Łagodząca woda micelarna Le'Maadr

12/29/2014 Ania T.


   Do tej pory raczej byłam wierna jednemu micelowi (od Dermedic, recenzja TUTAJ). Ten od Le'Maadr wygrałam w konkursie Glossyboxa i byłam bardzo ciekawa jak wypadnie w konfrontacji z tym, który stosuję na co dzień. Wielka, 500 ml butla na początku trochę mnie przeraziła, ale teraz wiem, że sięgnięcie po niego to był dobry wybór!

OPAKOWANIE
   Butelka nie wyróżnia się niczym szczególnym. Natomiast zamknięcie zasługuje na pochwałę, ponieważ w przeciwieństwie do tego, które opisywałam Wam w recenzji podlinkowanej powyżej, nie otwiera się "nieproszone".


SKŁAD

   Jak widać skład jest krótki i całkiem przyjemny. Osoby z suchą skórą na pewno się z nim polubią, ponieważ zawiera cenny, nawilżający sok z aloesu.

ZAPACH/KONSYSTENCJA
   Zapach mnie zaskoczył. Zazwyczaj micele są zupełnie go pozbawione, jednak nie w tym przypadku. Wyczuwam tutaj...benzynę :D Jest to aromat bardzo, bardzo delikatny, mi osobiście nie przeszkadza (bo uwielbiam zapach benzyny), jednak nie każdemu może przypaść do gustu.
   Konsystencja wodnista :D 

DZIAŁANIE
   Kosmetyk świetnie sobie radzi z demakijażem, przy moim codziennym make-upie (podkład mineralny + puder + róż), wystarczy tylko jeden, dobrze nasączony wacik, aby zmyć wszystkie zanieczyszczenia. Z mocnym makijażem oczu ma mały problem, jednak przy odrobinie cierpliwości zmyjemy nim zarówno mascarę jak i np. żelowy eyeliner.
   Najważniejsze jest to, że nie podrażnia przy tym skóry, Jest łagodny nie tylko dla delikatnej cery, ale także dla oczu. Nie szczypie i nie powoduje zaczerwienień, dlatego myślę, że będzie świetnym produktem dla osób z wrażliwą cerą. 
   Ze względu na zawartość takich składników jak aloes oraz pantenol, woda może być stosowana do celów łagodzących (np po peelingu twarzy). Nie wysusza skóry, jednak nie zauważyłam też spektakularnego nawilżenia, pomimo, że stosuję ją regularnie. 
   Jeśli nie mamy problemów z wypryskami, z powodzeniem może zastąpić nam tonik. W moim przypadku nie jest to niestety możliwe, ale mniej wymagajace osoby na pewno będą zadowolne z takiego rozwiązania. 

TESTOWANY NA ZWIERZĘTACH
NIE

CENA/DOSTĘPNOŚĆ
   Ogromna, 500 ml butla to koszt...29 zł. Uważam, że jest to świetna cena (np. w porównaniu do równie świetnego, ale duuużo droższego micela od Biodermy), szczególnie, że produkt jest wydajny i starczy Wam na dłuuuugie miesiące.
   Jeśli natomiast chodzi o dostępność, to muszę Was trochę rozczarować. Nie natkniecie się na niego w drogeriach typu Rossmann czy Natura. Szukajcie w dobrych aptekach lub w sklepach internetowych,


PLUSY:
-skład
-świetnie zmywa makijaż (przy mocnym trzeba się trochę bardziej "namachać", ale efekt jest zadowalający)
-bardzo łagodny dla skóry i oczu
-łagodzi podrażnienia
-nie wysusza skóry
-wydajność
-cena

MINUSY:
-zapach (trochę pachnie benzyną, mi to nie przeszkadza, ale nie każdemu się spodoba)
-pojemność niewygodna do transportu (ale zawsze można go przelać do mniejszej buteleczki)

Znacie ten micel?




           

22 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

WESOŁYCH ŚWIĄT!

12/24/2014 Ania T.


Kochani czytelnicy!
   
   W ten wyjątkowy czas, chciałabym Wam złożyć najserdeczniejsze życzenia!
Życzę Wam, aby wszystkie Wasze marzenia się spełniły,
Dużo miłości, radości i samych pozytywnych chwil,
Smacznego karpia i bogatego Mikołaja,
Wspaniałych Świąt spędzonych w gronie rodzinnym,
Pachnącej choinki, pięknie zapakowanych prezentów...
I najważniejsze...ZDROWIA! 
Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku!


16 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Mikołajkowe Charytatywne spotkanie blogerek w Warszawie - moja relacja

12/23/2014 Ania T.


   Jak zwykle mam trochę opóźniony zapłon i relację dodaję (chyba) jako ostatnia, ale proszę o wybaczenie :D Ostatnie tygodnie miałam tak pełne wrażeń, że w Święta tylko odpoczywam :D 7 grudnia, czyli dzień po Mikołajkach, razem z innymi blogerkami o dobrych serduchach, spotkałyśmy się w Warszawie, w  restauracji Piony Poziomy, żeby zbierać pieniądze dla dzieci z wadami serca. Właścicielka tego miejsca specjalnie dla nas otworzyła je w niedzielę, abyśmy mogły w spokoju wysłuchać wszystkich prezentacji przygotowanych przez naszą organizatorkę Olę, a także poplotkować (o kosmetykach oczywiście!).
   Restauracja nie bez powodu nazywana jest "Niebanalną", ściany zdobią interesujące obrazy, a przyciemnione wnętrze ma niesamowity klimat.

   Pierwszą atrakcją, jaka nas czekała, była prezentacja Agnieszki i Kuby z KiA Candles. Dla mnie to była nie lada gratka, szczególnie, że jestem OGROMNĄ fanką wszelkiego rodzaju zapachowych świec, wosków i innych cudów :) Miałam okazję (wreszcie!) powąchać świece firmy Village Candle oraz Kringle Candle, które wcześniej znałam jedynie z opowieści. Oczywiście nie obyło się bez zakupów, do mojej kolekcji dołączyła 1 nowa świeca, oraz kilka wosków i samplerów :) Dowiedziałam się wielu ciekawostek na temat poszczególnych firm oraz poznałam nieznane dotąd zapachy.



