Dom pełen zapachów: Sweet Strawberry, Pink Sands, Black Cherry, Honey Blossom i Lake Sunset- Yankee Candle od Homedelight :)

10/31/2013 Ania T.


   W TYM poście pokazywałam Wam moje cudeńka, które dostałam w ramach współpracy z Homedelight.pl. W związku z tym, że są to zapachy, które już wcześniej miałam okazję poznać, to recenzja pojawia się tak szybko. Chciałabym abyście też mogli je poczuć (choć monitor niestety zapachów nie wysyła), dlatego opiszę Wam je najlepiej jak potrafię ;) No to do dzieła!


 SWEET STRAWBERRY


   Co pisze o nim producent? 
   "Soczyste truskawki posypane cukrem"

   Co myślę ja?
   Wyobraźcie sobie ciepły, letni dzień. Siedzicie na słoneczku i wcinacie sobie świeżutkie truskawki posypane cukrem. Czujecie nie tylko ich wspaniały smak, ale także i zapach, który przyjemnie drażni wasze nosy. A co powiecie na to, że możecie mieć takie aromaty nie tylko w lato? I wcale nie musicie w tym celu wyjmować truskawek z zamrażarki :D Wystarczy zapalić ten wosk! Daleko mu do sztucznych, truskawkowych aromatów jakie czasem możemy spotkać w kosmetykach. Jest słodki, ale jednocześnie bardzo orzeźwiający...i pachnie prawdziwymi, słodkimi truskawkami! Dla fanów tych owoców jest to wosk obowiązkowy. Dzięki niemu możemy się cieszyć ich cudownym zapachem przez cały rok. 


PINK SANDS


   Co pisze producent?
   "Egzotyczna mieszanka świeżych i soczystych cytrusów, słodkich kwiatów i pikantnej wanilii"

   Co myślę ja?
   Bardzo ciężko jest mi opisać ten zapach. Praktycznie wcale nie wyczuwam tutaj nut obiecanych przez producenta. Jak dla mnie to lekko bananowy aromat pomieszany z kwiatami. Ale jest BARDZO PRZYJEMNY! Podobnie jak Sweet Strawberry jest słodki, ale orzeźwiający. Przywodzi na myśl ciepłe, letnie dni. Jest po prostu niepowtarzalny. Po zapaleniu w kominku, jego aromat rozchodzi się po całym pokoju i utrzymuje w nim przez długi czas. Wiele dziewczyn się nim zachwyca i im się nie dziwię. To jeden z tych zapachów, które ciężko się opisuje, ale na długo zapadają w pamięć. Z pewnością często będzie gościł w moim kominku ;)


BLACK CHERRY


   Co pisze producent?
   "Pyszne, słodkie i dojrzałe czarne wiście"

   Co myślę ja?
   Wiśni jeść nie lubię, dlatego nie wiem czy są pyszne i słodkie. Za to wiem, że fanom wiśniowych aromatów ten zapach na pewno się spodoba. Mi osobiście zapach wiśni nie przeszkadza, nawet go lubię, ale musi być naprawdę "realistyczny". Ten wosk taki właśnie jest, pachnie jak typowa wiśnia- jednak nie jest zbyt intensywny. Porównując go do zeszłorocznego, zimowego zapachu "Cherries on snow" rzekłabym, że jest wręcz bardzo delikatny. Nada się dla wrażliwych nosów, które nie przepadają za mega słodkimi i intensywnymi zapachami. Dzięki niemu poczujecie się jak w wiśniowym sadzie :D I podobnie jak Sweet Strawberry pozwoli nieco złagodzić zimową tęsknotę za zapachem ukochanych owoców ;)


HONEY BLOSSOM


   Co pisze producent?
   "Zniewalające połączenie: nektar kwiatowy, miód, frezja i nuty drzewne"

   Co myślę ja?
   Ze wszystkich zapachów, które otrzymałam- ten podoba mi się najmniej. Pamiętam, że kiedy wyszła letnia kolekcja Q2, to bardzo chciałam mieć każdy z tych zapachów i to właśnie Honey Blossom i Summer Scoop ciekawiły mnie najbardziej. Niestety- to fioletowe maleństwo mnie zawiodło. Zupełnie nie czuję tu żadnych kwiatów, miodu czy drzew...dla mnie jest to bardzo mocne i intensywne połączenie zapachu leśnego i morskiego jakie możemy spotkać w odświeżaczach powietrza. Niezbyt mi się spodobał. Nie mówię, że śmierdzi, bo wielu osobom się podoba, po prostu to nie jest mój typ zapachowy ;)


LAKE SUNSET



O tym zapachu pisałam Wam już TUTAJ, więc nie będę się powtarzać ;)


Wszystkie z tych wosków możecie kupić na stronie Homedelight.pl
Jeszcze tylko dziś (31.10) cena Black Cherry jest obniżona o 25%, więc się spieszcie.
A i do końca dnia możecie nabyć wszystkie samplery 20% taniej ;)
Polecam!



