Denko sierpniowo-wrześniowe

9/30/2013 Ania T.


   Znów zrobiłam łączone denko, podobnie jak to było z denkiem czerwcowo-lipcowym, jednak tym razem zebrało mi się o wiele więcej zużytych produktów :)

Całość prezentuje się tak:



WŁOSY


1.Szampon upiększający L'oreal Elseve Nutri Gloss Cristal: bardzo wydajny o sporej pojemności, starczył mi na długi czas, ale też szybko mi się znudził :D Kupiłam go bo miał ładne drobinki brokatu w środku, miałam nadzieję, że po umyciu pozostaną choć w małej ilości na włosach i nadadzą im blasku, ale niestety szybko się spłukiwały :( Mimo to uważam, że był dobrym produktem- nie plątał włosów, nadawał im objętości i ładnie pachniał. Być może kupię ponownie.
2.Lakier do włosów Goldwell Style Sign, nabłyszczający: szału nie robił- u mnie praktycznie WCALE nie utrwalał włosów, sklejał je oraz praktycznie w ogóle nie nabłyszczał. Z kolei u babci sprawdził się lepiej, ale ona ma cienkie i słabe włosy. Z mocnymi, grubymi kudełkami zupełnie sobie nie radzi. Za taką cenę nie warto. Nie kupię ponownie.
3. Szampon do włosów bez SLS/SLES z olejem z pestek moreli, Bingo SPA: jego recenzje możecie przeczytać TUTAJ. Niby był ok- bo dobrze zmywał oleje, był delikatny, włosy po nim ładnie wyglądały...ale- no właśnie i tutaj jest kilka ALE. Niepraktyczne opakowanie z za dużym otworem i beznadziejną etykietą oraz straszliwe plątanie włosów trochę go dyskwalifikują.... Nie wiem czy kupię ponownie.
4.Szampon do włosów z łopianem większym Green Pharmacy: zapach miał taki sobie i plątał włosy, ale z drugiej strony nie był taki zły. Moja babcia była z niego zadowolona, ja trochę mniej, ale nie był takim znowu bublem. Nie wiem czy kupię ponownie.
5.Szampon do włosów Biosilk: szampon sprawdził się bez zarzutu- nie plątał włosów i ładnie je wygładzał, do tego miał piękny zapach, ale miał też swoje minusy: miał strasznie długi skład, no i jego cena też jest dość wysoka. Być może kupię ponownie.
6.Odżywka do włosów Biosilk: o ile z szamponu jestem zadowolona, to odżywka była taka sobie. Niby wygładzała włosy i pachniała tak ładnie jak szampon, ale miała równie długi skład, jest tak samo droga a do tego robiła to, czego się najbardziej obawiałam- obciążała mi włosy. Nie wiem czy kupię ponownie.


CIAŁO


1. Sól do kąpieli granat Mariza: jej recenzję znajdziecie TUTAJ. Nie byłam z niej zadowolona, poza tym niedługo pozbywam się wanny i instaluje w domu prysznic, więc nie kupię ponownie.
2. Płyn do kąpieli czekolada i mięta Original Source: dobrze się pienił, ładnie pachniał...chętnie kupiłabym ponownie, ale tak jak pisałam- pozbywam się wanny, więc niestety nie kupię :(
3. Mydło do rąk Purely Pampering Dove: bardzo dobre i ładnie pachnące mydło! Miało treściwą, kremową konsystencję, intensywny zapach i rzeczywiście dobrze pielęgnowało dłonie. Bardzo mi podpasowało i chętnie kupię ponownie.
4. Mus pod prysznic Dove: jego recenzja znajduje się TU. Tam  już pisałam, że bardzo mi się spodobała jego innowacyjna formuła. Mycie nim to była sama przyjemność, więc pewnie kupię ponownie.
5. Mydło hipoalergiczne On-Line: delikatne, łagodne, tanie i dobre. Polecam! Recenzja TUTAJ. Kupię ponownie.
6. Pianka do golenia Venus o zapachu owoców leśnych: recenzja TUTAJ. Jak dla mnie produkt, który jest NIEZBĘDNY przy goleniu. Na pewno kupię ponownie.
7. Koncentrat antycellulitowy Marion: BUBEL NAD BUBLAMI. Nie robił absolutnie NIC, szkoda pieniędzy! Recenzja TU. NIGDY WIĘCEJ NIE KUPIĘ!