   Później odwiedziła nas Pani Patrycja, konsultantka firmy Mary Kay. Ich produktów do tej pory nie miałam okazji używać i być może kiedyś się na nie skuszę :) Szczególnie, że z opowieści Pani Patrycji wynikało, że każda konsultantka ma bardzo indywidualne podejście do klienta i jest mu w stanie pomóc i doradzić o każdej porze dnia i nocy.


   Ostatnią prezentację przedstawiła nam Pani Renia z Maroko Sklep, która jak zawsze w ciekawy sposób opowiadała o nowościach firmy. Miałyśmy okazję bliżej poznać m.in. regenerujące serum do twarzy, a także po raz kolejny posłuchać ciekawostek o olejku z czarnuszki.


   Znalazł się także czas na jedzenie, żarty i rozmowy. Udało mi się poznać osobiście wiele pozytywnie zakręconych blogerek :) Naszym gościem specjalnym była przeurocza, maleńka córczka Felicji- Małgosia, która skradła nasze serducha. Kochana kruszynka :)




Prawie jak sioooostry! Z Rarity

   Ale najważniejszym punktem spotkania była loteria charytatywna! Zysk ze sprzedaży wszystkich fantów trafił na konto fundacji Corinfantis...a łącznie zebrałyśmy aż 1430 zł! Dla mnie to wspaniały wynik i jestem dumna, że mogłam dołożyć swoją cegiełkę na taki szczytny cel. Chciałabym także serdecznie podziękować wszystkim firmom, które postanowiły wesprzeć naszą inicjatywę :)




   Ja wylosowałam fanty od BandiDelawellPachnącej Wanny oraz White Flower's. Zdjęć niestety nie mam, ale może pokażę Wam je innym razem :D

   Ola bardzo dziękuję za zaproszenie! Cieszę się, że w Polsce coraz częściej organizowane są spotkania typowo charytatywne, bez żadnych prezentów i darmoszki! To się ceni! Wielkie podziękowania należą się także dziewczynom, z którymi świetnie spędziłam czas :) Buziaki dla Was!




PS: Zdjęcia "pożyczyłam" z bloga OliPauli oraz Felicji :)


           

9 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Ajurwedyjski Szampon do włosów z jaśminem i migdałecznikiem Orientana

12/21/2014 Ania T.


   Marki Orientana nie muszę nikomu przedstawiać, bo stali czytelnicy bloga wiedzą, że często gości w moich recenzjach. Nie ukrywam, że ją lubię i polecam każdemu, bo mało który kosmetyk z ich asortymentu u mnie się nie sprawdził. Jakiś czas temu trafił do mnie ajurwedyjski szampon do włosów, obłędnie pachnący jaśminem, który jest idealny do codziennego mycia głowy. Dlaczego? Przeczytajcie recenzję :)

OPAKOWANIE

   Opakowanie jest typowe dla produktów Orientany, ma bardzo prosty design. Otwór, przez który wylatuje szampon jest dosyć malutki, co czasem utrudnia mi aplikację, bo kosmetyk jest dosyć gęsty.


SKŁAD
(ze strony producenta)
   Aqua, Lauryl Glucoside, Palm Kernel/Coco Glucoside, Cocamidopropyl Betanine, Sodium Cocoyl Glutamate, Glycerin, Jasminum Officinale Extract, Emblica Officinalis Fruit Powder,  Sapindus Mukurossi Fruit Powder,  Aloe Barbadensis Leaf Juice, Glyceryl Oleate, Camellia Sinensis Leaf Extract, Sodium PCA, Rosa Damascena Flower Water, Hydrolyzed Wheat Protein, Terminalia Ballerica Fruit Extract, Oryza Sativa Bran Oil, Acacia Concinna Fruit Powder, Symplocos Racemosa Bark Extract, Zinc PCA, Polyquaternium 10, Panthenol, Decyl Glucoside, Camellia Sinensis Seed Oil, Hydrolyzed Sweet Almond Protein, Xanthan Gum, Jasminum Sambac Flower Extract,  Citric Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate.

   Dzięki temu, że nie zawiera SLS, ani SLES, a ich łagodniejszy zamienniki, czyli Lauryl Glucoside, Coco Glucoside oraz Cocamidopropyl Beatine, nadaje się do codziennego stosowania przez osoby, które narzekają na wrażliwy skalp. Oprócz tego znajdziemy w nim także dużo roślinnych ekstraktów i wyciągów, a także proteiny oraz cenne oleje. Nie zawiera sztucznych aromatów, a mimo to pachnie przepięknie. 


ZAPACH/KONSYSTENCJA
   Jeśli tak jak ja kochacie zapach jaśminu, to zupełnie przepadniecie jak tylko powąchacie ten szampon. Jego aromat przypomina kwiaty jaśminu w pełnym rozkwicie, a przy tym jest tak naturalny i realistyczny, że możemy się poczuć jak w wiosennym ogrodzie. Uwielbiam go! Utrzymuje się przez jakiś czas na włosach, dzięki czemu one także pięknie pachną.
   Konsystencja jest dosyć nietypowa jak na szampon, ponieważ jest on dosyć gęsty. To sprawia, że nie trzeba aplikowaćać go zbyt dużo, aby umyć całą głowę, jednak czasem powoduje problemy z wyciśnięciem z opakowania. 



