Świąteczny post zbiorowy :D

3/29/2013 Ania T.

Życzenia+garść ogłoszeń:)

   Kochani!
Bardzo serdecznie Wam dziękuję, że jesteście tu ze mną: czytacie posty, komentujecie, obserwujecie...
 Wiele to dla mnie znaczy!
Z okazji zbliżających się Świąt Wielkiej Nocy,
chciałabym Wam życzyć:
wszystkiego co najlepsze,
samych życiowych sukcesów,
spełnienia wszystkich (nie tylko tych kosmetycznych) marzeń,
dużo miłości,
wspaniałych i oddanych przyjaciół,
rodzinnych i ciepłych Świąt,
mokrego Dyngusa
i wszystkiego co tylko sobie zażyczycie!
Wasza nuneczka1991

Oryginalny obraz pochodzi stąd

A teraz garść spraw organizacyjnych:

Po pierwsze:
Do rozdania zgłosiło się już ponad 50 osób, więc zgodnie z obietnicą DOŁOŻĘ NAGRODY! Proszę was jednak o cierpliwość, zrobię to dopiero po Świętach. Wciąż jednak możecie się zgłaszać, bo rozdanie trwa do 20 kwietnia ;) Przypominam co, jak na razie, jest do wygrania:
Kliknij w obrazek, aby się zgłosić ;)

Po drugie:
Chciałabym Wam się pochwalić co mi przyszło w ciągu ostatnich 2 dni, będzie krótko i skromnie ;)

Paczka wymiankowa od Agaty z bloga perfekcyjny wygląd:

Próbki od firmy BioNike, jakiś czas temu ogłaszali na swoim fanpage'u, że rozdają chętnym osobom próbki swoich kosmetyków, abyśmy mogli lepiej je poznać. Postanowiłam skorzystać. Oczywiście recenzji próbek nie będzie, bo to mija się z celem, chciałam Wam je jedynie pokazać :)

Po trzecie:
Po Świętach wracam do Was!
Spodziewajcie się pierwszych recenzji cudownych produktów, które dostałam od Orientany a także marcowego denka ;)

Całuję Ws i mocno ściskam! :*



54 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Piękna z natury: Olej macadamia BIO

3/27/2013 Ania T.

Piękna z natury: Olej macadamia BIO

   Myślę, że nie skłamię mówiąc, że każda z nas marzy o pięknej, jędrnej skórze bez cellulitu. Ja też jestem w tym gronie a z pomarańczową skórką walczę bardzo intensywnie. Stosowałam wiele specyfików, które miały w magiczny sposób pomóc mi się pozbyć cellulitu i ujędrnić skórę-z różnym skutkiem. Niektóre rzeczywiście pomagały, inne nie. Jednak zwykle okazywało się, że efekt działania był bardzo krótkotrwały...
Jakiś czas temu wpadł w moje ręce olej macadamia, przeczytałam, że jest użyteczny w walce z cellulitem, więc postanowiłam przetestować to na własnej skórze. Dziś podzielę się z wami opinią na jego temat ;)
 
Wybaczcie umazaną buteleczkę, jest bardzo często używana, stąd te tłuste ślady :D

  • Co to jest olej macadamia?
   Jest to olej otrzymywany z tłoczenia orzeszków makadamii (Macadamia Integrifolia). Drzewo makadamii rośnie wyłącznie w tropikach (naturalnie w Australii i Indonezji). Orzechy, oprócz tego, że wykorzystywane są do otrzymywania oleju-są smaczne, dlatego mogą być używane także w kuchni. Olej ma zapach charakterystyczny dla olejów, może nieco bardziej wyrazisty niż zwykły olej słonecznikowy.
orzech makadamia

  • W jakim celu się go stosuje?
   Zawiera cenne kwasy tłuszczowe oraz lecytynę. Ma właściwości regeneracyjne, ponieważ zawiera składniki naturalnie występujące w ludzkiej skórze, dlatego bardzo dobrze się wchłania. Przeznaczony jest do pielęgnacji skóry starzejącej się, zajętej cellulitem,  a także zmiękcza i regeneruje skórę. Leczy uszkodzenia np po opalaniu i jest przeznaczony nawet do wrażliwej i delikatnej skóry.

  • Mój naturalny test
Olej macadamia stosowałam NA SKÓRĘ UD, POŚLADKÓW ORAZ BRZUCHA: Mimo szczupłej budowy ciała zmagam się z cellulitem oraz brakiem jędrności-szczególnie w okolicy ud i pośladków. Olej ten używałam z nadzieją, że pomoże mi się uporać z tymi problemami.

Jak używam olejku macadamia?
Nakładam pożądaną ilość na rękę, albo bezpośrednio na skórę. Następnie dokładnie wcieram-jednocześnie masując skórę.

