Woski Wood Wick z nowej kolekcji: Tabac, Lemongrass, Tropical Oasis, Beach Broadwalk i Tranquili Tea od Homedelight :)

6/30/2014 Ania T.


   Pogoda za oknem nie rozpieszcza, dlatego dziś znów publikuję post zapachowy! Piękny aromat świec czy wosków potrafi rozjaśnić nawet najbrzydszy dzień :) Ostatnio było o świecy Wood Wick o zapachu Marionberry, dzisiaj będzie o pozostałych nowościach od tej samej firmy, tym razem w formie wosków. Zapraszam! :)

   O samej marce i formie wosków pisałam więcej w TYM wpisie, więc skupię się tylko na samych zapachach :)



40 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Świeca Wood Wick Marionberry od Homedelight

6/26/2014 Ania T.


   Dawno nie było posta zapachowego :) Na fanpage'u pokazywałam Wam niedawno przesyłkę od Homedelight, znajdowała się w niej świeca, którą dziś opiszę oraz 5 wosków z najnowszej kolekcji firmy Wood Wick. Woski już kiedyś Wam przedstawiałam (recenzja TU), ale ze świecą mam do czynienia po raz pierwszy. Zapraszam na recenzję!


    Świeca jest zamknięta w szkle, bez żadnych ozdób, z ładnym, eleganckim, drewnianym wieczkiem. Wpasuje się w wystrój praktycznie każdego wnętrza.


45 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Puder M.A.C Studio Careblend

6/22/2014 Ania T.


   Puder Studio Careblend to pierwszy kosmetyk firmy M.A.C na jaki się skusiłam. Moja przyjaciółka intensywnie mnie na niego namawiała, bo sama używa ich pudrów i bardzo sobie je chwali. Nad zakupem myślałam długo, w końcu produkt do tanich nie należy, a nie chciałam kupować go pod wpływem impulsu (wiadomo, takich zakupów często się żałuje). Jednak puder, który używałam okazał się dla mnie nieodpowiedni (bielił skórę, nie matował, a do tego rozwalało mu się opakowanie), dlatego zdecydowałam się na M.A.C-a :) Jak sobie poradził? :)
   Jako tło występują róże, które wczoraj dostałam od mojego mężczyzny :D


OPAKOWANIE



63 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Czerwcowy Shiny Box 2014

6/18/2014 Ania T.


   To pudełko było reklamowane jako "najlepsze pudełko do tej pory", ponieważ jest to już 2 rocznica Shiny Box w Polsce, miało być wyjątkowe i napakowane "wspaniałymi" produktami, z których większość miała być pełnowymiarowa. Czy te obietnice mają pokrycie z rzeczywistością?

   Tym razem daruję sobie analizę wartości poszczególnych produktów, ponieważ ceny podane na ulotce dołączonej do Boxa (będące cenami sugerowanymi przez producenta) nijak mają się do tego, ile te produkty rzeczywiście są warte ;)

   Tak prezentuje się całość:


   Oprócz "standardowej" zawartości dostałam także 2 prezenty (jeden za to, że było to pudełko zamówione poprzez subskrypcję, drugi został rozlosowany wśród klientek VIP). O tym "co jest czym" w tym pudełku, dowiecie się czytąc uważnie posta :)

68 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Matujący zestaw kosmetyków mineralnych Annabelle Minerals

6/17/2014 Ania T.


   Od dawna szukam podkładu idealnego. Przetestowałam bardzo wiele podkładów płynnych, jednak żaden nie okazał się dla mnie odpowiedni. Na blogach czytałam wiele pozytywnych recenzji na temat kosmetyków mineralnych, dlatego też postanowiłam wypróbować podkład od Annabelle Minerals. Czemu akurat ta firma? Początkowo planowałam kupić sam podkład, ale jak zobaczyłam ich zestawy (3 kosmetyki: podkład, róż, korektor + wybrany pędzel) za 110 zł, stwierdziłam, że to będzie najatrakcyjniejsza oferta (w niektórych sklepach z minerałami sam podkład potrafi tyle kosztować...). Czy minerały skradły moje serce? Rozłóżmy cały zestaw na czynniki pierwsze :)


47 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Urządzenie do pielęgnacji twarzy z Biedronki- alternatywa dla drogich szczotek do twarzy?

6/16/2014 Ania T.


