Chusteczki zmywające lakier z paznokci JELID

11/30/2014 Ania T.


   Całe opakowanie tych chusteczekv(50 sztuk) , przez producenta nazywanych także wacikami, otrzymałam w październikowym Shiny Boxie. Byłam ciekawa czy poradzą sobie ze zmywaniem każdego rodzaju lakieru, bo gdyby okazały się skuteczne, to z pewnością zawsze miałabym w torbie jedną na zapas (gdyby to "zepsuł" mi się manikur). Jak się sprawdziły?

OPAKOWANIE



   W kartonowym opakowaniu znajduje się 50 oddzielnych saszetek z chusteczkami. Saszetki są naprawdę malutkie, można je schować np. do portfela czy kieszeni, bo nie zajmują zbyt wiele miejsca.





SKŁAD
   Isoprophyl Alcohol, Isopropyl Myristate, Coco oil, Propanediol, Acetyl Cellulose, witamina E, zapachy.

   Duży plus za to, że chusteczki nie zawierają acetonu. Oprócz tego wysoko w składzie mamy tutaj olej kokosowy, który dodatkowo pielęgnuje paznokcie.

ZAPACH/KONSYSTENCJA
   Zapach był dla mnie pozytywnym zaskoczeniem. Aromat tradycyjnego zmywacza mi nie przeszkadza, ale wiem, że wiele osób go nie lubi. Te chusteczki pachną (jak dla mnie) olejkiem różanym :D Nadają się do używania nawet w miejscach publicznych, bez narażania się innym ludziom, którym smród zmywacza na co dzień bardzo dokucza.
   W przypadku tego produktu ciężko mówić o konsystencji :D Są to po prostu chusteczki (swoją strukturą przypominają te nawilżane dla dzieci), nasączone zmywającym płynem. Spokojnie, ilość płynu jest tak niewielka, że nie będzie Wam kapał z chusteczki podczas jej używania.






DZIAŁANIE
   Żeby sprawdzić skuteczność tego produktu, przeprowadziłam test na 3 typach lakierów. Na gęstej odżywce do paznokci (o "glutowatej" konsystencji), lakierze holograficznym (z niewielkimi, błyszczącymi drobinkami) oraz na zwykłym, klasycznym nudziaku. Jak sobie poradził?
  • Gęsta odżywka: tutaj niestety mamy porażkę na całej linii. Odżywki nie byłam w stanie zmyć nawet z 1 palca i bez zwykłego zmywacza się nie obyło.
  • Lakier holograficzny: po 5 minutach tarcia 1 palca, udało mi się go zmyć...tylko do połowy. Także do lakierów z drobinkami te chusteczki się nie nadają. 
  • Klasyczny nudziak: tutaj nie mam większych zastrzeżeń. Jedna chusteczka spokojnie wystarczyła aby zmyć wszystkie 10 paznokci :) Co prawda na każdy z nich musiałam chwilę poświęcić, ponieważ lakier nie schodził od razu, ale po całym zabiegu paznokcie były nabłyszczone (dzięki olejkowi) i nie przesuszone. Do tego przyjemnie pachniały różą :) 
   Ten produkt niestety nie został stworzony do zmywania lakierów z "bajerami", ani tych o bardzo gęstej i kłopotliwej konsystencji. W przypadku zwykłych lakierów obietnice producenta o tym, że jedna chusteczka wystarcza na zmycie 10 paznokci rzeczywiście się sprawdza. Trzeba tylko uważać, żeby nie pocierać za mocno, bo inaczej wacik po prostu nam się rozerwie i powstanie w nim dziura, co dyskwalifikuje go z daleszego użytkowania. 
   Jest to produkt jednokrotnego użytku- chusteczkę po zmyciu lakieru należy wyrzucić, bo nie nadaje się do ponownego użycia. 


TESTOWANE NA ZWIERZĘTACH
Brak danych 

CENA/DOSTĘPNOŚĆ
   Całe opakowanie, czyli 50 sztuk, kosztuje około 25 zł. Z kolei sugerowana cena 2 sztuk (bo produkt będzie można kupić na sztuki) to 1 zł. 
   Na razie nie są jeszcze dostępne stacjonarnie, będzie je można kupić za pośrednictwem internetu. Jeśli zdecydujecie się na zakup przez  stronę, dodakowo wspomożecie Fundację "Wcześniak Rodzice-Rodzicom" (nie jest to żadna reklama, znalazłam ten sklep jako pierwszy, który wyskoczył mi po wpisaniu hasła "Jelid" i postanowiłam się z Wami tą informacją podzielić). 


   Powiem szczerze, że spodziewałam się po tym produkcie czegoś zdecydowanie lepszego. Bublem go nie nazwę, bo w końcu ze zwykłym lakierem jakoś sobie radzi. Ale tradycyjnego zmywacza na pewno mi nie zastąpi. 


PLUSY:
-małe opakowania, idealne do transportu
-nie zawierają acetonu
-przyjemnie pachną
-nie wysuszają paznokci
-zmywają "zwykły" lakier (wtedy 1 chusteczka rzeczywiście wystarcza mi na 10 paznokci)

MINUSY:
-nie nadają się do zmywania lakierów gęstych i takich, które zawierają jakiekolwiek drobinki
-są delikatne, mogą się rozerwać jeśli zbyt inensywnie pocieramy paznokieć
-cena
-dostępność




           

60 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Blogowe Mikołajki u Just Beauty - mój prezent :)

11/29/2014 Ania T.


   W tym roku postanowiłam się zgłosić do Blogowych Mikołajek u Just Beauty, lubię sprawiać innym przyjemność, dlatego chciałam kogoś uszczęśliwić i obdarować prezentem. Jak się pewnie domyślacie, sama też taki prezent-niespodziankę miałam otrzymać. I powiem szczerze, że zżerała mnie ogromna ciekawość kto został moim Mikołajem i co od niego dostanę :D


   Cała tajemnica wyjaśniła się wczoraj! Byłam na zakupach z moim mężczyzną, kiedy zadzwoniła do mnie znajoma właścicielka Zielonej Mydlarni, żebym szybko do niej przyszła, bo ma dla mnie niespodziankę :) Szybko pobiegłam do sklepu, a tam czekała na mnie...MOJA MIKOŁAJKA :D

   Okazało się, że była nią Karolina z bloga Imperfecta Beauty :) Prezent wręczyła mi osobiście! Muszę przyznać, że naprawdę bardzo się postarała, bo wszystkie kosmetyki idealnie wpasowują się w moje gusta, a dodatkowo były przepięknie zapakowane przez Klaudię, właścicielkę Mydlarni :)

   Jesteście ciekawi co takiego znalazłam w Mikołajkowej paczuszce? Oto ona w całej okazałości!