Przypominam Wam też, że dziś jest OSTATNI DZIEŃ aby zgłosić się do mojegoKONKURSU z Helfy.pl :) I wykorzystanie rabatu -10% ;)





52 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Testuję: Kojący tonik organiczny Love Me Green

10/29/2013 Ania T.


   Zanim miałam okazję poznać tą firmę, to naczytałam się wiele dobrego o ich kosmetykach ;) Że fajne- bo mają naturalne ekstrakty, bo dobrze działają, bo ładnie pachną... dlatego tym bardziej się ucieszyłam gdy otrzymałam ten tonik na spotkaniu blogerek w czerwcu. Jak tylko wykończyłam mój (wtedy) ulubiony ogórkowy tonik z Ziaji od razu wzięłam się za testowanie tego cuda. I wiecie co? Chyba znalazłam swój ideał! :D


OPAKOWANIE


   Plus za przezroczystość, bo dzięki temu wiemy ile produktu nam jeszcze pozostało w butelce ;)
   Uwielbiam też jego nietypową formę aplikacji, którą bardzo ułatwia nam aromizer. Jak dla mnie rewelacja! Dozuje tyle toniku ile trzeba, dzięki czemu jest on bardzo wydajny (nie to co toniki z wielkimi dziurami, przez które wylewa nam się połowa butelki na raz :P)



SKŁAD


   Miły dla oka- widzę dużo naturalnych ekstraktów z upraw organicznych...no i sok z aloesu jest na 3 miejscu ;) Jak dla mnie nie jest zły :D


ZAPACH/KONSYSTENCJA

   Zapach jest bardzo ciężko do określenia- z jednej strony czuję tutaj przyjemny zapach owoców leśnych, a z drugiej jest on jakby taki...cierpki, gorzki? Nie wiem jak to określić...na początku niezbyt mi się podobał, potem się przyzwyczaiłam i praktycznie zupełnie przestał mi przeszkadzać ;) Producent pisze, że to niby grejfrut- ja grejfruta nienawidzę, ale zupełnie go w tym toniku nie czuję. I dobrze! 
  Na pewno nie zdziwi was, kiedy powiem, że tonik ten ma konsystencję płynną :D Żadne to odkrycie i naprawdę nie ma się co rozwodzić nad poziomem jego płynności tudzież wyglądem samego płynu :D Ot, taka tam sobie żółta "woda" ;)




DZIAŁANIE

   Od toników nigdy nie oczekiwałam cudów- miały dobrze umyć i odświeżyć twarz rano, bez fajerwerków. Ziajka jak do tej pory sobie z tym dobrze radziła, ale poza tym, że czułam po niej odświeżenie (i była tania) to nie robiła z moją cerą nic szczególnego.
   Jak zaczęłam używać toniku od Love me Green to stwierdziłam, że jednak tonik to nie tylko sama "woda" do mycia twarzy! Ten tonik jest strzałem w dziesiątkę dla cery mieszanej (podejrzewam, że i przy tłustej też się sprawdzi).
   Po pierwsze- nie wysusza! Toniki dla cery mieszanej, tłustej czy trądzikowej potrafią zawierać alkohol. Co z tego, że NIBY pomaga on w walce z wypryskami, jak cera po nim wygląda jak wiór...ten tonik, dzięki zawartości soku z aloesu, bardzo przyjemnie koi i (pokuszę się o to stwierdzenie) nawet delikatnie nawilża cerę. Oczywiście nie ma co porównywać tego efektu do tego, co dają nam kremy- to zupełnie nie ta liga. Natomiast i tak jestem tym faktem pozytywnie zaskoczona!
   Druga sprawa to fakt, że pomógł mi nieco "unormować" moją cerę- przy regularnym używaniu zauważyłam, że z dnia na dzień jest coraz "świeższa" a poziom wydzielanego sebum MINIMALNIE się zmniejszył. Od razu mówię nie jest to zasługa żadnego kremu- po odstawieniu tego toniku (przy używaniu ciągle tych samych kremów) stan mojej cery nieco się pogorszył. Jak na tonik- całkiem niezłe działanie!
   No i wreszcie- sprawa odświeżenia. Z tym radzi sobie bez zarzutu! Jak tylko wstaję rano, to mycie twarzy tonikiem jest pierwszą rzeczą, którą robię. Po porcji toniku, naniesionego na wacik cera od razu robi się świeża i gotowa na dalsze zabiegi :)
   Nie radzi sobie jedynie ze zmyciem makijażu, o ile z cienką warstwą pudru nie ma problemu, to do grubej "szpachli" polecam specjalnie do tego przystosowane specyfiki ;)


