... niby wszystko ok, skład cudowny jednak brak mu tego czegos... miałąm próbkę kremu Clinique nawilżającego i zakochałam się w nim.. to co on robi z moją buzią to uuuu.. orgazm ;D tylko teraz kwestia ceny.. 50 ml za 225 zł... cóż.. zbieram ;D sprawie sobie go na urodziny. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale zanim się dany produkt skreśli tylko z powodu ceny, to warto by go było najpierw wypróbować :D A niestety, większość osób widzi tylko cenę i nic wiecej :(

      Usuń
  17. Lubię poruszać się pomiędzy różnymi półkami cenowymi, poza tym odniesienie "tanie - drogie" jest bardzo subiektywne, bo zależy od pojemności danego portfela.
    Podzielam za to dewizę bliskiej mi osoby, czyli kupuję to, na co mnie stać, a nie na to, na co mam ochotę. Oczywiście można oszczędzać, bazować na prezentach itd. jednak wychodzę z założenia, że lubię mieć komfort podczas decyzji odnośnie zakupów, a nie czekać aż na coś uzbieram lub dostanę.

    Kwestia oceny składników, użytej technologii, patentów to już całkiem inna sprawa. A to, czy coś działa lub nie najczęściej wymaga czasu oraz konfrontacji z pielęgnacją, naszymi nawykami itd.

    No i na na koniec, święte słowa 4premiere które mogę powtarzać niczym mantra, każdy wierzy w taką pielęgnację na jaką go stać (cytat mało doprecyzowany, wybacz Paula ;)) ale odnosi się to do wielu dziedzin życia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z tym :) Ja mam wiele kosmetycznych zachcianek (chociażby maseczkę Glam Glow), jednak wiem, że w chwili obecnej nie mogę sobie na nią pozowlić. I pomimo, że wszyscy się nią tak zachwycają, to ja zadowalam się tańszymi, glinkowymi odpowiednikami :D Ale nie chodzę po blogach, które recenzują GG i nie piszę "nigdy tego nie kupię, bo to za drogie" :D
      Owszem, ktoś kto musi za 1500 zł miesięcznie utrzymać kilkuosobową rodzinę nie może sobie pozwolić na krem za 100 zł, ale to nie znaczy, że powinien z góry go skreślać. Bo może kiedyś będzie miał okazję go wypróbować i go pokocha :)

      Usuń
  18. Ręce mi opadają, kiedy na długa recenzję zajebistego, ale drogiego kremu, czytam komentarz: "fajne, ale za drogie - wole tańsze". Każdy woli tańsze, ale nie zawsze oznacza to jakość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 100% racji :) Nie mam nic więcej do dodania :D

      Usuń
  19. zgadzam się z Tobą. wolę zainwestować w coś droższego lepszej jakości niż w 5 bubli które cenowo wyjdą podobnie, a nie spełnią moich oczekiwań.. tylko będą walały się po kątach. zawsze jednak patrzę na skład by ocenić czy produkt jest wart swojej ceny (wiadomo że przed zakupem nie poznam działania, ale można ocenić czy składniki uzasadniają cenę). i trzeba zaznaczyć, że tani kosmetyk nie zawsze ma kiepski skład czy działanie. tak samo jak drogi nie zawsze się sprawdzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie każdy produkt drogi będzie miał dobry skład, dlatego tak ważne jest to, żeby te składy dobrze czytać :)

      Usuń
  20. też sobie na koniec tamtego roku zdałam z tego sprawę, że lepiej mieć mniej a droższych kosmetyków, niż więcej a tańszych bubli i teraz, tzn. w tym roku staram się planować rozsądnie zakupy kosmetyczne :) do tej pory tylko podkład kupiłam z innej marki niż planowałam, ale myślę, że to akurat dobry wybór :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam w domu chyba ze 4 różne podkłady, w różnych cenach (od 20 do 60 zł) i zaden z nich się nie sprawdził na tyle, żebym została z nim na dłużej. Podkład z MAC kosztuje ok. 140 zł- jak zzsumuje te "nieudane" podkłady, to wyjdzie mi jeden, cały nowy z MAC, który się u mnie sprawdza. I to jest idealne potwierdzenie tego, że czasem zamiast kupować parę losowych produktów, które się nie sprawdzą, lepiej jest kupić jeden a porządny :D

      Usuń
  21. Zgadza,u się, zdecydowanie lepiej dopłacić za coś, co nam odpowiada niż błądzić...

