Pierwsza paczka Ambasadorki Dove już u mnie!

5/28/2013 Ania T.


   Niedawno dowiedziałam się, że Dove wybrało mnie na swoją Ambasadorkę. Bardzo ucieszył mnie ten fakt, oprócz mnie jeszcze 100 innych dziewczyn będzie miało okazję testować różne kosmetyki tej firmy- w tym również nowości.
   Paczuszka została zapakowana w elegancką torbę z logo firmy, w środku znalazłam zestaw kosmetyków oraz zadania dla ambasadorki :) Moją misja będzie zdobycie większej pewności siebie, pokochanie własnego ciała...no i oczywiście testowanie kosmetyków! Nie mogę się już doczekać tej wspaniałej zabawy :)
Oto moja paczuszka:



Podoba wam się?
Musicie mi wybaczyć, że nie odpisuje na komentarze.
Bardzo was za to przepraszam, ale ostatnio nie mam na nic czasu...mam nadzieję, że dalej ze mną zostaniecie :)

post signature

51 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Drogeryjnym "macaczom" mówimy NIE!

5/26/2013 Ania T.


   Wczoraj na facebooku Blanki z bloga mójzakupocholizm rozgorzała dyskusja na temat drogeryjnych macaczy. Sama się w niej udzielałam, bo nie ukrywam, że bardzo mnie to oburza.
   
Drogeryjni macacze to ludzie, którzy chyba nie ukończyli podstawówki i nie potrafią przeczytać słowa "TESTER" na produkcie.
LUDZIE! Testery są po to aby to na nich sprawdzać kolor kosmetyku!!!
Nie wsadzamy swoich łap w nowe, nieotwarte kosmetyki, bo to jest obrzydliwe i obleśne! Nie posądzam każdego,o to że ma jakieś poważne problemy skórne, ale takie przypadki też się zdarzają, a inni naprawdę nie chcą przejąć od was jakiejś grzybicy czy innego dziadostwa.
Każdy chciałby mieć nowy, zafoliowany produkt, ale tak na chłopski rozum-jak przyłazisz do drogerii i zamiast sprawdzać kolor na testerze to otwierasz wszystkie nowe kosmetyki po kolei, a oprócz ciebie robi to jeszcze 10 innych osób to NIE MA SZANS na to, żebyś  trafiła na nowy, nieotwarty produkt, w momencie kiedy sama chcesz taki kupić! Komu z nas nie zdarzyło się kupić NOWEGO produktu, a po otwarciu w domu okazywało się, że a to szminka wymazana, a to cień jest z odbiciem palucha a tusz to w ogóle zaschnięty? Płacimy pełną kwotę jak za nowy produkt, a przez ludzką głupotę i brak kultury dostajemy używany bubel, który często nawet nie nadaje się do czegokolwiek (próbował się ktoś kiedyś malować zaschniętym tuszem? No właśnie...).
Ja się pytam gdzie są sprzedawcy? Po co w tych drogeriach są ochroniarze?
Jakbym pracowała w takim miejscu i przyłapałabym klientkę na takim otwieraniu nowych produktów, to zaraz bym jej kazała kupić to, co zmacała-choćby pootwierała całą półkę-musiałaby zapłacić za każdy produkt (może to by ją oduczyło takich praktyk).
Przecież to niejednokrotnie są porządne kosmetyki o wcale niemałej wartości! Przychodzisz do drogerii, kupujesz tusz za 60 zł, a okazuje się, że jest kompletnie wyschnięty...DLACZEGO? Bo jakaś desperatka musiała otworzyć wszystkie tusze na wystawie żeby obejrzeć szczoteczkę a sama w końcu i tak nie kupiła bo za drogo!
Nie ma w pobliżu testera? To idźcie do sprzedawcy i poproście-zdarza się czasem, że testery są po prostu nie wystawione. Jeśli okaże się, że jednak testerów nie mają to idźcie do innej drogerii, albo sobie zapamiętajcie kosmetyk, który wam się spodobał i sprawdźcie swatche w necie! Po coś w końcu te blogi kosmetyczne powstają. Ich misją jest POKAZYWANIE wam kosmetyków, tego jak wyglądają i jak się prezentują. Mażąc się szminką po ręku i tak nie uzyskacie takiego koloru jak na ustach. Nie wspomnę już o paniusiach, które NOWYMI tuszami czy lakierami po prostu malują się, korzystając z drogeryjnego lusterka.
Gadanie w stylu "bo w internecie czy na zdjęciach kolor nigdy nie jest taki sam!" mnie nie satysfakcjonuje. Albo ci się podoba dany produkt albo nie-masz jakieś wątpliwości to nie kupuj (albo skorzystaj z testera), a nie zachowuj się jak ostatni wieśniak i wsadzaj paluchy w kosmetyk, który może przydać się komuś innemu.
LUDZIE TROCHĘ KULTURY! Dla mnie takie korzystanie z nowych, drogeryjnych kosmetyków to jest po prostu kradzież. Korzystacie z czegoś, co nie jest waszą własnością i oczywiście bez zgody właściciela (przecież drogerie również nie zgadzają się na takie praktyki). Drogie paniusie, nie umiejące korzystać z testerów-jesteście zwykłymi ZŁODZIEJKAMI bez kultury- korzystając z nowego, pełnowartościowego produktu i wsadzając w niego paluchy obniżacie jego wartość oraz szanse na jego zakup przez inne osoby (w końcu nikt nie chce kupić kosmetyku, którego ktoś już używał), dla mnie jest to równoznaczne z kradzieżą.
 I tyle w temacie. Mam nadzieję,  że moje czytelniczki są na tyle porządnymi osobami, że nie robią takich rzeczy.
Was też wkurza coś takiego?