CENA/DOSTĘPNOŚĆ

   Było za pięknie- dlatego teraz zaczynają się schody. Jego cena jest zawrotna kosztuje 39,90 zł! A ponieważ nie widziałam go w ŻADNEJ stacjonarnej drogerii, to dochodzą do tego jeszcze koszty przesyłki. Kupicie go tylko online, możecie to zrobić chociażby na oficjalnej stronie Love Me Green. Pociesza mnie jedynie fakt, że tonik jest diabelnie wydajny! Stosuję go od czerwca (codziennie, z małymi przerwami) i została mi jeszcze ponad połowa opakowania. 


PLUSY:
-atomizer (świetna forma aplikacji!)
-mega wydajny
-skład (sok z aloesu na 3 miejscu!)
-nie wysusza, a wręcz delikatnie nawilża skórę
-pomaga regulować poziom wydzielania sebum (w minimalnym stopniu, ale jak na tonik to i tak super wynik)
-odświeża cerę

MINUSY:
-cena, cena i jeszcze raz cena :( (ale zdaję sobie sprawę z tego, że za dobry produkt trzeba czasem sporo zapłacić)
-dziwny zapach (nie nieprzyjemny...po prostu dziwny :D)
-dostępność (jedynie w internecie)


62 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Pachnąca współpraca- Homedelight

10/26/2013 Ania T.


   Każdy kto regularnie odwiedza mojego bloga wie, że jestem OGROMNĄ fanką Yankee Candle i innych gadżetów zapachowych. Świece, dyfuzory, woski, kadzidła....to mój świat! Każdą nową kolekcję Yankee Candle przyjmuję z ogromnym entuzjazmem, a mój woskowy zbiór jest już całkiem pokaźny :D Jaka była moja radość kiedy Marta (która zabrania zwracać się do siebie Pani :D), właścicielka sklepu Homedelight  postanowiła  nawiązać współpracę z moim blogiem! Dzięki otrzymanej wczoraj paczuszce moje zbiory odrobinę się poszerzyły...


W paczce znalazłam 5 wosków:


-Lake Sunset
-Sweet Strawberry
-Black Cherry
-Pink Sands
-Honey Blossom

Pech chciał, że każdy z tych zapachów mam już w swojej kolekcji :D
Ale zupełnie mi to nie przeszkadza, bo każdy z nich bardzo lubię :)
Jeden z nich (Lake Sunset) nawet wam już opisywałam w TYM poście.

Bardzo dziękuję Homedelight za tak ładnie pachnącą paczkę :)


Oczekujcie recenzji wosków już niebawem! ;)


44 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Testuję: Nawilżający olejek kąpielowy goździkowiec i cytryna Green Pharmacy

10/23/2013 Ania T.


   Z góry wybaczcie za przerwę w pojawianiu się notek- przez 2 ostatnie dni nie miałam internetu, dopiero dziś pojawił się ktoś, kto mi to łaskawie postanowił naprawić -.-
   Oszczędzę sobie zbędnego wstępu...i zapraszam na recenzję!

OPAKOWANIE

   
   Przezroczyste, dzięki czemu widzimy ile produktu nam ubyło. Zamykane na "klik".





SKŁAD


   Nie wiem czemu na opakowaniu jak wół widnieje napis "NATURAL COSMETICS", jeśli z typowo naturalnymi kosmetykami ten żelo-płyn nie ma nic wspólnego. Takie same spostrzeżenia miała autorka bloga Kosmetyka Smykusmyka, której w kwestii składów bardzo ufam ;)


ZAPACH/KONSYSTENCJA

   Jego zapach jest cudowny! Bardziej wyczuwam tutaj goździki niż cytrynę, ale nie jest to zapach ciężki i przytłaczający. Po umyciu ciała utrzymuje się na skórze, chociaż bardzo krótko. Gdy używamy go jako żelu pod prysznic- zapach jest mocno wyczuwalny, z kolei w wannie czuć go słabiej.
   Konsystencja na pewno nie jest typowa dla olejku! Jest to żel- trochę leisty, nie lepiący się, ale ŻEL. Nie wiem skąd u producenta wzięło się określenie "olejek"....