DZIAŁANIE
   Powiem szczerze, że po pierwszym użyciu nie byłam zbyt zachwycona. Włosy były przyklapnięte, wyglądały jakby były nieumyte...ale nie zraziłam się i dzielnie stosowałam go dalej. Kosmyki potrzebują trochę czasu, aby się do niego przyzwyczaić, ale warto poczekać! Pierwsze efekty są zauważalne już po tygodniu. Włosy przestają być przyklapnięte i są uniesione, wygładzone i błyszczące. 
   Szampon pełni jednocześnie rolę odżywki, dzięki licznym ekstraktom i wyciągom z roślin świenie pielęgnuje włosy. Oczywiście można go łączyć z innymi odżywkami, wtedy efekt jest jeszcze lepszy. Ułatwia rozczesywanie.
   Już wspominałam o tym, że jest łagodny dla skóry głowy, dlatego nadaje się do codziennego stosowania. U mnie gościł na głowie 6 dni w tygodniu, 7 nakładałam szampon z mocniejszym detergentem (o którym napiszę już niedługo). Nie powodował swędzenia czy podrażnienia skalpu.
   Świetnie się pieni, dzięki czemu dokładnie zmywa wszelkie zanieczyszczenia, pozostawiając uczucie świeżości i czystości. Ale trzeba uważać, żeby nie nałożyć go za dużo, bo wtedy może być ciężki do spłukania.
   Pomimo początkowych trudności, bardzo go polubiłam i cieszę się, że nie zraziłam się do niego po pierwszym użyciu. Jest świetną alternatywą dla szamponów drogeryjnych, a przy tym łagodny dla skalpu.

TESTOWANY NA ZWIERZĘTACH
NIE

CENA/DOSTĘPNOŚĆ
   Cena może trochę przerażać bo 210 ml kosztuje 34 zł, ale szampon jest naprawdę bardzo wydajny- ja stosuję go już ponad 2 miesiące i nadal została mi połowa! Do tego ma naprawdę dobry skład.
   Możecie go kupić przez internet lub w Hebe.


PLUSY:
-przepiękny, naturalny zapach
-świetny skład
-wygładza i nabłyszcza włosy
-może być stosowany zamiast odżywki, bo sam z siebie świetnie odżywia
-ułatwia rozczesywanie
-łagodny dla skóry głowy
-dobrze się pieni
-świetnie oczyszcza skórę głowy oraz włosy
-bardzo wydajny
-dostępność
-cena adekwatna do jakości

MINUSY:
-ze względu na gęstą konsystencję, czasem trudno go wycisnąć z buteleczki
-włosy muszą się do niego przyzwyczaić, bo przy pierwszym użyciu nie daje zbyt ciekawych efektów
-jeśli nałożymy go zbyt dużo, to trudno go potem spłukać i może obciążyć włosy

A Wy znacie ten szampon?
Stosujecie naturalne kosmetyki do włosów, czy raczej sięgacie po produkty drogeryjne?


           

PS: Zachęcam Was do śledzenia mojego profilu na Instagramie, a także do wzięcia udziału w rozdaniu, które odbywa się na moim fanpage'u :)

21 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Shiny Box grudzień 2014 - zawartość pudełka

12/18/2014 Ania T.


   Hasło grudniowego boxa to "Stop nietrafionym prezentom". Świąteczny Shiny Box miał być idealnym podarunkiem, z którego obdarowana osoba będzie się bardzo cieszyć. Jak to się ma do rzeczywistości? Czy grudniowe pudełko naprawdę jest takim doskonałym prezentem pod choinkę?

    Tak prezentuje się całość (wraz z dwoma, dodatkowymi produktami, które nie znalazły się w standardowym pudełeczku):


   Jakie produkty znalazłam w środku?

   1. Luksusowy krem pielęgnacyjny poprawiający strukturę skóry POSE (produkt pełnowymiarowy)

   Jest to dla mnie firma całkowicie nowa, a ja uwiebiam odkrywać nieznane marki! Krem ma fantastyczny skład (99% składników pochodzenia naturalnego) i urocze opakowanie. Akurat kończy mi się mój nawilżający kremik z dynią od Organique, więc ten na pewno będzie następny w kolejce. Ciekawe, czy moja cera się z nim polubi :)

   2. Płyn micelarny do demakijażu LIERAC 

   Micele bardzo lubię, jednak mam ich w domu aż za dużo :D Cieszę się, że to tylko miniaturka (pełnowymiarowa wersja ma 200 ml), bo prawdopodobnie zabiorę go ze sobą na świąteczną wyprawę do domu :D Lierac to dobra firma, więc mam nadzieję, że nie zawiedzie moich oczekiwań.

   3. Cynamonowe mydło glicerynowe ORGANIQUE

   Mydełko jak mydełko...ciekawie wygląda i pięknie pachnie cynamonem. Ale u mnie pewnie będzie leżało, bo nie toleruję mydeł w innej formie niż płynna :D Może oddam je mojemu męzczyźnie, on kocha takie drobiazgi :)

   4. Zestaw cieni sypkich + brokat APC (produkty pełnowymiarowe)

   Na widok cieni serce mi mocniej nie bije :D Jednak uważam, że te są wyjątkowo fajnie dobrane kolorystycznie pod kątem Sylwestra, który przecież zbliża się wielkimi krokami! Brokat można wykorzystać na wiele sposóbów i z pewnością znajdę dla niego jakieś zastosowanie...tylko czemu Shiny znów wcisnął tą niewygodną piramidkę? :(

   5. Balsam do ciała Essential healing VASELINE (produkt pełnowymiarowy)

   Vaseline to stosunkowo nowa marka, która dopiero 3 miesiące temu weszła na polski rynek. Ja już miałam okazję poznać niektóre jej produkty, jednak ten balsam do ciała jest nowością w moich kosmetycznych zbiorach :) Zobaczymy jak się sprawdzi!

   6. Wazelina kosmetyczna VASELINE (produkt pełnowymiarowy)

   Nie znam chyba osoby, której szczytem marzeń byłoby otrzymanie pod choinkę opakowania wazeliny... Jednak jest to produkt na tyle uniwersalny, że znajdzie zastosowanie w wielu dziedzinach, również tych niekoniecznie związanych z kosmetykami :D Kiedyś był to mój ulubiony kosmetyk do smarowania spękanych ust (wtedy jeszcze używałam wazeliny od Ziaji).