post signature

61 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Testuję: Żel pod prysznic i płyn do kąpieli olejek arganowy On-Line

5/25/2013 Ania T.


   Cudowne właściwości olejku arganowego prezentowałam wam już tutaj. Ciekawa byłam czy ten żel pod prysznic mnie czymś zaskoczy, szczególnie, że olejek arganowy jest w nim dość wysoko w składzie ;)
Zapraszam na recenzje!


OPAKOWANIE

   Żel jest zamknięty w 500 ml butli, dzięki czemu mamy pewność, że starczy nam na długo. Butelka jest wykonana z miękkiego plastiku, co gwarantuje nam przyjemną i bezproblemową aplikację. Dodatkowo jest przezroczysta, więc wiemy ile produktu nam pozostało.


   Dużym plusem jest aplikator- zamykany specjalnym "przyciskiem", zapewnia to duży komfort bo nie musimy się martwić o to, że żel się wyleje lub będą miały do niego dostęp dzieci. 



SKŁAD


Olejek arganowy w składzie całkiem wysoko, więc rzeczywiście można uznać, że to żel arganowy :D Niepokoi mnie jednak ogromna zawartość różnych chemicznych ulepszaczy oraz parabenów...


ZAPACH/KONSYSTENCJA

   Żel pachnie bardzo mocno, słodko, rzeczywiście przypomina mi nieco orzechowy zapaszek charakterystyczny dla olejku arganowego. Po prysznicu jeszcze przez jakiś czas jest wyczuwalny na skórze.
   Ma typową dla żelu konsystencję i brązowo-bursztynowy kolor. 




DZIAŁANIE

   Żel bezproblemowo rozprowadza się po ciele, świetnie się przy tym pieniąc i zmywając wszelkie zanieczyszczenia.

Spieniony żel :D

   Zauważyłam, że żel rzeczywiście nawilża skórę. Nie w takim stopniu jak balsam czy krem, ale pozostawia ledwo wyczuwalną warstewkę podczas kąpieli, dzięki której skóra jest miękka i gładka w dotyku. Nie jest to długotrwały efekt, ale i tak uważam, że jest zadowalający jak na żel pod prysznic.
   Nadaje się także dobrze jako płyn do kąpieli, po wlaniu do wanny dobrze się pieni, ale dość krótko utrzymuje zapach. Zdecydowanie wolę go używać jako żelu pod prysznic!


CENA/DOSTĘPNOŚĆ

   Żel kosztuje ok.8 zł za 500 ml, uważam, że jest bardzo atrakcyjna, a dodam, że jest on bardzo wydajny. Zużyłam go niewiele, a używam praktycznie codziennie.
   Widziałam go w dużych marketach takich jak Tesco czy Real, jeśli chodzi o dostępność w drogeriach to niestety się nie orientuję czy można go tam dostać. 


   Dziękuję firmie Forte Sweden za możliwość przetestowania tego żelu, fakt, że otrzymałam go w ramach współpracy nie wpłynął na moją opinię.



