Testuję: Balsam do ciała vineyard peach The Body Shop + zakupy z kolorowego tygodnia w Rossmanie ;)

11/29/2012 Ania T.

Testuję: Balsam do ciała vineyard peach The Body Shop + zakupy z kolorowego tygodnia w Rossmanie ;)

   Dziś Jesienne Umilacze skupiają się u mnie na balsamach (przypominam, że wciąż możecie dołączyć do akcji).
  Pod lupę idzie balsam z The Body Shopu o zapachu vineyard peach (dla niewtajemniczonych- jest to odmiana brzoskwini, dokładniej mówiąc-winna brzoskwinia). 
Tak prezentuje się jego opakowanie:
  Moim skromnym zdaniem jest naprawdę śliczne. Podoba mi się to, że jest przezroczyste i widzę ile dokładnie ubyło mi balsamu. Poza tym ta pompka! Jak ja lubię produkty z pompką! Nie ma nic lepszego i bardziej ułatwiającego aplikację niż pompka. A tutaj jest wykonana bardzo solidnie, nie zacina się i ma opcję "blokowania", żebyśmy przypadkiem jej nie nacisnęli i się nie ubrudzili. Trzeba tylko uważać, żeby dokładnie usuwać z niej resztki kremu po aplikacji, bo balsam lubi zasychać w postaci mało estetycznych glutków :D Boję się tylko trochę jak będzie sobie radziła kiedy produkt będzie na wykończeniu...ale jeszcze trochę go zostało więc na razie nie ma co sobie tym zawracać głowy.

55 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Testuję: Mydło Nature lime&ginger Oriflame

11/27/2012 Ania T.

Testuję: Mydło Nature lime&ginger Oriflame

    Dziś w ramach Jesiennych Umilaczy krótka, ale treściwa recenzja mydełka z Oriflame :)
   Powiem od razu-nie spodziewajcie się po nim cudów. Jest najzwyklejszym na świecie mydłem, bez żadnych szczególnych właściwości. Zapakowane całkiem ładnie (choć jego opakowanie to bardzo niewdzięczny obiekt do fotografowania):
  Dzięki przezroczystemu woreczkowi możemy sobie dokładnie oglądać nasze mydełko z każdej strony :)
Samo mydło ma okrągły kształt i tłoczenie na powierzchni:
  Producent obiecuje nam energetyzujący zapach imbiru i limonki-kto by się nie skusił! Ale niestety...klops! Mydło nawet w małym ułamku nie przypomina nam zapachem ani imbiru ani limonki. Pachnie...jak najzwyklejsze na świecie mydło do rąk (bo przecież jakby na opakowaniu pisało "mydło o zapachu mydła" zamiast "lime&ginger" to raczej nikt by się nie skusił :D ). Trochę mnie to rozczarowało.
  Plusem na pewno jest to, że całkiem dobrze mieści się w dłoni i jest dość poręczne. Choć wyślizgnęło mi się parę razy podczas kąpieli (spokojnie, nie musiałam się po nie schylać ;) ).
  Ma lekko zielonkawy kolor, dobrze się pieni i zmywa brud z całego dnia. Ale nie oczekujmy po nim cudów-produkt, który zostaje na naszej skórze przez około 1 minutę zanim go spłuczemy nie dokona rewolucji w nawilżeniu czy wygładzeniu naszej skóry. Ot, takie sobie zwykłe mydło.
Kosztuje ok 4 zł z tego co się nie mylę. Szczerze mówiąc-wole dorzucić drugie tyle i kupić sobie za to porządny żel pod prysznic. Produkt ten nadaje się jako fajny, drobny prezent ewentualnie dla zagorzałych fanów mydeł-ja chyba się do niego nie przekonałam.

PLUSY:
-poręczny kształt
-całkiem ładne opakowanie
-wydaje mi się, że dość niska cena
-dobrze się pieni

MINUSY:
-w ogóle nie pachnie tak jak obiecał producent
-brak właściwości pielęgnacyjnych




40 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Testuję: Peeling do ciała Swedish Spa Oriflame

11/23/2012 Ania T.