Efekty:
O dziwo zauważyłam je już po 1 użyciu! Skóra dzień po wmasowaniu tego oleju była wyraźnie jędrniejsza i napięta. Po dłuższym stosowaniu efekty były jeszcze bardziej spektakularne-mój chłopak chwalił mnie, bo stwierdził, że moje pośladki są mega jędrne i uniesione. Co najważniejsze-po zaprzestaniu stosowania (po skończeniu 1 buteleczki miałam przerwę w jego użytkowaniu) efekty nie wyparowały. Nie były może już aż tak bardzo widoczne, natomiast skóra nadal pozostała jędrna i napięta. 
Jeśli chodzi o cellulit-nie pozbył się go całkowicie, trochę zmniejszył jego widoczność, ale niestety nadal jest obecny.
Mimo to jestem zadowolona z efektów, jeszcze nigdy nie miałam takiego jędrnego ciała. Cellulitu się nie pozbyłam, ale spodziewałam się tego-bez odpowiedniej dawki ćwiczeń żaden specyfik nie pomoże ;)

  • Gdzie kupić?
   To już chyba tradycja, że przy okazji tego cyklu zachęcam was do zakupów w sklepie Blisko Natury, bo to dzięki niemu miałam okazję poznać i testować te specyfiki. Za 50 ml zapłacicie 9,62 zł, olej jest bardzo wydajny i starczy na ok miesiąc regularnego używania ;) Polecam!

39 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Shiny Box Marzec 2013

3/25/2013 Ania T.

Marcowy Shiny Box

   Marcowe pudełeczko było moim pierwszym pudełkiem na jakie się w ogóle kiedykolwiek skusiłam. Profil SB zachęcał do kupna podpowiedziami co znajdzie się w Boxie...ostatecznie przekonała mnie obecność w tym pudełeczku pewnego produktu, o którym zaraz się dowiecie ;)
   W tym miesiącu wysyłka była dość późno, ale bardzo się cieszę, że Box zdążył dotrzeć przed Świętami ;)
Oto co znalazłam w środku:
Praktycznie każdy z tych produktów będzie przeze mnie wykorzystany;)

A teraz czas na szczegółową analizę cen oraz zawartości Boxa.
Oto ceny produktów sugerowane przez Shiny Box:
Kliknij, aby powiększyć ;)

A jakie są prawdziwe wartości tych kosmetyków? Przeanalizuję wszystko po kolei ;)

1.Masło do ciała Dermo System antycellulitowe, produkt pełnowymiarowy
Przyznam, że na pewno mi się przyda, szczególnie, że zbliżają się powoli ciepłe dni i trzeba będzie pokazać nogi ;)

Shiny Box sugeruje, że kosztuje: 11 zł/160 ml, w Boxie jest wersja 200 ml  czyli wychodzi 13,75 zł/200ml.
W internecie znalazłam  inną wersję tego masła (chyba jakaś starsza) za 9,35 zł/160 ml czyli 11,68/200ml.

2.Lakier O.P.I, miniaturka 
Lubię miniaturki lakierów, bo wiem, że na pewno się nie zmarnują. Mój kolorek to NLL64 Cajun Shrimp- bardzo ładna i delikatna czerwień ;) To właśnie zapowiadana obecność O.P.I w tym pudełku skusiła mnie do zakupu ;)
Cena wg Shiny Box: 42 zł/15 ml, miniaturka ma 3,75 ml czyli  wychodzi 10,5zł/3,75 ml
Ceny w sklepach internetowych są mniej więcej podobne, choć na Allegro można na pewno dostać niektóre kolory taniej. Zostajemy więc przy cenie 10,5zł/3,75 ml.

3.Nawilżająca maseczka żelowa do twarzy  z białą herbatą Oriflame, produkt pełnowymiarowy
Uwielbiam wszelkiego rodzaju maski i maseczki do twarzy, więc na pewno się u mnie nie zmarnuje. Choć przyznam, że zazdroszczę trochę dziewczynom, które dostały wersję z glinką lub peel-off :(
Shiny box sugeruje cenę 20 zł/50 ml
W nowym katalogu jej niestety nie znalazłam, ale Wizaż.pl mówi, że kosztuje mniej więcej tyle samo czyli 20zł/50 ml

4.Potrójna pomadka do ust Triple Core Trend Edition, Oriflame, produkt pełnowymiarowy
Bardzo cieszę się z koloru, który dostałam, jest to Fashionista Pink i na ustach wygląda niesamowicie. Kolor jest piękny i intensywny, bardzo trafił w mój gust, ponieważ uwielbiam róże na ustach!
Shiny Box sugeruje cenę 35 zł/4 g
W nowym katalogu Oriflame jest w PROMOCJI za 9,90zł/4g (cena regularna taka sama jak w SB)

5.Cień do powiek Color Tatoo, Maybelline, produkt pełnowymiarowy
Dostałam kolor Infinite White, przyznam się szczerze, że się cieszę-będzie dobry do podkreślania kącików oczu ;)
SB sugeruje cenę 25 zł/4ml
Cena wg rossnet.com to 23,99zł/4ml, mniej więcej w podobnej cenie widziałam go w Rossmanach ;)

6.Kredka do oczu Soft Kohl Rimmel 
Jako jedna ze 140 szczęśliwców otrzymałam tą kredkę w prezencie (aby brać udział w jej "losowaniu" należało kupić pudełko za pieniądze a nie np za kody). Kredeczka jest czarna i zawsze się przyda, więc jestem zadowolona ;)
Cena (podam z internetu, bo SB nie zamieścił jej u siebie), wg wizażu ok. 15zł/1,2 g

Podsumowując:
Całkowita wartość pudełka według Shiny Box: 104,25 zł (nie licząc kredki, której ceny SB nie podaje)
Rzeczywista wartość pudełka: 76,07 zł + 15 zł za kredkę ;)

Czy było warto?
Uważam, że tak! Łącznie z kredką (która była prezentem) znalazłam w pudełku aż 5 pełnowymiarowych produktów i tylko 1 miniaturkę (ale za to jaką świetną!). Wartość pudełka zarówno ta sugerowana, jak i rzeczywista jest wyższa niż kwota jaką za nie zapłaciłam. Praktycznie każdy z produktów przypadł mi do gustu i na pewno zostanie wykorzystany ;)

A wy co znalazłyście w swoich Shiny Box?
Kupujecie je w ogóle?
Co myślicie o marcowym pudełku?
Czekam na opinie!