    OdpowiedzUsuń
  22. Ten temat, to temat rzeka. Czasami warto wydać trochę więcej na warty ceny kosmetyk, ale też jest ryzyko gdy w kosmetyku z dobrym składem, za 120 zł jest coś co niespodziewanie uczuli, wtedy kasa w błoto. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, jeśli ktoś np wie, że dany składnik go uczula, to zawsze szuka go w składzie i nie kupi produktu, który go zawiera :D Chociaż różnie to bywa, może się trafić, że akurat będzie się miało pecha :(

      Usuń
  23. Dzięki wielkie za rozjaśnienie sytuacji olejowo-olejkowej :) Co do cen kosmetyków, to każdy zna swój portfel i wie, na czym mu zależy. Wydaje mi sie, że można na niektórych kosmetykach zaoszczędzić (jeśli nie mam problemów ze skórą), a zainwestować w inne :)
    pozdrawiam, A

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie!
      Ja np nie mam wielkiego parcia na drogie róże do policzków czy korektory (skoro te za 12 zł się u mnie sprawdzają), ale za to puder i podkład muszę mieć droższe, bo te tanie się po prostu u mnie nie sprawdzają ;) A jeśli chodzi o pielęgnację- to jak uda mi się znaleźć tańszy odpowiednik drogiego kosmetyku, który będzie równie dobrze działał i miał fajny skład, to po co przepłacać? Ale dopóki się nie spróbuje jednego i drugiego kosmetyku, które są do siebie podobne, tylko różnią się ceną, to nie można z góry skreślać tego droższego :) Bo co to za porównanie, jeśli wypróbowało się tylko 1 z 2 produktów :)

      Usuń
  24. Wszystko prawda, ale nie sądzę, że ktoś zmieni zdanie pod wpływem Twojego wpisu. Jest świetny (no, może przydałoby się parę akapitów, bo ciężko przeczytać taki lity tekst:P), ale to życie weryfikuje teorię. Pracuję w salonie kosmetycznym i widzę jak wiele kobiet liczy każdy grosz, przychodzą od święta, bo wolą kupić Ferbiego córeczce i nowego lapka synkowi. I może wcale nie muszą, bo to już drugi Ferbi a synek ma już 17 lat i mógłby sobie odłożyć trochę kasy na nowy komputer, ale priorytety pań są takie a nie inne. Mi się nie udało jeszcze przetłumaczyć żadnej z nich, że Ziaja może i ładnie pachnie, ale nie załatwi sprawy popękanych naczynek.
    Co innego grupka pań, które tak jak Ty potrafią świadomie podchodzić do tego, co kupują.
    Co do cen, podbijam Smyku Smyka. Wielkie koncerny przeprowadzają wiele badań, wydają miliony, ale zwraca się to błyskawicznie. Cena surowców to jedno, a marketing, badania społeczne i chemiczne to druga połowa ceny. Trzeba to mieć na względzie i nie dać sobie wmówić, że krem za 10 złotych jest 10-krotnie gorszy od tego za 100. Co najwyżej pięć:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, kobiety przez nawał codziennych obowiązków zapominają o sobie. Mi samej cieżko jest się do tego ustosunkować, ponieważ nadal studiuję, nie muszę się martwić dziećmi i rachunkami...ale dzięki blogowaniu zdobyłam pewną wiedzę i świadomość na temat kosmetyków, wiem, które są dla mnie dobre, a które nie...i jeśli nie będzie mnie stać na jakiś kosmetyk, to po prostu go nie kupię, zamiast sięgać po jakiś dziadowski produkt z okropnym składem "byle mieć, bo coś stosować trzeba" :D
      Wielkie koncerny mają przede wszystkim ogromne środki finansowe na reklamę, a dzięki temu, ze ich produkty są praktycznie wszędzie, to ludzie chętnie je kupują, myśląć, ze skoro coś było w gazecie czy tv, to musi być dobre :/

      Usuń
  25. Zgadzam się z Tobą w 100 5. Momentami lepiej zapłacić sporo drożej i zauważyć działanie + mieć zdecydowanie lepszy skład niż później się martwić, że nasza cera wygląda nie tak jak powinna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie :) A wcale nie jest powiedziane, że dla każdego będą najlepsze tylko te najdroższe kosmetyki. Trzeba przetestować kilka różnych porduktów z wielu półek cenowych i wtedy znaleźć ten, który najbardziej odpowiada skórze :)