TWARZ


1. Płyn micelarny do skóry suchej Dermedic: bardzo dobry micelek- bardzo delikatny, nie szczypał w oczy, miał delikatny zapach no i często można go dostać w promocji za 10 zł w Super Pharm. Nie radził sobie tylko z demakijażem oczu. Ubolewam nad nim, bo wylał mi się w torbie podczas podróży :( Chętnie kupię ponownie.
2. Peeling do twarzy BioPlasis: mała próbka znaleziona w Shiny Box-ie, dobrze zdzierał, ale drażnił mnie jego zapach, no i cena regularna była dość wysoka, ale twarz po nim była ładnie oczyszczona i miał organiczne składniki... Nie wiem czy kupię ponownie.
3. Lekki krem rokitnikowy Sylveco: polubiłam go ja, polubiła moja babcia (i już się domaga kolejnego opakowania!). Podoba mi się jego opakowanie typu airless, działanie, szybkie wchłanianie...to świetny krem. Jego recenzje możecie znaleźć TU. Na pewno kupię ponownie!
4. Peeling do twarzy żeń-szeń i papaja Orientana: mój ulubieniec :) Już teraz odkładam kasę na kolejne opakowanie. Więcej poczytacie sobie o nim TUTAJ. Na pewno kupię ponownie!
5. Transparentny puder do twarzy Oriflame: bałam się, że będzie na twarzy zbyt "biały", ale świetnie dopasowywał się do kolorytu cery. Matował przyzwoicie, choć niezbyt długotrwale. Nie zatykał porów. Ogólnie nie był zły i być może kupię ponownie.
6. Płatki kosmetyczne Lilibe: od kilku miesięcy moi niezastąpieni ulubieńcy jeśli chodzi o płatki kosmetyczne, jak tylko się kończą i jestem w pobliżu Rossmana od razu po nie idę :) Na pewno kupię ponownie!
7. Mleczko do twarzy winogronowe Garnier: na początku bardzo mi się podobało, nie było za ciężkie, nie szczypało w oczy, ładnie pachniało...ale potem stwierdziłam, że nie nadaje się do mojej tłustej cery, no i miało problemy z demakijażem oczu...nie kupię ponownie.


DŁONIE


1. Zmywacz do paznokci: jakiś No-name z osiedlowego sklepu, był beznadziejny...wysuszał paznokcie, średnio radził sobie ze zmywaniem jakiegokolwiek lakieru i był niewydajny. NIE KUPIĘ PONOWNIE!
2. Żel antybakteryjny mango paradise Bath&Body Works: te żele to moi nieodłączni przyjaciele :D Zawsze mam jeden w torebce- uwielbiam je bo nie wysuszają dłoni, a dobrze je odświeżają, a do tego pięknie pachną. KUPIĘ PONOWNIE!


Mam nadzieję, że dobrnęliście to końca, bo denko było dość duże :)
Miałyście któryś z tych produktów? 
Co o nich myślicie?



79 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Targi Beauty Forum & SPA 2013- edycja jesienna. RELACJA.

9/29/2013 Ania T.


   Obiecałam Wam poprawę jeśli chodzi o ilość pisanych postów- no to proszę bardzo! Dzisiaj wyczekiwana przez Was relacja z Targów Beauty Forum & SPA, które odbyły się w ten weekend czyli 28 i 29 września. Ostrzegam, relacja będzie długa :D

   Zacznijmy od tego, że Targi były przeznaczone głównie dla profesjonalistów- kosmetologów, gabinetów kosmetycznych, salonów SPA itd. Dużo firm prezentowało różnego rodzaju zabiegi, pokazywało maszyny i urządzenia do pielęgnacji oraz wykonywało takie zabiegi na chętnych ;) Mało było "kolorówki", dużo pielęgnacji, a najwięcej lakierów do paznokci- co bardzo mnie cieszy :D Każde stoisko miało swój numer, więc łatwo było je odnaleźć.

