Testuję: Pieniąca sól do kąpieli awokado On-Line

6/28/2013 Ania T.


   Już wam kiedyś mówiłam, że nie jestem fanką soli do kąpieli. Nie lubię tracić czasu w wannie, wolę wziąć szybki prysznic. Dlatego też zwykle nie kupuje takich gadżetów. Ale ponieważ dostałam tą sól do testów, to postanowiłam się przełamać i ją wypróbować.


OPAKOWANIE

   Plastikowy, przezroczysty słoik z metalową zakrętką, pozwala na kontrolowanie ile soli nam jeszcze zostało. Nakrętka jest solidna i nie ma problemu z jej odkręceniem. Etykietka bardzo prosta, bez zbędnych udziwnień.





SKŁAD


Podoba mi się fakt, że sól naprawdę zawiera ekstrakt z awokado (Persea Gratissima Fruit Extract). Co do reszty- nie znam się, to się nie wypowiem. Analizę składu pozostawiam ekspertom! ;)


ZAPACH/KONSYSTENCJA

   Sól pachnie bardzo świeżo, ale też słodko, trochę chemicznie. Miły zapach utrzymuje się podczas kąpieli, ale także na skórze po wyjściu z wanny.
   W przypadku soli ciężko mówić o konsystencji. Ma ona postać malutkich kryształków, koloru pomarańczowo-żółtego.





DZIAŁANIE

   Sól według obietnic producenta ma się pienić-tak się rzeczywiście dzieje. Nie jest to jakaś ogromna ilość piany, która wylewałaby się z wanny, raczej "pianeczka" :D  Dla wielbicieli kąpieli w ogromnej, gęstej pianie polecam płyny do kąpieli ;)
   Plusem jest fakt, że malutkie kryształki rozpuszczają się w całości-nie zostawiają osadu w wannie, nie zamieniają się w bezkształtne, twarde grudki. To mi się podoba.
   Barwi wodę na żółto (co mnie zdziwiło, bo ma pomarańczowy kolor), na zdjęciach jest to bladożółty kolor, natomiast w rzeczywistości jest dużo intensywniejszy. Utrzymuje się przez cały czas kąpieli, nie zanika po kilku minutach. Nie barwi wanny.



   Co do właściwości pielęgnacyjnych- nie zauważyłam żeby wysuszała skórę, ale z drugiej strony także jej nie pielęgnuje ani nie nawilża. Ot, taki umilacz kąpieli, nic poza tym.
   


CENA/DOSTĘPNOŚĆ

   Ok. 5-6 zł, dostępna w hipermarketach (Real, Tesco). Jest dość wydajna, niewielka ilość wystarczy aby zabarwić i spienić wodę. 


   Bardzo dziękuję firmie Forte Sweden za możliwość przetestowania tego produktu, fakt, że otrzymałam go w ramach współpracy nie wpłynął na moją opinię.



PLUSY:
-wygodne, przezroczyste opakowanie
-ładny, choć trochę chemiczny zapach
-drobne kryształki, które w całości się rozpuszczają i nie pozostawiają osadu w wannie
-barwi wodę na intensywny, żółty kolor, który nie znika po kilku minutach
-nie barwi wanny
-niska cena przy wysokiej wydajności

MINUSY:
-nie pielęgnuje
-jak na "pieniącą się" sól, daje dość słabą pianę

post signature

53 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Testuję: Regenerujący krem do rąk Sylveco od Naturica.pl

6/25/2013 Ania T.


   W firmie Sylveco zakochałam się, kiedy otrzymany do testów lekki krem rokitnikowy (recenzja TU) świetnie się u mnie sprawdził. Ponadto bardzo podobają mi się składy tych kosmetyków i zawartość wielu drogocennych, naturalnych ekstraktów, które świetnie służą mojej skórze. Kiedy odezwała się do mnie sympatyczna pani Ula ze sklepu internetowego Naturica.pl (tak Aswertynko, moje ty kochanie, to też twoja zasługa :D) i zaproponowała, że mogę sobie wybrać dowolne kosmetyki z ich szerokiego asortymentu-długo się nie wahałam. Wiedziałam, że w moje ręce na pewno trafi jakiś produkt Sylveco, no i tak się stało! Wybór padł na regenerujący krem do rąk.