64 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Testuję: Maska regulująca wydzielanie sebum z ekstraktem z bazyli Intelligent Skin Therapy od Beauty Face

3/23/2013 Ania T.


   Niedawno prezentowałam wam kolagenowe płatki pod oczy od firmy Beauty Face. Byłam nimi tak zachwycona, że postanowiłam wypróbować także inne produkty tej firmy. Wybór padł na maskę regulującą wydzielanie sebum z serii Intelligent Skin Therapy. 
   Maska jest zamknięta w solidnym, foliowym opakowaniu-żeby ją otworzyć musiałam użyć nożyczek, bo nijak nie dała się otworzyć siłą rąk (ah, te słabe kobietki! :D ):
   Po otwarciu ukazuje się nam dobrze złożony i zamoczony w serum, materiałowy płat-to właśnie jest nasza maska:

   Aplikacja maski na twarz jest niezwykle łatwa, po prostu wyjmujemy ją z opakowania, rozkładamy i przykładamy do buzi. Ma otwory na oczy, usta oraz nos, więc możemy swobodnie oddychać :D Nie ma problemu z dopasowaniem jej do twarzy. Jest bardzo mocno nasączona serum, więc dobrze się przykleja i trzyma. Nie przesuwa się podczas chodzenia czy wykonywania jakiejkolwiek czynności.
   Maska zawiera wiele cennych ekstraktów i żadnych parabenów ;) Substancjami, które mają pomagać w pozbyciu się nadmiaru sebum oraz niedoskonałości są między innymi:
*ekstrakt z bazylii: działanie antybakteryjne, oczyszcza, pomaga w usuwaniu toksyn, pomaga w leczeniu trądziku, wpływa na pracę gruczołów łojowych, poprawia krążenie, spowalnia starzenie się skóry
*ekstrakt z ogórka: łagodzi podrażnienia i zmiękcza skórę, a także ją odświeża, nawilża i tonizuje.
*dzika chryzantema: zawiera olejek eteryczny i wiele cennych witamin oraz innych substancji. Wpływa na regenerację skóry i poprawia jej sprężystość.
*aminokwasy roślinne: nawilżają, wygładzają i liftingują  skórę, poprawiają elastyczność i miękkość.
   Trzymałam tą maskę na buzi przez ponad pół godziny-cały czas dawała uczucie przyjemnego chłodzenia. Serum, którym jest nasączona pachnie bardzo delikatnie, niedrażniąco-przypomina mi to nieco zapach zielonej herbaty. 
   Czy po jej zastosowaniu zauważyłam jakieś efekty? Tak! Co prawda na długotrwałe rezultaty musiałabym poczekać i zastosować ją jeszcze kilka razy, ale już po pierwszym użyciu mam dość pozytywne wrażenia.
Przede wszystkim (jak już wspomniałam wcześniej) dzięki chłodzeniu maska rewelacyjnie relaksuje i odpręża. Po jej użyciu skóra była bardzo gładka, miękka i wyraźnie bardziej sprężysta. Twarz była dobrze oczyszczona, nawilżona i co najważniejsze-nie świeciła się! Co prawda nie pomogła mi oczyścić porów, ani też pozbyć się wyprysków-ale możliwe, że po większej ilości aplikacji efekt byłby lepszy. Nie jestem w stanie stwierdzić usunięcia toksyn i szczerze mówiąc traktuję tą obietnicę z lekkim przymrużeniem oka, natomiast inne cudowne działania jakimi kusi nas producent są jak najbardziej spełnione ;)
Tak wygląda maska po zdjęciu z twarzy :)

   Niestety, jak każdy produkt ta maska ma swoje minusy-jednym z nich jest cena-obecnie trwa promocja i możecie ją nabyć (wraz z innymi maskami z tej serii) TUTAJ za 7,50 zł, jednak cena regularna to 15 zł. Jak na jednorazowy zabieg-niestety jest za wysoka. A jeśli chcemy obserwować długotrwałe efekty-na pewno przydałoby się tych zabiegów więcej :( 
   Poza tym mam pewne drobne zastrzeżenia co do serum-po zdjęciu maski z twarzy nie chciałam marnować płynu, który w dość sporej ilości pozostał w opakowaniu, nałożyłam go więc na twarz. Liczyłam, że szybko się wchłonie i odświeży skórę, tak się niestety nie stało. Nadmiar serum nie tylko się nie wchłonął, ale pozostawił na twarzy "błonkę", którą ciężko było potem zmyć tonikiem. Myślę, że następnym razem jak będę używać tej maski, to po prostu wyleje to serum, żeby uniknąć takiej sytuacji. 
   Mimo tych dwóch wad, uważam, że produkt jest godny polecenia. Ja chętnie sięgnę jeszcze po inne maski Beauty Face, które niezmiernie mnie ciekawią :)