   Od dawna interesują mnie szczotki do czyszczenia twarzy. Każdy z Was słyszał na pewno o Clarisonic'u czy Skinvigorate od Mary Kay. To idealne urządzenia dla cery, która wymaga porządnego oczyszczenia. Jest jednak jedna rzecz, która skutecznie odstraszała mnie przed ich zakupem..CENA. Niestety, dla mnie kwota 300 zł za szczotkę do twarzy, jest kosmiczna...dlatego kiedy zobaczyłam, że Biedronka wprowadza tańszą alternatywę dla tych urządzeń (za całe 20 zł!), stwierdziłam, że kupię i zobaczę, czy moja buzia pokocha szczotki (w końcu lepiej wydać 20 zł i uznać, że "to nie dla mnie", niż wydać 300 zł i potem płakać, że wyrzuciło się pieniądze w błoto :D). Co myślę o tym "wynalazku"? Czy tańsza alternatywa może zastąpić oryginały?


OPAKOWANIE

44 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Magic Foot Peel- skarpetki złuszczające "Sexowne stopy".

6/11/2014 Ania T.


   Lato zbliża się wielkimi krokami, na dworze robi się coraz cieplej i każdy szuka dobrego sposobu na to, żeby się ochłodzić. Ciężkie, zakryte buty w taką pogodę zdecydowanie odpadają! Ale jak tu pokazać wszystkim stopy po zimie? Zaniedbane, szorstkie i zrogowaciałe stópki prezentują się niezbyt zachęcająco...lekarstwem na to miał być dla mnie peeling do stóp, w dość niespotykanej, formie skarpetek. Jak sobie poradził? :)


OPAKOWANIE

41 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Secrets of Beauty- relacja z wyjątkowego spotkania blogerek i blogerów :)

6/09/2014 Ania T.


    Jako blogerka kosmetyczna cały czas staram się rozwijać i dowiadywać coraz więcej na temat kosmetyków i pielęgnacji urody. W końcu chcę, aby moi czytelnicy mieli dostęp do jak najlepszych (i sprawdzonych!) informacji :) Dlatego kiedy zobaczyłam progam pierwszego (i mam nadzieję, że nie ostatniego!) spotkania z cyklu Secrets of Beauty-porozmawiajmy o urodzie, nie zastanawiałam się długo i postanowiłam się zgłosić! :) Zobaczcie tylko, jakie atrakcje przygotowali dla nas Michał i Gosia:

24 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Polska...kosmetyczny (i nie tylko) kraj Trzeciego Świata?

6/05/2014 Ania T.


   Od razu na wstępie chcę zaznaczyć, że notka NIE JEST NARZEKANIEM. To po prostu zbiór moich luźnych przemyśleń, a większość stwierdzeń umieszczonych w niej będzie IRONICZNA. Dlatego traktujcie ją z przymrużeniem oka i raczej jako formę zabawy, a nie jak jakieś gorzkie żale...ENJOY! ;)


   Patrząc na asortyment w wielu polskich sklepach, mam wrażenie, że niektórzy producenci z premedytacją nas omijają. Nie wiem czym jest to spowodowane, ale powiem szczerze, że czasem jest mi z tego powodu przykro. Weźmy pod lupę wszystkim znaną markę Essence. Kto nie kojarzy ich słynnych limitek? Ja nieraz oglądając zapowiedzi na blogach czy na fanpage'u firmy, ślinię się do nowości i upatruję wśród nich produktów, które z chęcią bym włożyła do swojego koszyka. I co? I nic. Bo i tak się potem okazuje, że spora część limitek do nas...nie dociera. Przykłady? Chociażby kolekcja "Road Trip", w której upatrzyłam sobie lakier termiczny, "Kalinka Beauty", kolekcja ze stycznia 2014, utrzymana w "rosyjskich" klimatach, "Dark Romance"...mogłabym tak wymieniać w nieskończoność. Dodam, że docierają one do najdalszych zakątków świata (patrz Palestyna, Chile...). W czym my jesteśmy gorsi? Przecież u nas te kolekcje cieszą się sporym zainteresowaniem, zazwyczaj już tydzień po wprowadzeniu obserwuję puste półki, a najlepsze produkty są już dawno wykupione i nigdzie nie można ich dostać.