   Targi odbywały się w Centrum Targowo-Kongresowym MT Polska na Marsa. Organizatorzy zapewnili darmowy transport w postaci autokarów, które podwoziły uczestników pod samą bramę Centrum Kongresowego. Autobusy kursowały co pół godziny z centrum Warszawy, również co pół godziny były autobusy powrotne z Marsa do centrum.

   Wejście było od godziny 10, ja z przyjaciółkami dotarłam tam przed 10, dzięki czemu zdążyłyśmy kupić bilety bez wielkiej kolejki (ogólnie polecam przyjechać tam wcześniej, bo popołudniu już robi się tłok). Za bilet ulgowy (studencki) zapłaciłam 9 zł. Była także opcja aby zapisać się na rożnego rodzaju wykłady oraz szkolenia, które były dodatkowo płatne. UWAGA! Za większość produktów dostępnych na targach (szczególnie w handlu detalicznym) należało płacić gotówką! Ale na terenie targów był bankomat, więc można było spokojnie wypłacać pieniądze.

   Oczywiście toalety były bezpłatne, na terenie całego obiektu. Można było także skorzystać z szatni (płatnej), był także parking pod halą, ale ponieważ przyjechałam autobusem, to nie wiem czy był płatny. Na miejscu nie było żadnego punktu gastronomicznego, gdzie można było zjeść ciepły obiad- za to były stoiska z kawą, herbatą oraz ciastem, dlatego najlepiej przed takimi targami zjeść coś porządnego :D

   Listę wszystkich wystawców obecnych na targach możecie zobaczyć TUTAJ. Ja byłam zainteresowana przede wszystkim lakierami do paznokci, stoiskiem Batiste oraz Organique.
Jeśli chodzi o ceny- to na większości stoisk były naprawdę atrakcyjne zniżki, można było kupić wiele produktów za mniejsze pieniądze niż w cenie regularnej. I to mi się bardzo podobało! Jeśli ktoś jadąc na te targi liczył na gratisy, to się rozczarował- niewiele firm dodawało gratisy do zakupów, nie było nawet żadnych próbek czy mini-produktów "na spróbowanie". Oczywiście wszędzie chodziły hostessy rozdające cukierki, ulotki i inne takie pierdółki, ale właściwie jedynie na stoisku O.P.I dostałyśmy z dziewczynami miły gratis (lakier do paznokci w formie naklejek) za zakupy.

   Myślę, że ciekawą atrakcją było koło fortuny- przy zakupie biletu na targi każdy otrzymywał 1 darmowy los, który uprawniał do wzięcia udziału w loterii. Wypełniało się krótką ankietę, kręciło kołem i odbierało nagrodę. A nagrody były różne- począwszy od lakierów do paznokci, poprzez darmowe zaproszenia na przyszłoroczną edycję targów a na kuponach na darmową kawę i herbatę skończywszy. Mi się poszczęściło i wygrałam lakier do paznokci :D

 Wszystkie stoiska, które mnie interesowały obeszłam :D Mam dla was kilka zdjęć, które umieszczam na blogu za zgodą i dzięki uprzejmości Domi.

Śliczne glicerynowe mydełka z Organique

Kule do kąpieli Organique

Mydełka oraz kule były w cenie 8zł/szt.

Piękne stoisko O.P.I <3

O.P.I po raz kolejny- tutaj widać mini-kolekcje

Lakiery O.P.I były w naprawdę atrakcyjnych cenach- duże butelki od 10 do 30 zł, miniaturki za 10 zł. Z miniaturek wybór nie był zbyt duży, ale i tak znalazłam coś dla siebie :D 

Tutaj wybieram swój pierwszy lakier Orly na ich stoisku :D

A tutaj piękne stoisko Maroko Sklep :) Ich specjalność to olejek arganowy, olejek z czarnuszki oraz z opuncji. Zakupiłam tutaj Amlę do włosów w promocyjnej cenie :)

Tutaj odrobina luksusu dla każdego XD LUJI WITĄ, SZANEL, GUCZI-SRUCZI- burżujstwo dla twoich paznokci! Śmiałyśmy się z tego przez całe targi :D

Stoisko BANDI jak widać cieszyło się niezłą popularnością. I dobrze- bo to porządne kosmetyki ;)

A tutaj widać mały tłumek...ok 12 było już tyle ludzi, że ciężko było przejść, więc się stamtąd zmyłyśmy ;)


A teraz chyba to, na co wszyscy czekali, czyli moje zakupy :D Kupiłam sporo, ale ponieważ ceny były atrakcyjne to żal było mi nie brać ;)  (wybaczcie jakość zdjęć, były robione dziś wieczorem na szybko przy niezbyt dobrym oświetleniu)

Essiaczki- jeden dla mnie, jeden dla Aswertyny i...jeden dla WAS! Oczekujcie facebookowego rozdania z okazji rocznicy bloga już niedługo!!!

