Moje nowości: Alterra + maseczka z zielonej glinki AFP Nature

10/29/2012 Ania T.

Moje dzisiejsze zakupy kosmetyczne:)

   Dziś wstąpiłam do Rossmana i apteki po kilka kosmetycznych drobiazgów. Wreszcie udało mi się znaleźć polecane przez wszystkie bloggerki kosmetyki z Alterry (w moich Rossmanach jakoś na złość nigdy ich nie było) a w aptece zaopatrzyłam się w zieloną glinkę do twarzy, przeznaczoną do rozrabiania z wodą z firmy AFP Nature. Nie mogę się doczekać testowania :D
    Oto moje nabytki:
   *maska nawilżająca do włosów suchych i zniszczonych granat i aloes Alterra 
   *szampon dodający objętości papaja i bambus Alterra
   *2 opakowania (w każdej po 2 saszetki) maseczki glinka zielona argile AFP Nature

18 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Testuję: Revlon Pinch Me róż do policzków w żelu + nagroda za Pomaderiankę miesiąca :)

10/27/2012 Ania T.


  Bardzo lubię kosmetyki firmy Revlon. Dlatego kiedy zobaczyłam ten róż w promocji postanowiłam go kupić. Pomyślałam sobie, że róż w żelu to fajny pomysł i może być fajną alternatywą do osypujących się kosmetyków w kamieniu. Jakie było moje zdziwienie, kiedy się okazało, że jest do niczego! 
   Ma bardzo proste opakowanie-żadnych rewelacji:
   Plastikowa pompka lubi się zatykać zaschłym różem, wtedy ciężko jest cokolwiek z niej wycisnąć, a jak już się uda to żel pryska na na wszystkie strony. Radzę przygotować zapas chusteczek do wycierania ścian podczas aplikacji tego kosmetyku :P
   Dostępny jest w 4 odcieniach, ja wybrałam nr 300- Playful Pink.
   W opakowaniu kolor wydaje się rewelacyjny, mocny, ładnie napigmentowany... wrażenie mija po nałożeniu go na twarz (ja zaprezentuje kolor na ręku). 
   Po wyciśnięciu widać w nim brzydkie grudki, a wodnista zawartość spływa po całej ręce (na potrzeby zdjęcia wodniste zacieki zostały wytarte). Miałam nadzieję, że po rozsmarowaniu grudki się rozpuszczą, nadadzą ładny kolor...i tu kolejne rozczarowanie.
   Grudki są nadal widoczne, a róż nie daje absolutnie żadnego koloru. Na twarzy wcale nie prezentuje się lepiej. Lepi się, a zamiast ładnie zaróżowić policzki- zostawia paskudne placki. Nieważne czy nałoży się go mało czy dużo- to co mam na twarzy po jego aplikacji nawet w połowie nie przypomina koloru z opakowania.
   Zastosowałam go dwa razy. Zaraz po kupieniu nałożyłam z ciekawości i natychmiast zmyłam. Nie chciałam od razu go skreślać, więc dałam mu drugą szansę. Znów musiałam od razu sięgać po płyn do demakijażu.
   Jestem zawiedziona, że firma, z której do tej pory byłam tak bardzo zadowolona mnie zawiodła. Ciężko jest mi znaleźć plusy tego produktu, może poza niską ceną (w promocji kupiłam go za 9,90 zł). Zdecydowanie nie polecam. Nie będę robić podsumowania, bo nie chcę już go do końca kompromitować :D


A teraz zaprezentuje wam mój zestaw jaki otrzymałam w nagrodę za zostanie Pomaderianką Miesiąca.
  Zestaw składa się z:
*Żelu-kremu do twarzy z serii Solutions firmy Avon
*Masła do ciała z serii Planet Spa African shea butter & chocolate truffle
*Pielęgnacyjnej, wysuwanej pomadki do ust o różanym zapachu
   Mam nadzieję, że wam się podoba :) 



  
   

9 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Testuję: podkład Skin Balance Pierre Rene

10/21/2012 Ania T.