Testuję: Peeling do ciała Swedish Spa Oriflame

   Mój kolejny umilacz został zapożyczony na czas testów od mamusi :) Ale podejrzewam, że pewnie niedługo wyląduje i na mojej łazienkowej półce :D
Pewnie domyślacie się, że recenzja będzie napisana na potrzeby akcji Malinki czyli Jesiennych Umilaczy
   Ten peeling dojrzałam będąc już w domu ostatnim razem (czyli jakiś miesiąc temu), ale dopiero dzisiaj miałam okazję go użyć. Mama nie mogła się go nachwalić więc postanowiłam sprawdzić czy jej pochwały mają uzasadnione podłoże...mogę stwierdzić, że TAK!
Peeling jest zamknięty w plastikowy słoiczku z nakrętką:
   Nie jestem w stanie powiedzieć wam jaki DOKŁADNIE jest to zapach, ale jak dla mnie pachnie intensywnym imbirem (jako fanka takich zapachów jestem jak najbardziej na tak!). Jeszcze długo po kąpieli utrzymuje się na ciele i w całej łazience i muszę przyznać, że jest fantastyczny.
   Peeling ma uroczy żółtawo-pomarańczowy kolor (który mi bardziej kojarzy się z cytrusami a nie imbirem, no ale cóż...). Najfajniejsza jest jego konsystencja. Przypomina bardziej mus niż peeling-jest gęsty, nie spływa z ciała i w dość przyjemny sposób się do niego "przylepia". Trzeba się odrobinkę namęczyć, żeby dobrze go rozprowadzić po każdym zakamarku, ale efekt jest tego warty!
   Ten kosmetyk nie tylko fantastycznie peelinguje ale także zostawia na ciele tłustą, pielęgnującą warstewkę, która sprawia, że nasza skóra jest mięciutka i niezwykle gładka. Nie martwcie się, warstewka szybko się wchłania i nie brudzi ubrań, także nie jest ona w żadnym razie minusem ;) Peelingujące kryształki może i są drobne, ale świetnie sobie radzą z martwym naskórkiem i ścierają go wzorowo!
   Niestety, wszystko pięknie i ładnie, ale jednak nie jest to produkt naturalny. Podobnie jak większość kosmetyków zawiera parabeny, co niektórzy mogą uznać za minus. Mama skarży się także na wydajność, mówi, że szybko go ubywa. Nie wiem też co z dostępnością-proponuję po prostu szukać w katalogach Oriflame ;) Cena- z tego co mówi mama ok 20 zł (ale pewna nie jestem więc jak ktoś wie lepiej to proszę mnie poprawić).
   Podsumowując-myślę, że jest to dobry i godny polecenia produkt. Na te drobne wady można przymknąć oko, bo nie są aż tak rażące żeby od razu go dyskwalifikować :) Mi się spodobał i pewnie jak będę miała okazję to go zakupię 


PLUSY:
-piękny, intensywny zapach imbiru, który długo trzyma się na skórze
-zostawia na skórze pielęgnująco-nawilżającą warstwę, która nie brudzi ubrań
-dobrze peelinguje
-w miarę niska cena
-ma świetną konsystencję podobną do musu, nie spływa z ciała

MINUSY:
-zawiera parabeny
-niewydajny (według opinii mojej mamy)




31 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Testuję: Kremowy peeling wanilia i makadamia Wellness&Beauty

11/21/2012 Ania T.