PLUSY:
-wygodne opakowanie z zamknięciem
-ładny zapach, który utrzymuje się na skórze po prysznicu
-dobrze nawilża (jak na żel pod prysznic)
-świetnie się pieni, zarówno pod prysznicem jak i w wannie
-niska cena i dobra wydajność

MINUSY:
-skład (duuuuużo chemii, choć olejek arganowy też jest całkiem wysoko)
-zapach w wannie krótko się utrzymuje :(


post signature

37 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Współpraca: Naturica.pl

5/24/2013 Ania T.


   Ta współpraca została nawiązana głównie dzięki Aswertynie :D Sympatyczna pani Ula ze sklepu internetowego Naturica.pl zauważyła mój blog na liście polecanych u Aswertynki, a że sama bardzo lubi jej bloga, to zaproponowała współpracę. Mam jeszcze do zrecenzowania kilka kosmetyków od innych firm, ale jak zobaczyłam asortyment sklepu to nie mogłam się powstrzymać i wybrałam idealny zestaw dla siebie!
Sklep Naturica ma w swojej ofercie kosmetyki takich marek jak BingoSpa, Apis czy Sylveco. Ponieważ jak do tej pory miałam styczność jedynie z kremem do twarzy firmy Sylveco (i jestem z niego bardzo zadowolona!), to postanowiłam sobie wybrać kilka produktów, które mogłabym lepiej poznać i ocenić.

Oto co trafiło w moje ręce:



Balsam do stóp ze skłonnością do pocenia się BingoSpa


Uznałam, że będzie idealny na ciepłe dni, kiedy to stopy pocą się nawet w lekkich (jak ja to nazywam) cichobiegach :D Mam nadzieję, że będzie je fajnie odświeżał a przy okazji pielęgnował  moje stópki;)


Algi do peelingu BingoSpa


Cały czas dążę do wymarzonej sylwetki na lato :D
Mam nadzieję, że to wielkie, 600 gramowe pudło mi pomoże choć trochę zbliżyć się do tego celu.
Jestem już po pierwszym peelingu-muszę przyznać, że wygląda na delikatny, ale zdziera moooocno! Do tego ma bardzo orzeźwiający, miętowy zapach ;)


Błoto algowe do masażu i body wrappingu, antycellulitowe BingoSpa


Na razie jeszcze się w folię nie zawijałam, jedynie wmasowywałam je w uda, pośladki i brzuch. Jest bardzo przyjemne w użytkowaniu, ślicznie pachnie i fajnie wygładza ciało, już po pierwszym użyciu, ale na efekty przyjdzie mi jeszcze poczekać. Myślę , że te pół kilo błota starczy mi na długi czas, na razie dobrze się zapowiada :D


Krem do rąk Sylveco


Wykończyłam mój jedyny w domu krem do rąk, a że dłonie nie są w zbyt dobrym stanie to postanowiłam dać szansę Sylveco. Lekki krem rokitnikowy (recenzja tutaj) mnie nie zawiódł, mam nadzieję, że ten też okaże się hitem!

Dziękuję firmie Naturica za otrzymane produkty!
Spodziewajcie się recenzji za jakiś czas ;)

kosmetyki kolagenowe


PS:
Chciałabym przeprosić wszystkie moje kochane komentatorki-wiem, że zawsze odpisywałam na wszystkie komentarze, ale chwilowo bardzo brakuje mi czasu na bloga. Staram się tutaj wchodzić i pisać w miarę regularnie, odpisuję także na większość pytań w komentarzach, ale niestety nie jestem w stanie śmigać po blogach i odpisywać na wszystkie komenty tak jak kiedyś (sesja się zbliża!). Mam nadzieję, że mi to wybaczycie, obiecuję poprawę! :D 


post signature

63 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Akcja TONA KARMY DLA ZWIERZAKA!

5/22/2013 Ania T.


Cześć kochani!
Czy są wśród was miłośnicy zwierząt?
Tak?!
No to ręka w górę!
Mam dla was dobrą wiadomość, możecie pomóc zwierzakom nie wstając od monitora komputera!
Jak można to zrobić? Sprawa jest banalna!
Wchodzicie na Youtube i odpalacie filmik...


Na czym polega akcja? 
Jeśli filmik zbierze 500 tysięcy wyświetleń to firma Grande Cane przekaże Katowickiemu schronisku dla zwierząt tonę karmy!
Więcej informacji o akcji tutaj.
Liczę na was! Myszki w dłoń i odpalamy Youtube!


post signature

22 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Woski zapachowe Paradisi- moje odczucia na temat zapachów :)

5/21/2013 Ania T.