Pędzel do pudru z naturalnego włosia szopa Maestro. To chyba najlepszy zakup tych targów! Kupiłam go za 30 zł, natomiast w internecie kosztuje 52 zł + przesyłka, dlatego tym bardziej się cieszę :)

Mój pierwszy lakier ORLY w przepięknym, fuksjowym kolorze "Purple Crush". Zakochałam się w nim bez pamięci- jest śliczny! 

Olejek Amla do włosów

Moje mini-O.P.I, oczywiście wszystkie różowe :D I miły gratis w postaci lakieru do paznokci w naklejkach :)

Duża butla wiśniowego, suchego szamponu Batiste. Tropical się u mnie sprawdził, teraz bardzo liczę na to, że Cherry również sobie poradzi. A zapach ma naprawdę nieziemski! ;)

Lakier termiczny od Eclair. Matko! Jak ja wzdychałam do tych lakierów! Od kiedy je ujrzałam na jakimś blogu to marzyłam o nich po nocach. No i dzięki targom moje marzenie się spełniło! Mam swojego kameleonka :D Na paznokciach tworzy się z niego żółto-brzoskwiniowe ombre :)

A to moja wygrana w loterii :D 


Pokażę wam jeszcze co znalazło się w moich łapkach POZA targami, bo oczywiście musiałam odwiedzić sklep stacjonarny Świat Zapachów, no i dostałam także prezent urodzinowy od Domi (dziękuję jeszcze raz!:*)

WOSKI <3

Prezencik :> Błotko już wczoraj wypróbowałam-bardzo fajne, szminka w rzeczywistości jest bardziej karmelowa niż pomarańczowa (ah, to beznadziejne oświetlenie) a kremu Tender Care chyba nikomu nie muszę przedstawiać. Ten pachnie pysznymi migdałami ;)


Ufff, mam nadzieję, że dotrwaliście do końca i nie zanudziłam Was moją relacją :D
Polecam się wybrać i samemu przekonać jak wyglądają takie targi, bo to na pewno ciekawe doświadczenie- wiele się można dowiedzieć od wystawców na temat produktów różnych firm i prawie każdy kosmetyk wypróbować "na sobie" ;) 
Ja na pewno w przyszłym roku na nie pojadę!



31 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Testuję: Lakier do paznokci Essie "Cute as a button"

9/22/2013 Ania T.


   Przy okazji mojego ostatniego zakupowego posta pokazywałam wam mojego pierwszego Essiaczka :) Stojąc przed Nail Barem Essie nie miałam pojęcia, który kolor wybrać, w końcu zdecydowałam się na odcień "Cute as a button"...i to był strzał w dziesiątkę! Jestem zachwycona tym kolorem, szczególnie, że jest bardzo nietypowy...zaraz się przekonacie dlaczego ;)


OPAKOWANIE

   Charakterystyczna dla Essie szklana buteleczka, z przodu białe napisy, z boku wypukłe, przezroczyste napisy na szkle.


   Pędzelek jest bardzo wygodny, lekko wydłużony na środku, dzięki temu łatwo można pokryć wszystkie paznokcie.

   Składu na buteleczce nie znalazłam, więc fot nie będzie ;)


ZAPACH/KONSYSTENCJA

   Zapach charakterystyczny dla każdego lakieru do paznokci :D
   Konsystencje ma idealną- nie za gęstą, nie za rzadką, dzięki temu nie rozlewa się na paznokciu i nie brudzi skórek. W środku znajdują się także dwie kuleczki, które podczas wstrząsania buteleczką dokładnie mieszają lakier.