DZIAŁANIE

   Skład ma taki sobie, ale mi nie zaszkodził. Pod prysznicem sprawdza się bez zarzutu- dobrze się pieni, ładnie pachnie i nie wysusza skóry.
   W wannie radzi sobie nieco gorzej- bardzo słabo się pieni (przynajmniej u mnie) i ma bardzo delikatny, niemal niewyczuwalny zapach. Żeby uzyskać jakąkolwiek pianę, musiałam go zmieszać z musującą solą do kąpieli.
   Zarówno po wzięciu prysznica, jak i po wyjściu z wanny miałam na skórze ledwo wyczuwalną, bardzo delikatną warstwę, jednak szybko się wchłaniała. Nie wpływała jednak w żadnym stopniu na poziom nawilżenia mojej skóry.
   Czy przywraca siły witalne tak jak obiecuje producent? No cóż, na pewno zapach jest bardzo przyjemny, jak ktoś lubi goździki to mu się spodoba. Mnie ten zapach bardzo uspokaja i relaksuje, ale to jest kwestia gustu.


CENA/DOSTĘPNOŚĆ

   Buteleczka olejku, który nie jest olejkiem tylko żelem, kosztuje ok. 10 zł. Pod prysznicem jest BARDZO wydajny- niewielka ilość wystarczy aby pokryć nim całe ciało, natomiast aby uzyskać jakikolwiek zapach w wannie musiałam wlać go bardzo dużo, więc pod tym względem jego wydajność jest kiepska. 
   Szukajcie go chociażby w Naturach, w których dostępne są kosmetyki Green Pharmacy ;)


PLUSY:
-wygodne, zamykane na "klik" opakowanie
-przepiękny zapach (który w wannie jest niestety mało wyczuwalny)
-nie wysusza skóry
-dobra dostępność
-w miarę atrakcyjna cena
-wydajny, ale TYLKO kiedy stosuje się go jako żel pod prysznic. Jak chcemy go używać do wanny, to SZYBKO nam się SKOŃCZY ;)

MINUSY:
-ten "olejek" nie jest olejkiem tylko ŻELEM!
-skład (nie rozumiem skąd na opakowaniu wziął się napis, że to kosmetyk naturalny)
-nie pieni się podczas kąpieli w wannie



"Olejek" dostałam do testów w ramach przynależności do Klubu Elfa Pharm Polska. Fakt ten w zadnym stopniu nie wpłynął na moją opinię.




47 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Zdrowa woda = czysta woda

10/19/2013 Ania T.


   Kto uważał na lekcjach biologii, ten wie, że nasze ciało w ok.70% składa się z wody. Jest to bardzo ważny związek chemiczny- bez niego nie mogłyby zachodzić istotne reakcje w naszym organizmie (woda stanowi środowisko dla ogromnej ilości procesów, które zachodzą w ludzkim ciele).
   Każdy dietetyk, lekarz czy dowolnej maści specjalista zgodzi się, że codzienne picie co najmniej 1,5-2 litrów wody dziennie jest niezbędne do prawidłowego funkcjonowania naszego organizmu i zachowania pięknego wyglądu. Ponadto, woda (w postaci pary wodnej) stosowana jest także przy wielu zabiegach kosmetycznych. Kiedy byłam jeszcze pryszczatą nastolatką i chodziłam do kosmetyczki na zabiegi oczyszczania twarzy, zawsze przed tą częścią "mechaniczną", czyli wyciskaniem wągrów, leżałam pod strumieniem pary wodnej, która miała za zadanie zmiękczyć warstwę rogową naskórka. Nie muszę też chyba wspominać o tym, że nic nie relaksuje tak, jak cudownie pachnąca kąpiel w wodzie pełnej piany ;)
   Mimo, że woda do celów spożywczych jest pobierana z pokładów wód gruntowych, które nie podlegają wpływom czynników atmosferycznych, to i tak może być zanieczyszczona! Odpady z niektórych gałęzi przemysłu są tak toksyczne, że mogą zatruć nawet wody gruntowe! Właśnie dlatego taka woda musi zostać "uzdatniona" zanim dotrze rurami do naszych kranów- czy to w kuchni czy to w łazience. W tym celu dodaje się do niej między innymi chloru, którego nadmiar w organizmie może być szkodliwy.
   Dlatego właśnie bardzo się ucieszyłam, kiedy na warszawskim spotkaniu blogerek otrzymałam dzbanek filtrujący Dafi. Służy mi on nie tylko do celów "spożywczych", ale jest też idealny na przykład do filtrowania wody do mycia twarzy czy płukania włosów.


   Woda na Śląsku jest BARDZO twarda, w nowym czajniku po ok. 2 tygodniach robi się taka gruba warstwa kamienia, że można w niej robić rzeźby dłutkiem :D Dzbanek Dafi, dzięki filtrowi z zawartością żywicy jonowymiennej zmiękcza wodę i zapobiega osadzaniu się kamienia ;) Oprócz tego filtr zatrzymuje takie zanieczyszczenia jak chlor, pozostałości pestycydów, związki organiczne (np. szkodliwe fenole) czy metale ciężkie.