   Nie mam talentu do opisywania zapachów. Nie umiem przypisywać im fantastycznych historii, które potrafią wciągnąć czytelnika niczym najlepsza książka. Ale kocham wąchać, kocham czuć piękne aromaty i się nimi rozkoszować. Wchodząc do drogerii czy perfumerii niemal czuję się jak raju-otoczona tymi wszystkimi zapachami. Wizyta w sklepie nie obędzie się bez powąchania co najmniej kilku kosmetyków :D
Kiedy sklep Paradisi zaproponował mi testowanie swoich zapachowych wosków nie mogłam odmówić!

W moje łapki trafiło 6 wosków i 1 świeca (ale o niej napiszę w oddzielnym poście).
Przez te kilka dni rozkoszowałam się następującymi kompozycjami zapachowymi, zamkniętymi w uroczych, sojowych tartach w kształcie serduszek:

  • Vanilla Sugar
  • Freesia
  • Joy
  • Oriantal lotus & rose
  • Ylang Ylang
  • Coconut milk & honey
   Każdy zapach był inny, wyjątkowy. Dodam także, że nie opierały się tylko na jednej nucie-można je porównać do perfum-każdy z nich miał nutę głowy, bazy i serca. Nie zawsze każdą udało mi się wyczuć, natomiast daję producentowi wielki plus za złożoność zapachu. Mam nadzieję, że choć trochę uda mi się wam oddać ich prawdziwą naturę i poczujecie te zapachy przez monitor!


Vanilla sugar (cukier waniliowy)


Mieszanka wanilii, brązowego cukru i piżma. Myli się jednak ten, który pomyśli, ze to typowy "ciężki" zapach charakterystyczny dla wanilii. Ten zapach jest subtelny, słodki ale przy tym zaskakująco delikatny, nie wyczuwam w nim ciężkiej nuty typowej dla piżma czy innych waniliowych zapachów, które dotychczas paliłam u siebie w pokoju. Przypomina mi trochę babcine ciasto nasączone waniliowym aromatem czy ulubiony waniliowy budyń. Nadaje się idealnie na letnie wieczory, szczególnie takie kiedy chcemy się zrelaksować przy kubku kawy, czytając dobrą książkę.


Freesia (frezja)


Zapachu frezji tak do końca nie da się opisać-kto kiedykolwiek miał w domu olejki zapachowe o tej nucie, z pewnością odnajdzie ją i w tym wosku. Jest to raczej propozycja dla fanów zapachów słodkich i kwiatowych. 
Oto jakie nuty zapachowe są zawarte w tym wosku (ze strony producenta): nuta cytryny, grejpfruta z zielonymi liśćmi, zielonych fiołków, jabłka, gruszki i brzoskwini ,prowadzący do kwiatowej nuty serca z jaśminu, lilii, róży, fiołków i frezji. Wszystko na bazie drzewa sandałowego, cedrowego, ambry, wanilii i słodkiego pudrowego piżma.
 Na szczęście nuty znienawidzonego przeze mnie grejpfruta absolutnie tutaj nie wyczułam, przebijały głównie kwiaty i wyraźnie dało się wyczuć bazę w postaci pudrowego piżma. To piżmo dodawało temu zapachowi słodkości i "szlachetności".


Joy (radość)


Ten zapach jest inspirowany perfumami i bardzo wyraźnie to czuć. Są to perfumy radosne, świeże ale jednocześnie eleganckie. Znów przebija się tutaj ambrowo-piżmowa baza, mająca lekko
"pudrowy" zapach. Jego głównym składnikiem znów są kwiaty, które także bardzo dobrze czuć. Jako nuty głowy zostały wykorzystane jabłka, suszone śliwki oraz bergamotki. Natomiast serce zapachu stanowią piękne kwiaty: frezja, konwalia, róża, jaśmin oraz irys. Zapach idealny na przywitanie wiosny! Albo na deszczowe dni, kiedy brakuje nam widoku i aromatu wiosennych kwiatów.


Oriental lotus&rose (orientalny lotos i róża)


Zapach dla prawdziwych fanów orientu! Kwiatowy, dość ciężki, ponownie z charakterystyczną dla tych wosków pudrową nutą. Mamy tutaj mieszankę róży, magnolii, lilii, drzewa sandałowego, orchidei, piżma oraz ambry. Ten wosk pachnie niczym perfumy. Spodoba się nawet tym, którzy nie bardzo lubią kwiatowe nuty- ponieważ o dziwo nie są one w nim tak bardzo wyczuwalne i rozpoznawalne.