   7. Pasta do zębów White Now Gold SIGNAL (produkt pełnowymiarowy)

   Obecność takich produktów jak pasta do zębów w pudełkach kosmetycznych zawsze mnie śmieszyła, nie inaczej było tym razem :D Na pewno się nie zmarnuje, ale recenzji raczej się nie spodziewajcie :D

   Produkty dodatkowe (otrzymywały je w prezencie klientki VIP):

   1. Rozgrzewający balsam do rąk Pat&Rub (produkt pełnowymiarowy)


   Jest to mój 3 z kolei balsam do rąk tej firmy, jeden zdążyłam już zużyć, drugi nadal czeka w zapasie :) Z jego działania byłam bardzo zadowolona, ale była to inna wersja (z trawą cytrynową), więc teraz będę miała okazję porównać oba warianty ze sobą. Shiny Box znów postawił na zapach cynamonu, który bardzo lubię :)

   2. Naturalny olejek relaksujący do masażu i kąpieli Love Me Green (produkt pełnowymiarowy)
   Love Me Green to również marka, która nie jest mi obca. Polubiłam się z ich tonikiem do twarzy, w zapasie mam także peeling do ciała. Do kąpieli tego olejku raczej nie wykorzystam, z prostej przyczyny- nie mam w domu wanny. A masażu nie ma mi kto zrobić, więc pewnie skończy jako balsam do ciała :)

   Czy warto kupić to pudełko?

   Szczerze mówiąc standardowa zawartość jest dobra, ale nie powalająca. Nie wiem czy ucieszyłabym się z prezentu, w którym znalazłabym wazelinę i pastę do zębów. Jednak jeśli ktoś jest szczęśliwym klientem VIP i w pudełeczku znajdzie 2 dodatkowe (całkiem niezłe!) produkty, to raczej nie powinien czuć się zawiedziony. Cieszę się także, że większość produktów to wersje pełnowymiarowe. Ale wszystko zależy od tego, czego po takim boxie oczekujecie. Moim zdaniem nie przebił on pudełka listopadowego, które było nie tylko pomysłowe, ale także kryło w sobie naprawdę ciekawą zawartość. Jednak złym także nie mogę go nazwać, bo dzięki niemu mam szansę poznać nowe, nieznane mi dotąd marki (np. POSE).

A jak Wam się podoba grudniowy box?
Myślicie, że to doby pomysł na prezent? 



           

47 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Village Candle "Cherry Vanilla Swirl"- "podróbka" Yankee Candle?

12/15/2014 Ania T.


   Myśląc o świecach, zapewne pierwsze co przyjdzie Wam do głowy to Yankee Candle. Nie martwcie się, ja do pewnego momentu też nie miałam pojęcia o istnieniu innych marek świecowych...i to był błąd. Dzięki wnikliwej analizie świecowego "rynku" poznałam między innymi Wood Wick, Busy Bee, Kringle Candle czy właśnie Village Candle. Ta ostatnia marka weszła do Polski stosunkowo niedawno i od razu spotkała się z niechęcią. Dlaczego? Wszystko było spowodowane tym, że słoiki są niemal identyczne jak w przypadku Yankee! Też na początku myślałam, że Village mocno "zainspirowało" się konkurencją, jednak na pewnym spotkaniu blogerek (o którym więcej opowiem Wam niebawem) dowiedziałam się, że...to Yankee Candle skopiowało design szkła od Village! Niestety, ze względu na to, że to YC pojawiło się w Polsce jako pierwsze, to wszyscy byli przekonani, że VC to jedynie marna podróbka...nic bardziej mylnego. Obie firmy mają w swojej ofercie świetne produkty, które pomimo podobnego wyglądu, mają wysoką jakość i oferują wspaniałe, zapachowe doznania :)

   W asortymencie Yankee dostaniemy 3 rodzaje świec: małą, średnią i dużą (nie liczę oczywiście tumblerów i pillarów, które zazwyczaj pojawiają się przy okazji kolekcji limitowanych), podobną ofertę przedstawia nam Village. Poszczególne rozmiary świec danych firm różnią się od siebie wielkością, a także czasem palenia . Małe świece VC są nie tylko większe od tych, które kupimy od konkurencji, ale także palą się zdecydowanie dłużej! Dla małej świecy jest to 55h (gdzie mała świeca YC to max 40h palenia) i można go porównać do średniej świecy YC (czas palenia do 65-90h). Jest przy tym dużo korzystniejsza pod kątem finansowym. Mała świeca VC to wydatek około 58 zł, z kolei za małą YC zapłacimy około 43 zł, natomiast za średnią około 79 zł. Jest różnica! Natomiast w przypadku dużych świec różnica nie jest już tak bardzo zauważalna, bo cenowo i "czasowo" wypadają podobnie (VC jest o 5 zł tańsza). Oprócz wielkości i cen, różnią się od siebie także knotami. W "zwykłych" świecach Yankee znajduje się tylko 1 knot, przez co rozpalają się one nieco wolniej i mogą tunelować, w tych od Village mamy 2 knoty, dzięki czemu rozpalanie do ścianek jest krótsze. Jeśli mimo tego nadal obawiamy się tego, że w świecy utworzy się tunel, możemy z powodzeniem nałożyć nakładkę Illuma Lid (więcej o nich możecie poczytać TUTAJ), pasuje ona zarówno na małe, jak i duże świece VC (w przypadku YC nadaje się jedynie do nałożenia na średnie oraz duże słoiki). Oprócz świec w szkle dostępne są także woski (również różnią się od tych, które kupimy od konkurencji, mają formę "czekoladki", którą bardzo łatwo można połamać na kawałki bez kruszenia się wosku) a także małe świeczuszki, tzw. "Samplery" lub "votivy", one mają już tylko 1 knot, jednak w porównaniu do wosków i świec pachną dużo słabiej :(

   Uff, to by było na tyle jeśli chodzi o porównanie marek :D Teraz już wiecie, że Village Candle nikogo nie podrobiło i jest to firma godna uwagi. Dziś chciałabym Wam opowiedzieć parę słów o mojej pierwszej świecy od nich, a mianowicie Cherry Vanilla Swirl.


   Design jest bardzo prosty, nieco mniej efektowny i moim zdaniem bardziej niedopracowany od Yankee.
   Tak jak już wspomniałam, jest to świeca dwuknotowa:



   Jednak to nie naklejka jest najważniejsza...a zapach :)

   Co pisze o nim producent?