DZIAŁANIE

   Jego największym plusem jest fakt, że bardzo szybko wysycha! W ciągu 5 minut miałam suchutkie paznokcie, mogłam bez problemu robić nawet peeling całego ciała :) 
   Lakier ma ładny połysk, nałożyłam warstwę wysuszacza z Eveline, po to aby błyszczał jeszcze intensywniej, a efekt jaki uzyskałam bardzo mi się spodobał.
    Pędzelek bardzo równo pokrywa płytkę, nie zostawia smug. Do uzyskania intensywnego koloru wystarczą 2 warstwy, niestety, nawet przy tych 2 warstwach nadal lekko widać jasne końcówki paznokcia.
   Trwałość oceniam na przeciętną- o ile na lewej dłoni trzymał się 3 dni bez odprysków, to na prawej, której używam znacznie częściej, małe odpryski zauważyłam już kolejnego dnia po pomalowaniu. 
   Ze zmywaniem nie ma absolutnie żadnych problemów, ponieważ nie ma w sobie drobinek.


PREZENTACJA KOLORU

   Jego kolor jest niesamowity- w zależności od światła wygląda inaczej: raz przypomina intensywny, niemal neonowy róż (w świetle słonecznym), raz wygląda bardziej jak stonowany róż, podchodzący pod malinę, natomiast wieczorem, w świetle lampy zamienia się w uroczą brzoskwinię! Normalnie lakier-kameleon! ;)




Mam dla was także sesję robioną w dzień, z różą, którą dostałam od mojego TŻ na 2,5 roku naszego związku :D Ah, te artystyczne foty (tutaj znów widać, że jego kolor bardzo zależy od światła) :D




   Jak dla mnie ten kolor jest śliczny, bardzo mi się podoba fakt, że tak niespodziewanie się zmienia :)


CENA/DOSTĘPNOŚĆ

   Cena to chyba jego największa wada, w zależności od drogerii kosztuje 32-35 zł, ale zdarzają się promocje, że można go kupić za 20 zł (tak jak ja), ewentualnie w promocji 1+1 za 1 grosz. Trzeba uważnie śledzić gazetki reklamowe ;)
    Stacjonarnie jest dostępny w Super Pharm oraz Hebe, można go także kupić w wielu drogeriach internetowych. Osobiście polecam przeglądać gazetki Hebe, bo to tam najczęściej są promocje na te lakiery ;)


PLUSY:
-estetyczne opakowanie
-bardzo wygodny pędzelek
-nie rozlewa się po paznokciach i skórkach
-bardzo szybko schnie
-w środku znajdują się 2 kuleczki, które mieszają lakier przy potrząsaniu
-nie zostawia smug
-ładny kolor już po 2 warstwach
-bezproblemowe zmywanie
-ciekawy kolor, który zmienia się w zależności od światła
-łatwo dostępny
-ma ładny połysk na paznokciach

MINUSY:
-cena (w cenie regularnej jest dość drogi, ale często są różne promocje)
-przeciętna trwałość (odpryski miałam już kolejnego dnia po pomalowaniu)
-po 2 warstwach nadal widać prześwitujące, jasne części paznokcia


63 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Testuję: Serum na rozdwajające się końcówki Dove Hair Therapy

9/21/2013 Ania T.


   W zeszłym miesiącu Dove obdarowało mnie paczką, w której znalazłam to serum do włosów. Przyznam, że ono ciekawiło mnie już od dawna. Nie wierzyłam oczywiście w te wszystkie obietnice z reklamy, bo zwykle bardzo sceptycznie podchodzę do każdego produktu, który pokazują w telewizji. Postanowiłam sprawdzić na własnych włosach czy rzeczywiście już po 3 użyciach pozbędę się rozdwojonych końcówek :D Jesteście ciekawi czy to się udało? No to zapraszam do czytania! ;)


OPAKOWANIE

   Serum Dove ,w odróżnieniu do innych tego typu produktów, ma całkiem sporą i pojemną buteleczkę- mieści w sobie aż 125 ml produktu. Wszystkie inne sera (tak to się odmienia?) do tej pory spotykałam w dużo mniejszych opakowaniach. Oczywiście pojemność jest tutaj plusem, bo dzięki temu produktu starcza nam na dłużej.


