Kuracja do włosów Seboradin Fitocell + Balsam Przeciw Wypadaniu Włosów Seboradin

1/09/2015 Ania T.


   Jakiś czas temu moje włosy znów zaczęły wypadać, przez co musiałam zwrócić większą uwagę na ich odpowiednią pielęgnację. Do diety włączyłam odpowiednie suplementy, wróciłam do regularnego olejowania, a także postanowiłam rozpocząć kurację Seboradin z komórkami macierzytymi jabłoni, która miała pomóc mi się uporać z tym problemem. W skład kuracji Fitocell wchodzą 3 produkty: szampon, maska oraz ampułki z serum, które należy wcierać w skórę głowy. Dodałam do tego balsam Przeciw Wypadaniu Włosów tej samej firmy. Jak się u mnie sprawdziły te produkty?

   Jak u mnie wyglądał tygodniowy plan pielęgnacji z użyciem tych kosmetyków?
1. Szampon stosowałam tylko raz w tygodniu (zawiera SLS), zazwyczaj do zmywania olejów (niestety, nie mogę ich zmywać szamponami bez SLS, bo wtedy moje włosy przypominają jedno wielkie pobojowisko)
2. Odżywkę (balsam) nakładałam codziennie, na połowę długości włosów, po każdym myciu (niezależnie od tego jakiego szamponu używałam)
3. Maskę stosowałam raz w tygodniu, również na połowę długości, czasem w połączeniu z olejami, czasem solo. Nakładałam ją na wilgotne włosy, przed myciem głowy. Służyła jako pierwsze O w metodzie OMO.
4. Serum wcierałam w skórę głowy codziennie, około 2-3 godziny przed myciem.

   Skoro już wiecie z jaką częstotliwością stosowałam te produky, możemy przejść do recenzji.

   Na pierwszy ogień idzie SZAMPON.
OPAKOWANIE

   Wygodna buteleczka, z otwarciem "na klik". Nie sprawia żadnych problemów z aplikacją.


SKŁAD
   Składy WSZYSTKICH tych produktów (szamponu, maski i serum) znajdziecie na blogu Anwen :)
Powiem tylko tyle, nie jest to łagodny szampon do codziennego stosowania, ponieważ zawiera detergenty takie jak np. SLS. Oprócz nich oczywiście w składzie obecne są także liczne ekstrakty (w tym także obiecany ekstrakt z komórek macierzysystych jabłoni).

ZAPACH/KONSYSTENCJA
   Jego zapach bardzo mi się spodobał. Jest dość intensywny, słodki i otulający. Prawie jak perfumy. Szkoda, że nie utrzymuje się zbyt długo na włosach. 
   Konsystencją przypomina szampon tej samej firmy, który opisywałam Wam TUTAJ. Jest rzadki, ale nie wodnisty, przez co nie spływa z włosów. 

DZIAŁANIE
   Szampony z mocniejszymi substancjami myjącymi stosuję tylko raz w tygodniu, tak też było i w tym przypadku. 
   Świetnie się pieni, dzięki czemu mogę w szybki sposób pokryć nim całe włosy. Wystarczy niewielka ilość, żeby umyć głowę. Dobrze zmywa oleje. 
   Pomimo zawartości SLS nie podrażnił skalpu, czego trochę się obawiałam. Nie zauważyłam także żeby obciążał włosy, wręcz przeciwnie- były puszyste, miękkie i uniesione u nasady. Po umyciu kosmyki zachowywały świeżość aż do końca następnego dnia (co przy moich mocno przetłuszczających się kłaczkach jest dobrym wynikiem). 
   Sam w sobie oczywiście nie wykazuje spektakularnych właściwości pielęgnacyjnych, jednak stanowi dobre uzupełnienie całej kuracji. 

   Kolejnym produktem jest BALSAM. Co prawda pochodzi on z innej linii, jednak uznałam, że będzie doskonałym dodatkiem do zestawu Fitocell.