  "Czarne wiśnie z nutą truskawki, brzoskwini i malin oraz odrobiną świeżych jabłek ze słodką laską wanilii.
Świeże, dojrzałe czarne wiśnie w połączeniu z tablicą idealnych letnich owoców tworzą bogaty i rozkoszny zapach. Wyobraź sobie jedwabisty gorący sos wiśniowy rozlany na gałkach domowych lodów waniliowych. Idealna uczta dla zmysłów."

   Co myślę ja?

   Wiśnie to zdecydowanie nuta dominująca! Są bardzo soczyste, słodkie i kojarzą się z letnim, owocowym koktajlem. Brzoskwinie, jabłka i maliny nieśmiało się przebijają, jednak trzeba się bardzo mocno "wczuć" żeby w ogóle je wywąchać. Drugim zapachem, który pieści nasze zmysły i idalnie współgra z wiśniami jest aromatyczna wanilia. Co prawda nie jest ona tak bardzo wyczuwalna jak wisienki, jednak na tyle intensywna, że nie można jej w tej mieszance pominąć ;) 
   Już chwilę po zapaleniu roznosi się po całym pomieszczeniu, po godzinie jest już tak mocny, że musiałam zgasić świecę :D Raczej nie spodoba się osobom, które narzekają na bóle głowy. Natomiast dla fanów owocowych pyszności będzie to zapach idealny :) Pozwala się przenieść myślami do nadmorskiej lodziarni, w której możemy zjeść pyszne, waniliowo-wiśniowe lody, wspaniale orzeźwiające i chłodzące, w gorący, letni dzień. 

   
   Gdzie kupić i ile kosztuje?

   Ja swoją kupiłam stacjonarnie od właścicielki sklepu KiA Candles, ale można ją także kupić przez internet. Cena, to tak jak wspomniałam wcześniej, 58 zł. 



Znacie świece Village Candle?




           

49 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Laserowe wybielanie zębów - pytania i odpowiedzi.

12/13/2014 Ania T.

  
    Każdy z nas marzy o pięknym uśmiechu, niczym z Holywoodzkich filmów czy okładek kolorowych czasopism. Niestety, nie wszystkim natura podarowała idealne uzębienie. Czy w takim razie są jakieś sposoby na to, aby stać się szczęśliwym posiadaczem uśmiechu gwiazdy filmowej? Oczywiście! Jeśli narzekamy na krzywe, nieładnie wyglądające zęby z pomocą przychodzi nam nie tylko ortodoncja (zajmująca się prostowaniem), ale także laser, dzięki któremu nasze uzębienia stanie się bielsze w zaledwie 45 minut! Dzisiaj chciałabym Wam powiedzieć trochę więcej na temat tej drugiej metody. Postaram się odpowiedzieć na kilka pytań, z którymi najczęściej spotykam się szukając w internecie wiadomości o laserowym wybielaniu zębów. Ja poddałam się temu zabiegowi prawie miesiąc temu, w klinice White and Beauty w Katowicach i zdobyłam dla Was sporo cennych informacji na ten temat ;)




     
   Czym jest laserowe wybielanie zębów?
    Jest to zabieg, który pozwala na szybkie i efektowne wybielanie zębów. Różnica jest widoczna już po 45 minutach. Najnowocześniejszą metodą, jaka obecnie jest dostępna na rynku jest tzw. akcelerator halogenowy (lampa BEYOND), emitujący światło niebieskie o długości fali 480-520 nanometrów.  Specjalistyczny układ optyczny całkowicie eliminuje szkodliwe światło podczerwone oraz ultrafioletowe, co zapewnia bezpieczeństwo podczas zabiegu. Na zęby nakłada się specjalny wybielający żel, który następnie poddaje się działaniu akceleratora. Cały zabieg trwa 45 minut, jest wykonywany w 3 seriach po 15 minut każda.

   Kto może poddać się takiemu zabiegowi?
   Prawie każda osoba (jeśli nie jest pełnoletnia potrzebuje do tego zgody prawnego opiekuna), która skarży się na kolor swoich zębów.  Jednak są pewne wyjątki, które wykluczają zabieg. Są nimi: ciąża i okres karmienia piersią, cukrzyca, większe ubytki w zębach, nieszczelne wypełnienia, noszenie aparatu ortodontycznego (wybielaniu można się poddać minimum po 3-4 miesiącach od ściągnięcia aparatu, jednak jeśli potem nosi się tzw. retiner, to spokojnie można udać się na zabieg), choroby przyzębia (zapalenie dziąseł), parodonoza. Należy także pamiętać, że jeśli ma się plomby lub inne wypełnienia, a także protezy zębów, to nie będą one wybielać się tak samo jak naturalna kość. Mogą się rozjaśnić, ale efekt nie będzie na nich tak widoczny, jak na pozostałych zębach. Przed takim zabiegiem warto poinformować osobę, która go wykonuje o tym, że mamy plomby bądź protezy.

   Jak się przygotować do zabiegu wybielania?
   Zanim oddamy nasze ząbki w ręce specjalisty od lasera, warto najpierw wybrać się do dentysty, który oceni czy nie mamy żadnych urazów wykluczających wybielanie. Oprócz tego polecane jest także wykonanie piaskowania, czyli bezbolesnego procesu oczyszczania szkliwa z osadów i innych zanieczyszczeń. Dzięki temu efekt wybielania będzie na zębach lepiej widoczny. Nie ma specjalnych zaleceń jeśli chodzi o dietę PRZED samym zabiegiem, za to PO warto zastosować się do kilku porad, które przedłużą nam „trwałość” bieli.

   Jak wygląda taki zabieg?
   Najpierw odbywa się krótka rozmowa z pacjentem, dzięki której ta osoba może wyjaśnić z obsługą wszystkie niejasności i dowiedzieć się, czy w ogóle może się temu zabiegowi poddać. Następnie pacjent kładzie się na łóżku, dostaje specjalny rozwieracz do ust (po to, aby wszystkie zęby były dobrze widoczne i laser miał do nich „dostęp”). Specjalista maluje każdy ząb po kolei specjalnym żelem do wybielania, który reaguje ze światłem lasera, następnie klient leży przez 15 minut „pod lampą”. Ta czynność powtarzana jest trzykrotnie, w efekcie czego cały zabieg trwa 45 minut. Po tym czasie efekty są już widoczne gołym okiem, ale warto cierpliwie odczekać, bo prawdziwa biel będzie zauważalna dopiero po okresie około 1-2 tygodni od zabiegu.   


