Polska...kosmetyczny (i nie tylko) kraj Trzeciego Świata?

6/05/2014 Ania T.


   Od razu na wstępie chcę zaznaczyć, że notka NIE JEST NARZEKANIEM. To po prostu zbiór moich luźnych przemyśleń, a większość stwierdzeń umieszczonych w niej będzie IRONICZNA. Dlatego traktujcie ją z przymrużeniem oka i raczej jako formę zabawy, a nie jak jakieś gorzkie żale...ENJOY! ;)


   Patrząc na asortyment w wielu polskich sklepach, mam wrażenie, że niektórzy producenci z premedytacją nas omijają. Nie wiem czym jest to spowodowane, ale powiem szczerze, że czasem jest mi z tego powodu przykro. Weźmy pod lupę wszystkim znaną markę Essence. Kto nie kojarzy ich słynnych limitek? Ja nieraz oglądając zapowiedzi na blogach czy na fanpage'u firmy, ślinię się do nowości i upatruję wśród nich produktów, które z chęcią bym włożyła do swojego koszyka. I co? I nic. Bo i tak się potem okazuje, że spora część limitek do nas...nie dociera. Przykłady? Chociażby kolekcja "Road Trip", w której upatrzyłam sobie lakier termiczny, "Kalinka Beauty", kolekcja ze stycznia 2014, utrzymana w "rosyjskich" klimatach, "Dark Romance"...mogłabym tak wymieniać w nieskończoność. Dodam, że docierają one do najdalszych zakątków świata (patrz Palestyna, Chile...). W czym my jesteśmy gorsi? Przecież u nas te kolekcje cieszą się sporym zainteresowaniem, zazwyczaj już tydzień po wprowadzeniu obserwuję puste półki, a najlepsze produkty są już dawno wykupione i nigdzie nie można ich dostać.

   Często jest to wina nie tyle samego producenta, ale także sklepów do których dane produkty są wprowadzane. Najlepszym przykładem będzie chyba kolekcja "Cookies and cream". Z tego co widziałam na fp Essence, cieszyła się sporym powodzeniem, wiele dziewczyn wyrażało chęć posiadania choć jednej rzeczy z tej limitki. I co? Okazało się, że w Polsce nie jest ona dostępna w żadnej większej drogerii, jedynie w drogeriach "detalicznych" (jak to określił sam producent) albo przez internet...No jasne, zawsze można zrzucać winę na drogerie, ale z drugiej strony, skoro kolekcja jest tak szeroko reklamowana na fp, producent zachęca do jej kupna, to chyba powinien zadbać o to, żeby była szerzej dostępna? Identyczna sytuacja była z bardzo ciekawą kolekcją "Bloom me up Tools"- świetne, kolorowe i przykuwające wzrok pędzelki i inne akcesoria do makijażu w całkiem dobrych cenach. Napaliłam się na nie ja, napaliło się na nie caaaałe mnóstwo fanek, ciągle ktoś o tą kolekcję dopytywał. I co? I jajeczko :D Do Natur (czyli drogerii w których ludzie zazwyczaj szukają porduktów tej firmy) pędzelki nie dotarły i nie dotrą. W Hebe zniknęły tak szybko jak się pojawiły, a nowej dostawy raczej nie będzie...dlaczego klientów w Polsce traktuje się w taki sposób?

   Jeśli jakaś kolekcja zostanie już wprowadzona, to jest to uznawane za wielkie święto. Dla przykładu: mieszkam w Katowicach, w okolicy mojej uczelni znajdują się 3 Natury i 1 Hebe. W Naturach już od PONAD miesiąca kurzy się na półkach STYCZNIOWO-LUTOWA (!!!) limitka "Love Letters", zostały same zmacane, brzydkie odcienie lakierów i inne pierdoły, których nikt nie chce kupić. A nowych limitek jak nie było, tak nie ma (chociaż PODOBNO niedługo ma wejść kolekcja "Beach Cruisers", pewnie będzie się kurzyła na półkach przez kolejne 2 miesiące...). W Hebe sytuacja była jeszcze śmieszniejsza, bo o ile Natury przed wprowadzeniem "Love Letters" miały w ofercie jeszcze kilka innych kolekcji, to w Hebe od grudnia, do teraz...stała limitka ZIMOWA. Przez prawie 6 miesięcy!!! No przepraszam, ale to są po prostu jakieś żarty z klientów...