      Usuń
  26. Dużo osób z ograniczonym budżetem patrzą na ilość, a nie na jakość. Sama tak na początku robiłam i zamiast kupić jeden produkt, ale porządny, to kupowałam w tej cenie kilka tanich. W rezultacie większość z nich szła do kosza, bo nie nadawały się kompletnie do niczego.
    Da się w drogerii znaleźć perełki, ale rzadziej niż częściej, przynajmniej ja miałam takie doświadczenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie skreślam wszystkich kosmetyków drogeryjnych, broń Boże. Gdzie ja bym kupowała żele pod prysznic, gdyby nie drogerie (to są akurat kosmetyki, które tak krótko mają kontakt, ze skórą, że nie wyrządzą jej dramatycznych szkód, nawet jeśli kosztują 5 zl, jak Balea)? :D Ale tak jak piszesz, warto czasem zainwestować w 1 porządny produkt, niż 10 dziadowskich, których suma cen wyjdzie identyczna jak koszt tego 1, dobrego kosmetyku :D

      Usuń
    2. Pisałam bardziej pod kątem kolorówki, bo też sobie nie wyobrażam kupowania niektórych kosmetyków w innym miejscu niż drogeria. Inaczej trzeba byłoby mieć te miliony na koncie ;)

      Usuń
  27. Jedyną rzeczą na którą sobie nie żałuję to podkład :) Daruje sobie te za 5 zl i sięgam po te 'droższe' ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, ja również się przekonałam, że czasem lepiej zainwestować w droższy podkład i być z niego zadowolonym, niż ciągle kupować tańsze buble ;)

      Usuń
  28. zgadzam się z Tobą w 10000% :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Ja przede wszystkim patrzę na to, czy kosmetyki są testowane na zwierzętach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od jakiegoś czasu przy moich recenzjach są informacje, czy dany produkt był testowany na zwierzętach czy nie :)

      Usuń
    2. Wiem, zauważyłam od razu i od tamtego dnia obserwuję :)

      Usuń
  30. Masz 100% rację. Moja cera całe szczęście wymagająca nie jest i w zupełności wystarczają mi kremy za te 30-40 zł. Z pewnością gdybym musiała to kupiła bym krem za 100 zł ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na pielęgnacje (szczególnie twarzy) sobie nie żałuję. Mogę oszczędzić na balsamie do ciała, ale krem do twarzy muszę mieć dobry! :D

      Usuń
  31. Nie lubię takich komentarzy typu nie kupię bo drogie albo cena zabija. To tak jakbym ja miała napisać nie kupię bo tanie;) często takie osoby nawet nie czytają tylko spojrzą na cenę i komentują. Co do składu u mnie nie zawsze sprawdza się zasada, że lepszy skład = lepsze działanie bo nieraz się przejechałam na produkcie o super składzie. Ale już w przypadku kolorówki dość rzadko zdarza mi się na czymś przejechać i np taki puder Mac nie dość, że dobry i odcień świetnie dobrany to w dodatku mega wydajny. Także jest to jednorazowy większy wydatek, a w rzeczywistości wcale nie wychodzi tak drogo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kiedyś (jeszcze za czasów liceum, kiedy nie malowałam się wcale) nigdy bym nie pomyślała, że kiedykolwiek sprawię sobie puder z MAC czy szminkę Chanel. Cena była przerażająca, poza tym po co dziewczynie, która się nie maluje kolorówka za takie kwoty? Ale dorosłam, poczytałam kilka blogów, poradziłam się koleżanek i się skusiłam. Nie odstraszyła mnie cena :) I nie żałuję :)

      Usuń
    2. Chyba wiele osób dochodzi do takiego momentu. Ja w LO używałam głównie kosmetyków Avonu i drogeryjnych i można powiedzieć, że wtedy byłam zadowolona;) Ale już na studiach zaczęły mnie wciągać te droższe kosmetyki i w większości przypadków poczułam różnicę. Zwłaszcza w kwestii pudrów, które stanowią podstawę mojego makijażu bo podkładów nie używam. Teraz kupuję różne od tańszych drogeryjnych po te ze średniej i wysokiej półki. Często wybór zależny jest od kategorii produktu. Kremy do twarzy np najlepiej służą mi te apteczne. No i muszę przyznać, że teraz jakoś tak łatwiej mi przełknąć cenę, coraz rzadziej zdarza mi się pomyśleć, że na pewno nie kupię tego czy tamtego bo cena wysoka. Ostatnio miałam tak w przypadku szczotki Foreo... pomyślałam nie no... a jednak po jakimś czasie kupiłam. Nigdy nie mów nigdy:D Zawsze sobie tłumaczę, że jak coś bardzo mi się zamarzy, a mnie nie stać to mogę sobie na to zaoszczędzić. No i pocieszam się, że nie palę i mogę wydać na kosmetyk, a nie na fajki jak koleżanki;)

      Usuń
  32. Przeczytałam cały artykuł z przyjemnością aczkolwiek nie do końca się zgodzę w niektórych kwestiach <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A z którymi dokładnie się nie zgadzasz? :D