    W zestawie  razem z dzbankiem dostajemy jeden filtr, który wymieniamy co miesiąc. Aby o tym nie zapomnieć producent przygotował specjalny wskaźnik, który informuje nas kiedy został założony filtr i kiedy należy go wymienić.


   Dzbanek ma dzióbek, który uchyla się dopiero gdy wylewamy wodę. Dzięki temu dzbanek jest cały czas zakryty i zabezpieczony np przed owadami, które mogłyby się dostać do środka. 


 Tylko zobaczcie jaka czysta jest woda, po przefiltrowaniu jej przez filtr umieszczony w dzbanku (normalnie zaraz po nalaniu jest biała!):


Kiedy w Polsce nie było jeszcze zbyt wielu kosmetyków do pielęgnacji twarzy, moja prababcia stosowała do tego celu jedynie przegotowaną wodę i nieśmiertelny krem Nivea i w wieku ponad 80 lat nadal miała ładną cerę. Myślę, że w tych czasach spokojnie mogłaby wymienić wodę przegotowaną na przefiltrowaną i byłaby równie zadowolona! 



29 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Jedna karta-wiele możliwości!

10/18/2013 Ania T.


   Na spotkaniu w Krakowie otrzymałam pewną kartę, o której chciałabym wam opowiedzieć ;) Na pewno każda z was kojarzy programy lojalnościowe- mają je sklepy z ciuchami, drogerie a nawet stacje benzynowe ;) Zbiera się na nich punkty, a gdy zbierze się odpowiednią ilość- można za to odebrać atrakcyjne nagrody lub zniżki.
   Karta Oko w Mieście jest bardzo podobna do kart lojalnościowych, z jednym wyjątkiem...uprawnia nas do zniżek nie tylko w JEDNYM, WYBRANYM miejscu, ale w WIELU miejscach! Posiadacze takiej karty mogą liczyć na zniżki w rożnych punktach: klubach sportowych, sklepach z ubraniami, restauracjach...a co najważniejsze- w salonach kosmetycznych! (uwaga, nie jest to karta płatnicza!) :D Między innymi dlatego zgodziłam się na przyjęcie tej karty i opisanie jej na blogu :)


   Pomysł jest dość nowy, narodził się niedawno (z tego co wiem, to mniej więcej miesiąc temu), dlatego baza firm nie jest jeszcze zbyt duża..ale ciągle się powiększa ;) Posiadacz takiej karty jest uprawniony do zniżek w każdej firmie, która współpracuje z Okiem w Mieście a wysokość zniżki możecie sobie sprawdzić na stronie :)
   Firmy również mają z tego korzyści- portal gwarantuje im stosunkowo tanią reklamę- w zamian za to firmy oferują zniżki. Jeśli sami prowadzicie własną firmę, to też możecie się zgłosić do tego programu (więcej informacji TU).
   My tą kartę otrzymałyśmy za darmo- jak już raz się ją dostanie, to jest ważna bezterminowo, nie trzeba jej przedłużać i nic płacić, dlatego też zdecydowałam się ją przyjąć. Jedynym minusem jest to, że w cenie regularnej kosztuje...90 zł :( To duże pieniądze, jednak mam nadzieję, że z czasem baza firm poszerzy się na tyle, że jej zakup będzie bardzo opłacalny ;) Jeśli ktoś z was chciałby mieć ją już teraz, to na fanpage'u trwa obecnie konkurs- dla pierwszych 20 osób, które udostępnią informację o tej karcie przewidziane są karty zupełnie za darmo! ;)
   Ja jeszcze ze swojej nie korzystałam, czekam aż baza firm się poszerzy i być może dołączą do niej jakieś drogerie :D Ale informuję was o tym, bo im więcej osób będzie wiedziało o tej idei, tym większa szansa, że to się rozwinie ;)

A wy korzystacie z kart lojalnościowych?
Jakie oferty w takich programach przekonują was najbardziej (zniżki, prezenty za punkty, możliwość płacenia punktami)?


18 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Tutorial: Moja włosowa piramida pielęgnacji

10/15/2013 Ania T.


   Do umieszczenia mojej własnej włosowej piramidy pielęgnacji zachęciła mnie Chabrowa Ania (od której dostałam "czystą", gotową do uzupełnienia piramidę). Moja piramidka nie jest zbyt skomplikowana, nie robię swoim włosom zabiegów z kosmosu- ograniczam się raczej do łatwo dostępnych środków, których aplikacja nie sprawia problemów. Moje metody chyba są skuteczne, bo ostatnio fryzjerka nie mogła się nachwalić jakie to mam ładne włosy (ah, ta skromność!) :D
   Nie będę przedłużała- poniżej wklejam piramidę, która obrazuje jak często stosuje na swoich włosach pewne zabiegi. Każdy krótko omówię pod piramidką :)