Testuję: podkład Skin Balance Pierre Rene

   Dzięki firmie Pierre Rene miałam okazje przetestować ich podkład Skin Balance. Nie spodziewałam się po nim cudów, bo mało który kosmetyk radzi sobie z moją mieszaną cerą...ale jestem bardzo pozytywnie zaskoczona!
   Podkład ma bardzo eleganckie i przyjemne dla oka opakowanie:
   Niewątpliwym plusem jest także wygodna pompka, dzięki której łatwo się "wyciska" pożądaną ilość produktu:
   Podkład jest dostępny w 5 odcieniach, więc myślę, że każdy znajdzie odpowiedni dla siebie. Ja mam bardzo jasną cerę, dlatego wybrałam nr 21. Tak wygląda na mojej dłoni:
  Trzeba go nakładać oszczędnie, ponieważ może dawać efekt "pomarańczowej" twarzy. Ale nawet w małej ilości ładnie wyrównuje koloryt cery i zakrywa małe niedoskonałości (nawet jeśli nie użyję wcześniej korektora). Nie wiem jak sprawdza się na cerze typowo trądzikowej, ponieważ mnie nękają tylko drobne wypryski od czasu do czasu-ale z nimi radzi sobie zaskakująco dobrze. 
   Dodatkowym wielkim plusem jest na pewno rewelacyjny zapach, nie pachnie "chemicznie" tak jak niektóre podkłady, z którymi do tej pory miałam do czynienia.
  Ma fajną konsystencję, po nałożeniu na twarz może wydawać się tłusty-ale jeśli dobrze się go rozprowadzi to efekt znika. Nie osadza się tak bardzo przy brwiach  (jak np. Skin Match Astora, który też mam w swojej kosmetyczce), dopiero po całym dniu noszenia odrobinę się "roluje"  w okolicy oczu (jednak nie jest to aż tak bardzo widoczne). Dobrze się rozprowadza nawet jak nie nałożę bazy pod makijaż.
   Mimo, że nie jest to produkt typowo matujący to zapobiega świeceniu się mojej kłopotliwej i przetłuszczającej się "strefy T". Nos nie świeci się nawet po całym dniu i nie muszę go pudrować co godzinę.
   Producent obiecuje, że jest wodoodporny-tego nie miałam okazji sprawdzić, ale wiem, że nie ma problemów ze zmywaniem go. Płyn micelarny i mleczko do demakijażu sobie z nim radzą.
   No i wreszcie cena. Myślę, że określenie "tanie nie zawsze jest złe" w przypadku tego podkładu jest bardzo trafione. W końcu 22,99 zł to nie cena z kosmosu, a biorąc pod uwagę szereg zalet tego produktu , myślę że zdecydowanie warto go kupić!

PLUSY:
-niska cena
-dobrze się rozprowadza
-ładnie pachnie
-dobre krycie i ładne wyrównanie kolorytu
-duży wybór odcieni
-wygodna aplikacja
-matuje

MINUSY:
-może dawać efekt pomarańczowej twarzy (nałożony w zbyt dużej ilości)
-roluje się w okolicy oczu po dłuższym "noszeniu"



4 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Testuję: The Body Shop Coconut Body Mist

10/17/2012 Ania T.


   Niedawno wygrałam w konkursie fotograficznym zestaw kosmetyków The Body Shop. W jego skład wchodziła między innymi cudowna, kokosowa mgiełka do ciała :) Dziś chciałabym wam nieco przybliżyć ten pachnący produkt.

   Mgiełka ma bardzo intensywny zapach. Zaraz po psiknięciu wydaje się chemiczny, ale to wrażenie szybko się ulatnia i zostaje tylko przepiękny, kokosowy aromat. Utrzymuje się zarówno na skórze, jak i na włosach oraz ubraniu nawet przez cały dzień-bywa, że używam jej zamiast perfum :) Zdecydowanie polecam fanom kokosów, nie poczują się ani trochę zawiedzeni!
   Nie zauważyłam żadnych efektów pielęgnacyjnych, ale mgiełka jest od tego żeby ładnie pachnieć i odświeżać skórę. Produkt Body Shop idealnie spełnia tą funkcję.
   Opakowanie jest eleganckie, szklane, ze srebrną zakrętką. Dla mnie minusem jest szklana buteleczka, bo w moim przypadku uniemożliwia to noszenie jej w torebce. Ale wiem, że mają one także swoich zwolenników, dlatego nie uznaję tego za rażącą wadę.
   Niektórzy mogą być przerażeni ceną- 39 zł/100 ml, jednak biorąc pod uwagę fakt jak długo utrzymuje się zapach, jest to dobry wydatek :)

PLUSY:
-intensywny zapach
-długo utrzymuje się na skórze

MINUSY:
-malutki minus za szklaną buteleczkę
-cena (ale tak jak już wcześniej wspomniałam-jak na tak długo utrzymujący się zapach wcale nie jest aż tak wysoka)

8 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Testuję: Seacret Spa Sal&Oil Scrub Ocean Mist

10/12/2012 Ania T.