OPAKOWANIE

   Buteleczka i otwarcie identyczne jak w przypadku szamponu. 

SKŁAD
   Aqua, Cetearyl Alcohol, Propylene Glycol, Glycerin, Cetrimonium Chloride, Behentrimonium Chloride, Isopropyl Alcohol, Argania Spinosa Kerner Oil, Propanediol, Cynara Scolymus Leaf Extract, Serenoa Serrulata Fruit Extract, Sodium Benzoate, Gluconolactone, Calcium Gluconate, Potassium Sorbate, Rosmarinus Officinalis Leaf Extract, Parfum, Chamomilla, Recutita Flower Extract, Arnica Montana Flower Extract, Lamium Album Extract, Salvia Officinalis Leaf Extract, Pinus Sylvestris Bud Extract, Nasturtium Officinale Extract, Arctium Majus Root Extract, Citrus Limon Peel Extract, Hedera Helix Extract, Calendula Officinalis Flower Extract, Tropaeolum Majus Flower Extract, Phenoxyethanol, Methylparaben, Butylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, 2-Bromo-2-Nitropropane-1.3-Diol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Citric Acid, Hexyl Cinnamal, Linalool, Limonene, Geraniol.  

   Przyznaję bez bicia, że ekspertem od składów nie jestem. Ale porównują go z innymi odżywkami, które możemy dostać w drogeriach, uważam, że jest całkiem niezły. Całkiem wysoko jest tuatj cenny olej arganowy, a także liczne ekstrakty z roślin. Niestety, przeciwnicy parabenów nie będą zadowolwni, bo mamy tutaj ich cały wachlarz :(

ZAPACH/KONSYSTENCJA
   Tutaj ponownie muszę Was odesłać do TEJ recnezji. Zapach jest niemal identyczny jak w przypadku Balsamu do Włosów Ciemnych, czyli orzeźwiajacy, z nutą zielonej herbaty.
   Konsystencja również jest rzadka, dzięki czemu balsam fantastycznie rozprowadza się po włosach. Niestety, przez to jest też trochę niewydajny, bo aby pokryć połowę długości (nigdy nie nakładam go na skalp), potrzebuję sporej ilości produktu. 

DZIAŁANIE
   Ze względu na jego lekką konsystencję, nie miałam żadnych obaw przed jego codziennym stosowaniem. Nie obciążał włosów i łatwo się spłukiwał, nawet nałożony w dużej ilości.
   Kosmyki po umyciu były gładkie, nie puszyły się, ani nie elektryzowały. Były miękkie w dotyku, błyszczące i odżywione.
   Po zastosowaniu balsamu nie miałam problemów z rozczesywaniem. Nie powodował także podrażnień (chociaż nie nakładałam go bezpośredno na skórę).

   Kolejnym elementem zestawu jest MASKA.

OPAKOWANIE


   Miękka tubka, stawiana na zakrętce nie sprawia żadnych problemów z aplikacją.

SKŁAD
   Po skład ponownie odsyłam Was do Anwen. Dodam tylko, że guru włosomaniaczek była z INCI zadowolona, a to chyba najlepsza rekomendacja :) W przeciwieństwie do szamponu, ekstrakt z komórek macierzystych znajduje się bardzo wysoko (na 3 miejscu!), a oprócz niego znajdziemy tutaj także inne cenne składniki. 

ZAPACH/KONSYSTENCJA
   Zapach jest podobny do szamponu, chociaż nieco mniej intensywny. Również nie utrzymuje się na moich włosach zbyt długo.
   Myślałam, że konsystencja będzie nieco gęstsza, a tymczasem przypomina trochę balsam, który opisywałam powyżej. Jednak w przypadku maski nie muszę używać aż takiej ilości produktu, aby pokryć całe włosy i tym samym jest ona wydajniejsza od balsamu. 