OPAKOWANIE

   Podobnie jak w przypadku kremu rokitnikowego, dostajemy elegancki i uroczy kartonik (chyba nigdy mnie nie przestaną zachwycać :D). 



Trochę ciekawych informacji na temat roślin użytych do produkcji tego kremu :)

   Sam krem znajduje się w bardzo miękkiej, nieprzezroczystej tubce. Nie ma żadnego problemu z wyciśnięciem takiej ilości kremu, jaka akurat jest nam potrzebna.


   Zamknięcie to plastikowy "klik". Bardzo solidny, nie ma obawy, że krem nam się sam otworzy. 



SKŁAD


   Nie wiem co wy o tym myślicie, ale jak dla mnie jest świetny. Mamy tutaj wszystkie wymienione przez producenta na opakowaniu ekstrakty: z rumianku, z brzozy (betulina), z aloesu, z winogron (olejek z pestek), olej sojowy, masło shea, olej arganowy, olej ze słodkich migdałów, olej rokitnikowy, olejek rumiankowy oraz wosk pszczeli. Bomba odżywcza dla naszych dłoni!


ZAPACH/KONSYSTENCJA

   Zapach to jego wada, niestety nie pachnie zbyt przyjemnie. Trochę czuć rumianek, trochę masło shea...niestety, nie jest to aromat, który zachęca mnie do ciągłego wąchania dłoni.
   Krem ma konsystencję typową dla kremu do rąk-nie jest ani za rzadki ani za gęsty, nie spływa z dłoni. Świetnie się rozprowadza i bezproblemowo wchłania, nie pozostawiając na rękach tłustej ani lepkiej warstwy.



DZIAŁANIE

   Skład pozwala nam wierzyć w to, że ten krem to odżywcza bomba dla naszych dłoni. Rzeczywiście-zaraz po jego użyciu dłonie wyglądają dużo lepiej. Są w widoczny sposób odżywione i nawilżone, błyskawicznie też regeneruje suche i szorstkie ręce.
   Nadaje dłoniom miękkość i gładkość, dba także o skórki wokół paznokci, sprawiając że nie są takie przesuszone. Niestety, w żadnym stopniu nie zauważyłam aby wzmacniał same paznokcie.
   Efekt utrzymuje się do kilku godzin po użyciu kremu, potem trzeba użyć kolejnej warstwy. Jeśli nie używam go przez dłuższy czas (np przez 3 dni), cały dobroczynny efekt niestety się ulatnia. Po prostu trzeba stosować go regularnie aby cieszyć się pięknymi dłońmi. 

CENA/DOSTĘPNOŚĆ

   Ja swój krem mam ze sklepu Naturica.pl, ale myślę, że jest dostępny także w innych sklepach internetowych (w drogeriach się z tymi kosmetykami niestety nie sprawdziłam, prędzej znajdziecie je w sklepach naturalnych czy zielarskich). 
   Jego cena to 18,70 zł. Sporo jak na krem do rąk, ale naprawdę bardzo pomaga w przypadku suchych dłoni, więc myślę, że jest warty tej ceny.


   Dziękuję bardzo pani Uli oraz sklepowi Naturica.pl za możliwość przetestowania tego kremu, fakt, że otrzymałam go w ramach współpracy nie wpłynął na moją opinię.

kosmetyki kolagenowe

PLUSY:
-bezproblemowa aplikacja dzięki miękkiej buteleczce
-świetna konsystencja: krem błyskawicznie się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy
-rewelacyjny skład (dużo naturalnych ekstraktów oraz olejków plus masło shea i wosk pszczeli)
-widocznie poprawia stan dłoni
-koi suche ręce i je nawilża

MINUSY:
-niezbyt przyjemny zapach
-efekt kremu utrzymuje się tylko przy regularnym stosowaniu, kiedy robimy dłuższą przerwę, niestety się "ulatnia"
-dość wysoka cena (choć moim zdaniem jest wart tych niecałych 19 zł)


Znów was troszkę zaniedbałam :P
Ah ten licencjat i nauka do obrony...
Postaram się częściej tutaj wpadać, a w wakacje to już na pewno możecie liczyć na wysyp postów ;)


post signature

45 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Testuję: Regenerująca maska do włosów Romantic od Forte Sweden

6/20/2013 Ania T.