   Często jest to wina nie tyle samego producenta, ale także sklepów do których dane produkty są wprowadzane. Najlepszym przykładem będzie chyba kolekcja "Cookies and cream". Z tego co widziałam na fp Essence, cieszyła się sporym powodzeniem, wiele dziewczyn wyrażało chęć posiadania choć jednej rzeczy z tej limitki. I co? Okazało się, że w Polsce nie jest ona dostępna w żadnej większej drogerii, jedynie w drogeriach "detalicznych" (jak to określił sam producent) albo przez internet...No jasne, zawsze można zrzucać winę na drogerie, ale z drugiej strony, skoro kolekcja jest tak szeroko reklamowana na fp, producent zachęca do jej kupna, to chyba powinien zadbać o to, żeby była szerzej dostępna? Identyczna sytuacja była z bardzo ciekawą kolekcją "Bloom me up Tools"- świetne, kolorowe i przykuwające wzrok pędzelki i inne akcesoria do makijażu w całkiem dobrych cenach. Napaliłam się na nie ja, napaliło się na nie caaaałe mnóstwo fanek, ciągle ktoś o tą kolekcję dopytywał. I co? I jajeczko :D Do Natur (czyli drogerii w których ludzie zazwyczaj szukają porduktów tej firmy) pędzelki nie dotarły i nie dotrą. W Hebe zniknęły tak szybko jak się pojawiły, a nowej dostawy raczej nie będzie...dlaczego klientów w Polsce traktuje się w taki sposób?

   Jeśli jakaś kolekcja zostanie już wprowadzona, to jest to uznawane za wielkie święto. Dla przykładu: mieszkam w Katowicach, w okolicy mojej uczelni znajdują się 3 Natury i 1 Hebe. W Naturach już od PONAD miesiąca kurzy się na półkach STYCZNIOWO-LUTOWA (!!!) limitka "Love Letters", zostały same zmacane, brzydkie odcienie lakierów i inne pierdoły, których nikt nie chce kupić. A nowych limitek jak nie było, tak nie ma (chociaż PODOBNO niedługo ma wejść kolekcja "Beach Cruisers", pewnie będzie się kurzyła na półkach przez kolejne 2 miesiące...). W Hebe sytuacja była jeszcze śmieszniejsza, bo o ile Natury przed wprowadzeniem "Love Letters" miały w ofercie jeszcze kilka innych kolekcji, to w Hebe od grudnia, do teraz...stała limitka ZIMOWA. Przez prawie 6 miesięcy!!! No przepraszam, ale to są po prostu jakieś żarty z klientów...

   Skupiłam się tutaj głównie na Essence, bo jest to firma wszystkim znana, ale sprawa dotyczy wielu innych marek...chociażby Catrice, Essie...Wiele kolekcji limitowanych Catrice omija nas tak samo jak Essence, a jeśli chodzi o Essie, no cóż, u mnie w Hebe i Super Pharmie jako "NOWA KOLEKCJA" jest reklamowana...kolekcja z bodajże 2013 roku, o ilę się nie mylę jakaś jesienna! No taka nowość, że klękajcie narody XD

   Ile razy zdarzało Wam się obejrzeć jakieś przepiękne kosmetyki w internecie, ale mina Wam zrzedła jak się okazało, że w Polsce ich zdobycie graniczy z cudem? No bo tak szczerze mówiąc, czy opłaca nam się sprowadzać np. jeden cień czy róż do policzków zza granicy i płacić nie tylko za sam produkt, ale także absurdalnie wysoką kwotę za przesyłkę? Podczas gdy np. ludzie w Wielkiej Brytanii mają do tych rzeczy swobodny dostęp i kupowane stacjonarnie kosztują całkiem przyzwoite pieniądze. Ile jest takich marek, które wychwala cała blogosfera, ale są dostępne "tylko dla wybranych", którzy/m albo a)mają za granicą krewnych, b)sami mieszkają za granicą, c)nie żal im płacić za przesyłkę 2 razy tyle co za produkt? Żeby daleko nie szukać weźmy sobie na przykład markę Soap and Glory. Ile ja bym dała, żeby wypróbować te kosmetyki! Ale oczywiście u nas nie ma szans żeby zdobyć je stacjonarnie (na większą skalę), a jakoś mi się nie uśmiecha kupowanie ich na Allegro, prawdopodobnie za kwotę wyższą niż mogłabym ten produkt nabyć, kupujac go stacjonarnie.