   Skupiłam się tutaj głównie na Essence, bo jest to firma wszystkim znana, ale sprawa dotyczy wielu innych marek...chociażby Catrice, Essie...Wiele kolekcji limitowanych Catrice omija nas tak samo jak Essence, a jeśli chodzi o Essie, no cóż, u mnie w Hebe i Super Pharmie jako "NOWA KOLEKCJA" jest reklamowana...kolekcja z bodajże 2013 roku, o ilę się nie mylę jakaś jesienna! No taka nowość, że klękajcie narody XD

   Ile razy zdarzało Wam się obejrzeć jakieś przepiękne kosmetyki w internecie, ale mina Wam zrzedła jak się okazało, że w Polsce ich zdobycie graniczy z cudem? No bo tak szczerze mówiąc, czy opłaca nam się sprowadzać np. jeden cień czy róż do policzków zza granicy i płacić nie tylko za sam produkt, ale także absurdalnie wysoką kwotę za przesyłkę? Podczas gdy np. ludzie w Wielkiej Brytanii mają do tych rzeczy swobodny dostęp i kupowane stacjonarnie kosztują całkiem przyzwoite pieniądze. Ile jest takich marek, które wychwala cała blogosfera, ale są dostępne "tylko dla wybranych", którzy/m albo a)mają za granicą krewnych, b)sami mieszkają za granicą, c)nie żal im płacić za przesyłkę 2 razy tyle co za produkt? Żeby daleko nie szukać weźmy sobie na przykład markę Soap and Glory. Ile ja bym dała, żeby wypróbować te kosmetyki! Ale oczywiście u nas nie ma szans żeby zdobyć je stacjonarnie (na większą skalę), a jakoś mi się nie uśmiecha kupowanie ich na Allegro, prawdopodobnie za kwotę wyższą niż mogłabym ten produkt nabyć, kupujac go stacjonarnie.

   Problem ten dotyczy nie tylko kosmetyków, ale także słodyczy (polecam TEN fp, tam znajdziecie wiele takich przykładów). Kiedy wujek wyjeżdzał do Stanów na kilka dni, zrobiłam mu całą "słodyczową" wishlistę, oczywiście jak to facet, kupił jedynie 1/10 tego co chciałam, ale nie o tym mowa. Kupił mi tam 2 paczki MnM's, których w Polsce nie znajdziecie: miętowe i preclowe. Co prawda można je kupić w interecie, ale za takie horrendalne pieniądze, że uwierzcie mi, szkoda tej kasy wydawać. A tam kosztowały jakieś grosze...wujek nawet nie chciał zwrotu pieniędzy, bo stwierdził, ze to był tak mały wydatek, że nawet nie pamięta ile za nie zapłacił. Aspirujemy do miana rozwiniętego, cywilizowanego kraju, który jest otwarty na inną kulturę i nie zamyka granic dla towarów importowanych zza granicy. A tymczasem produkty, które w jakimś tam zakątku świata są codziennością i kosztują grosze, u nas stają się drogim rarytasem tylko dla wybranych. Dziwi mnie to dlatego, że przecież u nas w Polsce również produkowne są te cukierki, a dostępne są AŻ 2 SMAKI -.- Czyżbyśmy byli narodem, który nie lubi innowacji? Który jest na tyle nudny, że nie zaakceptuje takich nowości jak miętowe czy preclowe MnM's? Uwierzcie mi, że jak powiedziałam znajomym o tym, że mam te cuksy w domu, to każdy chciał przyjechać i ich spróbować, bo przecież "u nas tego nie dostaniesz". I po raz kolejny, pytam się, CZEMU TAK JEST?

   Czemu nasz kraj nie może być stawiany na równi z Wielką Brytanią czy Niemcami? Czemu nie dociera do nas cała masa ciekawych produktów i musimy je sprowadzać nie wiadomo skąd, albo zatrudniać znajomych wyjeżdżających na wakacje, aby wykupili nam połowę asortymentu zagranicznych sklepów? Nie raz już słyszałam historie znajomych, którzy wyjeżdżali za granicę, kupowali milion rzeczy, a potem sprzedawczynie przy kasie się na nich patrzyły w bardzo dziwny sposób. Bo przecież dla nich, te produkty to codzienność, a my musimy po nie jeździć za granicę i robić duże zapasy, bo inaczej nie ma szans na to, żeby je zdobyć. To przykre.

   Polska jest pięknym i cywilizowanym krajem, nasz (pożal się Boże) Rząd (chociaż powinnam to chyba napisać z małej litery) twierdzi, że nic nas nie różni od naszych niemieckich sąsiadów czy innych krajów UE,że jesteśmy tak samo rozwinięci, otwarci na nowości...szkoda tylko, że w wielu przypadkach jest to tylko zwykłe gadanie. Bo przecież coś powiedzieć trzeba, żeby naród myślał, że jest dobrze. Czasem jak słucham tych wypocin, to mam ochotę zrobić to:



Nic innego niestety nie pozostaje.