   Oprócz opakowania z zakrętką, serum ma także bardzo wygodną w użyciu pompkę. Nie zacina się, nie zatyka ani nie brudzi i ogólnie bardzo ułatwia użytkowanie.



SKŁAD


   Skład jest bardzo długi- nazw połowy składników nie jestem w stanie nawet wymówić. Niezbyt do mnie przemawia.


ZAPACH/KONSYSTENCJA

   Zapach tego serum jest po prostu PRZEPIĘKNY, mogłabym go wąchać i wąchać godzinami...jest bardzo świeży, rześki i przyjemny. Szkoda, że nie utrzymuje się długo na włosach :(
   Kosmetyk ma jak dla mnie świetną konsystencję- jest gęsty na tyle aby nie spływać z dłoni, ale jednocześnie rzadki na tyle, aby nie sprawiał problemów z rozprowadzaniem po włosach. Przypomina mi trochę mleczko do demakijażu.



DZIAŁANIE

   Oto co obiecuje nam producent:


   Oczywiście po 3 użyciach nie zauważyłam redukcji ilości rozdwojonych końcówek, ale przy codziennym używaniu serum przez cały miesiąc ich stan trochę się poprawił. Co prawda nie udało mu się CAŁKOWICIE zlikwidować rozdwajania końcówek- te, które były rozdwojone takie pozostały, ale zauważyłam, że jest ich mniej. Nie poradziło sobie natomiast z ich łamliwością, ale mam to szczęście, że połamane końcówki mi się nie rozdwajają ;)
   Ponadto poprawiło się ich nawilżenie- może nie jakoś spektakularnie, ale wyglądają lepiej i są miłe w dotyku, a nie takie szorstkie jak wcześniej. 
   Pomaga także w rozczesywaniu włosów, nie tak dobrze jak jedwab, ale i tak jestem zadowolona.
   Myślę, że warto dodać, że nie obciąża włosów i nie przyspiesza ich przetłuszczania się, po nałożeniu na włosy szybko się wchłania, a gdy włosy wyschną są puszyste a końcówki mięciutkie w dotyku. 


CENA/DOSTĘPNOŚĆ

   Cena to ok. 16 zł, moim zdaniem trochę wysoka, bo efekty są OK, ale na pewno nie takie spektakularne jakie obiecuje nam reklama. Za to nie mam zastrzeżeń co do wydajności, po miesiącu regularnego używania zostało mi go jeszcze sporo.
    Szukajcie go w każdej drogerii, w której dostępne są produkty Dove ;)


PLUSY:
-opakowanie z wygodną pompką
-przepiękny zapach (szkoda, że się nie utrzymuje na włosach)
-nie obciąża włosów i nie przyspiesza ich przetłuszczania się
-dostępność
-świetna konsystencja, dobrze rozprowadza się na włosach
-zminimalizował ilość rozdwojonych końcówek, ale NIE SKLEIŁ TYCH JUŻ ROZDWOJONYCH (reklama kłamie :P)
-pomaga w rozczesywaniu włosów (choć mogłoby być zdecydowanie lepiej)
-wydajny

MINUSY:
-efekty są ok, ale brakuje mi efektu WOW- nie zredukował łamliwości końcówek, nie skleił końcówek, które już były rozdwojone i jedynie TROCHĘ poprawił ich nawilżenie.
-skład jest meeeeega długi i niezbyt mi się podoba
-cena



Przypominam także o wciąż trwającym KONKURSIE ;)



57 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Galeria Katowicka otwarta...czyli Nuna idzie na zakupy! :D

9/19/2013 Ania T.