PLUSY:
-wygodna aplikacja
-maska dobrze przylega do twarzy, nie przesuwa się nawet przy wykonywaniu ruchów
-odświeża, matuje, nawilża i tonizuje skórę (większość obietnic producenta spełniona)
-delikatny, przyjemny i niedrażniący zapach
-nie zawiera parabenów, za to zawiera naturalne ekstrakty

MINUSY:
-cena :(
-nadmiar serum, który został w opakowaniu, nałożony na twarz bardzo kiepsko się wchłania i pozostawia na twarzy błonkę, którą ciężko zmyć (dlatego ja więcej go na twarz nakładać nie będę :D)

50 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Testuję: Sól do kąpieli granat Mariza

3/22/2013 Ania T.

Testuję: Sól do kąpieli granat Mariza

   Nie jestem fanką długich kąpieli w pianie-po prostu nie lubię marnować wody, dlatego zwykle biorę krótki prysznic. Ta sól jednak zachęciła mnie do wejścia i posiedzenia w wannie. Chciałam sprawdzić jak sprawdza się w roli kąpielowego umilacza :)
   Sól jest zamknięta w urocze, plastikowe opakowanie w kształcie bombki. Znalazłam informację, że jest to niestety edycja limitowana (rzeczywiście-w nowym katalogu jej nie widziałam), więc nie wiem czy uda się wam ją jeszcze gdzieś znaleźć:
   Opakowanie jest mocne i solidne, nie wgniata się ani nie odkształca, nawet jeśli upadnie przez przypadek na ziemię. Zakrętka dobrze trzyma, więc nie musimy się martwić o to, że produkt "przez przypadek" nam się odkręci ;)
   Sól wydobywamy z opakowania przez dość sporą dziurę, wystarczy wysypać na rękę, bądź bezpośrednio do wanny pożądaną ilość produktu:

   Jeśli chodzi o samą sól, to ma postać kryształków koloru pomarańczowego:
Zdziwiłam się kiedy wsypałam je do wanny-oczekiwałam zabarwienia wody na pomarańczowo, a tutaj się okazało, że zrobiła się różowa:
Wybaczcie, ze zdjęcie jest takie ciemne-w rzeczywistości zabarwienie wody było dużo bardziej intensywne, jednak ze względu na kiepskie oświetlenie w łazience ciężko było je uchwycić, dlatego musiałam niestety robić fotkę z fleszem :(

    Produkt nie barwi wanny ani ciała, więc możemy spokojnie sypać jego dowolną ilość bez obawy o barwne plamy ;)
   Producent obiecuje nam zapach granatu-wiem jak pachnie granat i ta sól rzeczywiście trochę go przypomina, ma bardzo przyjemny, ale jednak trochę chemiczny zapach :/ Na szczęście po wsypaniu do wanny aromat chemii szybko się ulatnia. Niestety-zapach granatu także szybko znika, już po kilku minutach kąpieli jest niewyczuwalny :(
   Sól nie ma praktycznie żadnych właściwości pielęgnacyjnych, jest przeznaczona głównie do umilania kąpieli, dlatego ja dodatkowo wymieszałam ją z kilkoma olejkami.
   Rozpuszcza się ciężko-jeszcze po kilku minutach w wannie pływało kilka kryształków, ale jak już się rozpuści to w całości. Po wszystkim w wannie zostaje drobny osad, ale wystarczy go spłukać wodą i natychmiast znika. 
   Mam trochę mieszane uczucia co do tej soli-tak jak już wcześniej wspomniałam-nie lubię kąpieli, bo dla mnie to niepotrzebna strata wody. Ten produkt rzeczywiście umila czas spędzony w wannie, chociażby dzięki zabarwianiu wody na różowo, ale ja osobiście raczej bym się na niego nie skusiła. Polecam głównie osobom, które uwielbiają dłuuugo wylegiwać się w wannie wśród kolorów i aromatów, a najlepiej jeszcze w towarzystwie zapachowych świec :) 
   Bardzo dziękuję Sandrze za możliwość przetestowania go, mimo,że tak do końca nie przypadł mi do gustu. A was zapraszam na stronę Marizy (klik w baner) i zapoznanie się z nowym katalogiem:
Pamiętajcie także, że wstępując do klubu możecie kupować kosmetyki z 30% zniżką ;)

PLUSY:
-bardzo ładne i solidnie wykonane opakowanie
-duża dziura, przez którą można wysypać odpowiednią ilość produktu
-chemiczny zapach, który produkt ma w opakowaniu szybko się ulatnia w wannie
-barwi wodę na różowo, ale przy tym nie barwi ciała ani wanny
-ostatecznie rozpuszcza się w całości (jednak trwa to długo i pozostawia osad)

MINUSY:
-jest to edycja limitowana, już niestety niedostępna
-zapach w wannie szybko się ulatnia
-brak właściwości pielęgnacyjnych 


PRZYPOMINAM TAKŻE, ŻE WCIĄŻ TRWA U MNIE NA BLOGU ROZDANIE, W KTÓRYM MOŻECIE WYGRAĆ MIĘDZY INNYMI BLOGERSKIE LAKIERY ;)





36 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Testuję: Matowy cień do powiek nr.20 Ice Coffee od Marizy

3/15/2013 Ania T.