   Została zapakowana z dbałością o każdy detal. Wyglądała po prostu cudownie, aż żal było rozpakowywać!


   Teraz po kolei :) Pierwszym kosmetykiem jest wygładzający peeling do twarzy Sylveco. Firma jest mi bardzo dobrze znana, lubię te kosmetyki, a na ten produkt miałam już ochotę od kiedy tylko wszedł do sprzedaży. Wreszcie będę miała okazję się przekonać czy sprawdzi się na mojej buzi.


   Kolejny kosmetyk to również peeling, ale tym razem do całego ciała. Jest to obłędnie pachnąca mieszanka papai i cukru od Organic Shop, czyli cukrowy peeling do ciała :) Przepadłam od pierwszego powąchania! Aromat jest tak smakowity, aż chce się go zjeść! Do tego bardzo apetycznie wygląda. Nie mogę się doczekać aż go użyję!


   Ostatnim prezentem był sampler Yankee Candle, o zapachu, którego w mojej kolekcji brakowało, czyli Bay Leaf Wreath. Na sucho pachnie ciekawie, zobaczymy, czy po zapaleniu również zrobi na mnie dobre wrażenie. Powiem tylko tyle, Yankee Candle w moim przypadku to ZAWSZE jest dobry wybór :D


   Moja paczka bardzo mi się podoba :) Karolina naprawdę się postarała i serdecznie jej dziękuję za taki miły prezent (i to na dodatek kupiony w moim ulubionym sklepie w Katowicach :D).
   Chciałabym także podziękować organizatorce akcji, czyli Natalii za świetną zabawę. Zdradzę Wam w tajemnicy, że Mikołajkową paczkę dla niej przygotowałam JA! Niedługo będziecie mogli obejrzeć ją na jej blogu :)

Jak Wam się podoba mój prezent?
Lubicie takie blogowe akcje Mikołajkowe? 



           

52 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Krem do rąk Bio IQ

11/28/2014 Ania T.


   Niedawno pokazywałam Wam na blogu żel pod prysznic Bio IQ, dziś przyszedł czas na recenzję kolejnego produktu tej firmy, który miałam okazję przetestować. Jest to krem do rąk, który podobnie jak żel, oparty jest na naturalnych składnikach i posiada certyfikat EcoCert. Według producenta nadaje się do każdego typu skóry i ma być produktem głęboko nawilżającym i wygładzającym. Jak sobie radzi w chłodne, jesienne dni?

OPAKOWANIE


   Wszystkie opakowania produktó Bio IQ są bardzo spójne. Mają taką samą szatę graficzną i kolory. Może to sprawiać pewien problem, szczególnie jeśli mamy w domu kilka produktów  takiej samej wielkości i w takich samych tubkach :D Podobnie jak opakowanie żelu, to również jest stawiane na nakrętce i zrobione z miękkiego tworzywa, co ułatwia aplikację produktu.

SKŁAD
("pożyczony" ze strony producenta)

AQUA, HELIANTHUS ANNUUS SEED OIL, BUTYROSPERMUM PARKII BUTTER EXTRACT*, COCO-CAPRYLATE/CAPRATE, GLYCERYL STEARATE SE, GLYCERYL STEARATE, GLYCERIN, CETEARYL ALCOHOL, CETYL ALCOHOL, ALOE BARBADENSIS LEAF EXTRACT*, TOCOPHEROL, BETA-SITOSTEROL, SQUALENE, SODIUM DEHYDROACETATE, CETEARYL GLUCOSIDE, XANTHAN GUM, LINOLEIC ACID, LINOLENIC ACID, POTASSIUM SORBATE, SODIUM BENZOATE, CITRIC ACID, PARFUM, LINALOOL.

  ZAPACH/KONSYSTENCJA

   Niestety, z zapachem tego kosmetyku w ogóle się nie polubiłam :( Nie wiem jak mogę go określić, jest słodko-duszący, intensywnie wyczuwam w nim masło shea (które swoją drogą jest wysoko w składzie). Na skórze utrzymuje się jakiś czas po posmarowaniu, co nie jest dla mnie szczególnie przyjemne. Widać mój nos się już za bardzo przyzywczaił do sztucznych aromatów :P
   Spodziewałam się bardzo gęstej, bogatej konsystencji (takiej jak w przypadku słynnego kremu z masłem shea od The Secret Soap Store, którego recenzję znajdziecie TUTAJ). Okazało się, że krem jest lekki i dość rzadki. Dzięki temu szybko się wchłania, jednocześnie odżywiając skórę dłoni.








DZIAŁANIE

   Dzięki temu, że nie muszę czekać godzinami aż się wchłonie, praktycznie zaraz po posmarowaniu mogę wrócić do codziennych czynności. Nie pozostawia na skórze tłustej, lepkiej i nieprzyjemnej warstwy.
   Skóra zaraz po posmarowaniu jest miękka i gładka w dotyku, wygląda na dobrze nawilżoną oraz odżywioną. Daje ulgę zziębniętym, podrażnionym zimnem dłoniom. Jak tylko wracam do domu po kilku godzinach na dworze, zaraz po niego sięgam. Ręce w takich momentach chłoną go jak gąbka. Dba także o skórki przy paznokciach. Niestety, efekt mocnego nawilżenia utrzymuje się tylko przez kilka godzin. Aby dłonie pozostały gładkie i zadbane, aplikację kosmetyku trzeba co jakiś czas powtarzać i używać go praktycznie codziennie (gdy używałam podobnego produktu z TSSS wystarczyło, że sięgałam po niego co 2-3 dni). 
   Myślę, że nada się do każdego typu skóry, ponieważ nie zauważyłam żadnych podrażnień czy zaczerwienień podczas jego stosowania :) 


TESTOWANY NA ZWIERZĘTACH

NIE

CENA/DOSTĘPNOŚĆ

   75 ml buteleczka kosztuje 43 zł. Cena dosyć spora, biorąc pod uwagę fakt, że działanie jest dobre, ale do doskonałości mu daleko. Być może fakt, że to całkiem wydajny produkt, niektórym zrekompensuje ten wydatek.
   Dostępny tylko online, w sklepie internetowym Bio IQ.