OKAZJONALNIE
Farbowanie włosów

Chyba nikomu nie muszę mówić jak farbowanie niszcząco wpływa na włosy. Oczywiście możemy farbować je np. henną czy innymi naturalnymi mieszankami, o których od jakiegoś czasu jest głośno w blogosferze. Ja się na takim "naturalnym" farbowaniu kompletnie nie znam. Kilka miesięcy temu rozjaśniłam sobie końcówki aby uzyskać efekt ombre na włosach, a ponieważ moje naturalne włosy są ciemne, to niestety niezbędne było potraktowanie ich silnym, fryzjerskim utleniaczem. To bardzo pogorszyło stan moich końcówek, zaczęły być łamliwe i rozdwajały się o wiele częściej niż wcześniej- z tym problemem pomaga mi walczyć kolejny zabieg, umieszczony na niższym pięterku piramidy- ale o nim za chwilę ;)
Obecnie nie planuję żadnego farbowania, jeśli już to jedynie zafarbowanie ombre na kolor zbliżony do naturalnego. Jednak nie mogłam tutaj nie umieścić tego zabiegu, ponieważ nie ukrywam, że niestety            (albo i stety, bo ombre wygląda całkiem fajnie) się na niego pokusiłam.

RAZ W MIESIĄCU
Podcinanie końcówek

Jak już wyżej wspomniałam- rozjaśnianie bardzo zniszczyło moje końcówki. Jestem raczej realistką i nie wierzę w "magiczne produkty, które sklejają i odbudowują twoje końce"...takie cuda niestety nie istnieją i potwierdziła mi to moja fryzjerka. Jedyną metodą na pozbycie się rozdwojonych, połamanych końców (tych, które już zdążyły się utworzyć) jest ich ścięcie. Raz w miesiącu (czasem rzadziej, jak nie mam czasu) chodzę do fryzjerki, która dokładnie i bardzo skrupulatnie ścina mi każdą brzydką i rozdwojoną końcówkę :D Potrafię siedzieć u niej nawet 40 min! Jest tak dokładna, że dotrze do wszystkich, nawet pojedynczych włosków. Dzięki temu mam pewność, że pozbędę się porozdwajanych i połamanych brzydali!

RAZ W TYGODNIU
Olejowanie

Wiem, że włosy powinno olejować się częściej- najlepiej 3 razy w tygodniu. Ja niestety nie mam na to czasu. Nie lubię siedzieć z tłustymi włosami i ręcznikiem na głowie. Czuje się wtedy niezbyt komfortowo. Ogólnie nie jest to dla mnie zbyt przyjemny zabieg- olejek może pachnieć najpiękniej na świecie, ale tego uczucia smalcu na głowie niestety mi nie zrekompensuje. Ale jak to mówią- żeby być piękną, trzeba cierpieć! Dlatego właśnie raz w tygodniu poświęcam się i kładę tłuściocha na włosy! Żeby tylko wyszło im na zdrowie!
Najczęściej używane produkty: Sesa, olejek Alterra z Rossmana

CO 3 DNI
Maska lub odżywka

Kiedyś uwielbiałam odżywki do włosów i stosowałam je przy każdym myciu włosów. Jednak dla moich tłustych, ciężkich włosów to nie jest zbyt dobra opcja. Teraz ograniczam się do nakładania masek lub odżywek co 3-4 dni, aby włosy były odżywione, ale nie obciążone. Zdecydowanie częściej zdarza mi się ostatnio używać masek, szczególnie, że odkryłam w tej dziedzinie "perełki" :) Kiedy mam czas to nakładam maskę na zwilżone włosy i trzymam przez mniej więcej pół godziny pod ręcznikiem. A kiedy zależy mi na tym, aby szybko się wykąpać, to nakładam maskę na samym początku, kąpię się trzymając ją na głowie i spłukuje jak już skończę wszystkie inne czynności kąpielowe :D Nie muszę chyba dodawać, że metoda z ręcznikiem daje zdecydowanie lepsze efekty, jednak jak ktoś jest zabiegany to i druga opcja powinna go usatysfakcjonować. 
Najczęściej używane produkty: maska Kallos Silk (MÓJ HIT!), maska z granatem i aloesem Alterra, odżywka- tutaj bywa różnie, ostatnio zużywam Joannę z olejkiem arganowym