   Szczerze mówiąc o serii "Romantic" słyszę po raz pierwszy. Strona Forte Sweden mówi, że seria Romantic to profesjonalne kosmetyki do włosów przeznaczone do salonów fryzjerskich, ale ja jakoś nigdy na te produkty u fryzjera nie natrafiłam (widać chodzę do złych fryzjerów :D). Kiedy otrzymałam tą maskę do testów, byłam bardzo zadowolona, bo ostatnio mam bzika na punkcie włosów i ich pielęgnacji. Jak sobie poradziła?


OPAKOWANIE

   Duże, plastikowe opakowanie o pojemności 500 ml, z solidnego plastiku. Design bardzo prosty, powiedziałabym wręcz, że minimalistyczny. Zakręcane przezroczystą, plastikową zakrętką.





   Dodatkowym plusem jest plastikowe zabezpieczenie zaraz pod zakrętką. Dzięki niemu mamy pewność, że maska nam się nie wyleje. Nie ma problemu z usunięciem go, nawet mokrymi rękami.



SKŁAD


Jak na maskę jest DOSYĆ krótki (uwierzcie mi, widziałam takie, gdzie skład był tak długi, ze zajmował połowę opakowania). Mamy tutaj chemię, ale także obiecany olejek arganowy i jedwab, szkoda tylko, że prawie na samym końcu...


ZAPACH/KONSYSTENCJA

   Zapach jest bardzo słodki i mocny, przypomina troszkę budyń waniliowy. Raczej charakterystyczny dla produktów zawierających jedwab. Szkoda, że nie utrzymuje się na włosach po spłukaniu :(
   Konsystencja, podobnie jak zapach, budyniowa :) Gęsta, treściwa, ale bezproblemowa jeśli chodzi o rozprowadzanie po włosach.





DZIAŁANIE

   Początkowo bałam się, że ze względu na swoją konsystencję będzie mi obciążała włosy. Tak się na szczęście nie stało, spłukuje się bezproblemowo strumieniem ciepłej wody, bez konieczności używania szamponu.
   Mam włosy farbowane, a dokładniej mówiąc ombre. Na blond włosach natychmiast widać wszelkie zniszczenia i rozdwojone końcówki. Miałam nadzieję, że ta maska je jakoś zregeneruje. Ja zdaje sobie sprawę z tego, że połamanych włosów i rozdwojonych końcówek NIC nie naprawi, ale na odżywienie chyba mam prawo liczyć? Tutaj opinia na temat tej maski nie jest do końca jednoznaczna... raz działała świetnie, miałam po niej piękne, błyszczące włosy a raz nie dawała kompletnie żadnych efektów... nie wiem od czego to było uzależnione, bo używałam ciągle tego samego szamponu. Najlepiej sprawdzała się jako trzecie O w metodzie OMO :) Jedyne co mogę stwierdzić, to że po każdym użyciu zmiękczała włosy.
   Teoretycznie miała ułatwiać rozczesywanie-niestety, nie ułatwiała, bo włosy po niej były mega splątane. Bez jedwabiu w płynie na końcówki nawet nie było szans na ich rozczesanie...
   Mam mieszane uczucia co do tej maski, ale dalej jej używam, bo przecież trzeba wykończyć :D


CENA/DOSTĘPNOŚĆ/WYDAJNOŚĆ

   Szczerze mówiąc-nie mam pojęcia ile kosztuje ten produkt. Osobiście nigdzie go nie widziałam- w żadnej drogerii czy sklepie. Na Allegro są inne wersje tej maski ( z samym jedwabiem) za ok 10-12 zł. Ta jest pewnie w podobnej cenie, teoretycznie powinna być dostępna w salonach fryzjerskich, ale ja jej nigdy tam nie widziałam. 
   Jedyne co mogę jeszcze o niej powiedzieć, to fakt, że jest MEGA wydajna, to już kolejny miesiąc używania a ja mam wrażenie, że nic mi z tej maski nie ubyło:)


   Dziękuję firmie Forte Sweden za możliwość przetestowania tego produktu, fakt, że otrzymałam go w ramach współpracy, nie wpłynął na moją opinię.