   Krem jest w porządku, ale ogromnego wrażenia na mnie nie zrobił. Miałam lepsze (i tańsze) odpowiedniki. Natomiast jeśli ktoś nie przepada za drogeryjnymi kosmetykami, mającymi skomplikowane składy, którym do naturalności daleko, pewnie będzie z tego produktu zadowolony, chociażby ze względu na INCI :)


PLUSY:
-wygodna aplikacja
-naturalny skład (posiada certyfikat EcoCert)
-nie był testowany na zwierzętach
-wygładza skórę dłoni i nadaje jej miękkości
-nawilża zarówno skórę dłoni, jak i skórki wokół paznokci
-lekka konsystencja, dzięki czemu szybko się wchłania
-nie pozostawia tłustej, lepiej warstwy
-wydajność

MINUSY:
-niezbyt przyjemny zapach
-efekt nawilżenia nie utrzymuje się długo
-cena
-dostępność



           

20 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Dlaczego warto spać w warkoczu?

11/25/2014 Ania T.


   Jakiś czas temu znalazłam w internecie informację, że spanie w warkoczu jest świetną metodą na zabezpieczenie włosów przed uszkodzeniami mechanicznymi, jakie powoduje tarcie nimi o poduszkę podczas snu. Stwierdziłam, że nie zaszkodzi mi spróbować, w końcu strasznie się w nocy wiercę, a rano mam na głowie jeden wielki kołtun. Od jakiegoś czasu regularnie zaplatam włosy przed snem i chciałabym Wam polecić tą metodę, bo ma naprawdę dużo zalet :)



   Zacznijmy może najpierw od tego, jakie mam włosy: są to idealnie proste, dość sztywne i ciężkie "druty". Nie są podatne na stylizację, lubią się przetłuszczać (dlatego codziennie je myję) i z moich obserwacji wynika, że są raczej niskoporowate. W moim przypadku spanie w warkoczu okazało się dla nich wręcz zbawienne, natomiast nie gwarantuję, że u każdego ta metoda się sprawdzi :)
   Praktycznie nie używam suszarki, włosy myję zawsze przed snem, odciskam nadmiar wody w ręcznik, zabezpieczam końcówki silikonowym serum, a następnie zaplatam luźny warkocz. Związuję je gumką Invisibobble, ze względu na to, że nie zawiera metalowych elementów, które dodatkowo mogą uszkodzić łuski włosa. Nie rozczesuję mokrych kosmyków, żeby nie wyrywać ich zbyt dużo. Robię to dopiero rano, po tym, jak rozplączę warkocz. 

   Jakie zalety tej metody zauważyłam?

  • Łatwiejsze rozczesywanie: dzięki zminimalizowaniu tarcia, praktycznie nie tworzą mi się kołtuny ani supły. Rozczesywanie jest dużo szybsze i zdecydowanie łatwiejsze. Nie wyrywam sobie aż tyle włosów, ponieważ nie plączą się tak bardzo, jak wtedy, gdy są rozpuszczone podczas snu. Czasem zdarza się, że jakiś kosmyk wysunie się z warkocza, wtedy może powstać mały kołtun, jednak Tangle Teezer radzi sobie z nim bez zarzutu :)
  • Gładsze włosy: dzięki temu, że są związane, nie ocierają się o materiał pościeli. To sprawia, że nie elektryzują się tak bardzo i nie odstają na wszystkie strony. Już nie muszę rano używać wody, żeby "przyklepać" fryzurę, wystarczy, że przeczeszę się lekko zamoczonym TT.
  • Większa objętość: kiedy śpię w rozpuszczonych włosach, zazwyczaj mocno przyciskam je do poduszki, jako, że nie zawsze śpię po tej samej stronie, to bywa, że z jednej strony kosmyki są bardziej przyklapnięte niż z drugiej. W momencie kiedy zaplotę warkocz, po prostu odrzucam go na bok, przez co włosy nie są przyciśnięte i rano, po rozplątaniu fryzury, mają zdecydowanie większą objętość.
  • Blask: tutaj znów wszystko sprowadza się do...tarcia :D Włosy, które pod jego wpływem splątają się w kołtun, po rozczesaniu zupełnie tracą blask. Są matowe, naelektryzowane i wyglądają jak siano. Dzięki odpowiedniemu uczesaniu rano są gladkie i pięknie błyszczą, wyglądają na zdrowsze i mocniejsze.
  • Wygoda: początkowo bałam się, że warkocz nie będzie zbyt wygodną fryzurą do spania. Na szczęście moje obawy okazały się nieuzasadnione. Podczas gdy układam się do snu, warkocz po prostu odrzucam do tyłu. Jest to dla mnie duży komfort, bo żadne pojedyczne włosy nie łaskoczą mnie po twarzy, ani nie wchodzą tam, gdzie nie trzeba :D Musimy tylko pamiętać, aby warkocz nie był zbyt ciasny i za mocno ściągnięty gumką, bo wtedy może sprawiać ból (jak przy za ciasnym kucyku).
  • Sposób na błyskawiczną fyzurę: co prawda u mnie ten sposób nie za bardzo działa, ale jeśli ktoś ma włosy bardziej podatne na kręcenie i stylizację, to zaraz po obudzeniu będzie mógł się cieszyć pięknymi falami bez wysiłku :) Jeśli dodatkowo czesze włosy przed pójściem spać, to rano będzie miał idealną fryzurę, która nie będzie wymagała dodatkowych zabiegów fryzjerskich :) 

   Aby nasze kosmyki były jeszcze ładniejsze i gładsze po obudzeniu, Anwen dodatkowo zaleca, aby zmienić poszewki poduszek z bawełnianych na satynowe, które dodatkowo zmniejszają tarcie. Muszę chyba wypróbować ten sposób :) 

   Tak jak już pisałam, nie jest to metoda, która sprawdzi się u każdego (np. nie mogą jej stosować osoby z bardzo krótką fryzurą, z której nie da się upleść warkocza). Trzeba pamiętać, że aby włosy były zdrowe trzeba o nie odpowiednio dbać i je pielęgnować, bo przy zniszczonej czuprynie, samo spanie w warkoczu niewiele zmieni. Jest to tylko jeden ze sposobów, który ułatwia codzienną walkę o piękne uczesanie :)

A Wy lubicie spać w warkoczu?