   Całkiem niedawno prezentowałam wam mój współpracowy post, w którym chwaliłam się piękną paczuszką od Sandry z firmy Mariza. Dzisiaj chciałabym się podzielić opinią na temat jednego z kosmetyków, który znalazłam w owej paczce...

   Na pierwszy ogień poszedł matowy cień do powiek w kolorze Ice Coffee. Ja cieni zupełnie nie używam, dlatego testowała go moja mama, która jest ich maniaczką. Od razu chwyciła go w swoje łapki i zaczęła testy. Opinia tutaj przedstawiona, to jej osobiste wrażenia z próbowania cienia ;)

   Jej pierwsze wrażenie nie było zbyt pozytywne, kolor w opakowaniu zupełnie nie przypadł jej do gustu. Stwierdziła, że jest taki szaro-bury i niezbyt ciekawy. Ale przełamała się i go nałożyła. I wiecie co? Od razu zmieniła zdanie! Powiedziała, że na powiece wygląda bardzo elegancko i ciekawie, dzięki czemu pierwsze negatywne wrażenie poszło w zapomnienie.
Ja pokażę jak prezentuje się na ręku oraz w opakowaniu:
Na ręku

W opakowaniu

   Mama powiedziała, że na oczach przypomina ciemną kawę, zmieszaną z mlekiem-trochę szarości, trochę brązu...myślę, że idealnie pasuje do niego nazwa Ice coffee ;)
   Poza kolorem, który w końcu jej się spodobał, chwali go także za trwałość. Mówi, że utrzymuje się na powiekach przez cały dzień- bez rozmazywania się, bez osypywania a także rolowania czy ścierania się. Do nakładania go używa...palca, więc niestety nie oceniła jak zachowuje się z aplikatorem (który niestety nie był dołączony do zestawu). Mimo tego, cień nakłada się bezproblemowo i nie osypuje się podczas aplikacji. 
Oprócz tego jest zadowolona z jego dobrego napigmentowania oraz faktu, że nie ma w sobie błyszczących drobinek, których po prostu nie cierpi (choć to akurat jest zwykła cecha matowych cieni).
   Znalazłyśmy jednak mały minusik tego cienia (ja zrobiłam to zaraz po otrzymaniu przesyłki, mama podczas użytkowania). Jest zapakowany w zakręcane, plastikowe opakowanie, które niestety nie jest zbyt solidne. Cień "odkleił" się od plastikowego spodu i latał po całym opakowaniu, całe szczęście, że się nie połamał ani nie pokruszył. Za brak solidności opakowania daję niestety mały minus.

   Matowe cienie do powiek są dostępne chyba w każdym katalogu Marizy w cenie 13,90 zł. Do wyboru jest wiele kolorów, dlatego każdy znajdzie coś dla siebie. Mojej mamie Ice Coffee przypadło do gustu, choć na początku wcale nie była co do tego cienia przekonana. Pierwsze lody zostały przełamane i teraz nie może się go nachwalić! Mimo kilku minusów, mogę polecić ten cień każdemu ;)*

*fakt, że otrzymałam ten produkt w ramach współpracy w żaden sposób nie wpłynął ani na opinię mojej mamy, ani na moją.

PLUSY:
-bardzo trwały
-nie rozmazuje się, nie osypuje
-dobrze napigmentowany
-nieciekawy kolor w opakowaniu, ale na powiekach prezentuje się bardzo ładnie

MINUSY:
-brak aplikatora
-mało solidne opakowanie

Pamiętajcie, że cały czas macie szansę wstąpić do Klubu Mariza i kupować taniej kosmetyki tej firmy. Wszystkie szczegóły w TYM poście ;)




   

84 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Nuneczka od dziś na facebook'u!

3/13/2013 Ania T.

Polub mój blog na Facebooku :)

   W końcu nadszedł ten dzień, kiedy postanowiłam założyć fanpage mojego bloga na Facebooku. Zapraszam do polubienia-będziecie na bieżąco z najnowszymi notkami, różnymi nowinkami kosmetycznymi czy fajnymi fotkami, które będę tam wrzucać. Na pewno pojawią się także KONKURSY! Więc śledźcie go uważnie! ;)
Fanpage możecie polubić TU, albo w like boxie po prawej stronie bloga ;)

29 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Testuję: Hydrożelowe kolagenowe płatki pod oczy przeciw cieniom i opuchliznom od Beauty Face

3/12/2013 Ania T.


   Moje oczy przeszły ostatnio bardzo wiele, dużo czasu spędzam przed komputerem, a do tego przeżyłam trudną sesję, która wymagała ode mnie ślęczenia nad książkami i notatkami. Nie obyło się bez opuchlizny i cieni pod oczami, o samym bólu gałek ocznych nie wspominając. Na pomoc z tymi dwoma pierwszymi problemami pośpieszyły mi płatki hydrożelowe pod oczy od firmy Beauty Face.