   Problem ten dotyczy nie tylko kosmetyków, ale także słodyczy (polecam TEN fp, tam znajdziecie wiele takich przykładów). Kiedy wujek wyjeżdzał do Stanów na kilka dni, zrobiłam mu całą "słodyczową" wishlistę, oczywiście jak to facet, kupił jedynie 1/10 tego co chciałam, ale nie o tym mowa. Kupił mi tam 2 paczki MnM's, których w Polsce nie znajdziecie: miętowe i preclowe. Co prawda można je kupić w interecie, ale za takie horrendalne pieniądze, że uwierzcie mi, szkoda tej kasy wydawać. A tam kosztowały jakieś grosze...wujek nawet nie chciał zwrotu pieniędzy, bo stwierdził, ze to był tak mały wydatek, że nawet nie pamięta ile za nie zapłacił. Aspirujemy do miana rozwiniętego, cywilizowanego kraju, który jest otwarty na inną kulturę i nie zamyka granic dla towarów importowanych zza granicy. A tymczasem produkty, które w jakimś tam zakątku świata są codziennością i kosztują grosze, u nas stają się drogim rarytasem tylko dla wybranych. Dziwi mnie to dlatego, że przecież u nas w Polsce również produkowne są te cukierki, a dostępne są AŻ 2 SMAKI -.- Czyżbyśmy byli narodem, który nie lubi innowacji? Który jest na tyle nudny, że nie zaakceptuje takich nowości jak miętowe czy preclowe MnM's? Uwierzcie mi, że jak powiedziałam znajomym o tym, że mam te cuksy w domu, to każdy chciał przyjechać i ich spróbować, bo przecież "u nas tego nie dostaniesz". I po raz kolejny, pytam się, CZEMU TAK JEST?

   Czemu nasz kraj nie może być stawiany na równi z Wielką Brytanią czy Niemcami? Czemu nie dociera do nas cała masa ciekawych produktów i musimy je sprowadzać nie wiadomo skąd, albo zatrudniać znajomych wyjeżdżających na wakacje, aby wykupili nam połowę asortymentu zagranicznych sklepów? Nie raz już słyszałam historie znajomych, którzy wyjeżdżali za granicę, kupowali milion rzeczy, a potem sprzedawczynie przy kasie się na nich patrzyły w bardzo dziwny sposób. Bo przecież dla nich, te produkty to codzienność, a my musimy po nie jeździć za granicę i robić duże zapasy, bo inaczej nie ma szans na to, żeby je zdobyć. To przykre.

   Polska jest pięknym i cywilizowanym krajem, nasz (pożal się Boże) Rząd (chociaż powinnam to chyba napisać z małej litery) twierdzi, że nic nas nie różni od naszych niemieckich sąsiadów czy innych krajów UE,że jesteśmy tak samo rozwinięci, otwarci na nowości...szkoda tylko, że w wielu przypadkach jest to tylko zwykłe gadanie. Bo przecież coś powiedzieć trzeba, żeby naród myślał, że jest dobrze. Czasem jak słucham tych wypocin, to mam ochotę zrobić to:



Nic innego niestety nie pozostaje.

A jakie jest Wasze zdanie na ten temat?
Też chcielibyście mieć lepszy dostęp do ciekawych limitek i zagranicznych marek kosmetycznych?
Też uważacie, że drogerie powinny w takim wypadku poważniej traktować klientów?
Podzielcie się swoją opinią na ten temat :)



70 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Krem do rąk z 20% masłem shea The Secret Soap Store: porównanie STAREJ i NOWEJ wersji kremu :)

6/02/2014 Ania T.


   Długo szukałam naprawdę dobrego kremu do rąk w rozsądnej cenie, dużo słyszałam na temat produktu firmy The Secret Soap Store, przeznaczonego właśnie do pielęgnacji dłoni. Jest porównywany do kultowego kremu z masłem shea L'Occitane, ale dużo tańszy :) Zdziwiłam się, kiedy ujrzałam, że są "dwie wersje" tego kosmetyku. Okazało się, że od niedawna została wprowadzona wersja nowa, w zmienionym kartoniku i opakowaniu, a także pojemności. Niestety, "nowa" wersja jest także...dwukrotnie droższa od "starej"... Czy oba warianty tego kremu różnią się od siebie na tyle, że warto zapłacić za niego więcej? Przeczytajcie porównanie!*

*Ponieważ wśród "starych" zapachów, nie mogłam znaleźć żadnego odpowiednika "nowych", porównuję ze sobą wersję limonkowo-miętową (nowa) oraz waniliową  i trawę cytrynową(stare). Składy różnią się od siebie, ze względu na to, że są to odmienne zapachy (zdjęcie składu "starej" to fota INCI składu wersji zapachowej trawa cytrynowa). Podobne różnice w składach zauważyłam wśród kremów "starej" wersji o innych zapachach, a miałam 3 różne. Na zdjęciach raz jest wersja waniliowa, raz trawa cytrynowa ("stare" wersje zapachowe), ale nie wpływa to w żaden sposób na opinię o samym kremie. 


OPAKOWANIE


55 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!