Testuje: Seacret Spa Salt&Oil Scrub Ocean Mist

   
   Dziś mam dla was prawdziwą perełkę kosmetyczną ;) Niezwykły peeling, który dosłownie pokochałam!
Ten scrub nabyłam zupełnie przypadkiem  (jeśli jesteście zainteresowani to pełną emocji (:D) historią na jego temat możecie ją przeczytać w moim artykule na portalu Pomaderia.pl).
Zaczynamy!
Peeling ma pojemność 400 g, w jego skład wchodzi sól z Morza Martwego, pełna cennych minerałów oraz mnóstwo naturalnych olejków. Produkt nie był testowany na zwierzętach i nie zawiera parabenów. Od pewnego czasu jestem fanką takich naturalnych kosmetyków, dlatego uważam go za świetny zakup ;)
Tak się prezentuje zewnątrz:
A tutaj widok na wnętrze:

Na skórze prezentuje się tak:
Peeling świetnie złuszcza naskórek, po jego użyciu skóra jest bardzo miękka i gładka. Podobnie jak w przypadku balsamu, którego recenzję prezentowałam wam wcześniej, zostawia na ciele tłustą warstewkę z pielęgnacyjnych olejków.
Nie brudzi ona ubrań i dosyć szybko się wchłania, bardzo dobrze nawilżając skórę. 
Peeling pachnie dość intensywnie, zapach utrzymuje się na skórze nawet do kilku godzin. Mi osobiście bardzo odpowiada, ale niektórzy mogą uznać iż jest duszący.
Niewątpliwą jego zaletą jest wydajność, używam go regularnie raz w tygodniu od 3 miesięcy i została mi jeszcze ponad połowa opakowania. 
Próżno go jednak szukać w drogeriach, nie znajdziecie go również w internecie (chyba, że ktoś akurat będzie go sprzedawał na allegro lub kupicie go na zagranicznej stronie producenta). Ja zakupiłam go na firmowym stoisku Seacret Spa w Złotych Tarasach w Warszawie. Cena również odstrasza-zapłaciłam za niego 100 zł. Możecie uznać to za wariactwo, ale tak jak wcześniej wspomniałam-produkt jest bardzo wydajny i idealnie spełnia swoją funkcję ;)

Podsumowując:
PLUSY:
-wydajność
-skuteczność: dobra pielęgnacja,nawilżenie,złuszczanie naskórka
-przyjemny zapach (moim zdaniem)
-naturalny skład
-nie testowany na zwierzętach

MINUSY:
-ciężko dostępny
-wysoka cena

Polecam go wszystkim fanom naturalnych kosmetyków :)






13 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Testuję: Balsam do ciała w kostce cynamon i paczula Orientana

10/06/2012 Ania T.

Testuje: Balsam do ciała w kostce cynamon i paczula firmy Orientana.

   Obiecałam recenzję balsamu w kostce o zapachu cynamonu i paczuli dlatego oto jest! :) Dzięki uprzejmości fanpage'a Cosmopolitan PL oraz firmy Orientana miałam wielką przyjemność testowania tego balsamu. 
   Dość długo czekałam na przesyłkę (ale to wina poczty;) ) i się doczekałam. Balsam jest zawinięty w folię ochronną i zapakowany w pudełeczko (podczas podróży trochę się pogniotło).
Niestety kosteczka też straciła swój kształt uroczej babeczki, ale zwalam to na niekorzystne warunki pogodowe (zbyt dużo słońca). Tak wygląda balsam po rozpakowaniu:
Nie mogłam się doczekać aż go wypróbuję dlatego od razu zaczęłam testy. 
Jest to balsam w 100% naturalny, dla zainteresowanych podaję jego skład (ze strony producenta):
Cera Alba (wosk pszczeli), Ricinus Communis Seed Oil (Olej z nasion rącznika pospolitego), Garcinia Indica Seed Butter (masło kokum), Theobroma Cacao Seed Butter (masło kakaowe), Cocos Nucifera Oil (olej kokosowy), Punus Amygdalus Dulcis Oil (olej migdałowy),Olea Europaea Husk Oil (olej oliwkowy), Sesamum Indicum Seed Oil (olej sezamowy), Helianthus Annuus Seed Oil (olej słonecznikowy), Triticum Vulgar  Germ Oil (olej z kiełków pszenicy), Tocopherol (wit. E), Vitis Vinifera Seed Oil (olej z nasion winogron), Cinnamonum Zeylanicum Bark Oil (olej cynamonowy), Cinnamomum Zeylanicum Bark Powder ( sproszkowany cynamon), Pogostemon  Cablin Oil (olejek paczulowy), Glycyrrhiza Glabra Root Extract (ekstrakt z cykorii), Foeniculum Vulgare Oil (olejek fenkułowy).