DZIAŁANIE
   Zazwyczaj stosowałam ją w połączeniu z olejami. W tej roli spisywała się idealnie, ponieważ dzięki niej olej nie tylko lepiej rozprowadzał się po włosach, ale także intensywniej je odżywiał (w porównaniu do oleju stosowanego bez "wspomagaczy"). Jednak solo także sprawdzała się nieźle. Przede wszystkim nie obciążała, co jest dla mnie bardzo istotne. 
   Dobrze wygładza i odżywia, a także przeciwdziała elektryzowaniu włosów. Łatwo się po niej rozczesują. Podobnie jak w przypadku balsamu, ładnie je nabłyszcza i odżywia. 

   Ostatnim elementem układanki jest SERUM.

OPAKOWANIE

   W kartoniku znajduje się 15 tubek, z "dzióbkiem", który ułatwia dozowanie kosmetyku.


SKŁAD
   Patrzcie TUTAJ. Ekstrakt z komórek macierzystych znów znajduje się wysoko, ale oprócz niego jest także alkohol (i to nie ten "dobry").

ZAPACH/KONSYSTENCJA
   Zapach odrobinę przypomina ten, który możemy wyczuć w masce czy szamponie, jest jednak bardzo delikatny, więc produkt jest prawie bezzapachowy.
   Ma konsystencję niezbyt gęstego żelu. Producent zaleca wtarcie w skórę głowy zawartości całej, 1 ampułki. U mnie jednak na cały skalp spokojnie wystarczyła połowa tubki, przez co produkt był bardziej wydajny. 

DZIAŁANIE
   Ze wszystkich 4 produktów, z tym polubiłam się najmniej. Nigdy nie byłam przyzywczajona do używania tego typu wynalazków, więc zmuszenie się do systematycznego stosowania wcale nie było proste. Jednak wcierałam je dzielnie, licząc na spektakularne efekty. Czy się takich doczekałam?
   Pierwsze spotkanie nie było zbyt miłe, bowiem po nałożeniu serum, nasada włosów wyglądała jakbym ją wysmarowała smalcem. Obciążona, posklejana...jakby włosy nie były myte od co najmniej tygodnia. Całe szczęście, po myciu ten efekt natychmiast znikał, a kosmyki były uniesione u nasady i nie wyglądały jak kilogram tłuszczu :)
   Producent zaleca trzymanie tego cuda na głowie co najmniej przez kilka godzin, u mnie natomist spokojnie starczyły 2-3 godziny (z turbanem). Nawet po takim czasie efekty były zadowalające. Włosy u nasady stały się mocniejsze, ale także grubsze. Nie wypadały też tak intensywnie jak wcześniej. Pomimo zawartości alkoholu nie zauważyłam aby serum podrażniało skalp. 


PODSUMOWUJĄC:
   Kurację Fitocell (dodatkowo uzupełnioną balsamem z innej serii) uważam za udany zestaw. Wszystkie elementy świetnie się nawzajem uzupełniają. Rzeczywiście wpłynęły na kondycję włosów, wzmacniając je, odżywiając i wspomagając walkę z ich wypadaniem. Wiem, że suplementy oraz olejowanie również miały swój udział w pielęgnacji, jednak po odstawieniu kuracji zauważyłam, że kosmyki są w gorszej kondycji (pomimo dalszego stosowania witamin oraz olejów). Nie wiem czy poradziłaby sobie z bardzo intensywnym wypadaniem, szczególnie, że np. w przypadku serum zalecana jest co najmniej 3 miesięczna kuracja (a koszt 15 tubek jest wysoki). U mnie efekty były zadowalajace, może dlatego, że moje włosy nie są w tragicznym stanie, a jedynym ich problemem było osłabienie (które prawdopodobnie było spowodowane zmianą pory roku).

TESTOWANE NA ZWIERZĘTACH
Żaden z tych produktów nie był testowany na zwierzętach.