Ylang-Ylang


Ylang-ylang na pewno nie spodoba się każdemu. To wosk dla osób, które naprawdę przepadają za mocnymi, perfumeryjnymi zapachami. Jest bardzo wyrazisty, mocny i kwiatowy. Nieco egzotyczny (jako, że ojczyzną Ylang-ylang jest Azja). Babcia kiedy weszła do pokoju w momencie palenia się tego wosku stwierdziła, że czuje się jak w perfumerii. Miała rację, bo przypomina perfumy. Dobry na romantyczne spotkania we dwoje przy kolacji, ponieważ jest bardzo zmysłowy ;)


Coconut milk& honey (mleczko kokosowe i miód)


Bałam się tego zapachu... niekiedy kokos bywa duszący i bardzo słodki, a już szczególnie w wielu woskach czy świecach sprzedawanych w sklepach. Tutaj jednak otrzymujemy iście egzotyczną mieszankę, która pozwoli nam się przenieść na rajską wyspę! Świeże owoce takie jak ananas, banan, zmieszane z migdałem, słodką pomarańczą, kokosem, wanilią oraz bobem tonka. Brzmi niczym drink z palemką serwowany na Hawajach prawda? :D Zapach o dziwo okazał się całkiem orzeźwiający, choć słodki. Polecam wszystkim fankom kokosa!


Ogólne wrażenie na temat wosków...

Większość z nich bardzo przypadła mi do gustu! Ale trzeba przyznać, ze są dosyć ciężkie i wyraziste, dla osób, które wolą raczej delikatne zapachy będą nieodpowiednie. Te, które miałam okazję testować były bardzo słodkie, w większości kwiatowe. Ja uwielbiam takie nuty, ale nie wszyscy są ich fanami. Pudrowa, mocna baza była wyczuwalna- nadając im bardziej charakter perfum niż tylko zwykłych, zapachowych ozdóbek. To naprawdę zapachy dla tych, którzy lubią złożone, perfumeryjne kompozycje. 

   
   Dziękuję firmie Paradisi za możliwość przetestowania tych zapachów, na pewno zagoszczą u mnie na dłużej! Fakt, że otrzymałam je w ramach współpracy nie wpłynął na moją opinię.




post signature

55 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Piękna z natury: W 100% naturalna maseczka nawilżająco-wygładzająco-matująca

5/20/2013 Ania T.


   Ostatnio coraz częściej bawię się w małego chemika tworząc przeróżne, dziwne substancje, papki i maseczki, które potem testuję na własnej skórze :D Trochę ostatnio zaniedbałam cykl "Piękna z natury" więc muszę nadrobić zaległości. Dziś opiszę wam świetną, choć trochę pracochłonną maseczkę do twarzy. Maseczka ta świetnie nawilża i natłuszcza skórę, ale jednocześnie pozostawia ją matową dzięki zawartości zielonej glinki. Jeśli jesteś posiadaczką cery mieszanej lub tłustej-ta maseczka jest dla ciebie. Jeśli masz cerę suchą i nie potrzebujesz matu-zrezygnuj z glinki ;)


Potrzebne składniki:


Maseczka-peeling w proszku Wake-up!


Skład tego specyfiku jest naprawdę niesamowity i w 100% naturalny. Żadnych konserwantów, substancji zapachowych czy "ulepszaczy". Tylko spójrzcie:
 łuska i ziarna ryżu, ciecierzyca, jęczmień, kawa arabska, żółta glinka, drewno sandałowe, słodkie migdały, ziarna sezamu, pestki pomarańczy, płatki róży damasceńskiej, czarny kardamon, olejek miętowy i cynamonowy.
Wszystkie te produkty pozwalają na wygładzenie cery i złagodzenie podrażnień, sprawia, ze cera staje się piękna i promienna.  Dzięki bardzo drobnym ziarenkom, maska przy zmywaniu może nam posłużyć także za peeling-wystarczy ją zmywać okrężnymi ruchami ;)


Glinka zielona


Polecana szczególnie dla cery skłonnej do przetłuszczania się, z łojotokiem oraz trądzikiem. Dezynfekuje, łagodzi i odżywia, pozostawiając cerę świeżą i matową. Pomaga także w zamykaniu rozszerzonych porów i zapobiega tworzeniu się zaskórników.  Sama maska Wake-up także zawiera glinkę, ale żółtą. Jednak jej efekt matujący nie jest jak dla mnie wystarczający, dlatego ja zawsze dodaję także glinkę zieloną. 