 Zalecenia PO zabiegu:
   Przede wszystkim trzeba przestrzegać tzw. „Białej diety”. Około 3-4 godziny po zabiegu nie należy jeść, natomiast pić można tylko wodę. Tego samego dnia zaleca się spożycie „miękkiego” posiłku (np. makaronu czy miękkich klusek, np. „leniwych”). Przez kolejne 3 dni powinno się unikać kolorowych napojów, a zwłaszcza kawy, herbaty, napojów gazowanych, czerwonego wina czy soków owocowych (szczególnie cytrusowych, bo kwasy w nich zawarte mogą uszkadzać szkliwo).  Po tym czasie raczej nie radziłabym znów sięgać po te napoje, no chyba, że chcemy aby nasze zęby szybciej utraciły biały kolor. Odradza się także palenie papierosów. Jeśli zauważymy jakiekolwiek nieprawidłowości (nadwrażliwość zębów utrzymującą się dłużej niż 1 dzień, krwawienie dziąseł, ból), należy NIEZWŁOCZNIE skontaktować się z osobą, która była odpowiedzialna za całą procedurę wybielania.

   Czy wybielanie boli?
   Nie, o ile jest to wybielanie laserowe ( np. przy stosowaniu nakładek wybielających czasami używanych w gabinetach może pojawić się ból, który w przypadku wybielania laserowego nie występuje). Zabieg jest kompletnie bezbolesny (o ile poddawane są mu zdrowe zęby). Możemy jedynie odczuwać mały dyskomfort jeśli żel nakładany przed naświetlaniem dostanie się na dziąsła i zetknie się ze światłem lampy, jednak jest to sytuacja zupełnie normalna i nie powinna nikogo niepokoić.  Po samym zabiegu przez cały dzień możemy odczuwać wzmożoną nadwrażliwość zębów, która powinna minąć po kilku godzinach. Jeśli tak się nie stanie, powinno się skontaktować ze specjalistą.

   Czy po wybielaniu moje zęby będą idealnie białe?
   Rzadko kiedy się zdarza,  że kość po takim zabiegu jest idealnie biała. Zazwyczaj zęby wybielają się o jakieś 8-10 odcieni. U niektórych konieczne mogą być 2 zabiegi, aby efekt był zadowalający (szczególnie u osób nałogowo palących i pijących kawę bądź herbatę). Jednak gwarantuję, że z efektu i tak będziecie zadowoleni, bo jest widoczny gołym okiem i to już zaraz po zejściu z fotela! ;)
  
  Kiedy można powtórzyć taki zabieg?
   Po pierwszym zabiegu wybielania należy zrobić min. 3 miesiące przerwy, aby szkliwo się zregenerowało. Wtedy mamy pewność, że nie uszkodzimy zębów, narażając ich na zbyt częsty kontakt z laserem.
  
  Jak długo utrzymuje się efekt?
   Wszystko zależy od tego, czy przestrzegamy zaleceń ;) Jeśli stosujemy się do wszystkich rad jakich udzielił nam specjalista po zabiegu, to mamy pewność, że efekt utrzyma się dłużej. W przypadku wybielania zębów metodą BEYOND jest to nawet 1,5 roku!

 Czy wybielanie jest szkodliwe i wypadną mi po nim zęby?
   Każda ingerencja w szkliwo bądź kość nie pozostaje obojętna dla zęba. Jednak jeśli wybierzemy PROFESJONALNY gabinet, to stężenia substancji użytych do zabiegu będą tak dobrane, że nie będą one nadmiernie szkodziły naszemu uzębieniu. Jeśli po wybieleniu będziemy o nasze zęby odpowiednio dbać, przestrzegać diety, a kolejnemu zabiegowi poddamy się nie wcześniej niż po 3 miesiącach, raczej nie mamy powodów do obaw. Oczywiście im rzadziej będziemy traktować nasze ząbki laserem, tym lepiej ;)

   Jaki jest koszt takiego zabiegu?
    Dokładny cennik White & Beauty znajdziecie TUTAJ. Pamiętajcie, że w zależności od tego z jakiego jesteście miasta, czy w której klinice wykonujecie zabieg, ceny mogą się od siebie różnić.

UWAGA! Dla moich czytelników White & Beauty w Katowicach przygotowało specjalne ceny!!!

   Zapisując się na zabieg podajcie hasło "NUNECZKA", wtedy będziecie mieli okazję wykonać zabieg wybielania lampą BEYOND za 169 zł (zamiast za 700!), lub lampą LED za 99 zł (zamiast 500 zł!), spieszcie się, promocja jest ważna tylko do końca stycznia 2015 roku! ;) 

  Gdzie najlepiej jest wykonać wybielanie?
   Szukajcie informacji o dobrych gabinetach w internecie, wśród znajomych. Koniecznie czytajcie opinie! Warto jest wcześniej sprawdzić czy miejsce, do którego się udajemy to gabinet godny zaufania. Jeśli jesteście z Katowic okolic, to ja serdecznie polecam Wam gabinet wybielania zębów White& Beauty w Katowicach. Miła i profesjonalna obsługa zaopiekuje się tam Wami od a do z i cierpliwie wyjaśni wszelkie wątpliwości ;)
  


   
   EFEKT PRZED I PO 
   Efekt przed i po ocenia się za pomocą specjalnej skali, na której przedstawione są różne odcienie zębów. Numerki na niej umieszczone pozwalają dokładnie się zorientować o ile tonów wybieliły się nasze perełki po zabiegu :)

   PRZED zabiegiem kolor moich zębów mieścił się pomiędzy numerkiem 16 a 18 na skali:
   Natomiast PO nieszczą się między 10 a 12! Czyli wybieliły się o jakieś 5-6 odcieni! Świetny wynik!
   Czy polecam ten zabieg?
   Jak najbardziej! Ja nie zauważyłam po nim żadnych skutków ubocznych, natomiast znajomi cały czas się dopytują czy „robiłam coś z zębami”. Czuję się dużo lepiej uśmiechając się do ludzi i zyskałam sporo pewności siebie. Jeśli również marzycie o białym, pięknym uśmiechu, to nie ma się co zastanawiać ;) Warto czasem „pomóc” naturze ;) 


           

21 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Kosmetyczne lektury: Anna Kołomycew "Anwen" "Jak dbać o włosy - poradnik dla początkującej włosomaniaczki"

12/11/2014 Ania T.