CENA/DOSTĘPNOŚĆ
   Niestety, pełna kuracja jest sporym wydatkiem: szampon oraz maska to koszt 39,99 zł (za każdy z nich, jest to cena promocyjna), natomiast opakowanie 15 ampułek to około 95 zł. Gdyby kuracja rzeczywiście miała trwać równe 3 miesiące, byłby to wydatek...około 450-500 zł (zakładając, że kupimy 2 opakowania maski, szamponu oraz 3 opakowania amupłek). Do tego dochodzi jeszcze koszt balsamu, który całe szczęście jest tańszy (19,90 zł). Z jednej strony to duża kwota, ale kuracja jest skuteczna, więc uważam, że nie są to pieniądze wyrzucone w błoto.
   Produkty możecie kupić TUTAJ lub w dobrych aptekach i niektórych drogeriach (w Hebe seria Fitocell jest niedostępna, jednak kupicie tam serię Przeciw Wypadaniu Włosów). 

Mieliście już styczność z tą kuracją? 
   

           

Podobne Posty

22 komentarze:

  1. a u mnie najlepiej sprawdzają się ampułki :) faktycznie kuracja jest droga, ale skuteczna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najgorszy jest pierwszy raz z ampułkami...potem jest już tylko lepiej :D

      Usuń
  2. moje włosy uciekają, pora spróbować tej kuracji

    OdpowiedzUsuń
  3. przyznam, że pierwszy raz widzę, zazwyczaj kupuje kosmetyki do włosów w zwykłych drogeriach:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Rzeczywiście dość kosztowna kuracja, ale jeżeli rzeczywiście się sprawdza to chyba warto ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. ja używałam szamponu i odżywki, ale jakiś ogromnych efektów niestety nie zauważyłam :(

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam niestety ostatnio spory problem z wypadaniem więc chętnie bym ten zestaw poznała bliżej.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja uporałam się z wypadaniem, teraz walczę o kondycję i porost włosów :)

    OdpowiedzUsuń
  8. I pomyśleć, że wszyscy tak ją chwalili...!

    OdpowiedzUsuń
  9. ja wygrałam tę kurację na blogu, więc mam szansę ją sprawdzić :)

    OdpowiedzUsuń
  10. szukam i szukam czegoś na wypadanie włosów i chyba skuszę się na to chociaż do końca nie jestem przekonana :-/

    OdpowiedzUsuń
  11. Jakoś mi specjalnie włosy nie wypadają ale od dłuzszego czasu ciekawi mnie ta seria ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie miałam styczności, ale chętnie wypróbuję jak dopadnie mnie wzmożone wypadanie :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Mnie bardzo kusi ta kuracja, ale niestety cena dla mnie na razie zbyt wysoka.

    OdpowiedzUsuń
  14. a ja zapraszam na rozdanie fajnych włoskich kosmetyków! :)
    packofblueberry.blogspot.com/2015/01/giveaway.html

    OdpowiedzUsuń
  15. kurczę przydałaby mi się taka kuracja, moje też lecą garściami

    OdpowiedzUsuń
  16. Ufam tej firmie i wiem, że mają dobre produkty więc pewnie gdybym miała mega wypadanie sięgnęłabym po te produkty :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Seboradin ogólnie wedlug mnie ma przegenialne kosmetyki do włosów ;) PRawie wsyztskie sa swietne ;

    OdpowiedzUsuń
  18. Przydałaby mi się ta kurację :))

    OdpowiedzUsuń
  19. Tych nie znam, ale kilka innych produktów tej firmy zupełnie się u mnie nie sprawdziło... Moje włosy ich nie lubią, sama nie wiem czemu ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Słyszałam o Seboradinie przy częstych akcjach i konkursach na blogach, jednak nie mam większych problemów z włosami - kończy się na szybkim przetłuszczaniu, oklapnięciu i suchych końcach, więc szukam czegoś z innej bajki ;)

    OdpowiedzUsuń

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!