PLUSY:
-bardzo wydajna
-solidne zabezpieczenie opakowania
-gęsta i treściwa konsystencja, która bezproblemowo rozprowadzała się na włosach
-nie obciąża włosów
-łatwo się spłukuje
-pozostawia włosy miękkie

MINUSY:
-nie ułatwia rozczesywania, włosy są po niej mega splątane
-mieszane uczucia co do działania-raz odżywiała a raz nie robiła zupełnie NIC
-dostępność

post signature

29 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Testuję: Kremowy mus do mycia ciała Dove

6/19/2013 Ania T.


   Osoby, które uważnie śledzą mojego bloga na pewno nie przegapiły informacji, że poszczęściło mi się i zostałam Ambasadorką Dove. Przez ostatni miesiąc miałam okazje testować cały, wspaniały zestaw kosmetyków tej firmy, ale moim numerem jeden okazał się kremowy mus do mycia ciała! Przekonajcie się dlaczego ;)


OPAKOWANIE

   Klasyczne opakowanie z miękkiego plastiku, stawiane "na zakrętce". Pozwala na bezproblemowe wyciśnięcie odpowiedniej ilości produktu. Niestety, nie jest przezroczyste, więc nie wiadomo ile produktu nam ubyło :( Dodam, że jest bardzo poręczne i dobrze leży w dłoni.


   Opakowanie jest zamykane na "klik", zamknięcie jest bardzo solidne i bezproblemowo można je otworzyć nawet mokrymi rękami.



ZAPACH/KONSYSTENCJA

   Zapach jest mocny, ale bardzo przyjemny. Kto kiedyś wąchał produkty Dove, ten wie o czym mówię. Jest to zapach bardzo charakterystyczny dla tych kosmetyków. Dość długo (ok. 40 min do godziny) utrzymuje się na skórze, dając uczucie świeżości.
   Jego konsystencja to rzecz, która mnie naprawdę zachwyciła! Jak sama nazwa mówi jest to mus. Bardzo gęsty, zbity, kremowy. Po nałożeniu na dłoń nie spływa z niej, tylko mocno się trzyma. Specjalnie przeprowadziłam test-odwróciłam dłoń z nałożonym nań musem, aby sprawdzić czy spłynie czy na niej pozostanie. Trzymał się i to mocno!



Mus na odwróconej dłoni :)


DZIAŁANIE

   Bałam się, że ze względu na nietypową konsystencję będzie się kiepsko pienił i zmywał. Nic bardziej mylnego! Mus daje bardzo obfitą, kremową pianę, która otula całe ciało. Zmywa się bezproblemowo, nie zostawiając smug ani osadu na ciele.


   Mus zawiera formułę "nutrium moisture", która ma za zadanie świetnie nawilżać skórę nawet podczas brania prysznica. Rzeczywiście, skóra po użyciu musu jest bardzo gładka, miła w dotyku, wygląda lepiej niż po "zwykłych" żelach, ale poziom jej nawilżenia nie jest jak dla mnie wystarczający, dlatego zawsze muszę użyć balsamu po wzięciu prysznica. Mimo to i tak jestem zadowolona z efektów, jakie daje ten mus.


CENA/DOSTĘPNOŚĆ

   Cena: ok. 12 zł/200 ml i o.17 zł/400 ml. Dostępny we wszystkich drogeriach gdzie znajduje się stanowisko firmy Dove. Można go kupić w 2 wariantach: "deeply nourishing"- dla skóry potrzebującej nawilżenia (ja posiadam właśnie tą wersję) oraz "pure & sensitive" dla skóry wrażliwej. 


PLUSY:
-poręczne opakowanie, stawiane na zakrętce
-przyjemny zapach, który utrzymuje się na skórze po kąpieli
-NIESAMOWITA konsystencja! Nie spływa z dłoni, jest bardzo delikatny i kremowy. Największy plus!
-rewelacyjnie się pieni
-nie zostawia smug ani osadu na ciele

MINUSY:
-jak dla mnie niewystarczające nawilżenie :(


post signature

35 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Testuję: Masełko do ust 3 w 1 Burnt Rose Astor

6/18/2013 Ania T.


   To masełko w ofercie firmy Astor to zupełna nowość, otrzymałam je na warszawskim spotkaniu blogerek. Łączy w sobie właściwości nawilżające i pielęgnujące masełka, koloryzujące szminki oraz nabłyszczające błyszczyka. Jednym słowem-wielofunkcyjny produkt! Na początku byłam sceptycznie nastawiona, bo kolor jak dla mnie był zbyt jasny, ale ostatecznie masełko mnie do siebie przekonało :D

Mój odcień to Burnt Rose.