Olej morelowy


Olej morelowy przede wszystkim nawilża i natłuszcza skórę, jest także bogatym źródłem witaminy A. Zawiera także nienasycone kwasy tłuszczowe, niezbędne do tego, aby nasz skóra wyglądała zdrowo. 


Ciepła woda


Woda jest potrzebna jedynie do zrobienia papki z naszej maseczki i nie ma jakiś specjalnych właściwości odżywczych. Polecam używanie ciepłej, ponieważ wtedy naszą maseczkę znacznie przyjemniej się nakłada-jak jest zimna to nie jest to zbyt komfortowe.

*Źródła informacji na temat składników: 12


Sposób przygotowania:

Najpierw wsypujemy do miseczki około 3-4 płaskich łyżeczek maski Wake-Up!



Następnie dodajemy 1, płaską łyżeczkę maski glinkowej.



Wszystko należy zmieszać z wodą, ale ostrożnie-na początek dodajemy 1-2 łyżeczki, delikatnie mieszamy, ale jeszcze nie powinniśmy otrzymać papki z całości sypkich składników.



Teraz dodajemy kilka kropli oleju morelowego, ja zwykle nie liczę dokładnie ile. Ale tak na oko to około 5-7 kropli.



Całość mieszamy i znów dodajemy wody. Musimy tylko uważać aby nie dodać jej zbyt dużo, bo maska będzie zbyt rzadka. Najlepiej robić to łyżeczkami, a następnie mieszać za każdym razem, sprawdzając czy cała zawartość miseczki jest już "mokra".  Maska musi mieć gęstą konsystencję, taką, aby nie spływała z twarzy podczas nakładania. Jeśli przesadzimy z ilością wody-możemy dodać trochę więcej maseczki Wake-up lub glinki i wymieszać.



Tak przygotowaną papkę nakładamy na twarz :D Ja to robię palcami. Widok naszej twarzy z tą maseczką nie jest zbyt seksowny, natomiast sam efekt jest tego warty!


Efekty

Zmywając tą maseczkę okrężnymi ruchami uzyskamy taki efekt jak po dobrym peelingu. Skóra będzie wygładzona, oczyszczona i przede wszystkim matowa. Zaraz po zmyciu tej maseczki wygląda bardzo świeżo i promiennie, a zapach kawy i ziół z maseczki Wake-up pozwala się zrelaksować podczas trzymania jej na buzi. Dzięki olejowi morelowemu skóra jest miła w dotyku, można powiedzieć, że przypomina trochę pupcię niemowlaczka. Mimo, że przygotowanie tej maseczki jednak jest trochę pracochłonne, to uważam, że warto. Nie dość, że jest w 100% naturalna, więc w żadnym stopniu nie może nam zaszkodzić to jeszcze daje naprawdę świetne efekty. 
Polecam szczególnie "naturomaniaczkom", które lubują się we wszelkiego rodzaju naturalnych kosmetykach i sposobach pielęgnacji. Na pewno nie poczują się zawiedzione!

Maskę Wake Up! oraz olej morelowy możecie kupić TU, natomiast glinkę zieloną dostaniecie w każdej aptece, ja swoją kupiłam w mojej osiedlowej ;)


post signature

45 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Tutorial: Woski zapachowe-jak ich używać?

5/19/2013 Ania T.


   Już od dawna chciałam napisać ten post. Jak wiecie, woski zapachowe są stałymi gośćmi w moim domu, używam ich niemal codziennie. Czasem spotykam się z komentarzami, że dziewczyny nie mają pojęcia jak użytkować takie woski. Mam nadzieję, że ten tutorial wszystko wam szczegółowo wyjaśni :) W tutorialu został użyty wosk zapachowy firmy Paradisi o zapachu Vanilla Sugar.



Czego potrzebujemy?