A jakie jest Wasze zdanie na ten temat?
Też chcielibyście mieć lepszy dostęp do ciekawych limitek i zagranicznych marek kosmetycznych?
Też uważacie, że drogerie powinny w takim wypadku poważniej traktować klientów?
Podzielcie się swoją opinią na ten temat :)



Podobne Posty

70 komentarzy:

  1. ja jestem na to okropnie zła, bo czuje że polska co raz bardziej jest zacofana w sprawie tych kosmetyków. Co mi się podoba to do polski nie wejdzie, albo wejdzie za 3 lata...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkie limitki i tak wchodzą z opóźnieniem, o ile w ogóle wejdą...a jak wejdą to jest wielkie święto. Wykupią prawie wszystko w miesiąc...a potem nie ma dostaw. Bo po co? -,- Limitka była? Była. Co z tego, że było np 15 sztuk lakieru na całe, wielkie miasto. Było w sklepie? To siedź cicho kliencie -.-

      Usuń
  2. Zgadzam się z Tobą w 100%, jak czasami oglądam produkty dostępne w innych krajach to gały mi na wierzch wyłarzą :)
    Jak już mówimy o dostępności kompletnie nie podoba mi się to, że w moim mieście (wcale nie takim małym, bo blisko 70tys. mieszkańców) są tak naprawdę 3 drogerie - dwa Rossmanny i drogeria Jasmine. Żadnej Natury, Hebe czy Super Pharm...i jak widzę ile fajnych kosmetyków dziewczyny tam kupują to mi się wszystkiego odechciewa :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mieszkam w mieście wojewódzkim, które liczy 350tys. mieszkańców i dopiero 2 miesiące temu otworzyli tutaj pierwsze Hebe i Superpharm i z tego co orientuje się drugiego Hebe czy SP nie uświadczysz w całym moim województwie :P Więc cóż.. trzeba uzbroić się w cierpliwość :P

      Usuń
    2. W Katowicach, które przecież jest naprawdę dużym miastem też dopiero niedawno otworzyli Hebe w takim w miarę sensownym miejscu (w centrum)...Inne drogerie niby są, ale wiecznie są problemy z dostępnoscią produktów, bo albo wszystko wykupione i nie wiadomo kiedy dostawa, albo nie ma nowych kolekcji w sprzedaży i nie wiadomo czy wogóle będą -.-

      Usuń
  3. Dołączam się do pytania.. CZEMU? :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polska, taka piękna...taka rozwinięta...i taka przyjazna obywatelom! XD

      Usuń
  4. Ja bym bardzo chciała produkty Soap&Glory w Rossmannach, albo coś. I lakiery, jezu- multum marek produkujących lakiery można albo kupić za granicą albo online, do dupy. Essie, Opi, Models Own i wiele więcej. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Essie są w SP i Hebe, ale głównie staaareńkie kolekcje i niestety ich wygląd nie zachęca do kupna (leżą pod mocnymi lampami i są porozwarstwiane), OPI i Models OWN są w Sephorach, ale wiadomo, Sephora się ceni...i to bardzo. Czasem niektóre produkty są tam droższe niż w internecie (i to z przesyłką :P) ;)

      Usuń
  5. Co do samego tematu - rzadko chodzę do Natury, ale limitki chociażby z Essence śledzę na bieżąco i jestem szczerze zaskoczona, że tak to właśnie wygląda. Chyba jeszcze sporo czasu musi upłynąć zanim coś zmieni się w tej kwestii.
    Równie dobrze można by narzekać, że BBW czy TBS jest tylko w Wawie i zawsze irytuję się kiedy słyszę o wielkich wyprzedażach, a ja nie mam możliwości tam zajrzeć. Dlatego też jak coś chce to albo proszę chłopaka żeby mi zrobił większe zakupy w UK albo zamawiałam na allegro (choć z ciężkim sercem, bo wiadomo że wychodzi drożej niż bym miała kupić na miejscu). Towar trudno dostępny nawet o wątpliwej jakości zawsze będzie miał dobrą cenę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat BBW to moim zdaniem przerost formy nad treścią, miałam kilka ich kosmetyków, niektóre są warte uwagi (np. moje ukochane żeliki antybakteryjne czy mgiełki)...ale na resztę szkoda kasy. Balsamy może i ładnie pachną, ale mistrzami nawilżania niestety nie są, a kosztują krocie...a jeśli chodzi o TBS, to nie jest prawdą, ze jest tylko w Warszawie ;) W Katowicach również...ogólnie w wielu sużych miastach jest ;) Ja z kolei rozpaczam, bo np. u mnie nie ma Organique :D Ale jak czegoś potrzebuję, to zawsze mogę kupić jak jestem w Wawie, albo poprosić kogoś kto tam mieszka. A za granicę niestety nie mam okazji pojechać "ot tak sobie, bo mam ochotę kupić sobie kosmetyki" :/