           

76 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Shiny Box Listopad 2014- zawartość pudełka

11/22/2014 Ania T.


   Listopadowe pudełeczko miało naprawdę świetny temat przewodni! Shiny Box nawiązał współpracę z internetowym sklepem Pewex i przez cały miesiąc kusił...a to obiecywali 10 pełnowymiarowych produktów, a to wyjątkową zawartość, która pozwoli Nam się cofnąć do czasów dzieciństwa, no i wreszcie niepowtarzalne kosmetyki, które każdemu miały przypaść do gustu. To miał być twoar 1 klasa! Czy rzeczywiście listopadowe pudełeczko jest warte uwagi?


Oto całość:


Co dokładnie znalazło się w środku?

   1. Zmywacz do paznokci w chusteczkach NU (produkt pełnowymiarowy)


   Zmywacz do paznokci w tej formie dostałam już w poprzednim pudełku i jak na razie nie uważam, żeby był lepszy od tradycyjnego zmywacza w płynie i wacików. Może ten okaże się lepszy :) W pudełku mamy 10 sztuk chusteczek, które kosztują 19 zł. Trochę sporo, ale zobaczymy jak się sprawdzą.

   2. Pomarańczowy peeling do ust Mariza (produkt pełnowymiarowy)


   Po peelingi do ust sięgam rzadko, od kiedy odkryłam peelingującą pomadkę od Sylveco (recenzja TUTAJ). Ten ma bardzo przyjemny landrynkowo-pomarańczowy zapach. I właściwie jest chyba jedynym produktem z tego boxa, który w jakikolwiek sposób kojarzy mi się z czasami PRL. Do tej pory pamiętam opowieści mamy, która z nostalgią wspominała czasy, kiedy to pomarańcze dostawało się tylko i wyłącznie na Święta i był to wielki rarytas. Czy cukrowy peeling się u mnie sprawdzi? To się okaże! ;)

   3. Baza pod cienie JOKO (produkt pełnowymiarowy)


   Nie ukrywam, że nie jest to dla mnie produkt pierwszej potrzeby :D Cieni nie używam praktycznie wcale, a jeśli już, to tylko na jakieś specjalne okazje. Czytałam o niej kilka pozytywnych recenzji, pewnie ją przetestuję, ale nie wiem czy na stałe zagości w mojej kosmetyczce. A może znajdzie innego właściciela? :)

   4. Zestaw 5 cieni do powiek w kuleczkach APC


   Kiedy Shiny Box obiecywał 10 pełnowymiarowych produktów, nie spodziewałam się, że 5 z nich to będą cienie...jestem niepocieszona, bo podobnie jak wyżej pokazanej bazy, raczej nie bedę ich używać  za często :D Podobają mi się raptem 2 kolory z 5, reszta to w ogóle nie moja bajka. Poza tym ten, kto wymyślił to opakowanie był jakimś geniuszem zła...cienie są ze sobą połączone, ale nie mają oddzielnych nakrętek. Jeden z nich jest tak mocno dokręcony, że nie jestem się w stanie do niego dostać (mocowałam się z nim ja, wujek, kuzyn, babcia...nawet nacinałam wieczko nożem, niestety nic nie pomogło)...masakra. Podobno zostały wyprodukowane specjalnie dla Shiny. ale z pewnością nie dałabym za nie 65 zł (jak sugeruje ulotka), gdyby były dostępne w regularnej sprzedaży. Chociażby ze względu na to opakowanie.

   5. Złoty peeling do ciała Organique (produkt pełnowymiarowy)


   Ten produkt to strzał w 10! Prawdziwy towar pierwsza klasa :) Już na wstępie zaplusował tym, że jest to peeling cukrowy, a nie solny  (solne mnie bardziej podrażniają), poza tym obłędnie pachnie. Kremowo, ciepło...luksusowo! Jeden peeling z Organique właśnie zużywam, jest warty każdych pieniędzy. Mam nadzieję, że ten również mnie nie rozczaruje :)

   6. Balsam do włosów odżywczo-regeneracyjny Bania Agafii


   Ostatnio zapałałam do saszetek Agafii odwzajemnioną miłością :) Polubiłam się z dziegciową maską do twarzy (recenzja TUTAJ), a moje włosy bardzo mocno zaprzyjaźniły się z pewną maską, która obłędnie pachnie jaśminem. Także liczę na to, że i balsam do kosmyków od rosyjskiej babuszki będzie godny uwagi :) Jak na razie mogę powiedzieć tylko tyle, że zapach ma nieziemski!

   7. Przypinka od Pewex-u


   Mała rzecz, a cieszy! Przypinka może służyć jako ozdoba plecaka czy kurtki, u mnie zajęła honorowe miejsce na korkowej tablicy (uwielbiam zbierać takie drobiazgi). Wygląda uroczo :) Więcej przypinek z różnymi śmiesznymi hasłami czy obrazkami znajdziecie w ofercie sklepu Pewex.


   No i to by było na tyle, jeśli chodzi o standardową zawartość pudełka :) Ja jako Ambasadorka Shiny Box, w swojej paczce dostałam jeszcze dodatkowe niespodzianki od Pewex-u. W moje ręce trafiła koszulka i eko-torba.
 
   Koszulka jest uszyta z mięciutkiej bawełny, jest miła w dotyku. Pomimo, że to rozmiar M (zwykle noszę S), to pasuje jak ulał :) A hasło kojarzy mi się z wakacjami nad morzem :D Nigdy nie zapomnę, jak będąc dzieckiem jeździłam z dziadkami do Dźwirzyna, a tam na plaży chodzili panowie z lodami, krzycząc "Lody Bambino, lody Saturn, lody w kubeczkaaaaach!" :D Niestety, nie było mi dane spróbować Lodów Bambino, ale ich nazwa będzie mi się zawsze kojarzyła pozytywnie.