OPAKOWANIE

   Kosmetyk jest zamknięty w plastikowe opakowanie w kształcie kredki. Z tyłu jest złota nakrętka, która umożliwia nam wysuwanie produktu-mechanizm jest dość sprawny i się nie zacina, przynajmniej kiedy jest nowy, zobaczymy jak to będzie potem. 
   Opakowanie jest ozdobione złotymi napisami-niestety bardzo słabej jakości, już po kilku użyciach ścierają się w nieestetyczny sposób. 
   Sama szminka (masełko) jest jest zamykana plastikową, solidnie trzymającą zakrętką. Niestety, nie da się jej do końca schować za pomocą mechanizmu do środka, dlatego przy zakładaniu zamknięcia trzeba uważać aby jej nie uszkodzić.



Ścierające się paskudki...




ZAPACH/KONSYSTENCJA

   Masełko (tudzież szminka, nie wiem zbytnio jak to nazywać :D) ma zapach pudrowej róży, nie wiem czy ktoś z was miał kiedyś pomadkę Nivea o tym zapachu, ale jeśli tak, to dobrze wie jak pachnie ;) Na ustach zapach jest niewyczuwalny, a sama pomadka nie ma żadnego smaku.
   Jak na masełko przystało-ma treściwą konsystencję, nie  jest "tępa" jak to się zdarza w przypadku niektórych szminek, a w kontakcie z ustami natychmiast się ogrzewa i bezproblemowo rozprowadza.


DZIAŁANIE/KOLOR

   Ten produkt rzeczywiście nawilża, koloryzuje i nabłyszcza usta. Po jego aplikacji nie odczuwam na ustach uczucia suchości, jak czasem mam z pomadkami np. Rimmela, do tego nadaje im subtelny kolor, który delikatnie połyskuje. Nie zawiera w sobie drobinek tandetnego brokatu, po prostu błyszczy, dając efekt "mokrych ust". 
   Kiedy moje usta są bardzo suche (a zdarza się to ostatnio regularnie) to podkreśla suche skórki, na szczęście one szybko znikają, dzięki temu, że masło je nawilża.
   Już wspomniałam wcześniej, że kolor jest jak dla mnie trochę za jasny, aby dobrze pokryć usta i go wydobyć z tej kredki potrzebuję co najmniej 4-5 warstw produktu, inaczej jest praktycznie niewidoczny. Z ust znika po ok. 2h, więc nie jest zbyt trwały.



Na rękę nałożyłam jakieś 5 warstw, aby w ogóle uzyskać kolor. Mimo to, jak widać, nie jest on zbyt intensywny.


A tu masełko na ustach.


CENA/DOSTĘPNOŚĆ

   Z informacji jakie znalazłam w internecie możecie dostać ten kosmetyk za ok.25 zł. Dostępny w każdej drogerii gdzie znajduje się stoisko marki Astor.


   Mimo delikatnego kolorku-jestem zadowolona z tego produktu. Na pewno z chęcią sięgnęłabym po inne wersje kolorystyczne (ponieważ mamy ich do wyboru 8), ale raczej te bardziej wyraziste :D


PLUSY:
-bardzo wygodna aplikacja: mechanizm wysuwania masełka nie zacina się, a same masło w kontakcie z ustami świetnie się rozsmarowuje
-usta po aplikacji są nawilżone i mają piękny kolor oraz połysk
-delikatny, niedrażniący zapach
-różne wersje kolorystyczne do wyboru
-produkt pozbawiony smaku

MINUSY:
-kiepskiej jakości napisy (ścierają się po kilku użyciach)
-masełka nie można schować "do końca", dlatego łatwo zahaczyć zakrętką o wystającą końcówkę i uszkodzić produkt
-aby nadać ustom intensywny kolor potrzeba co najmniej 4-5 warstw produktu
-podkreśla suche skórki (ale dzięki właściwościom nawilżającym bardzo szybko znikają)
-słaba trwałość (ok. 2h)


post signature

47 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Testuję: Duet do stóp peeling + maska Efektima

6/16/2013 Ania T.