Testuję: Kremowy peeling wanilia i makadamia Wellness&Beauty

    Dzisiaj mam dla was kolejną recenzję kosmetyku napisaną z myślą o "Jesiennych Umilaczach".
    Przygotowałam dla was opis kremowego peelingu do ciała Wellness&Beauty o zapachu wanilii i makadamii.
Od razu powiem, że z określeniem czy ten produkt jest bublem mam pewne problemy. Nie spełnił niestety moich wymagań, które stawiam peelingom, ponieważ ma tak mikroskopijne drobinki, że praktycznie nie czuć ich działania. Do tego ma dosyć dziwna konsystencję- bardziej jak odzywka do włosów niż produkt, którego używamy pod prysznic (wybaczcie jakość zdjęcia, mam chyba jakiś problem z trybem makro):
Po jego użyciu wcale nie czuję się jakaś bardziej wygładzona czy "speelingowana". Producent twierdzi, że to niby olejek z makadamii ma usuwać martwy naskórek (a to ciekawe!), ale tak jak już wcześniej wspomniałam-efekt trochę marny. 
   Ale na pewno ratuje go zapach- intensywny, słodki i mocno waniliowy. Może minimalnie wyczuwam w nim chemię, jednak wanilia wyraźnie dominuje. Plusem jest to, że całkiem długo utrzymuje się na skórze. Jestem ponad godzinę po kąpieli i nadal czuję go na sobie :) Naprawdę świetnie odpręża i dla fanów waniliowych aromatów będzie idealny!
   Skusiłam się na niego ze względu na promocyjną cenę (zapłaciłam AŻ 5 ZŁ!), pomyślałam sobie-a co mi tam, za 5 zł to płakać nie będę. Powiem szczerze-jako peeling się nie sprawdza, ale jeśli użyjemy go jako (bardzo gęstego :D) żelu pod prysznic to raczej się nie zawiedziemy.
PLUSY:
-przepiękny, intensywny zapach, który po umyciu utrzymuje się na skórze
-niska cena

MINUSY:
-jest to "peeling, który nie jest peelingiem", czyli jednym słowem w ogóle nie peelinguje (ale dobrze sprawdza się jako żel pod prysznic :D)







48 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Testuję: Płyn do kąpieli Original Source mięta i czekolada

11/19/2012 Ania T.

Testuję: Płyn do kąpieli Original Source mięta i czekolada

   Pierwsza recenzja w ramach akcji "Jesienne umilacze-aromatyczna pielęgnacja ciała" :)


Kategoria: Płyn do kąpieli
Na pierwszy ogień idzie moja ukochana firma Original Source. Nie ukrywam, że mam słabość do tych produktów. Dziwnym trafem w swojej kolekcji mam tylko jeden płyn do kąpieli z tej firmy. Preferuję raczej żele pod prysznic ;) Choć od czasu do czasu lubię się powygrzewać w wannie...ale przechodząc do sedna...:
    Płyn jest zamknięty w uroczej buteleczce (widać jak dużo go zużyłam :D):
  Ma brązowy, intensywny kolor i zapach miętowej pralinki. Kąpiel w nim to sama przyjemność, pieni się fantastycznie, a po jego użyciu całą łazienkę wypełnia miętowo-czekoladowy aromat. Mniam!
  Konsystencja gęsta, ale nie ma problemów z jego nalewaniem:

  Wygląda niczym rozpuszczona czekoladka i aż chce się go zjeść.
Ma głównie funkcję "umilającą czas", bo nie zauważyłam żadnych właściwości pielęgnacyjnych. Owszem, można sobie dzięki niemu sprawić relaksującą, pachnącą kąpiel pełną obfitej piany ale nic więcej. 
Myślę, że raz na jakiś czas każdy powinien pozwolić sobie na taką chwilę czekoladowego relaksu. A wszystko to za ok 10 zł! (do wyboru mamy jeszcze kąpiel z mango i macadamią, waniliowo-malinową oraz imbirowo-pomarańczową).
Polecam na romantyczną kąpiel we dwoje :D :D :D

PLUSY:
-fantastyczny zapach
-świetnie się pieni
-odpręża i relaksuje

MINUSY:
-brak jakichkolwiek właściwości pielęgnacyjnych (ale mimo to bardzo go lubię!)




37 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Jesienne umilacze, czyli aromatyczna pielęgnacja ciała

11/19/2012 Ania T.

Zadbaj o swoje ciało, rozpieść zmysły...

   U Malinki na blogu zaczęła się akcja "Jesienne umilacze, czyli aromatyczna pielęgnacja ciała".
Na pewno wiele z was kojarzy już akcję październik-miesiącem maseczek. Ja niestety ją przegapiłam, dlatego z wielką chęcią teraz przyłączę się do umilaczy aby rozpieścić się do granic możliwości ;)

Celem akcji jest:
- poczuć się jak w raju, dając sobie chwilę relaksu w długie jesienne wieczory,

- zadbanie o swoje ciało bez wyrzutów sumienia,
- poprawienie kondycji swojego ciała,
- znalezienie kosmetyku odpowiedniego dla siebie,
- uśmiech dla Twoich bliskich.