   Hydrożelowe kolagenowe płatki pod oczy to absolutna nowość, miałam okazję je przetestować jako jedna z pierwszych.
Oprócz płatków, które sobie wybrałam do testów, w ofercie znajdują się także inne, więc każdy znajdzie coś dla siebie. Są to:
  • Przeciwzmarszczkowe płatki pod oczy za złotem i kwasem hialuronowym
  • Przeciwzmarszczkowe i pobudzające cyrkulację płatki pod oczy z diamentami i drobinkami złota
  • Regenerująco-nawilżające płatki pod oczy z czerwonym winem
  • Nawilżające płatki pod oczy z algami morskimi
  • Odmładzające płatki pod oczy do skóry delikatnej i na kruche naczynka
Jak widać,każdy znajdzie płatki dla siebie i dobierze je tak, aby pomogły mu walczyć z niedoskonałościami w okolicach oczu.

   Płatki są zapakowane w estetyczne, foliowe (ale mimo to solidne) opakowanie:

Umieszczone na plastikowej "tacce", która zapobiega przemieszczaniu się płatków po całym opakowaniu, a także ich odkształcaniu się, dzięki niej są też odporne na urazy mechaniczne takie jak rozerwanie czy przypadkowe uszkodzenie. 
   Są elastyczne,przezroczyste i mają nerkowaty, dopasowany do oka kształt:

   Dzięki temu, że są bardzo dobrze nasiąknięte serum, idealnie przylegają do oka. Wystarczy je jedynie dopasować i delikatnie przycisnąć. Podczas "noszenia" nie odklejają się ani nie przesuwają, dzięki możemy więc wykonywać codzienne czynności bez ryzyka, że po drodze zgubimy nasze płatki:

   Niestety, na opakowaniu nie ma umieszczonej instrukcji obsługi (co dla mnie jest minusem) ale na facebookowym profilu Beauty Face, wyczytałam, że należy je trzymać pod oczami przez ok 30 minut a następnie zdjąć. Co więcej, jeśli regeneracji potrzebuje także nasz górna powieka, możemy je zamoczyć w pozostałym w opakowaniu serum i nałożyć na nią (również na 30 min). Resztę płynu, który zostanie w opakowaniu wklepujemy pod oczy (a zapewniam, że pozostaje go sporo).
Samo serum ma bardzo delikatny, niedrażniący zapach, więc nie powinno nikogo uczulić czy spowodować zaczerwienień oka.
  
 Płatki mają za zadanie:
  • usuwać toksyny
  • pozbyć się cieni i opuchlizn
  • silnie regenerować i wygładzać
  • przyspieszać mikrokrążenie
  • rozjaśniać skórę
  • niwelować przebarwienia i plamy
  • nawilżać
   Cieszę się, bo duża część z tych obietnic została spełniona. Przede wszystkim, płatki te bardzo silnie chłodzą skórę pod oczami-dzięki temu nie tylko poprawia się nasze krążenie, ale również czujemy się zrelaksowani i odprężeni. Po użyciu zauważyłam, że skóra po oczami rzeczywiście zrobiła się bardzo miękka, przyjemna w dotyku i gładka. Jest także lekko napięta. Jeśli chodzi o redukcję cieni, opuchlizn czy rozjaśnianie skóry to również sobie radzą- już po pierwszej aplikacji zauważyłam lekkie rozjaśnienie i minimalną redukcję cieni, myślę, że po większej ilości takich zabiegów efekt na pewno byłby bardziej spektakularny.
Nie zauważyłam natomiast zniwelowania przebarwień czy plam, ponieważ najzwyczajniej w świecie nie mam ich pod oczami :D Ciężko jest mi także określić czy usuwają toksyny, ponieważ nie widać tego gołym okiem.


   Jeśli chcielibyście wypróbować te płatki, to są już dostępne na stronie Beauty Face
   Ja mogę je bardzo polecić, dzięki nim mogłam się chociaż na chwilę poczuć jak w SPA i to w zaciszu własnego domu. Moja skóra pod oczami jest zregenerowana i miła w dotyku. Na pewno chętnie sięgnę jeszcze raz po ten produkt, a już szczególnie w czasie kiedy będą mnie czekały ważne egzaminy!*

*Fakt, że otrzymałam ten produkt za darmo do testów nie wpłynął na moją opinię


PLUSY:
-praktycznie wszystkie obietnice producenta, które można ocenić gołym okiem zostały spełnione, na bardziej spektakularne efekty na pewno potrzebna jest większa ilość aplikacji, ale już po pierwszym użyciu widać efekty
-dobrze dopasowane do kształtu oka
-nie przesuwają się i świetnie przylegają, dobrze nasączone serum
-płatki są dobrze zabezpieczone w opakowaniu, dzięki czemu nie ma szans aby się uszkodziły np podczas transportu

MINUSY:
-brak instrukcji obsługi na opakowaniu 



42 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Ludzie są BEZCZELNI!

3/08/2013 Ania T.

Jak w tytule...

   Ludzie nigdy nie przestaną mnie zadziwiać...Oto jakiego maila dzisiaj dostałam na swoją PRYWATNĄ SKRZYNKĘ (!!!):
Cytuję:
"Witam Cię! prowadzę blog: (adresu nie podaję, bo aż tak chamska nie jestem)
Jeśli Ci się podoba po prostu zaobserwuj lub skomentuj
Napewno się odwdzięczę tym samym! wystarczy że podasz mi adres bloga.

Gorąco pozdrawiam!"