   Ten duet dostałam na warszawskim spotkaniu blogerek, byłam bardzo ciekawa jego działania, a ponieważ teraz zbliżają się upały, to jest najlepszy czas na pokazywanie stópek. Dziś rozpieściłam je tym zestawem od Efektimy, czy mnie zadowolił? Przekonajcie się ;)

Oddzielnie opiszę wam peeling, a oddzielnie maskę, żeby nikt się nie pogubił ;)

OPAKOWANIE

   Peeling i maska są zamknięte w elastycznych, połączonych ze sobą saszetkach. Bardzo ciężko je otworzyć mokrymi rękami, dlatego zalecam użycie nożyczek.




PEELING



SKŁAD



ZAPACH/KONSYSTENCJA

   Spodziewałam się przyjemnych cytrusów, albo chociaż migdałów, ponieważ zawiera kwas migdałowy, niestety dostałam ciężki do zidentyfikowania, przytłaczający, chemiczny zapach. Nie spodobał mi się zbytnio.
   Druga rzecz, która mnie zaskoczyła to brak drobinek peelingujących w peelingu. Dopiero potem doczytałam, że jest to peeling enzymatyczny. Ma zbitą, gęstą konsystencję, ale bezproblemowo rozsmarowuje się po skórze i łatwo go podzielić na 2 równe części.




DZIAŁANIE

   Jego działanie mnie zawiodło...specjalnie nie ścierałam stóp pumeksem aby sprawdzić czy poradzi sobie z suchymi skórkami i zrogowaciałymi piętami. Niestety, zawiódł. Po jego użyciu stopy były co prawda gładkie i miękkie w tych miejscach, które nie były zbyt zniszczone, ale z twardym naskórkiem sobie zupełnie nie poradził. Moim zdaniem peeling enzymatyczny do stóp to jakieś nieporozumienie, powinien mieć drobinki, może wtedy dobrze dałby sobie radę z moimi piętami.


MASKA



SKŁAD



ZAPACH/KONSYSTENCJA

   Podobnie jak w przypadku peelingu mocno chemiczny i dość ciężki. Zupełnie do mnie nie przemówił.
   Konsystencja kremowa, dosyć lekka. Wchłania się bez żadnego problemu i łatwo rozsmarowuje. Podobnie jak peeling-nie miałam trudności aby podzielić ją na 2 równe części.




DZIAŁANIE

   Po użyciu peelingu skóra była już w miarę wygładzona, ta maseczka miała za zadanie ją odżywić i nawilżyć. Zgodnie z zaleceniami producenta trzymałam ją na stopach przez 15 min, aby dodatkowo wzmocnić efekt założyłam grube skarpetki. 
   Kiedy je zdjęłam, zauważyłam, że skóra jest jeszcze bardziej miękka i wygładzona, niestety-pięty nadal pozostają  szorstkie i twarde, więc chyba będę zmuszona użyć pumeksu...


CENA/DOSTĘPNOŚĆ

   Cały duet (nie ma możliwości kupienia oddzielnie maski i peelingu) kosztuje ok 2,50 zł. 
   Dostępny w drogeriach (widziałam chociażby w Rossmanie) oraz on-line w sklepie internetowym TU.


   Ten duet zdecydowanie nie nadaje się do zrogowaciałych, twardych i zniszczonych stóp. Nie radzi sobie ze złuszczaniem pięt, a peeling jest zbyt delikatny. Ale dla zadbanych stóp, które potrzebują tylko nawilżenia i odżywienia na pewno będzie świetny!

PLUSY:
-nawilża stopy
-odżywia
-zarówno peeling jak i maska szybko się wchłaniają
-łatwo podzielić maskę i peeling na 2 równe części
-atrakcyjna cena
-dobra dostępność

MINUSY:
-okropny, chemiczny zapach, zarówno peelingu jak i maski
-nie nadaje się do bardzo zniszczonych stóp
-nie zmiękcza odpowiednio zrogowaciałych pięt
-peeling jest zbyt delikatny do stóp (nie wiem kto wymyślił, aby na stopy produkować peeling enzymatyczny, ale to był zły pomysł)


post signature

42 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Męskie testy: Żel pod prysznic 3 w 1 pobudzający On-Line

6/15/2013 Ania T.