      Usuń
    2. O, o TBS nie wiedziałam, ale szczerze wcale mnie to nie urządza, bo mieszkam na lubelszczyźnie, która jest 100 lat do tyłu w porównaniu z zachodem Polski :P
      Jeżdżenie zagranicę po kosmetyki to chyba mimo wszystko gra nie warta świeczki, chyba, że ktoś mieszka naprawdę blisko granicy i komuś wystarczają czeskie czy niemieckie sklepy :p

      Usuń
    3. OOOO, Balea też by się u nas przydała w takich "ludzkich" cenach...bo płacenie za żel (który w Niemczech kosztuje niecałe 4 zł) np. 8 zł plus przesyłka, to już jest spora różnica :/

      Usuń
  6. Pędzelkowa limitka była także w Super-Pharmie :).
    Też ubolewam nad tym, że niektóre produkty (a także np. kolory w danej linii) nie pojawiają się w naszym kraju. Ciekawa jestem, jakie są kryteria, które przyjmuje firma decydując się na wprowadzenie (bądź też nie) określonych produktów na określony rynek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to na pewno nie w moim, bo u mnie DALEJ stoi limitka zimowa XD
      I nad tymi kryteriami też się zastanawiam, no bo niby na jakiej zasadzie Essence dobiera sobie kraje, w których ukaże się dana limitka? Losuje? Skoro te kosmetyki są dostępne w wielu krajach, to w tych krajach, które te kosmetyki sprzedają powinny być dostępne i limitki...

      Usuń
  7. ja miałam taką chęć na te pędzelki a tu lipa :( też zawsze naoglądam się zapowiedzi limitek na blogach i niestety w większości na oglądaniu się kończy :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to czasem nawet nie mam ochoty tych limitek ogladać, bo niestety, prawda jest taka, że te najfajniejsze najczęściej nas omiają :(

      Usuń
  8. Zgadzam się z Tobą kochana w 100%, nie raz za granicę jechałam z pustą walizką, aby móc sobie nakupić niedostępnych nowości kosmetycznych i cholernie zazdroszczę ludziom mieszkającym za granicą, że mają na co dzień dostęp do różnych perełek. A propos tego to ostatnio ciągnie mnie do kosmetyków Lush, oczywiście u nas nie dostępne, u wszystkich naszych sąsiadów co najmniej jest kilka sklepów, a dobiłam się ostatnio, bo nawet na Ukrainie są sklepy Lush... ech :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas też można znaleźć wiele perełek, np. Inglot ;) Ale to prawda, wiele sklepów, na które jest "szał" w całej Europie, u nas niestety nie uświadczysz :/

      Usuń
    2. No jasne, że perełki też są, ale wiesz jak to jest, zawsze ciągnie nas do niedostępnych produktów :D Tak jak ostatnio specjalnie potoczyłam się do BBW po świeczkę Red Velvet Cupcake bo mi na fb wyskoczyła, poszłam do sklepu i oczywiście nie było, więc się wkurzyłam i ochrzaniłam ich na fb, że nie dodają odpowiednich zdjęć xD

      Usuń
  9. Jesteśmy sto lat za murzynami w każdej kwestii rozwojowej tego kraju ;/