   Wczoraj było wielkie otwarcie Galerii Katowickiej, nie poszłam na nie i w sumie nie żałuję- jak zobaczyłam zdjęcia w gazetach i wyczytałam, że ludzie czekali tam od 7 rano (otwarcie było o 10), tylko po to, żeby wejść jako pierwsi i dostać COŚ za darmo, to chciało mi się śmiać...jak widać dla darmowego kawałka ciasta niektórzy potrafią robić dziwne rzeczy :D Podobno w sklepie Euro RTV/AGD były przepychanki bo każdy chciał dostać odkurzacz albo mikrofalówkę za 99 zł :D Szaleństwo! :D
   Postanowiłam wybrać się tam dzisiaj- promocje z okazji otwarcia nadal trwają, więc szkoda by było nie skorzystać. Ludzi było mniej niż wczoraj, ale mimo to gdzieniegdzie ciężko było przejść :P Powiem wam, że sama galeria mnie rozczarowała- widać, że chcieli oddać ją do użytku jak najszybciej, bo jest bardzo "niedorobiona"...gdzieniegdzie zwisają ze ścian jakieś druty, kable...nie wspomnę nawet o tym, że główna ulica dojazdowa do galerii jest rozkopana i będzie zdatna do użytku dopiero w listopadzie. Kilka sklepów nadal nie jest otwartych, kino także jeszcze w remoncie- nie wiem czy to był taki dobry pomysł tak spieszyć się z tym otwarciem. Największym absurdem są dla mnie PŁATNE toalety- co najśmieszniejsze- są płatne tylko na niższych piętrach, już wyżej są za free, dawno nie widziałam takiego absurdu :D
   Ale przejdźmy do moich zakupów :D Obeszłam prawie całą galerię, ale najciekawsze promocje udało mi się znaleźć w drogeriach! Pierwsze kroki skierowałam do nowo otwartej Hebe (jedynej w całych Katowicach!) i kupiłam swój pierwszy lakier Essie. Z okazji otwarcia lakiery były przecenione z 31 zł na 19,90- szkoda było nie brać :) Wybrałam sobie kolorek "Cute as a button":


   Kolejne zakupy zrobiłam przy stoisku z różnymi naturalnymi cudeńkami: olejkami, Savon Noir, balsamami na wagę...no raj jak dla mnie:D Tam w moje rączki trafiła woda różana, na którą ochotę zrobiła mi Aswertyna. Tak zachwalała, tak zachwalała, że i ja uległam :D


   Ostatni zakup to spełnienie mojego kosmetycznego marzenia :D O tym olejku śniłam po nocach od kiedy ujrzałam go na spotkaniu blogerek w czerwcu. Szukałam w internecie, szukałam w drogeriach, ale jego cena skutecznie mnie odstraszała. 79 zł plus przesyłka w internecie albo ponad 100 zł w drogerii- dla mnie to sporo pieniędzy i mimo tego, że pragnęłam go całym sercem to wstrzymywałam się z zakupem. Dziś zupełnie z ciekawości weszłam do Sephory i co widzę....OLEJEK Z PAT&RUB ZA 53 ZŁ! Długo się nie zastanawiałam- od razu trafił do koszyka :D Nawet sobie nie wyobrażacie jak wielka jest teraz moja radość :D


   Do zakupów w Sephorze dostałam całą torbę gratisów, co jeszcze dodatkowo poprawiło mi humor. I weź tutaj upieraj się, że zakupy nie są świetnym antydepresantem!


Uff, myślę, że warto było się zwlec z łóżka i tłuc komunikacją miejską w deszczu do Katowic :D
Teraz idę malować pazurki moim nowym Essiakiem!
Buziaki! :*



80 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Testuję: Waniliowe masło do ciała Bingo SPA + nowe testowanie ;)

9/17/2013 Ania T.



   To masło to drugi produkt, który otrzymałam do testów od Bingo SPA. Wybrałam je ponieważ lubię zapach wanilii, a maseł do ciała nigdy za wiele :D Jak się sprawdziło?

OPAKOWANIE

   W przeciwieństwie do szamponu tej samej firmy, którego opakowanie było fatalne- tutaj nie mam zastrzeżeń. Przezroczysty, plastikowy słoik z porządną zakrętką- bardzo charakterystyczny dla maseł do ciała.



56 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

A na blogu...ZMIANY!

9/16/2013 Ania T.


    Tak, wiem, post piszę w samą porę :D Pewnie już większość (jak nie wszyscy) zdążyli zauważyć nowy szablon :D Ale jak to mówią- lepiej późno niż wcale! Dlatego dla ciekawskich opiszę co się zmieniło na blogu ;)

    Zacznijmy od osoby, która wykonała dla mnie śliczny szablon. Ogromne podziękowania należą się bardzo zdolnej, cierpliwej i wspaniałej Karolinie z bloga Pasje Karoliny. Wysłuchiwała każdej, nawet najmniejszej prośby dotyczącej zmian w szablonie, a uwierzcie mi- jestem straszną marudą. Dlatego tym bardziej należą jej się wielkie brawa! Dziękuję Ci Karolino, jesteś wielka!