Czas trwania: trzy tygodnie od 18.11 - 9.12 tego roku

Zasady akcji:
1. Umieścić zasady akcji w poście na swoim blogu i napisz kto Cię zaprosił.
2. Zaproś do akcji 5 osób
.
3. Umieść baner w bocznym pasku z linkiem do inicjatora akcji MALINY
4. W czasie trwania akcji zamieść jak najwięcej recenzji ww. aromatycznych kosmetyków,
5. Wybierz spośród nich 4 zapachowe hity po jednym z każdej grupy:
  - płyn lub żel do kąpieli, 
  - peeling lub scrub,
  - kosmetyk do smarowania ciała (balsam, masło, olejki itp.)
  - aromatyczne mydełko, kulę lub sól do kąpieli,

   i opublikuj post z listą Twoich aromatycznych hitów. 

UWAGA: Jeśli podczas trwania akcji nie znajdziecie swojego umilacza, to lista hitów może zawierać nazwę kosmetyku już wcześniej przez Was opisywanego. Warunek jest jednak taki, aby w czasie akcji poszukiwać:)

Czyli w skrócie: Testujemy peelingi, balsamy, scruby, mydełka, żele, płyny na samych sobie- robiąc sobie domowe SPA :D Umieszczamy recenzję na blogu a później tworzymy listę kosmetycznych perełek, które udało nam się znaleźć podczas tej akcji.
Już dziś oczekujcie pierwszego posta z recenzją mojego umilacza numer 1 (jakiego-nie zdradzę ;))

Ze swojej strony do akcji zapraszam....WSZYSTKIE MOJE OBSERWATORKI! Zachęcam do zabawy i dzielenia się opiniami ;)

3 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Testuję: Świeca zapachowa biała herbata i imbir LaRissa

11/14/2012 Ania T.


   Dziś będzie trochę "niekosmetycznie", ale koniecznie muszę się z wami podzielić moim ostatnim Biedronkowym odkryciem. Podejrzewam, że każdy z was już dobrze zna świece zapachowe LaRissa, a jeśli nie to będzie miał okazję je poznać ;) 
   Jestem wielką fanką wszelkiego rodzaju kadzideł, olejków zapachowych no i oczywiście świec! Uwielbiam kiedy po moim pokoju rozchodzi się przepiękny zapach, który relaksuje i odpręża. Świece LaRissa znam już od dawna, ale dopiero wczoraj odkryłam wersję zapachową, która po prostu wbiła mnie w fotel. Proszę Państwa-oto biała herbata i imbir!

50 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Zakupy: Limitka Essence + MOJE ROZDANIE:sneak peek ;)

11/12/2012 Ania T.

Essence Twilight Breaking Dawn + mała zapowiedź rozdania :)

    Dziś weszłam do Natury i oczywiście nie mogłam wyjść bez zakupów :D Moje nabytki to dwa kosmetyki z serii Essence Twilight Breaking Dawn (nie, nie jestem psychofanką Zmierzchu, po prostu zachwyciły mnie kolory) oraz zabieg regenerujący do paznokci z serii Perfecta SPA :)
  Kupiłam lakier w kolorze 03-A piece of forever oraz brokatowy eyeliner w kolorze 01-Alice had a vision-again.To tyle o moich zakupach...

A teraz NAJWAŻNIEJSZE!
Obiecałam wam rozdanie kiedy blog będzie miał więcej niż 2000 odwiedzin i dziś wyposażyłam się w (mam nadzieję) fajne nagrody dla zwycięzcy :)
Oto mała zapowiedź:
W skład zestawu przewidzianego dla zwycięzcy wchodzą:
-żel pod prysznic Dove purely pampering o zapachu migdału i hibiskusa
-cukrowy 2-fazowy peeling drobnoziarnisty do rąk
-lakier Essence colour&go w mega-modnym odcieniu ciemnej czerwieni 114 fame fatal
-lakier Essence nail art special effect topper 09 copper'ize me!
-cień do powiek My Secret pearl touch nr 102
-zabieg regenerujący "domowy manicure" Perfecta SPA
-zabieg zmiękczający "domowy pedicure" Perfecta SPA
-maska nawilżająca Ziaja
-lipgloss z H&M

Wszystkie produkty są nowiuteńkie i nigdy nie używane, prosto ze sklepu ;)
Zapraszam do OBSERWOWANIA abyście nie przegapili rozdania....i dobijajcie do tych 2 tysięcy!
Buziaki! :*



43 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Testuję: BeBeauty Foot Expertiv krem do stóp i paznokci

11/10/2012 Ania T.