Balsam nie był testowany na zwierzętach (co jak dla mnie jest kolejnym wielkim plusem!).
Producent zastosował w nim olejek cynamonowy i obiecuje, że ma on "działanie rozgrzewające, ujędrniające i wyszczuplające"- rzeczywiście świetnie rozgrzewa i cudownie ujędrnia, jednak efektu wyszczuplającego nie zauważyłam. 
Zdecydowaną zaletą tej kosteczki jest także to, że bardzo długo utrzymuje zapach-dla fanów cynamonu (ponieważ jest to główna, wyczuwalna nuta zapachowa) jest ona idealna. Zapach pozostaje na skórze przez cały dzień, przesiąka również na ubrania, które pachną niczym smakowita babeczka :)
Aplikacja tego balsamu to fajna zabawa, nakłada się go bezpośrednio na skórę "jeżdżąc" po poszczególnych partiach ciała (zupełnie jakbyśmy myli się mydłem w kostce).Rozpuszcza się w kontakcie ze skórą,dlatego nie stanowi ona problemu:
Po nałożeniu, skóra robi się czerwona i paląca, ale nie mamy się czym martwić, ponieważ jest to działanie rozgrzewające wyżej wspomnianego olejku cynamonowego ;) Balsam tworzy na ciele tłustą warstewkę, nie brudzi jednak ona ubrań i szybko się wchłania:
Ta warstewka to właśnie zawarte w kosteczce olejki. Ma ona świetne właściwości pielęgnacyjne-używałam kosteczki raz na 2 dni i to w zupełności wystarczało aby moja skóra była miękka, jędrna i nawilżona.

Niestety mimo tylu plusów zauważyłam także minusy-balsam jest mało wydajny, po 3 zastosowaniach dosyć się "skurczył" a biorąc pod uwagę cenę (30 zł/60g) uważam, że jest ona zdecydowanie za wysoka.
Denerwowało mnie też to, że podczas aplikacji rozpuszczał mi się w dłoniach i ślizgał co nieco ją utrudniało.
Ale mimo tych wad ja mogę go z ręką na sercu polecić!

Zrobię krótkie podsumowanie, w którym zbiorę plusy i minusy:
PLUSY:
-naturalny skład
-nie testowany na zwierzętach
-intensywny, długo utrzymujący się zapach
-dobra pielęgnacja skóry, efekty zgodne z obietnicami producenta
-estetyczny wygląd

MINUSY:
-wysoka cena (jak na taką małą wydajność)
-aplikacja może być trudna,ze względu na rozpuszczanie się kostki w dłoniach

Zainteresowanych kupnem zapraszam TU 

PS:Jest to moja pierwsza recenzja na tym blogu dlatego proszę o wyrozumiałość i zachęcam do komentowania :)

6 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!

Witajcie!

10/03/2012 Ania T.

Witajcie :)

       Od czegoś trzeba zacząć, dlatego witam Was serdecznie ;) Na moim blogu chciałabym przybliżać wam kosmetyki, których używam na co dzień lub mam przyjemność testować. Już w weekend zapraszam was na notkę poświęconą pachnącemu orientem balsamowi do ciała firmy Orientana-Cynamon i Paczula. Proszę o chwilę cierpliwości i do zobaczenia w weekend! :)

1 komentarze:

Ten blog to nie miejsce na Twoją reklamę i proszę, pamiętaj o tym zostawiając tu swój komentarz!