    OdpowiedzUsuń
  10. Faktycznie czasem coś do Polski nie dociera. Często też firmy chcąc się pozbyć zapasów, marketingują je jako 'nowości' tylko po to żeby zniknęły z półek. Jest wiele chwytów, które jednak obecne są w większości krajów. Niestety (najwyraźniej jako jedyna) nie zgodzę się z Twoją opinia w 100% W Polsce jest naprawdę DUŻY wybór kosmetyków. Mieszkam w Londynie i kiedy wchodzę do Boots'a lub Superdrug wybór jest porządny, ale nie ma przesady. Kiedy więc ostatnio na urlopie odwiedziłam jednego z wielu w moim mieście Rossmana po prostu zgłupiałam. Ogromne kilkupoziomowe (!) półki tylko na same maseczki. W Superdrag'u jest zaledwie kilka rodzajów. Półka z kremami do twarzy się nie kończyła. Wybór żeli pod prysznic był ogromny (nie wspomnąc, że jest w PL jeszcze masa innych sklepów które oferują swoje produkty, jak B&BW, Yves Rocher itd... a Rossman to tylko kropla w morzu) Kiedy zobaczyłam tytuł Twojego posta mówiący o kosmetycznym Trzecim Świecie po prostu musiałam się odezwać.. Owszem, nie jestem ekspertem, może dla blogerek kosmetycznych to jest wciąż mało, ale znowu nie popadajmy w paranoję.
    PS. Rząd w PL mamy jaki jaki mamy, wiele im można zarzucić. Mimo wszystko mieszać ich z błotem z powodu braku M&Msów preclowych to chyba lekka przesada. Poza tym wszędzie dobrze tam gdzie nas nie ma :) Przynajmniej wciąż jest ta radość kiedy uda nam się upolować coś niedostępnego w Polsce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem? Czasem to mało powiedziane...omija nas całe mnóstwo limitek, nie mamy dostępu do wielu marek...Przykre jest to, że wiele z tych firm (np.Mars, ten od słosyczy) ma swoje siedzimy w naszym kraju, a nie wprowadza żadnych nowości (które za granicą cieszą się sporą popularnością), tylko trzyma się sztywnych ram. B&BW to żaden szał, do tego jest do kupienia tylko w Warszawie, więc dostępnością nie powala. Z resztą cenami też...są dużo wyższe niż w USA (dla przykładu, u nich 3 mydełka w piance do rąk kosztują tyle ile u nas kosztuje jedno...). Więc nawet jeśli już cokolwiek jest sprowadzane, jest fajne i "wow", to ma taką cenę, że o matulu. Ja np. w B&BW nie kupuję, po prostu mnie na ten sklep nie stać. Jakby ceny były takie jak w sklepach "macierzystych", to czemu nie, ale nie dam 49 zł za przeciętnie działający balsam ;) Poza tym mówisz, że byłaś w Rossmannie "przy okazji". jakbyś zobaczyła jak to eygląda na co dzień...tak jak pisałam (akurat o Hebe i Naturze, choć w Rossie też się to czasem zdarza) limitki kurzą się tam MIESIĄCAMI. A jak przychodzi jakaś nowość, to jest wielkie święto...poza tym nowości w kwestii pielęgnacji nigdy nie wzbudzają takiego efektu "wow" jak kolorówka, sprawdzone i przetestowane info :D I owszem, dla mnie to jest mało. Bo skoro lubię dany fp na Facebooku, producent z każdej strony zasypuje mnie pięknymi obrazkami kosmetyków, a ja potem latam jak głupia i szukam ich po całym mieście, a potem się okazuje, że "sorry, ta limitka jest niedostępna"...to naprawdę coś mnie trafia ;)

      A co do Rządu, to była raczej uwaga ogólna :D Nie chodziło tutaj tylko o MnM'sy, oni nawalają prawie na każdej płaszczyźnie, ale to już jest temat na cały elaborat a nie krótkiego posta :D

      Usuń
    2. Mieszkałam trochę w UK. Ceny kosmetyków są tam śmieszne.
      Ale faktem jest, że w pielęgnacji jest mały wybór.
      Natomiast jeśli chodzi o kolorówkę to jest w czym wybierać. W UK można kupić np najjaśniejsze odcienie Max Factor których u nas nie wiedzieć czemu nie ma.

      Usuń
  11. Dziękuję! W końcu ktoś zauważa to, co mnie wkurza od jakiegoś czasu. Często się na coś napalam, a chwilę potem mina mi rzednie, bo mogę sobie kupić, ale muszę wybrać się w skromną podróż za granicę najpierw. Co do całych marek, szkoda mi LUSHa, bardzo chciałabym wypróbować kilka rzeczy, ale żal mi tej kasy na wysyłkę :/
    A słodycze to już w ogóle inna sytuacja, ale wcale nie mniej ważna. Tata mi często przywoził coś, bo wyjeżdżał sporo. Kiedyś przywiózł paczkę amerykańskiego żarcia, były tam takie cuda, że na samą myśl mi ślinka cieknie. Ale w Polsce nie uświadczysz nic podobnego... No szkoda, bo pewne produkty są na skalę światową, bardzo popularne, pokazywane choćby w serialach mimochodem, a u nas nie możesz tego wypróbować, bo taki zaścianek nic fajnego nie dostaje.
    A choćby Magic Starsy? Były u nas i nagle nie ma? Wszędzie są, ale u nas to nie będzie, bo nie. No nie ogarniam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najgorsze jest to, że często takie produkty są wychwalane na POLSKICH fp producenta, a jak się pytasz o to, gdzie możesz je dostać, to producent rozkłada ręce i przeprasza, bo produkt jest niedostępny w naszym kraju. No to na jakiego grzyba go reklamuje?! To tak samo jak ja bym napisała do firmy w sprawie współpracy (czego oczywiście nie robię, ale podaję to jako przykład), opisała wszystkie zalety mojego bloga, jaki to on cudny, wspaniały, a potem by się okazało, że niestety, ale blog nie istnieje -.- A Magic Starsy? O mamuniu...jak ja żałuję, ze je wycofali! Uwielbiałam je! Podobnie jak gumy Szok, takie malutkie, kwadratowe gumy Mino, z jakimś dziwnym trollem na opakowaniu...wszystko to powycofywali. Smaki mojego dzieciństwa :( I dalej nie jestem w stanie uwierzyć w to, że nie ma u nas np. przepysznej czekolady Cadbury! W Europie można ją normalnie kupić w prawie każdym sklepie, a u nas nie :( A jest miliard razy lepsza od takiej Milki -.-