      Usuń
    2. Uważam kochana ,że w większości przypadków drogich produktów płacimy po prostu za reklamę , zdarzają się perełki zarówno w luksusowych kosmetykach ale również w tych tanich <3

      Usuń
  33. Myślę, że do tego trzeba po prostu dorosnąć. Jak dla mnie droga kolorówka jest bardzo zasadna, czasem jakość jest nieporównywalnie lepsza. Jako, że jestem za naturalną pielęgnacją (i myślę, że tu każdy może znaleźć coś dla siebie) póki co nie myślę nad inwestowaniem w kremy czy balsamy, ale jeśli ktoś może sobie pozwolić, żeby wyłożyć kilka stówek na krem, też nie widzę w tym nic złego ;)

    OdpowiedzUsuń
  34. zgadzam się z tobą w 100%
    ja należę do grona tych osób gdzie cena dość często jest przeszkodą, ale jak już pójdę do pracy, to w domu będą 2 wypłaty i będzie inaczej, a wtedy będę mogła sobie pozwolić na droższy kosmetyk i żyję tą nadzieją :)

    OdpowiedzUsuń
  35. Święte słowa! Ostatnio doszłam do wniosku, że nie będę kupowała cieni lakierów róży etc z drogeryjnej póki bo niestety często ich jakość jest do kitu. Po zużywam je a potem zainwestuje w produkty polecane.

    OdpowiedzUsuń
  36. A ja będę zostawiała takie komentarze, bo po prostu są kosmetyki na jakie mnie nie stać i ze względu na cenę ja ich nie kupię. Nie znaczy to, że uważam, iż dany kosmetyk jest zły, ale ja mogę ze względu na cenę nie móc go kupić najzwyczajniej, a odkładać na niego kilka miesięcy nie mam ochoty. Najwidoczniej mam inny kosmetyk, który mi odpowiada, np. nie będę kupowała dobrego kremu do twarzy za 100 zł, jeśli odpowiada mi mój krem za 30 zł, albo apteczny Alantan za 10 zł. Czym innym jest zwracanie uwagi na skład (i tutaj się z Tobą zgodzę), a czym innym zakup drogiego kremu, bo skoro drogi to dobry - to nie zawsze idzie w parze. ;)

    OdpowiedzUsuń
  37. Nie lubię kosmetyków, których cena jest nieadekwatna do jakości. Warto sprawdzać składy i wiedzieć co nieco o marce, zanim się kupi taki droższy produkt.

    OdpowiedzUsuń
  38. Jeżeli chodzi o pielęgnację cery, to wolę wydać większe pieniądze na kosmetyk, który wiem, że się sprawdzi, niż tańsze kosmetyki, które wykazują znikome działanie na moją cerę czy włosy. Gorzej z produktami przeznaczonymi do makijażu, bo niestey w tej kwestii nadal jest mi szkoda wydać większych pieniędzy na dobry fluid czy puder. Dzięki za ten post, bo wiele rzeczy sobie uświadomiłam i myśle, że coś zmienię i w kwestii produktów do makijażu :)

    OdpowiedzUsuń
  39. Ja staram się nikogo nie oceniać, jak kogoś stać na drogi kosmetyk, jego sprawa. Mnie samej ciężko czasem wydać większą kwotę na kosmetyk skoro niemal to samo mogę mieć w dużo niższej cenie (nie oszukujmy się, wiele kosmetyków jest drogich bo na opakowaniu logo znanej marki, a nie z uwagi na ich skład). Owszem, są kosmetyki drogie, które mnie kuszą, czasem nawet zdecyduję się wydać na coś większą kwotę, jednak generalnie staram się nie szaleć z wydatkami kosmetycznymi, bo nie widzę zasadności takiego działania. Ale, jak wspomniałam, każdy wydaje tyle, ile może i chce :)

    OdpowiedzUsuń
  40. Dobry artykuł, te ceny z czegoś się biorą, czasami się zastanawiam czy to nie oszustwo ale chyba przesadzam. Skład jest najważniejszy, zawsze odpychały mnie tzw. popularne drogeryjne kosmetyki. Już jak byłam nastolatką mama mówiła mi że to sama chemia a było to dawno. Nauczyła mnie że natura to najlepsze a potem przyszedł boom na te kosmetyki i prawie całkowicie przestawiłam się na kosmetyki z wyższej półki z bardziej przyjaznym składem. Ale w pełni rozumiem że nie każdego na to stać, tylko tak sobie myślę że lepiej kupić trzy dobre kosmetyki niż 10 przeciętnych bo tak też bywa.

    OdpowiedzUsuń

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!