CODZIENNIE
Mycie

Moje włosy bardzo mocno się przetłuszczają, już następnego dnia po myciu potrafią wyglądać nieświeżo i być oklapnięte. To moja zmora! Bez codziennego mycia się nie obędzie, no chyba, że chcę wyglądać jakby mi ktoś wylał wiadro oleju na głowę. Stosuje różne szampony- niekoniecznie te do włosów przetłuszczających się (bo one i tak rzadko kiedy dawały upragniony efekt i wydłużały świeżość moich kłaczków). Nie boję się eksperymentować i wciąż szukam mojego szamponowego ideału, który nie tylko zmniejszyłby przetłuszczanie się włosów, ale też nadałby im objętości, blasku i ich przy okazji nie plątał jak szalony. Od czasu do czasu "wspomagam" się suchym szamponem, ale robię to wtedy kiedy moje włosy naprawdę tego potrzebują, bo na nich efekt push-up, który ten szampon ma dawać, nie utrzymuje się zbyt długo.
Najczęściej używane produkty: nie mam swojego ulubieńca w tej kategorii, obecnie stosuję na zmianę Joannę z olejkiem arganowym oraz Dove Hair Therapy Intensive Repair. Jeśli stosuję suche szampony, to najczęściej sięgam po Batiste.

Odżywka w sprayu

W działanie odżywek w sprayu zbytnio nie wierzę- w moim przypadku ani nie wzmacniają, ani nie odżywiają włosów w jakiś spektakularny sposób. Czasem uda im się nadać blasku, ale nic poza tym :D Używam głównie dlatego, że pomagają rozczesać włosy, co czasem sprawia mi pewne problemy ;)
Najczęściej używane produkty: Lubię sięgać po różnego rodzaju odżywki w sprayu od GlissKur, choć obecnie mam Dove Nourishing Oil Care.

Jedwab na końcówki

Kiedyś zachwycałam się słynnym Biosilkiem- swego czasu działał na moich włosach cuda...niestety, im częściej go używałam tym bardziej obciążał mi włosy. Przez długi czas przestałam stosować jakiekolwiek jedwabie... po czym na czerwcowym spotkaniu w Warszawie otrzymałam cudo od Green Pharmacy i się z nim nie rozstaje! Świetnie wygładza włosy bez ich obciążania, ułatwia rozczesywanie, pięknie pachnie i w ogóle to chyba najlepsze serum na końcówki jakie przyszło mi kiedykolwiek stosować :D 
Najczęściej używane produkty: jedwab od Green Pharmacy


A ja Wy pielęgnujecie swoje włosy?
Któryś krok się u was pokrywa z moją piramidą? :)


49 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Blogerskie spotkanie z moimi dziewczynami (i panem-rodzynkiem!) w Warszawie! Czyli relacja z jesiennego spotkania blogerek warszawskich :)

10/14/2013 Ania T.


   Gdyby jeszcze rok temu ktoś mi powiedział, że w WOLNĄ sobotę wstanę o 5:45 aby zawlec swój tyłeczek do pociągu i jechać 3h do Warszawy to chyba bym się popukała w głowę :D Ja? Człowiek, który lubi długo pospać? O nieee, nie ze mną takie numery...ale 12 października to nie była ZWYKŁA sobota!

   Tego dnia odbyło się cudowne spotkanie- zobaczyłam się nie tylko z moimi kochanymi, blogowymi dziewczynkami czyli IzuniąMisiąCzarnulką i Domi, ale poznałam też kilka nowych, bardzo miłych, wygadanych i pozytywnie zakręconych osób ;) Trafił nam się też jeden "rodzynek", którego muszę pochwalić za tak obszerną wiedzę o kosmetykach! Należy mu się ogromny szacunek, mało który facet wie cokolwiek na temat mazideł różnej maści :D
Spotkanie było raczej kameralne, było nas razem 12, pełną listę blogów znajdziecie poniżej:



   Naprawdę chciałabym powiedzieć coś dobrego o restauracji City24 Bar&Grill, w której to spotkanie się odbyło, ale niestety- pochwał się nie doczeka. Jedyne, co zasługuje na plus to niesamowity wystrój (w stylu typowo Amerykańskim!) i bliskość od centrum Warszawy....reszta to jakaś kompletna porażka! 
Zacznijmy od fatalnej obsługi...kelnerki delikatnie mówiąc miały nas GDZIEŚ. Biedna Sauria dopominała się o Pepsi jakieś 4 razy, na głupie drinki, które można zrobić w 10 minut musiałyśmy czekać średnio 35-40 min! Kelnerka ani razu nie podeszła się zapytać czy nam smakuje, czy jeszcze coś donieść...Mówiąc o jedzeniu- było drogie i średnio smaczne. Za maleńką pizzę trzeba było zapłacić 16 zł (i to najzwyklejszą na świecie margharitę!), co prawda zła nie była, jednak jadłam lepsze ;) Obsługa ciągle narzekała- a to, że jesteśmy za głośno (a zamiast posadzić nas na PUSTEJ górnej sali, posadzili nas w sali głównej), a to, że są prezentacje firm i im to nie pasuje...no jakiś koszmar! NIGDY WIĘCEJ SPOTKAŃ W TAKIM MIEJSCU :) Żeby nie było- to nie są tylko moje narzekania, każda z dziewczyn odniosła takie same wrażenie ;)