   A co się tu zmieniło? Może przyjrzyjmy się staremu szablonowi ;)




    Nagłówek był robiony przeze mnie, starałam się jak mogłam, ale to jednak nie było to to, co chciałam. Marzył mi się prosty, ładny i dziewczęcy nagłówek i  bardziej "profesjonalny" wygląd bloga, ale że moje fotoszopowe umiejętności są słabe, to mogłam tylko pomarzyć...na pomoc przyszła mi Karolina! Początkowo zupełnie nie wiedziałam czego chcę...wysłałam kilka adresów do blogów, których wygląd mi się podoba, zaproponowałam kilka połączeń kolorystycznych. Miałam wstępny zarys nagłówka w głowie, miały to być kontury różnych kosmetyków rozrzucone w "nieładzie"...ale propozycja Karoliny zdecydowanie bardziej mi się spodobała! Dziewczyna z nagłówka wygląda elegancko, a nie infantylnie (tego chciałam uniknąć), a kontury kosmetyków zostały użyte w menu. Połączenie różu z szarością jest jak dla mnie bardzo kobiece, od razu widać, że na blogu rządzi baba :D Mam nawet nowy podpis oraz wypasiony znaczek, który już niebawem zobaczycie na zdjęciach :D
Efekt końcowy wygląda tak:


   Blog zmienił się nie do poznania! Nowy nagłówek, piękne, związane z tematyką bloga menu, wypasione ikonki społecznościowe, ciekawe przedstawienie daty, miałam nawet swój mały wkład w tą zmianę- zajrzyjcie sobie chociażby do podstrony "moje testy", kategorie testowanych kosmetyków są zatytułowane kółeczkami pasującymi do kolorystyki bloga... Moim zdaniem jest to zmiana na lepsze! Taki właśnie blog chciałam mieć. Prosty, w kobiecych kolorach, ale jednocześnie przejrzysty, bez tego "bałaganu" , który panował na "starym" blogu.

Jak wam się podoba metamorfoza bloga?
A może woleliście mój blog "przed"?



58 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Testuję: Szampon bez SLS/SLES z olejem z pestek moreli Bingo SPA + chwalę się paczkami :D

9/12/2013 Ania T.


   Przybyło mi ostatnio sporo szamponów, nie nadążam z ich zużywaniem :D Ten szampon wybrałam sobie z listy jaką dostała każda osoba testująca z Bingo SPA, bo gdzieś wyczytałam, że szampon bez SLS najlepiej się sprawdza przy zmywaniu olejów. A ja jestem fanką olejowania- tłusta maź ląduje na moich włosach minimum raz w tygodniu ;) Jak ten szampon się sprawdził? Przeczytajcie!


OPAKOWANIE

   Każdy kto miał styczność z produktami Bingo SPA wie, że opakowania nie są najmocniejszą stroną tej firmy. Podobnie jest z opakowaniem tego szamponu. Buteleczka bardziej przypomina opakowanie...syropu! Z szamponem mi się to zupełnie nie kojarzy- brązowy, "syropowy" plastik okraszony tandetną, beznadziejną, brudzącą się i odklejającą przy każdym kontakcie z wodą etykietą ,wygląda po prostu źle. Etykieta to kawałek papieru, namaka i nieestetycznie się zdziera, a do tego potwornie się brudzi- na mojej widnieje pomarańczowa plama nieznanego pochodzenia (nie, to nie jest część designu :D).


Oto jak etykieta wygląda po kontakcie z wodą...okropieństwo!

Oto jak "pięknie" brudzi się etykieta...

   Kolejną dość sporą i przeszkadzającą mi wadą jest wielkość otworu, przez który aplikujemy szampon. Jest to po prostu...dziura. Takie dziury są dobre w płynach do kąpieli, ale na pewno nie w szamponach, przez to za każdym razem aplikuję za dużo produktu, co wpływa na jego wydajność. Sami zobaczcie:


53 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!