   Anwen chyba nie muszę nikomu przedstawiać. Jest nie tylko guru w sprawach włosowych, ale także posiadaczką przepięknych, czarnych pukli, które podziwiam z ogromną zazdrością. Jej poradom zaufały tysiące osób i dzięki niej mogą cieszyć się bujną, zdrową fryzurą. Kiedy tylko usłyszałam, że planuje wydać własną książkę, w której zbierze najważniejszą włosową wiedzę w pigułce, od razu wiedziałam, że to będzie pozycja obowiązkowa w mojej biblioteczce! Premiera "Jak dbać o włosy" miała miejsce 14 listopada, ja zamówiłam ją odpowiednio wcześniej, jednak okazało się, że będę musiała poczekać trochę dłużej...bo zabrakło towaru na stanie. To tylko świadczy o tym, jaką popularnością cieszyła się ta książka. I powiem szczerze- nie dziwię się temu ani trochę. Przeczytałam ją w 2 dni, chłonąc zawartą w niej wiedzę jak gąbka! Jeśli cały czas zastanawiacie się nad jej zakupem, to polecam przeczytać recenzję, może ona pomoże Wam podjąć decyzję :)


    Autor: Anna Kołomycew "Anwen"

  Tytuł: "Jak dbać o włosy-poradnik początkującej włosomaniaczki"

  Wydawnictwo: Sensus

    Jak sama nazwa mówi, jest to świetny przewodnik po pielęgnacji włosów, przeznaczony głównie dla osób, które dopiero zaczynają przygodę z włosomaniactwem. Jednak stałe czytelniczki bloga Anwen również nie powinny się czuć rozczarowane, ponieważ dzięki tej pozycji, mają zebrane wszystkie najważniejsze porady w pigułce. Moim zdaniem zawsze łatwiej jest sięgnąć po książkę i wyszukać w niej to, co nas interesuje, niż przeglądać całego bloga, na którym mamy setki wpisów, wśród których ciężko jest trafić na ten właściwy. Autorka dzieli się z nami wiedzą na temat tego jak rozpoznać typ naszych włosów, jak odpowiednio dobrać do nich pielęgnację, czy tego, jakich składników powinniśmy unikać (np. w szamponach). Znajdziemy tutaj także odpowiedzi na takie pytania jak np. "co to są humektanty?", "czym jest przeproteinowanie?", a także całe mnóstwo ciekawych przepisów na maski, mgiełki i inne kosmetyki do włosów, które sami możemy wyczarować w domowym zaciszu ze 100% naturalnych składników! Książka podzielona jest na rozdziały, dzięki czemu w szybki sposób mozemy wyszukać ten fragment, który akurat nas interesuje. Każdy rozdział opatrzony jest kolorowymi zdjęciami, a na jego końcu znajduje się krótkie podsumowanie wszystkich najważniejszych informacji w nim zawartych (to taka wersja "dla leniwych" :D). Warto też dodać, że Ania ma bardzo lekkie pióro i po prostu świetnie się ją czyta. Ten, kto zagląda na jej bloga na pewno świetnie zdaje sobie z tego sprawę ;)



 
  Co mi się w tej książce nie podoba?

   Na pewno to, że jest ZA KRÓTKA! :D Zdaję sobie jednak sprawę, że gdyby Anwen chciała przelać na papier całą swoją włosową wiedzę, ta pozycja miałaby pewnie milion stron, a jej zależało na tym, aby był to poradnik dla każdego, w którym zawarte będą najistotniejsze informacje. Szkoda też, że nie wykorzystała żadnych swoich zdjęć (oczywiście wszsytkie te, które zostały wydrukowane pochodziły z legalnego źródła!), bądź zdjeć metamorfoz włosowych swoich czytelniczek (z cyklu "moja włosowa historia"). Niemniej, fotografie w środku publikacji są zawsze świetnie dobrane do tematu i nie można im niczego zarzucić. "Stare włosowe wyjadaczki" mogą też się poczuć nieco zawiedzione, że tak naprawdę całą tą wiedzę można znaleźć na blogu i one wszyskie te rzeczy już dawno znają...jednak jak sama nazwa mówi, jest to poradnik DLA POCZĄTKUJĄCYCH, dlatego też uważam, że poziom informacji w nim zawarty jest odpowiedni dla osób, które dopiero wchodzą w ten świat.

   Komu ją polecam?

   Z pewnością będzie idealna dla wszystkch, którzy chcą lepiej poznać swoje włosy i dowiedzieć się jak o nie dbać, żeby im nie zaszkodzić. Bardziej doświadczonym na pewno pomoże nieco usystematyzować wiadomości na różne "włosowe" tematy. Jednak przede wszystkim polecam ją tym, którzy zastanawiają się "co kupić w prezencie mamie/siostrze/cioci/przyjaciółce?". Obdarowana osoba na pewno nie poczuje się zawiedziona (no chyba, że już ma tą książkę w swoim zbiorze), a dzięki niej zdecydowanie poszerzy swoje horyzonty. Bo wiedza zawsze jest w cenie!

   Czego nauczyła mnie ta książka?

   Zaczerpnęłam z niej wiele ciekawych porad. To właśnie dzięki Anwen przekonałam się do płukania włosów chłodną wodą, a także poznałam tajniki odpowiedniego mycia głowy szamponem (bo to wcale nie jest takie proste jak się niektórym wydaje!). Mam też zamiar wykorzystać kilka przepisów na domowe kosmetyki dla moich kłaczków, bo po analizie składów produktów drogeryjnych, jaką autorka przeprowadziła, nie jestem do nich przekonana :D Poznałam lepiej swoje włosy i już wiem jaki plan pielęgnacji jest dla nich najlepszy i od kiedy wprowadziłam go w życie, prezentują się o niebo lepiej!