   "Męskie testy" to nowość na moim blogu. Postanowiłam się nie ograniczać tylko do kosmetyków dla kobiet, dlatego też czasem będą się tutaj pojawiały recenzje kosmetyków przeznaczonych dla płci przeciwnej. Testerem jest mój cudowny TŻ, a pierwszym produktem z tego cyklu będzie żel pod prysznic On-Line.
   Musicie mi wybaczyć, bo z roztargnienia zapomniałam zrobić zdjęcie składu -.-

OPAKOWANIE

   Spora, plastikowa butla mieści w sobie 400 ml produktu. Plastik jest dość miękki, dzięki czemu żel wyciska się bezproblemowo. Niestety nie jesteśmy w stanie ocenić ile produktu ubyło, ponieważ jest nieprzezroczysty. Design bardzo minimalistyczny, na pewno spodoba się każdemu facetowi, ponieważ oni zbytnio nie lubią udziwnień ;)



   Butelka jest zamykana "na klik", zamknięcie jest porządne i nadmiernie się nie brudzi. Duży plus!



ZAPACH/KONSYSTENCJA

   Zapach jest naprawdę bardzo orzeźwiający-typowo "męski", tak jak producent obiecuje, wyczuwa się tam nutę mięty. Mój chłopak stwierdził, że zapach jest świetny- zdecydowanie jeden z lepszych wśród "męskich" produktów pod prysznic. Do tego jest dobrze wyczuwalny podczas brania prysznica i przez jakiś czas się utrzymuje na skórze po jego zakończeniu.
   Konsystencja typowa dla żelu, nie jest bardzo leisty, więc nie spływa z dłoni. Ma jasno-pomarańczowy kolor.



DZIAŁANIE

   Niewątpliwie pobudza! Zapach jest energetyczny i bardzo przyjemny, więc umila chwile spędzone pod prysznicem. 
   Zmywa brud z całego dnia i przy tym świetnie się pieni. TŻ stwierdził, że jeszcze nigdy nie miał tak dobrze pieniącego się żelu "dla mężczyzn". 


   Kiedy zapytałam go o nawilżenie, stwierdził krótko (jak to facet): "nie nawilża, ale też nie wysusza". Myślę, że chyba nie trzeba nic więcej dodawać :D
   Ponieważ jest to produkt 3 w 1, poprosiłam aby sprawdził go nie tylko na ciele, ale także na włosach i twarzy. O ile z działania na twarzy był zadowolony, ponieważ żel go nie podrażnił i dobrze poradził sobie z oczyszczeniem buzi, o tyle na włosy go nie poleca. Dlaczego? Stwierdził, że dostał od niego łupieżu! Także obietnicę 3 w 1 wsadzamy między bajki i skracamy do 2 w 1 :D
   Mimo tych drobnych minusów był bardzo zadowolony z jego działania i stwierdził, że z pewnością sięgnie po niego ponownie.


CENA/DOSTĘPNOŚĆ

   Podobnie jak inne kosmetyki On-Line jest dostępny w atrakcyjnej cenie (ok. 5 zł- z tego co udało mi się znaleźć w internecie). Za wielką, 400 ml butlę to rewelacyjna kwota! Do tego jest wydajny.
   Na pewno znajdziecie go w dużych hipermarketach typu Tesco, ale znalazłam też informacje, że podobno są w Biedronce.


   Bardzo dziękuję firmie Forte Sweden za możliwość przetestowania tego produktu, mój chłopak zarzeka się, że jego opinia jest całkowicie szczera i nie wpłynął na niego fakt, ze żel otrzymał do testów w prezencie.


A teraz mały bonusik! 
Ostatnio popularne stały się fotki kosmetyków wśród roślinności, więc nie chciałam być gorsza.
Oto mini-sesja żelu w doniczkowym kwiatku o nieznanej mi nazwie :D




PLUSY:
-wygodna aplikacja dzięki miękkiej butelce
-ładny, orzeźwiający i utrzymujący się na ciele zapach
-świetnie się pieni
-nie wysusza skóry (ale z drugiej strony też jej nie nawilża)
-nadaje się do mycia twarzy, bo jej nie podrażnia
-rewelacyjna cena (ok.5 zł)
-wydajny

MINUSY:
-nieprzezroczyste opakowanie, przez co nie wiemy ile ubyło produktu
-nie nadaje się do włosów, ponieważ powoduje łupież


post signature

31 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!