Testuję: BeBeauty Foot Expertiv krem do stóp i paznokci

   Ten kremik poleciła mi moja mama. "Córcia, jedź do Biedronki i sobie go kup bo jest świetny!". A wiadomo, że mamusi należy słuchać także pognałam do najbliższej Biedry i zaopatrzyłam się w BeBeauty Foot Expertiv. Wiecie co wam powiem? Mama miała racje :D
   Krem jest zamknięty w zwykłym, klasycznym opakowaniu-łatwo go pomylić z kremem do rąk :D Ale podoba mi się to, że jest stawiany na zakrętce.

37 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Liebster po raz kolejny + nowy wygląd bloga :)

11/10/2012 Ania T.

Kolejne nominacje...

   Oprócz Doni, która nominowała mnie jako pierwsza zostałam nominowana do Liebster Award jeszcze przez 4 inne blogi:
   *Silver
   *Yogurtową
Dziewczyny, bardzo serdecznie wam dziękuję, to dla mnie wielkie wyróżnienie :) Ale bardzo was proszę abyście mi wybaczyły, że nie odpowiem na wasze pytania ponieważ chyba nie starczyłoby mi na to miejsca w poście :D Już raz odpowiadałam i nominowałam kolejne osoby, dlatego zabawę mogę uznać za zaliczoną ;)
    Trochę mnie tutaj nie było (całe 2 dni), ale obiecuję nadrobić wszelkie zaległości. Jak na razie zmieniłam nieco wygląd bloga ;) Jak wam się teraz podoba? 
  

2 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Testuję: Peeling eliminujący zaskórniki Garnier Czysta Skóra Active

11/07/2012 Ania T.


      Wiem, obiecałam notkę wczoraj ale wróciłam późno do domu i nie chciało mi się robić fot :P
Dziś mam dla was recenzję peelingu, którego używam już od dość długiego czasu i bardzo go lubię :)
   Tak wygląda opakowanie:
   Prosta, wygodna buteleczka, stawiana na zamknięciu (jak dla mnie plus-cała zawartość spływa w dół i można ją wycisnąć bez problemu nawet jak produkt jest już na wykończeniu). Zatrzask na zamknięciu trzyma bardzo mocno i nie ma opcji, żeby kosmetyk otworzył nam się np. w trakcie transportu czy w kosmetyczce. Jedyna wada jest taka, że nie ma tam żadnej membranki dozującej ilość wypływającego peelingu, przez co wylot zakrętki lubi się brudzić :)
    Zakrętka:
   To co lubię w tym produkcie to fajna konsystencja, jest gęsta i nie spływa z ręki (nakładam peeling na twarz, najpierw odmierzając jego ilość na dłoni), ma lekko niebieski kolor i widoczne peelingujące drobinki:
  Zapach jest bardzo orzeźwiający, ale nie utrzymuje się długo na skórze. Po nałożeniu na twarz daje efekt przyjemnego chłodzenia. Drobinki są na tyle delikatne, że nie podrażniają skóry, ale ścierają martwy naskórek i bardzo dobrze oczyszczają twarz. Nie rozsiewa zaskórników po całej twarzy i przy regularnym stosowaniu pomaga zapobiegać powstawaniu nowych. Gorzej radzi sobie z wągrami- u mnie nadal są, mimo codziennego stosowania. Niestety prawda jest taka, że z nimi nie radzi sobie żaden peeling ani maseczka, więc może to być pewne usprawiedliwienie dla Garniera :)
   Produkt jest niezwykle wydajny, wykonuję peeling twarzy raz w tygodniu a opakowanie starcza na ok 3-4 miesiące. Cena w stosunku do innych peelingów nie jest jakoś bardzo zawyżona- kosztuje on ok 18-19 zł (zależy od drogerii). 