Moje i Michałosiowe malinowe daiquiri :) 

   
   Dzięki uroczym przypinkom od przypinka.pl mogłyśmy się bez problemu rozpoznać :D Na każdej było imię i adres bloga, co bardzo ułatwiało nam komunikację :D



   Na początku spotkania Sauria, która jest Przyjaciółką Organique wraz z firmą przygotowała nam małą niespodziankę :D Odbył się krótki quiz na temat samej firmy jak również bloga Saurii, dla 3 dziewczyn , które poprawnie odpowiedziały na pytania, Organique przygotowało kremy ze swojej najnowszej, dyniowej linii :) Zdradzę wam w sekrecie, że UDAŁO MI SIĘ JEDEN WYGRAĆ :D Ale nikt nie wyszedł z pustymi rękami- każda z nas otrzymała prześlicznie pachnące kocie mydełka (które idealnie wpasowywały się w tematykę spotkania!). Bardzo dziękujemy!

Sauria w akcji :D

Moja dyniowa zdobycz!

KotałkĘ :D


   Sauria nie była jedyną prezentującą tego dnia :D Następnie odwiedziła nas Pani Dagna z firmy Soraya, którą miałam już okazje poznać w Krakowie. Znowu zachwycałam się ślicznymi opakowaniami kosmetyków z linii "So Pretty" i zdobyłam mój upatrzony wcześniej krem BB! :D Bardzo dziękujemy za wizytę! 

Krem matujący w obiektywie Ani z bloga 45stopni :)

   
   Naszym ostatnim gościem była Pani z firmy Palmers. Ich kosmetyki również miałam okazję poznać w Krakowie, ale mimo to i tak bardzo chętnie je wszystkie wąchałam i miziałam (z resztą nie tylko ja! :D). 
Na koniec prezentacji każda z nas dostała wybrany przez siebie wcześniej upominek, tym razem rozpieściłam się peelingiem do ciała (bo ostatnio wybrałam prezent dla swojego TŻ, taka ze mnie dobra dziewczyna!) :)

Wąchaj Miśka, wąchaj! :D

Nasze ślicznie zapakowane prezenciki :)

Mój peelingowy wybranek! :D

   
   Po prezentacjach przyszedł czas na to, co tygryski lubią NAJBARDZIEJ! Czyli jedzenie! Byłam już taka głodna, że gdyby nie przynieśli mi pizzy, to chyba zjadłabym Miśkę, która siedziała obok mnie! 

Przyłapana na obżarstwie! :D

   
   Cukiernia Cake ART umiliła nam spotkanie prześlicznymi, tematycznymi babeczkami:



   Mieliśmy też okazję poznać się lepiej- było mnóstwo śmiechu, rozmów o kosmetykach (i nie tylko) oraz oczywiście wspólnych foteczek :D 

Smutna minka? TAK! Bo w tym momencie myślałam jak będzie mi niefajnie jak opuszczę moje laseczki!

   
   W pewnym momencie zostałam "strażnikiem pieniądza" :D Dobrze, że nic nie zginęło, by by mnie chyba wywalili z tej roboty...



   Nie mogło też oczywiście zabraknąć wspólnej foteczki!

   
   
   Na spotkaniu dostałam również kilka bardzo miłych prezentów od firm, zapewniam, że żaden z nich się nie zmarnuje! :D
   Nasi sponsorzy:

Soraya
Dafi
Mariza
Tołpa
Organique 
Lafie


ALE UWAGA!
Żeby nie wyszło potem na to, że spotkania to tylko gifty a blogerki są pazerne!
Nasze spotkanie miało CEL...i to bardzo szczytny! 
Naszym głównym celem było wsparcie schroniska dla kotów Koci Azyl.
Każdy uczestnik spotkania musiał przynieść "wpisowe" w postaci karmy dla zwierząt, starych koców czy ręczników- wszystko po to aby wesprzeć naszych małych, futrzanych przyjaciół.

Z "wpisowego" udało nam się zebrać mnóstwo karmy i ręczników!


Ponadto podczas spotkania odbyła się loteria- każdy los wygrywał, a zysk z ich sprzedaży zostanie przeznaczony na zakup jeszcze większej ilości karmy dla głodnych kotków! :)

Sponsorzy, którzy ufundowali upominki w loterii:
Paese

Bardzo dziękujemy!

Dziewczyny (i chłopaki!) było mi bardzo miło was poznać!
Mam nadzieję, że jeszcze nie raz się spotkamy i spędzimy czas w takim zacnym gronie :)
Całuję was wszystkich i ściskam bardzo mocno!
Było super!


54 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!