   Ekotorba może do końca nie jest w moim stylu, za to bardzo podoba mi się fakt, że ma w środku...zapinaną kieszonkę! To świetne rozwiązanie, bo bezpiecznie można do niej schować telefon, portfel czy dokumenty. Materiał jest sztywny i mocny, torba wygląda na solidną. Na stronie dostępnych jest wiele wzorów, w całkiem przyzwoitych cenach, także myślę, że każdemu uda się znaleźć cos dla siebie :)



   Jeśli ktoś byłby zainteresowany zamówieniem w sklepie Pewex, to może skorzystać ze zniżki, która znalazła się w Shiny Boxie :)

Żeby uzystkać 10% rabatu na zakupy w Pewex-ie, wystarczy wpisać kod SHINY.

   Czy warto kupić to pudełko?

   Moim zdaniem nie jest to zły box. Cieszy mnie to, że znalazłam w nim peeling Organique i balsam do włosów Bania Agafii. Do chusteczek ze zmywaczem i peelingu mam stosunek raczej obojętny, pewnie je wykorzystam, natomiast baza i cienie są jak dla mnie nietrafione. Ale pamiętajcie, że jestem osobą, która prawie wcale nie używa tego typu produktów, dlatego moja opinia jest w tej kwestii bardzo sceptyczna ;) 


   UWAGA! 
   Mam też małą niespodziankę dla moich czytelników :) Wiem, że nie wszyscy z Was są zdecydowani, aby od razu zamawiać subskrypcję, dlatego od Shiny Boxa dostałam kod rabatowy na jednorazowe pudełko, którym się z Wami dzielę :)

   Możecie kupić pojedyncze pudełko listopadowe (bez subskrypcji) w cenie 53 zł, zamiast 59 zł, jeśli przy zkładaniu zamówienia wpiszecie hasło:

TOWAR1KLASA

No i jak Wam się podoba listopadowy Shiny Box? :)




           

74 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Krem do stóp True Blue SPA Bath & Body Works

11/21/2014 Ania T.


   Stopy to często niesłusznie zaniedbywana część naszego ciała, odsłaniamy je tylko latem, kiedy przejmujący chłód nie zmusza nas do zakładania ciepłych skarpet i butów. W sklepach dostępnych jest bardzo wiele produktów, które mają pomóc nam w pielęgnacji stópek. Jednym z kosmetyków, jaki miałam okazję wypróbować na własnej skórze, był bogaty krem z masłem shea od Bath & Body Works. Jak się u mnie sprawdził?

OPAKOWANIE






   Miękka tubka, stawiana na zamknięciu ułatwia aplikację kremu, który naprawdę jest bardzo gęsty i treściwy.



SKŁAD


   Masło shea jest jednym z głównych składników, oprócz tego mamy wazelinę (jako główny emolient), a także oleje z takich roślin jak oliwka czy awokado. Wyciągi z eukaliptusa, skórki pomarańczy i grapefruita mają działanie odświeżające i nadają kosmetykowi przyjemnego, orzeźwiającego zapachu. Skład nie jest zły, chociaż na pewno nie można go nazwać w 100% naturalnym (patrz: zawartość parabenów czy sztuczny aromat).

ZAPACH/KONSYSTENCJA

   Krem pachnie niesamowicie. Zupełnie jak smaczne, musujące cukierki. Mamy tutaj lekką nutkę eukaliptusa, pomieszaną ze świeżym aromatem cytrusów. Zapach idealny na lato...ale zimą również się sprawdzi, ponieważ przywołuje wspomienia ciepłych dni.
   Przy okazji opakowania wspomniałam o tym, że to kosmetyk o bardzo bogatej konsystencji. Jest naprawdę bardzo gęsty, czasem jest mi ciężko go wycisnąć z opakowania, nawet jak mocno naciskam :) Niewielka ilość wystarczy, aby pokryć nim całe stopy.



DZIAŁANIE

   Produkt zaraz po aplikacji tworzy na skórze grubą i tłustą warstwę ochronną. Zawsze zakładam na stopy ciepłe skarpety, żeby dobrze się wchłonął. Po mniej więcej 20-30 minutach je ściągam. Po tym czasie na skórze nie wyczuwam nieprzyjemnej warstewki, krem wchłania się praktycznie całkowicie.
   Skóra stóp po jego użyciu jest naprawdę intensywnie odżywiona i nawilżona. Zmiana jest zauważalna już podczas pierwszej aplikacji. Stopy są gładkie i bardzo mięciutkie w dotyku.
   Przy regularnym stosowaniu radzi sobie nawet z bardzo zrogowaciałym naskórkiem. Zmiękcza go i ułatwia jego usunięcie za pomocą pumeksu czy peelingu (bo stosując sam krem niestety nie pozbyłam się "twardych" pięt do końca). 
   Nie zauważyłam działania chłodzącego (nie przepadam za nim w kremach do stóp), za to produkt przyjemnie odświeża i przynosi ulgę zmęczonym kończynom :) 
   

TESTOWANY NA ZWIERZĘTACH

NIE

CENA/DOSTĘPNOŚĆ

   Szczerze mówiąc nie mam pojęcia ile ten krem kosztuje w Polsce. Moje opakowanie chyba pochodzi zza granicy (choć mam je od Polskiego dystrybutora) i widnieje na nim cena 15$. Ze względu na gęstą konsystencję, nie aplikuję go dużo, dlatego też jest wydajny.
   Można go kupić stacjonarnie w sklepach Bath & Body Works (które niestety są tylko w Warszawie), albo przez internet (ale tylko poprzez zagraniczną stronę B&BW). 


   Krem naprawdę mi się spodobał. Pielęgnował stopy jak trzeba :) Przy okazji nadawał im miękkości i odświeżał. Co prawda nie zlikwidował zrogowaciałego naskórka na piętach, ale i tak poradził sobie z nim dużo lepiej niż większość kremów do stóp, które miałam okazję testować do tej pory. Jeśli nie przeszkadza Wam bogata i tłusta konsystencja tego typu kosmetyków, to myślę, że warto się za nim rozejrzeć. 