   Ile kosztuje i czy warto ją kupić?

   W zależności od tego, w jakiej księgarni ją kupujemy, zapłacimy za nią od 34 do 37 zł. Warto polować na promocję, bo niedawno widziałam ją w internecie 50% taniej! Myślę, że recenzja mówi sama za siebie i na drugie pytanie odpowiadać nie muszę. Dla mnie to jest po prostu obowiązkowa pozycja na półce każdej osoby, która lubi dbać o włosy!

   Jeśli nadal nie jesteście przekonani, możecie przeczytać darmowy fragment, który jest dostępny w sieci :)

Zdjęcia użyte w poście są mojego autorstwa, jednak pochodzą z książki "Jak dbać o włosy" Anwen, zostały użyte jedynie do receznji i oznaczone moim znakiem wodnym, aby nikt inny, kto zechce tą książkę zrecenzować, nie "pożyczył" sobie fotografii, które ja wykonałam :) 



           

29 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Matowa szminka Soft Matte Lip Cream "Prague" NYX

12/09/2014 Ania T.


   W kolorach matowych szminek NYX zakochałam się kiedy po raz pierwszy zobaczyłam ich swatche w internecie. Początkowo kusiły mnie odcienie "Copenhagen" oraz "Transylvania", jednak Domi uznała, że mogą one być dla mnie za ciemne i poleciła mi zakup koloru "Prague". Jeśli szukacie idealnego produktu do ust, który jest nie tylko trwały, ale również atrakcyjny pod kątem cenowym...to czytajcie recenzję do końca. Ta szminka powinna się Wam spodobać :)

   W dzisiejszej notce oprócz moich zdjęć, pojawią się także wspaniałe fotki autorstwa Marty oraz jej męża, którzy są wielkimi pasjonatami fotografii. Zapraszam Was serdecznie na ich fanpage: Plums Photography, gdzie znajdziecie więcej zdjęć z tej sesji. Natomiast u Domi, któa była autorką wspaniałego makijażu, macie okazję zobaczyć efekt przed i po :) Dziękuję Wam wszsytkim za wspaniałą i bardzo owocną współpracę! :)

OPAKOWANIE

   Opakowanie bardziej przypomina błyszczyk niż tradycyjną szminkę. Aplikator to gąbeczka, której używanie jest dla mnie trochę niewygodne, dlatego polecam aplikację produktu za pomocą pędzelka do ust :)











ZAPACH/KONSYSTENCJA
   Zapach jest niezwykle przyjemny, lekko słodki, kremowy. Nie wyczuwam w nim nieprzyjemnej, chemicznej nuty.
   Konsystencja jest trochę kłopotliwa, ponieważ (jak to Domi określiła) kosmetyk jest bardzo "plastyczny". Z jednej strony to plus, bo łatwo się rozprowadza po ustach, ale z drugiej niezbyt, ponieważ jego aplikacja wymaga sporej precyzji. Ale ćwiczenie czyni mistrza! Jeśli ktoś ma dużo cierpliwości, to nałoży ten produkt nawet tym aplikatorem, który jest dołączony do "zestawu".

DZIAŁANIE
   Ogromną zaletą tej szminki jest jej TRWAŁOŚĆ! Nie spodziewałam się, że jakikolwiek produkt może się aż tak długo utrzymać na moich ustach. Kiedyś zachwycałam się trwałością szminek z Rimmel, czy też M.A.C, ale NYX je pod tym kątem przebija! Mogę jeść, pić, całować się, a nawet spać z pomalowanymi ustami, a produkt pozostaje nienaruszony, dopóki sama nie zdecyduje się go zmyć. Oczywiście po kilku godzinach kolor nie jest juz tak intensywny jak chwilę po pomalowaniu, ale wystarczy kilka małych poprawek, a makjiaż znów prezentuje się nienagannie.
   Niesamowita trwałość niestety niesie za sobą pewne niedogodności i jedną z nich jest wysuszenie warg. Tego niestety nie da się uniknąć i jest to wada chyba każdej matowej szminki. 

KOLOR
   Kolor rozprowadza się po ustach bardzo równomiernie, nie pozostawiając smug i nie zbierając się w załamaniach. Jest bardzo wyrazisty i intensywny. Zdecydowanie przyciąga wzrok! Prezentuje się bardzo różnie, w zaeżności od światła. Raz jest łagodniejszy, wpadajacy w róż (tak też wygląda na większości swatchy w internecie), ale przy małej ilości światła zyskuje nowe, bardzo drapieżne oblicze! Wtedy wpada w purpurę, a pod odpowiednim kątem nawet i we fiolet. Na pewno nie jest to odcień, który każdemu będzie pasował, ja natomiast czuję się w nim świetnie! Jak sama nazwa mówi, wykończenie jest matowe, dlatego też usta nią pomalowane prezentują się klasycznie i elegancko.


   Tak wygląda na ustach (zdjęcia: Plums Photography, makijaż: Domi):




   Jest fantastyczna, prawda? :)

TESTOWANA NA ZWIERZĘTACH
NIE

CENA/DOSTĘPNOŚĆ
   Cena jest naprawdę świetna, jak na produkt o takiej wysokiej jakości. Koszt jednej szminki to około 30-32 zł, więc uważam to za kwotę niewygórowaną.
   Jeśli chcecie kupić ją stacjonarnie, to najlepiej udajcie się do salonu NYX w warszawskim Blue City, tam wybór tych pomadek jest ogromny. Dostępne są także w Douglasie, ale z tego co wiem, nie mają tam tego konkretnego koloru. Ewentualnie szukajcie np. na Allegro :)

PLUSY:
-śliczny zapach
-niesamowita trwałość!
-odporność na ścieranie
-kolor, który przyciąga wzrok
-nietestowana na zwierzętach
-świetna cena!

MINUSY:
-trochę kłopotliwy aplikator (da się nim nakładać produkt, ale potrzeba do tego wprawy)
-wysusza usta (jak to każda matowa szminka)
-dostępność


A jak Wam się podoba ten odcień?
Odważylibyście się na taki mocny kolor na ustach?



           

64 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!