NO RĘCE OPADAJĄ!
"Wystarczy, że podasz mi adres bloga"
Już wiadomo, że taka sama spamerska wiadomość poszła do co najmniej kilkunastu innych blogerek!
Co najgorsze, to już druga podobna wiadomość w tym tygodniu!
Uprzejmie informuję, że podałam tutaj mój adres DLA WAS, jeśli macie jakieś pytania czy uwagi a nie po to, żeby ktoś mi wysyłał taki spam na skrzynkę!
Nie muszę chyba mówić, że na bloga autora wiadomości nie mam zamiaru zaglądać, a tym bardziej obserwować -.-!
Nie życzę sobie więcej takich wiadomości na mojej skrzynce! 

80 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Tutorial: Piercing- praktyczne porady

3/02/2013 Ania T.

Tutorial: Piercing- praktyczne porady

   Pewnie niejedna z was marzyła kiedyś o nietypowej ozdobie ciała, którą mogłaby się pochwalić przed znajomymi. Każda z nas ma swoją ulubioną biżuterię, a w odpowiedzi na pytanie, którą część biżuterii lubi najbardziej, duża część odpowie, że są to kolczyki. No właśnie...przekłuwanie płatków uszu już dawno przestało być tematem tabu, rzadko kiedy spotyka się na ulicy dziewczyny, które nie mają kolczyków w uszach, a producenci biżuterii czy sieciówki ciągle się prześcigają w nowych pomysłach na ciekawe i przyciągające oko ozdoby do uszu. 
  Ale co jeśli kolczyki w uszach nie wystarczają? Jeśli ktoś chce pójść o krok dalej i inaczej przyozdobić ciało? W takim wypadku z pomocą przychodzi nam piercing. W dzisiejszych czasach nie ma części ciała, której nie da się przekłuć. Dziś chciałabym wam przekazać kilka porad, z których warto skorzystać jeśli planujecie przekłucie nietypowego miejsca na waszym ciele. Nie ukrywam, że sama jestem wielką fanką tej metody i uwielbiam wszelkiego rodzaju kolczyki ;)

  • Wybór miejsca na ciele
   Kolczyk to nie tatuaż, nie zostanie z wami na całe życie-zawsze możecie wyjąć go jeśli wam się znudzi. Jednak po każdym zostaje niewielka blizna, musicie o tym pamiętać wybierając miejsce przekłucia. Jeśli zrobicie sobie kolczyki np w policzkach (tak, to jest możliwe!), to pamiętajcie, że po wyjęciu i zagojeniu rany zostanie wam niewielki ślad. 
  Ważne jest także to, aby kolczyk nie przeszkadzał nam w codziennych czynnościach- nie zaczepiał się o nic, nie haczył... dlatego odradzam robienie kolczyków w takich miejscach jak chociażby błona między palcami (tak, znam takie przypadki!), bo zdecydowanie utrudnia to chociażby mycie naczyń czy zwykłą kąpiel (kolczyk zaraz po przekłuciu nie może być nadmiernie moczony i narażony na kontakt z chemikaliami)
  • Wybór salonu/piercera
   Nie polecam robienia kolczyków samemu w domu, lub oddawania się w ręce koleżanki, która nie ma o tym pojęcia. O ile jeszcze przekłuwanie np uszu czy nosa nie powinno przynieść żadnych poważnych skutków (choć rożnie to bywa, więc lepiej uważajcie), to już kolczyki w takich miejscach jak np. kark pozostawcie profesjonalistom! Nie narażajcie się na niepotrzebne infekcje czy komplikacje dla własnego kaprysu, jeśli bardzo zależy wam na kolczyku to oszczędźcie te kilkanaście złotych i zapłaćcie osobie, która się na tym naprawdę zna! 
  Zanim wybierzecie salon piercingu/piercera poszukajcie opinii na jego temat w internecie, popytajcie się znajomych-warto sprawdzić takie miejsce/osobę zanim oddacie się w jego ręce.
  Nie róbcie sobie kolczyków u kosmetyczki! Kosmetyczka może wam przekłuć JEDYNIE płatki uszu, ewentualnie chrząstkę (jeśli ma do tego odpowiednie uprawnienia, polecam sprawdzić zanim się zdecydujecie). Do przekłucia używa bowiem pistoletu, który nie nadaje się do przekłuwania innych części ciała niż płatki uszu! Oto co może was spotkać jeśli zdecydujecie się na kolczyk w pępku robiony przez niezwykle "profesjonalną" (czyli jednym słowem-nie mającą pojęcia o piercingu) kosmetyczkę:
Tak wygląda pępek przekłuty pistoletem u kosmetyczki...