      Usuń
    2. O matko, Szoki były cudowne, zawsze w podstawówce sobie kupowaliśmy ;)
      Sytuacji z reklamą w Pl nawet nie komentuję, bo bezmyślność aż wypływa po prostu. Zamiast się zakręcić i coś zorganizować, producent woli reklamę i róbta co chceta.
      Akurat czekolady Cadbury nie miałam okazji spróbować, oglądam tylko w jakimś polskim sklepie internetowym, ale 15 zł za czekoladę to niezła cena w porównaniu do tej Milki za 3 zł ;)

      Usuń
    3. Mi przyjaciółka przywiozła z Amsterdamu, 3 smaki: mleczną, karmelową i z jakimś takim śmiesznym nadzieniem (nazywała się turkish delight, czy jakoś tak). Niebo w gębie, rozpływała się w ustach. CUCO, CUDO, CUUUUDO. Królestwo za Cadbury Diary Milk :D

      Usuń
    4. Magis Stars w niedziele kupilam w tesco :)

      Usuń
    5. Co to za Tesco?! Mów! Wpadne i wykupie cały zapas! :D

      Usuń
  12. Polska to zawsze będzie ze wszystkim z tyłu ;/

    OdpowiedzUsuń
  13. Polska chyba zawsze bedzie na samym końcu :/ To strasznie irytujące.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są kraje, które mają jeszcze gorzej :D no ale to raczej marne pocieszenie :D

      Usuń
  14. Dziękuję, że napisałaś ten post! Zgadzam się z każdym Twoim słowem. Mam nadzieję, że jeszcze dokczekamy tego momentu, że coś ulegnie zmianie :)

    OdpowiedzUsuń
  15. A jak już wyjdzie to zostaje wycofane ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo zostaje wykupione tak szybko, że nawet nie zdążysz dotrzeć do sklepu :D

      Usuń
  16. też wiele razy się wkurzam albo na niedostępność produktu, albo na horrendalne ceny. No bo czemu niby mamy płacić 3 lub 4 razy drożej. Ja rozumiem koszty transportu itp. ale przecież ten sam produkt o krok od nas (jakieś 400 km) kosztuje NORMALNIE!

    buuuuuuu......

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Idealnym przykładem jest Bath and Body Works...

      Usuń
  17. Polska to w ogóle dziwny kraj, dziki.... prawo jest a w praktyce chroni ono jedynie silniejszego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, ale głową muru nie przebijesz :/

      Usuń
  18. Popieram Cię w 100%. Za każdym razem jak szukam limitki to Panie ekspedientki nawet o nich nie słyszały, a o nowych kolekcjach nawet nie wspomnę. Niektóre drogerie są słabo wyposażone i trafić na jakiś towar liczy z cudem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się zawsze dopytuje o limitki, to ekspedientki twierdzą "że nie wiem co im przyjdzie w dostawie"...