  • Wosku zapachowego o ulubionym aromacie
  • Kominka zapachowego
  • Świeczki typu "tealight"
  • Zapałek/zapalniczki
Przygotowanie wosku:

Wybieramy ulubiony wosk i delikatnie rozrywamy lub rozcinamy folię ochronną:



Następnie ułamujemy kawałek wosku. Pamiętajmy, ze kawałek nie może być zbyt duży-należy go dopasować do rozmiarów kominka, mając na uwadze fakt, że po rozpuszczeniu może się wylać poza obręb kominka, jeśli przesadzimy z jego ilością.



Kawałki ostrożnie układamy w kominku. Najlepiej żeby leżały jak najbliżej środka, bo to właśnie środek kominka nagrzewa się najszybciej.

Mój kominek jest już nieźle ubrudzony i sfatygowany :D Widać, że często go używam :D


Następnie zapalamy świeczkę i staramy się ją ustawić tak, żeby w miarę równomiernie ogrzewała nam cały kominek.



Czekamy aż wosk się rozpuści. Zapach zacznie być wyczuwalny, kiedy rozpuszczonego wosku zaczną się unosić smużki dymu. UWAGA! Rozgrzany wosk jest bardzo gorący, podobnie jak kominek. Nie należy ich dotykać póki nie ostygną, bo można się poparzyć (chociaż myślę, że nikt nie jest na tyle niemądry aby robić coś takiego).



Jak długo możemy cieszyć się zapachem?

Takie woski pachną przez ok 2-3 h, potem zapach przestaje być już tak bardzo wyczuwalny i czujemy bardziej zapach palącego się wosku (w przypadku Paradisi jest to woń palącej się soi, bo jest to wosk sojowy) niż samą nutę, która powinna być w nim zawarta. Ja po tym czasie zdmuchuję świeczkę i odstawiam wosk do zastygnięcia, a kominek do ostudzenia. Taki wosk można także zapalić na drugi dzień, jednak zapach będzie mniej intensywny niż dzień wcześniej.

Usuwanie wosku z kominka

Jest to czynność, która niektórym sprawia niemały problem.
Po zastygnięciu wosk praktycznie "przyczepia" się do kominka i ciężko go usunąć.
Dlatego polecam patent z zamrażarką!

Wkładamy kominek wraz z zastygniętym woskiem na około pół godziny do zamrażarki:



Po tym czasie wyjmujemy kominek. Na powierzchni wosku powinny się pojawić pęknięcia.



Bierzemy nóż lub inne ostre narzędzie, którym łatwo nam będzie podważyć zastygnięty wosk. Delikatnie go podważamy, najlepiej zaczynając od najbardziej zewnętrznej krawędzi. Jeśli będzie dobrze zamrożony-to odejdzie w całości, bez żadnych problemów. Jeśli tak się nie stanie-należy potrzymać go dłużej w zamrażarce.



Resztki wosku, które nie odeszły za pierwszym razem po prostu zdrapujemy. Zastygnięty wosk wyrzucamy (bo już nam się więcej nie przyda).



Jak widzicie zarówno użytkowanie jak i usuwanie tego wosku jest dziecinnie proste!
Jeśli ktoś miał z tym problemy, to mam nadzieję, że ten post pomógł je rozwiązać :)
Życzę wam miłego użytkowania wosków!

Dziękuję firmie Paradisi za udostępnienie wosku do testów :D





post signature

69 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Testuję: Masło shea i olejki do ciała jaśmin i zielona herbata Orientana

5/18/2013 Ania T.


   To już ostatni produkt z cudownej paczki od Orientany. Przyznam się, że zanim ją otrzymałam to zdarzyło mi się powąchać to masło w Jaśminie na Dworcu Centralnym i przepadłam... zapach to jest coś niesamowitego. Ale o tym już w recenzji... ;)


OPAKOWANIE

   Charakterystyczne dla Orientany, proste, plastikowe, bardzo minimalistyczne. 


Trochę  mi się zalało tymi olejkami :D


   Jest przezroczyste, więc widzimy ile produktu nam ubyło. Fabrycznie zamknięte dodatkowo folią, dzięki czemu wiemy, że nikt przed nami nie miał do niego dostępu ;) Zakrętka trzyma bardzo mocno, a etykieta ubrudziła się dlatego, ponieważ trzymałam ją rękami już posmarowanymi tym masłem.


SKŁAD


W 100% naturalny, bardzo to lubię!
Jedynie Tocopherol burzy tą idealną strukturę, jako, że jest cząsteczką chemiczną, ale żadnych właściwości negatywnych czy skutków ubocznych na organizm nie wywiera.