  Piercer powinien mieć STERYLNY sprzęt, przy was powinien wypakować nową, wyjałowioną igłę do przekłucia oraz kolczyk z nowego, zamkniętego szczelnie woreczka. Jeśli idziecie do salonu i widzicie tam witrynę pełną kolczyków-do wyboru, do koloru- omijajcie taki salon szerokim łukiem. Kolczyki za taką witrynką mogą  leżeć od nie wiadomo jak długiego czasu, poza tym nie mamy pewności, że wcześniej były sterylizowane. Dlatego jeśli salon nie ma dużego wyboru kolczyków, to zamiast na niego narzekać powinniśmy się cieszyć, bo to oznacza, że kolczyki są dokładnie wyjałowione i nic nam nie grozi. Oczywiście przed przekłuciem piercer powinien umyć ręce, założyć JEDNORAZOWE rękawiczki i dopiero potem zabrać się za przekłuwanie. Jeśli widzisz, że piercer tego nie robi, bądź co gorsza używa do tego igły wielokrotnego użytku (po każdym przekłuciu igła powinna być wyrzucana, a do następnego przekłucia brana następna)-to uciekaj z tego salonu jak najszybciej!
   Poza tymi oczywistymi faktami, piercer musi mieć także ogólne pojęcie na temat kolczyków. Przed przekłuciem musi dokładnie obejrzeć miejsce, w którym ma znaleźć się kolczyk i ocenić czy na pewno nadaje się do takiego zabiegu. Poza tym zaznaczyć i pokazać klientowi miejsce, w którym po przekłuciu znajdzie się kolczyk. Uważajcie na tych, którzy usiłują wam przekłuwać jakieś miejsce kolczykiem zrobionym z plastiku lub srebra, nie są to materiały, które nadają się na "pierwszy" kolczyk. Najlepiej do tego nadaje się stal chirurgiczna i tytan.
  • Proces przekłuwania
   W profesjonalnym salonie, tuż przed przekłuciem piercer zaoferuje znieczulenie. Jest to znieczulenie miejscowe w postaci "zamrożenia"- piercer psika na miejsce przekłucia sprayem, który ma zminimalizować ból. Przy robieniu kolczyków w takich miejscach jak np sutki możliwe jest całkowite znieczulenie (ponieważ jest to bardzo bolesne przekłucie). 
   Jak już wspomniałam, najpierw powinien namalować na ciele kropki flamastrem, aby pokazać czy na pewno odpowiada nam takie miejsce przekłucia.
  Sam proces powinien odbywać się w sterylnych warunkach, ze sprzętem jednorazowego użytku, niestety nie mogą się przy nim znajdować osoby trzecie.
   Kłucie jest bolesne, nawet ze znieczuleniem, dlatego musimy się na to przygotować, ból jednak szybko znika i możemy cieszyć się pięknym kolczykiem.
  • Pielęgnacja po przekłuciu
   Każdy szanujący się piercer po przekłuciu powinien nam dać praktyczne wskazówki na temat pielęgnacji przekłutego miejsca.
   Najważniejsze jest aby unikać zbyt częstego dotykania miejsca przekłucia, szczególnie brudnymi rękami (choć np w przypadku kolczyka w pępku zaleca się poruszanie nim, aby nie zarósł-nie polecam tego przy innych przekłuciach, chyba , że piercer powie inaczej). Musimy także unikać nadmiernego moczenia kolczyka oraz kontaktu z chemikaliami. Nie oznacza to oczywiście, że nie możemy się myć- ale trzeba to robić bardzo ostrożnie.
   Miejsce przekłucia przemywamy Octeniseptem (dostępny w aptekach), w żadnym wypadku alkoholem czy wodą utlenioną!!! Niektórzy zalecają także przemywanie naparem z rumianku czy solą fizjologiczną. Maści Tribiotic (często polecana przez piercerów) używamy tylko i wyłącznie wtedy, kiedy zauważymy niepokojące zmiany wokół miejsca przekłucia (ropna wydzielina, zaczerwienienie, zmiany skórne).
   
Octenisept, polecany do pielęgnacji miejsca przekłucia
    
Jeśli żadna pielęgnacja nie pomoże, a nasz kolczyk nadal będzie się "babrał"- idźmy do salonu gdzie był robiony po poradę, albo po prostu go wyjmijmy. Nie ma co ryzykować własnego zdrowia dla kawałka metalu ;)

  • Kupowanie kolczyków
   Kolczyki także polecam kupować w sprawdzonych sklepach, odradzam Allegro. Niestety sama kupiłam tam kiedyś kolczyk do pępka i materiał okazał się być tak niskiej jakości, że cale miejsce przekłucia zaczęło mi się paskudzić i musiałam wyjąć kolczyk :( 
   Przed włożeniem przemyjcie kolczyk alkoholem, a po tej czynności dobrze wysuszcie i wytrzyjcie. 
Polecam kupować kolczyki ze stali chirurgicznej lub tytanu, istnieje najmniejsze ryzyko, że was uczulą lub wywołają niepożądane zmiany. O ile nakrętki z plastiku czy srebra raczej nie powinny zaszkodzić, to elementy tkwiące w ciele powinny być raczej z innego materiału. 

Ufff, to chyba wszystko co chciałam przekazać z takich "ogólnych"porad.
Pewnie zastanawiacie się kim ja jestem, że się tak mądrze?
Rzeczywiście, nie jestem profesjonalnym piercerem, ale miałam robione w życiu kilka kolczyków więc wiem to i owo ;)
Mam nadzieję, że przydadzą wam się te porady, jakby ktoś chciał więcej szczegółów to zapraszam do kontaktowania się poprzez mail ;)

Teraz pokażę wam, co za cudo zrobił mi pół roku temu mój ukochany, najlepszy na świecie piercer:
Kocham ten kolczyk, a dzięki temu, że zastosowałam się do powyższych porad zagoił się bez problemu :)

A Wy macie jakieś kolczyki?
Pochwalcie się koniecznie! ;) 

90 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!