PLUSY:
-wygodne opakowanie
-przyjemny, orzeźwiający zapach
-bogata, gęsta konsystencja
-intensywnie nawilża i odżywia stopy
-pozostawia skórę miękką i miłą w dotyku
-pomaga się pozbyć zrogowaciałego naskórka (zmiękcza go)
-odświeża i przynosi ulgę zmęczonym stopom
-nietestowany na zwierzętach
-wydajność

MINUSY:
-długo się wchłania (zazwyczaj stosuję go razem ze skarpetami, które nakładam na minimum 20 minut)
-nie likwiduje zrogowaciałego naskórka całkowicie (jedynie go zmiękcza i ułatwia jego usuwanie za pomocą peelingu czy pumeksu)
-wysoka cena (za nie w 100% naturalny skład)
-dostępność


A co Wy o nim myślicie?
Stosujecie regularnie kremy do stóp?

   


           

23 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Żel pod prysznic BIO IQ

11/18/2014 Ania T.


   BIO IQ to stosunkowo nowa firma na rodzimym rynku. Założona w 2012 roku we Wrocławiu, postawiła sobie misję, aby popularyzować w naszym kraju ekologiczne kosmetyki naturalne. Wszystkie produkty BIO IQ są opatrzone certyfikatem Ecocert i zawierają cenne, roślinne ekstrakty. Dziś napiszę Wam nieco więcej na temat żelu pod prysznic, jaki miałam okazję testować. Czym różni się od tych, które możemy kupić w każdej drogerii?


OPAKOWANIE



   Miękka tubka, ze sporym otworem, bardzo ułatwia aplikację produktu. Wylatuje go tyle, ile akurat jest potrzebne. Plus za to, że jest stawiana na nakrętce, dzięki czemu łatwiej jest wyciskać kosmetyk na dłoń.


SKŁAD
("pożyczony" ze strony producenta)
   AQUA, PINUS SYLVESTRIS LEAF WATER*, COCAMIDOPROPYL BETAINE, SODIUM CHLORIDE, GLYCERIN, MEL*, ARGANIA SPINOSA KERNEL OIL*, ACACIA SENEGAL GUM, XANTHAN GUM, OLIVE OIL POLYGLYCERYL-6 ESTERS, ISOPROPYL PALMITATE, SALICYLIC ACID, SODIUM BENZOATE, POTASSIUM SORBATE, CITRIC ACID, PARFUM, D-LIMONENE.

   Jak widać skład jest całkiem obiecujący: bez sztucznych aromatów (Parfum), z wyciągiem z igliwia sosny, olejkiem arganowym, oliwą z oliwek i miodem. Oprócz tego mamy tutaj także kwas salicylowy, działający przeciwzapalnie i złuszczająco. 


ZAPACH/KONSYSTENCJA

   Przyznam szczerze, że jego zapach nie do końca przypadł mi do gustu. Wyczuwam tutaj trochę sosny, trochę kwiatów, trochę miodu, taki misz-masz. Zapach jest słodki i (przynajmniej dla mnie) drażniący. Na szczęście nie utrzymuje się za długo na skórze.
   Konsystencję ma rzadką, wodnistą...trzeba uważać, żeby nie przelewał się przez ręce. 





DZIAŁANIE

   Na plus na pewno zasługuje fakt, że dobrze się pieni. Nigdy wcześniej nie miałam podobnego (ekologicznego) produktu, dlatego obawiałam się, że będzie z tym problem. Całe szczęście moje obawy okazały się bezpodstawne :)
   Dokładnie czyści ciało, a po jego spłukaniu skóra jest gładka i miękka w dotyku. W przeciwieństwie do niektórych żeli, które możemy kupić w drogeriach, nie wysusza  i nie pozostawia nieprzyjemnego uczucia "napięcia" skóry.
   Spłukuje się bezproblemowo, nie pozostawia żadnej warstwy ani smug na ciele.
   Najważniejsze jest jednak to, że naprawdę jest łagodny. Nie podrażnia nawet mocno wysuszonej skóry, a nawet lekko ją nawilża. Mogą go bezpiecznie stosować kobiety w ciąży i podczas laktacji.

TESTOWANY NA ZWIERZĘTACH

NIE

CENA/DOSTĘPNOŚĆ

   Cena jest dosyć wysoka, 200 ml tubka kosztuje bowiem 30 zł. Niestety, za certyfikaty się płaci :( Ale z drugiej strony ta kwota nie jest aż tak wysoka, biorąc pod uwagę skład i działanie produktu. Bo zdecydowanie widzę różnicę pomiędzy kosmetykiem BIO IQ, a "zwykłymi" żelami pod prysznic. Mogę się tylko doczepić do tego, że ze względu na swoją rzadką konsystencję jest średnio wydajny. 
   Dostępność nie powala, kupić go można np. poprzez stronę internetową, stacjonarnie jeszcze się z tymi kosmetykami nie spotkałam. 


PLUSY:
-wygodne, miękkie opakowanie
-ekologiczny skład, duża zawartość naturalnych składników (miód, oleje)
-dobrze się pieni i oczyszcza skórę
-nie wysusza, a nawet lekko nawilża ciało
-nie pozostawia warstwy na ciele i bezproblemowo się spłukuje
-jest łagodny i nadaje się do każdej skóry, mogą go bezpiecznie stosować nawet kobiet w ciąży
-cena adekwatna do jakości
-posiada certyfikat Ecocert i nie był testowany na zwierzętach


MINUSY:
-zapach niezby przypadł mi do gustu
-zbyt rzadka konsystencja, przez co produkt jest średnio wydajny
-słaba dostępność 



           

56 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Imprezowy KONKURS! :) [zakończony, wyniki w poście]

11/17/2014 Ania T.


   UWAGA, KONKURS!

   Ostatnio Was rozpieszczam konkursami :D Sprawia mi to straszliwą frajdę i mam nadzieję, że różnego rodzaju zabawy i rozdania coraz częściej będą się tutaj pojawiały (to wszystko oczywiście zależy od Was!).
   Dzisiaj wybierałam prezenty świąteczne dla rodzinki (zawsze kupuję je z dużym wyprzedzeniem) i ujrzałam pewną rzecz, która bardzo mi się spodobała. Wiedziałam, że będzie to idealna nagroda :)

   Co jest do wygrania?