PLUSY:
-wydajny
-przyjemnie chłodzi po nałożeniu
-nie podrażnia skóry
-radzi sobie z zaskórnikami
-fajna, gęsta konsystencja

MINUSY:
-zamknięcie lubi się brudzić resztkami zaschniętego peelingu
-nie radzi sobie z wągrami




26 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

TAG: Liebster Blog

11/07/2012 Ania T.

Liebster Blog

   Wczoraj zostałam wytypowana przez Maniaczkę drogeryjną do zabawy zwanej Liebster Blog, postanowiłam wziąć udział i was także do tego zachęcam! :)
                                                  
Na czym polega ten Tag?
Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię  nominował.

15 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Melduję- już są NAJNOWSZE OS'y!

11/06/2012 Ania T.

Wiadomość dla fanek i fanów Original Source'ów!

   Dziś w moim Katowickim Rossmanie spotkała mnie nie lada przyjemność- najnowsze OS'y już są w sprzedaży! Bez zastanowienia chwyciłam oba nowe, limitowane zapaszki bo wiedziałam, że na pewno zejdą jak świeże bułeczki.
  Tak więc naprzód-marsz do najbliższego Rossmana w poszukiwaniu tych cudeniek :) I pochwalcie się czy udało się wam je dostać i co sądzicie o zapachach :)

41 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Dziekuję :* + mały prezent dla was! :)

11/05/2012 Ania T.

Jesteście niesamowici!

   Wróciłam dziś z uczelni i oczom nie wierzyłam- 1000 ODWIEDZIN! Dziękuję wam bardzo, jesteście cudowni :* 
Skoro zrobiliście mi taką piękną niespodziankę, to chciałabym wam troszkę umilić wieczór kompletnie niekosmetyczną fotką :D
I prezentuje wam moją jeżynkę- Pulpecinę, która bardzo serdecznie was pozdrawia!
  Zapraszam jutro na recenzję peelingu do twarzy firmy Garnier i trzymajcie się ciepło.
PS: Jak licznik dobije do 2000 to się zastanowię nad małym rozdaniem ;)

31 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Testuję: Glitter Eyeliner H&M kolor brown

11/01/2012 Ania T.

  Nie jestem mistrzynią precyzyjnych kresek a czarne eyelinery nadal pozostają dla mnie magią, dlatego bardzo się cieszę, że znalazłam taki produkt, którym umiem robić ładne, precyzyjne kreski. Ten kosmetyk to właśnie Glitter Eyeliner z H&M.
   Ma bardzo ładny brązowy kolor i mieniące się drobinki. Ich połysk jest na tyle subtelny i delikatny, że idealnie nadaje się także na co dzień. Tak prezentuje się na ręku (wybaczcie jakość, aparat słabo dziś współpracował):
  Ma bardzo fajny pędzelek, którym łatwo wykonać kreskę. Kiedy nam coś nie wyjdzie-możemy go bez problemu zmyć. Nie rozmazuje się podczas demakijażu i nie zostawia smug (ewentualnie pojedyncze, błyszczące drobinki). Podczas noszenia nie ściera się, chyba, że za bardzo majstrujemy przy oku ręką (ale czegoś takiego nawet najlepszy produkt nie wytrzyma :D). Plusem jest to, że także się nie kruszy.       
  Pokrywa powiekę już za pierwszym nałożeniem. Nie jest to produkt wodoodporny ale nie musimy się martwić o to, że w deszczu nam spłynie z twarzy, bo akurat pod tym względem się sprawdza.
  Oto moja kreseczka zrobiona tym linerem:
  Dostępny w każdym H&M, który ma dział z kosmetykami :) Cena też całkiem atrakcyjna bo kosztuje ok 15 zł. Ja go bardzo lubię i często używam.

PLUSY:
-wygodny, precyzyjny pędzelek
-intensywny kolor, z mieniącymi się drobinkami
-pokrywa powiekę już za pierwszym nałożeniem
-dość niska cena
-nie kruszy się
-łatwo go zmyć

MINUSY:
-nie w każdym H&M można te linery dostać
-podczas zmywania zostawia drobinki
-może się rozmazywać (kiedy za często dotykamy oka z makijażem)



12 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!