      Usuń
  19. Ja nie do końca tak uważam. Może jeśli chodzi o limitki Essence i Catrice to pojawiają się one chyba losowo i bardzo wybiórczo, niektóre są w szafach miesiącami. Też nie rozumiem tego skoro obie marki cieszą się dużą popularnością w Polsce, szkoda, że tak jest. Dlatego ja już dawno wyleczyłam się z polowania na limitki, kosmetyki często z takich limitek wyglądały tylko ładnie, ja jednak wolę lepszą jakość i przyznam szczerze, że nie śledzę i nie interesuję się tym. Minę jakąś nową wystawkę limitowanej edycji w drogerii to przystanę i zerknę. Na tym się kończy :-) Jedynie z tej ciasteczkowej nabyłam róż, bo pigmentacja była niesamowita i kolor przepiękny. It's all.
    Natomiast według mnie (podkreślam, że to tylko moje zdanie) stwierdzenie, że kosmetycznie jesteśmy krajem Trzeciego Świata jest trochę na wyrost. Będąc na jakichkolwiek wycieczkach zawsze wędruję do drogerii i patrzę co tam ciekawego jest, co można kupić. I owszem są różne produkty, ale i u nas naprawdę nie można narzekać pod tym względem. Mamy sporo fajnych, naprawdę fajnych polskich firm (myślę, że wymieniać nie muszę). Nie da się wszystkiego dostać w Polsce, tak jak w innych krajach - nie ma wszystkich kosmetyków świata w drogeriach. Coś co jest niedostępne u nas zawsze można kupić online, poprosić znajomego. Owszem, nie ma możliwości własnoręcznego sprawdzenia np. pigmentacji, ale coś za coś. Ja zawsze przed takim zakupem oglądam milion recenzji w necie, szperam na blogach i jeszcze się nie zawiodłam :-).
    Jasne, jest kilka marek, które widziałabym chętnie w Polsce (np. Urban Decay), ale póki co nie ma.
    Żałuję też (wieeem, oklepane), że nie ma DMu w Polsce, bo polubiłam się z tymi produktami. Za to jest przynajmniej pretekst na jakąś wycieczkę :-)). Co do słodyczy - próbowałam wielu niedostępnych u nas i ok, są smaczne itd, ale nie na tyle, bym musiała ciągle myśleć o ich zdobyciu, jadąc gdzieś kupuję przy okazji, smakuję, wyrzucam papierek i tyle z moich rozmyślań :-D.
    Koniec końców dla mnie Polska pod względem dostępności kosmetyków nie jest aż taka straszna ;-)).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym Krajem Trzeciego Świata to tak nie do końca, znak zapytania w tytule był postawiony nieprzypadkowo ;) W naszym kraju jest źle, ale są kraje, w których jest gorzej :D Te limitki mnie strasznie irytują, bo uważam, że powiniśmy mieć dostęp do takich "rarytasów", a nie musieć szukać ich po każdej okolicznej drogerii czy w internecie (z marnym skutkiem)...a co do polskich marek: rzeczywiście, jest ich sporo, są godne uwagi i pod tym względem nie mamy co narzekać ;)

      Usuń
  20. zgoda w 100% najgorsze jest to, że ten problem dotyczy chyba każdej dziedziny.
    Kosmetyki wiadomo, ale i cała chemia gospodarcza - to samo, a najbardziej mnie wkurza jakość, jaką ma ta działka, na nasz rynek wszystko wiele, wiele gorsze, słabsze, mniej pachnące. Można się ratować zakupami w sklepikach z towarem przywożonym bezpośrednio z Europy, ja tak robię, ale szlak mnie trafia, że u nas jak zwykle :)

    całuski Kochana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nooo, szyldy pod tytułem "chemia niemiecka" zawsze przyciągają tłumy :D Jakbyśmy my nie mogli mieć swojej własnej chemii, takiej dobrej jakości jak za granicą (niemieckie proszki naprawdę są lepsze od naszych!).

      Usuń
  21. Bo my jesteśmy 100 lat za murzynami moja droga... A Cukierki też miałam ochotę kupić na allegro ale cenią się niesamowicie ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie warto, naprawdę nie warto. Przepłacisz co najmniej 3 krotnie, jak nie więcej...

      Usuń
  22. Ja mam to szczęście, że mam siostrę w Szwajcarii i zawsze jak przyjeżdża to mi przywozi jakieś ciekawe kosmetyki, których po prostu nie ma w Polsce. Jednak wiadomo, nie każdy ma takie możliwości. Też mnie strasznie to wkurza, że tyle rzeczy do nas nie dociera :/ Nie wspominając już o niektórych, ciekawych sieciówkach, które właśnie są u mojej siostry a w Polsce w ogóle nikt o nich nie słyszał.
    Cóż taki nasz los, że nic prawie nie mamy, o pracę ciężko i w ogóle (tutaj można się naprawdę bardzo naprodukować w tym temacie i w ogóle o samej Polsce i o życiu w niej), a potem się dziwią, że młodzi szukają szczęścia za granicami ojczyzny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie rzeczywiście masz szczeście, ja niestety nie mam znajomych ani rodziny za granicą :( Też się zastanawiam nad wyjazdem za granicę po studiach, no chyba, że rzeczywiście mi się uda znaleźć dobrą pracę za dobre pieniądze ;)