   Nowiutka, imprezowa paletka Essence! W środku pudełeczka znajdziecie 8 cieni do powiek, rozświetlacz, róż do policzków, 2 mini-błyszczyki i pędzelek :)

   Jak się zgłosić?

   OBOWIĄZKOWO:
   1. Być PUBLICZNYM obserwatorem mojego bloga nuneczkatestuje.blogspot.com
   2.Podać adres e-mail
   3.Odpowiedzieć na pytanie "Jak sobie wyobrażasz imprezowy makijaż?" (proszę krótko opisać, bez wierszyków ;))

   OPCJONALNIE:
   1.Polubić mój fanpage (+1 los)
   2.Udostępnić informację o konkursie i podać link do udostępnienia (na Facebooku, blogu,w postaci bannera na pasku bocznym...forma dowolna) (+1 los za każde udostępnienie, czyli np. jeśli  udostępnisz informację i na Facebooku i na blogu, masz +2 losy).

   Zgłaszamy się w formularzu konkursowym, TYLKO te zgłoszenia będą brane pod uwagę.

   Konkurs trwa od dziś (17.11) do 6.12.2014 do północy. Chcę zrobić komuś prezent na    Mikołajki :)


   REGULAMIN:
  1. Organizatorem konkursu i fundatorem nagród jest blog nuneczkatestuje;
  2. Konkurs trwa od dnia 17.11.2014 do północy 06.12.2014. Wyniki postaram się ogłosić w ciągu 3 dni;
  3. Zwycięzca zostanie ogłoszeny na blogu, jeśli w ciągu 2 dni nie zgłosi się do mnie, pisząc maila na adres: ankatycinska@o2.pl, nagroda przepada i wybieram kolejnych szczęśliwców;
  4. W konkursie mogą wziąć udział tylko osoby, które publicznie obserwują bloga nuneczkatestuje;
  5. Wszyscy biorący udział muszą mieszkać na terenie Polski i być osobami pełnoletnimi;
  6. Aby wziąć udział w konkursie należy prawidłowo wypełnić i przesłać poniższy formularz oraz odpowiedzieć na pytanie konkursowe;
  7. Zwycięzca zostanie wybrany przeze mnie, poprzez losowanie
  8. Nagrodą jest nowa paletka "Party Look" firmy Essence
  9. Biorąc udział w konkursie zgadzasz się na przetwarzanie danych osobowych (dotyczy wysyłki);
  10. Nagroda zostanie wysłana przeze mnie;
  11. Wszelkie reklamacje i pytania proszę kierować na adres ankatycinska@o2.pl
  12. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.).
 
   Banner konkursowy do udostępnienia dla chętnych :)


   



POWODZENIA! :)


UWAGA!
ZWYCIĘZCĄ ZOSTAJE:

xkeylimex

Gratuluję! Czekam na maila pod adresem ankatycinska@o2.pl.Zwyciężczyni ma 2 dni na zgłoszenie się, jeśli nie dostanę informacji zwrotnej z danymi do wysyłki, losuję kolejną osobę! ;)






           

16 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Lakier do paznokci Orly Sparkling Garbage

11/13/2014 Ania T.


   Ten lakier to jeden z moich zakupów, które trafiły do koszyka podczas tegorocznych, jesiennych Targów Beauty Forum w Warszawie. Bardzo lubię lakiery o holograficznym wykończeniu, a Orly to dosyć znana firma, więc moje oczekiwania wobec niego były spore. Jak się sprawdził i czy spełnił wymagania?


OPAKOWANIE



   Bardzo prosta butelka, z wygodnym pędzelkiem, który równo pokrywa płytkę. Maluje się nim bezproblemowo, nie pozostawia smug, jednak trzeba uważać, żeby na nabrać za wiele lakieru.


ZAPACH/KONSYSTENCJA

    Jak pachnie lakier, to każdy dobrze wie :D Konsystencję określiłabym jako średnio-rzadką, z pędzelka nadmiernie nie spływa, ale jeśli nałożymy zbyt grubą warstwę, to lakier potrafi "spłynąć" z paznokcia (nie wiem jak inaczej to opisać...jeśli nadmiar lakieru znajduje się na końcówce paznokcia, to spływa z czubka w kierunku skórek).


DZIAŁANIE/KOLOR

   Wysycha dość szybko, pierwsza warstwa po niecałej minucie, każda kolejna schnie nieco dłużej. Po nałożeniu 3 musimy odczekać około 8-10 minut do całkowitego wyschnięcia. 
  Trwałość jest jak dla mnie zadowalająca, spokojnie wytrzymuje około 3 dni bez żadnych odprysków, nawet jeśli w międzyczasie wykonujemy różnego rodzaju domowe czynności jak np. mycie naczyń.
   Jeśli chodzi o krycie, tutaj sprawa jest trochę skomplikowana, bo wszystko zależy od tego, jaki efekt chcemy osiągnąć. Jedna warstwa prawie wcale nie pokrywa paznokci kolorem, nadaje im jedynie holograficznego połysku (myślę, że 1 warstwa mogłaby spokojnie służyć jako topper dla dowolonego lakieru, któremu chcemy nadać trochę "życia"). Przy następnych warstwach produkt nabiera zielono-niebieskiego zabarwienia, mieniącego się tysiącami kolorów (w zależności od światła). 
   Tak się prezentuje w sztucznym, białym świetle lampy fotograficznej (na zdjęciach 3 warstwy):






TESTOWANY NA ZWIERZĘTACH

NIE

CENA/DOSTĘPNOŚĆ

   W cenie regularnej pełnowymiarowe buteleczki kosztują około 35-40 zł, dlatego warto czasem zaglądać na różnego rodzaju targi kosmetyczne, bo ja za ten lakier zapłaciłam...13 zł :) Jest różnica, prawda?
   Dostępny w sklepach online, natomiast jeśli chodzi o dostępność stacjonarną, z tym może być problem. Poza targami i sklepami Tk Maxx (w których asortyment kolorów jest baaaardzo ogarniczony...), nigdzie tych lakierów nie widziałam. 