KONSYSTENCJA/ZAPACH

   W mieszance olejków "zawieszone" są białe kulki, zakładam, że są to twory z mieszanki masła shea, kokosowego i kokum, ale nie sprawdzałam tego pod względem budowy chemicznej więc ciężko stwierdzić :D Nabiera się je bezproblemowo, gorzej z rozsmarowywaniem. O ile olejki suną po skórze niczym ostra żyletka po męskiej brodzie (XD) to te białe kulki są co najmniej kłopotliwe... co prawda rozsmarowują się, ale dość ciężko, a przy samym procesie smarowania duża ich część "odpada" ze skóry na ziemię. To jest jak dla mnie minusik.

Nieszczęsne białe kulki...


I jeszcze zbliżenie na sprawców całego zamieszania...


   Dziwną konsystencję masło zdecydowanie nadrabia ZAPACHEM. Nie skłamię jeśli powiem, że w życiu nie miałam piękniej i intensywniej pachnącego balsamu do ciała. Pachnie bardzo, ale to bardzo mocno jaśminem (który bardzo lubię), natomiast zielonej herbaty prawie tutaj nie wyczuwam. Zapach utrzymuje się cały dzień na skórze! Po kilku godzinach jego intensywność oczywiście spada, jednak dalej jest wyraźnie wyczuwalny. Na ubraniach utrzymuje się nawet do kilku dni. Coś niesamowitego! Nigdy się z czymś takim nie spotkałam, bo większość balsamów przestaje być wyczuwalna na skórze po 2-3 godzinach od aplikacji. Nie polecam go jednak osobom, które nie lubią jaśminu, bo będzie dla nich bardzo drażniący. 


DZIAŁANIE

   Po nałożeniu zostawia na skórze tłustą warstewkę pielęgnacyjnych olejków, trzeba chwilę odczekać aż całkowicie się wchłonie. Wtedy nie ma już po niej śladu i nie brudzi ubrań. Dzięki tym olejkom, masło świetnie pielęgnuje ciało.

Tłusta warstewka zaraz po posmarowaniu balsamem

   Skóra po jego użyciu jest naprawdę widocznie nawilżona, suche skórki które często pojawiają mi się na nogach w momencie kiedy przez kilka dni nie używam balsamu natychmiastowo znikają.
   Poza tym jest miękka i bardzo przyjemna w dotyku. Zdziwiłabym się jakbym nie zauważyła pozytywnych efektów, ponieważ z tak ogromną zawartością pielęgnacyjnych olejków to byłoby chyba niemożliwe :D
   Mimo bardzo intensywnego zapachu nie podrażnia skóry. Nie muszę chyba wspominać o tym, że po jego użyciu pachnie się niczym chodzący krzak jaśminu :D
   Jestem z niego bardzo, ale to bardzo zadowolona!


DOSTĘPNOŚĆ/CENA

   Kupić możecie go TU lub w wybranych sklepach stacjonarnych. Cena to ok 40 zł. Trochę dużo, ale pamiętajmy, że jest to kosmetyk naturalny. Do tego dodam, że jest wydajny, bo naprawdę niewielka ilość wystarczy aby wysmarować nim całe ciało.


   Dziękuję firmie Orientana za możliwość przetestowanie tego produktu. Fakt, że otrzymałam go w ramach współpracy nie wpłynął na moją opinię.


PLUSY:
-przepiękny zapach, który utrzymuje się cały dzień!
-naturalny skład
-dobre nawilżenie i świetne pielęgnacja skóry
-wydajny
-nie podrażnia

MINUSY:
-pozostawia tłustą warstewkę (nie każdy to lubi, ale bardzo szybko się wchłania więc nie jest w żadnym stopniu kłopotliwa)
-dziwna konsystencja, która trochę utrudnia aplikację (białe kulki "odpadają" z ciała podczas smarowania się masłem)
-nie dla antyfanów jaśminu, zapach będzie im bardzo przeszkadzał
-wysoka cena (ALE- jest to produkt naturalny a dodatkowo bardzo wydajny, więc w pewnym sensie jest usprawiedliwiona ;P )


Jak wam się podoba to masełko?
Mieliście już z nim do czynienia?
Jak pewnie niektórzy zauważyli zaczęłam dodawać zdjęcia składów produktów do notek, może komuś się to kiedyś przyda ;)



Przypominam o zaktualizowanej zakładce sprzedam/wymienię ;)

post signature

49 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!