      Usuń
  23. przykre... jednak poza granicami mają nas nadal za rolników bez komputerów (niedawno był na demotach przykład chyba ze szwedzkiej książki gdzie Pl była przedstawiana jako kraj rolników z samymi komunistycznymi blokowiskami w tle)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakbyś zobaczyła wieś na której mieszkam, to ten obrazek na pewno nie wydawałby się dziwny XD

      Usuń
  24. My mamy takie odczucia względem dostępności surowców kosmetycznych dla hobbystów. Zagramanica to istny raj, u nas nadal brak i produktów, i polotu. Choć na szczęście zmierzamy (bardzo powoli) ku lepszemu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja znam może z 5 sklepów z surowcami kosmetycznymi, rzeczywiście trochę ubogo u nas pod tym względem. Ale dobrze, że idzie w dobrym kierunku ;) Jak ludzie zobaczą, że jest na to popyt, to i dostępność się zwiększy ;)

      Usuń
  25. w dużych miastach jest i ta o niebo lepiej. w toruniu w rossmannie jest taka bieda że szok, co z tego, że są promocje- 40% jak nie ma co kupić ? dużo produktów można nabyć przez internet z polskich sklepów lub na truskawce, choć zawsze lepiej byłoby stacjonarnie. Najbardziej, żel mi, że nie ma u nas dm.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie o dziwo jest całkiem niezły wybór, ale w mojej wsi mam tylko 1 Rossa i nic więcej :D

      Usuń
  26. oj tak nie raz miałam tak, że widziałam na blogach czy innych stronach nowe kolekcje z Essense, przeglądałam je z niecierpliwością wejścia, byłam zauroczona produktami przez monitor, a w dniu wejścia okazywało się, że kochana Polska nie ma tych ofert.... Nic tak nie denerwuje jak zachcianka kosmetyczna której nie można spełnić i to nie z powodu ceny, ale z braku towaru i dostępności do niego... Zostaje po cichu trzymać kciuki za lepsze czasy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam to samo, zawsze mnie to denerwowało...taka fajna kolekcja, a u nas jej nie będzie :D

      Usuń
  27. O Matko, ja nawet nie wiedziałam, że tak z tymi kolekcjami jest. Bardzo lubię produkty Essence, ale przyznaję, że nie śledziłam tak na bieżąco nowych kolekcji. Kupuję w Naturze zazwyczaj i widzę, że zawsze jakieś tam kolekcje limitowane mają, ale czy są one aktualne nie wiem. Widzę też, że jakieś starsze kolekcje w ogóle już nie mają miejsca na głównej półce Essence tylko gdzieś na boku w jakimś pudełku i są wyprzedawane za grosze. Często udaje mi się tam kupić np. jakieś cienie czy lakiery za 3,99 zamiast 8,99 zł ;) A Hebe ani SP u mnie nie ma :(
    Z takich większych drogerii to właśnie Rossmann i Natura no i Dayli, ale tam bardzo rzadko chodzę. - miasto ok. 25 000 mieszkańców.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie interesowały 2, a akurat obu nie mogłam nigdzie dostać :/

      Usuń
  28. Też często widząc zapowiedzi kolekcji limitowanych Essence napalę się na jakieś produkty (jak np. teraz te pędzelki) a potem okazuję się, że albo ich wcale nie będzie w Polsce albo trafiają do nielicznych sklepów :( Nie lubię tego!

    OdpowiedzUsuń
  29. Też często żałuje, że jakaś limitka jest u nas niedostępna, bo jak na złość, z reguły z tych niedostępnych więcej rzeczy mi oko wpada zazwyczaj.

    OdpowiedzUsuń
  30. Oj, tak muszę się zgodzić trochę z Tobą, ale też jednak mamy kilka swoich bardzo fajnych marek kosmetycznych :)

    OdpowiedzUsuń
  31. nasz kraj niestety jest 100 lat za murzynami nie ubliżając w żaden sposób murzynom...

    OdpowiedzUsuń
  32. zgadzam się, dopisałabym jeszcze to, że np. piaskowe neonki z Golden Rose są wycofane (chyba z powodów przepisów) :(

    OdpowiedzUsuń
  33. Ja się już do tego przyzwyczaiłam. Sprawa nie dotyczy tylko i wyłacznie kosmetyków tak jest dosłownie ze wszystkim

    OdpowiedzUsuń
  34. Marka Essence z limitką Cookies and cream dała dupy i to porządnie. Kłóciłam się z nimi na FB o tą serię kosmetyków, a oni byli z siebie zadowoleni bo zasugerowali mi zakup tych produktów 30 km od mojego miejsca zamieszkania. Wyśmiałam ich bo co innego mogłabym zrobić...

    OdpowiedzUsuń

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!