   Ja się z tym kosmetykiem polubiłam. Kolor przypadł do gustu zarówno mi, jak i mojemu chłopakowi. Uwielbiam patrzeć jak się mieni w świetle :) Ma również całkiem niezłą trwałość i szybko wysycha. Do tego kupiłam go w bardzo atrakcyjnej cenie, więc nic, tylko się cieszyć :D Szkoda tylko, że za tak stosunkowo niewielką kwotę nie można tych lakierów kupić stacjonarnie w miejscu innym niż targi kosmetyczne :(


PLUSY:
-wygodny pędzelek
-łatwo się rozprowadza i nie zostawia smug
-szybko wysycha
-piękne, holograficzne wykończenie
-kolor można bardzo łatwo stopniować, a 1 warstwa lakieru może służyć jako topper 
-zadowalająca trwałość
-atrakcyjna cena (ale tylko dlatego, że został kupiony w promocji na targach kosmetycznych)

MINUSY:
-słaba dostępność stacjonarna
-wysoka cena (poza targami)
-nałożony w zbyt dużej ilości "spływa" z paznokcia (więcej szczegołów opisanych w "konsystencji")


Jak Wam się podoba kolor? 
Lubicie holograficzne wykończenia w lakierach do paznokci?




           

64 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Kosmetyczne lektury: Bobbi Brown "Perfekcyjny Makijaż" + zmiana szablonu!

11/12/2014 Ania T.


   Żeby bloger był uważany za wiarygodnego, musi od czasu do czasu poszerzać swoją wiedzę. Nie wszystkie źródła internetowe są godne uwagi, często można znaleźć tam wiele różnych głupot. Na szczęście książki w tym temacie nie zawodzą! Postanowiłam rozpocząć dla Was nowy cykl, raz w miesiącu postaram się pisać recenzję jakiejś pozycji związanej z dbaniem o urodę, kosmetologią bądź makijażem. Postaram się wydobyć dla Was najciekawsze porady, jakie uda mi się w tych publikacjach znaleźć i przy okazji polecić, bądź odradzić zakup danego tutułu.
   Na pierwszy ogień idzie poradnik autorstwa Bobbi Brown, który rzekomo ma się nadawać zarówno dla profesjonalistów, jak i kompletnych  laików makijażowych. Czy jest warty swojej ceny i powinien zagościć w Waszych biblioteczkach? Przeczytajcie recenzję.


64 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Yankee Candle: Zimowa kolekcja Q4 2014: Icicles, Christmas Garland, Candy Cane Lane, Angels Wings

11/10/2014 Ania T.


   Kolekcję jesienną już Wam opisałam, to teraz czas na moje odczucia względem wosków zimowych. W skład kolekcji Q4, nazwanej "Christmas past, Christmas present" wchodzą: Icicles, Christmas Garland, Candy Cane Line oraz Angels Wings. Który z nich spodobał mi się najbardziej? Przeczytajcie recenzje :)


ICICLES


   Co pisze o nim producent?

   "Szeleszczący zapach sosnowych gałęzi pokrytych lodem z nutami cynamonu"

   Co myślę ja?

   Wiele osób krytykuje ten zapach: że za mocny, że pachnie jak odświeżacz do toalet, że drażniący...też się go na początku bałam, bo muszę przysnać, że to porządny killer. Moc ma taką, że czuć go po zapaleniu w całym domu, do tego rzeczywiście jest duszący. Na pewno nie spodoba się osobom, które po woskach boli głowa. Aromat też jest bardzo specyficzny, czuć tutaj trochę igliwia, z mroźną nutą, cynamon też się przebija, chociaż bardzo słabo. Dla mnie jest to taki wosk idealny na bardzo mroźne dni, kiedy za oknem zwisają metrowe sople, a pokrywa śniegu jest tak gruba, że sięga za kolana. Może trochę kojarzy się z odświeżaczem "kibelkowym", ale tylko na sucho. Po zapaleniu zmienia się nie do poznania w zapach tajemniczy, mroźny i baaaardzo zimowy.


CHRISTMAS GARLAND


   Co pisze o nim producent?

   "Bujny aromat świeżo ściętego drzewa sosnowego w połączeniu z cierpkością żurawiny"

   Co myślę ja?

   Ten wosk niczym mnie nie zaskoczył, pachnie dokładnie tak, jak to sobie wyobrażałam. Przede wszystkim wyczuwalna jest sosna, żurawiny nie czuję praktycznie wcale. Podobnie jak Icicles jest bardzo intensywny. Głównie dla fanów zapachów "leśnych". Ja go do swoich ulubieńców wszech czasów na pewno nie zaliczę.


CANDY CANE LANE


    Co pisze o nim producent?

   "Połączenie mięty pieprzowej, słodkich ciastek i kremowego, waniliowego lukru"

   Co myślę ja?

   "Ciastkowych" zapachów Yankee nie cierpię, tutaj na całe szczęście nie wyczuwam tej mdłej, ciasteczkowej nuty (jak np. w Vanilla Cupcake). Za to bardzo dobrze czuć miętę, pomieszaną ze słodkim, przyjemnym zapaszkiem ciastek czy cukierków. Fajnie orzeźwia, chociaż na mroźne dni także się nada. Moc ma odpowiednią, czuć go w całym pokoju. Całkiem się polubiliśmy :)


ANGELS WINGS


   Co pisze o nim producent?

   "Zwiewny aromat cukrowych nitek i gładkiej wanilii, słodki, skomponowany z płatkami kwiatów"

   Co myślę ja?

   Przez wiele osób uważany za najpiękniejszy z całej kolekcji, mi również się spodobał. Rzeczywiście jest bardzo słodki, waniliowo-cukrowy, przyjemny :) Kojarzy mi się z jakimiś perfumami, ale nie wiem doładnie z jakimi. Idealnie nadaje się na wieczory przy kominku i pod kocykiem. Podobnie jak pozostałe woski, także ma odpowiednią moc, jego zapach roznosi się po całym pokoju, przyjemnie otulając.


   Nie wszyscy uważają kolekcję Q4 za udaną. Ja również myślę, że mogło być lepiej, ale ogólne wrażenie na jej temat mam pozytywne. Woski w cenie 7 zł za sztukę, możecie kupić na stronie Homedelight.


  A co Wy myślicie o kolekcji Q4?
Który wosk najbardziej Wam przypadł do gustu?



           

49 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!